Często tak mam, że decyzję podejmuję bez większego wahania. Zwłaszcza jeśli chodzi o wina. Na Węgrzech ma się tą dobrą sytuację, że w niema...

Często tak mam, że decyzję podejmuję bez większego wahania. Zwłaszcza jeśli chodzi o wina. Na Węgrzech ma się tą dobrą sytuację, że w niemalże każdym sklepie znajdzie się przynajmniej przyzwoite trunki. Dużo tu też małych sklepów, które same sprowadzają wino, dzięki czemu możemy dostać naprawdę wyjątkowe okazy, niedostępne w supermarketach, a tym bardziej za granicą. Taki lokalny patriotyzm... No i większa znajomość rynku. Ja zaś dziś wybrałem się do mojego ulubionego sklepu (a másik bolt) i wybrałem Furminta. Bo na to miałem ochotę i już.Sprzedawca polecił mi Kvaszinger Hatalos-Dűlő Tokaji Furmint 2013. Kupiłem już jedną butelkę od Kvaszingera, ale na słodkie wina to wybitnie trzeba mieć ochotę - zwłaszcza w takim upale - więc leży sobie na półce w spiżarce. 

 

Dobry Furmint nie jest zły... (fot. własna)

Furminta postanowiłem otworzyć natychmiast, ponieważ po hektolitrach Hárslevelű chciałem przypomnieć sobie ten arcytokajski feeling - i nie pomyliłem się. Mamy tu jasnozłoty kolor, w nosie na pierwszym planie pojawiają się nuty wanilii, a dalej suszone owoce, delikatne nuty miodowe, brzoskwinia, trochę cytrusów i mokra skała. W ustach złożone - na pierwszym planie pojawiają się cytrusy, następnie suszone owoce, miód. Dalej mamy wyraźną mineralność, nuty waniliowe oraz delikatnie zaokrąglający to wszystko cukier resztkowy. Na końcu mamy długi i przyjemny finisz. A takie cudo w przyjemnej cenie 2490 HUF (35 PLN). Ocena: ****.

Podczas niedawno opisywanego festiwalu poznałem kilka ciekawych, małych winnic, których produkty tak rzadko pojawiają się na sklepowych pół...

Podczas niedawno opisywanego festiwalu poznałem kilka ciekawych, małych winnic, których produkty tak rzadko pojawiają się na sklepowych półkach. Jednym z nich był Pinceköz Borászat z Abaújszántó na skraju tokajskiego regionu winiarskiego. W samej miejscowości nie znajdziemy być może wielu zabytków, ale jest tu kilka rzędów z piwniczkami, a z pewnością znacznie mniej turystów niż na przykład w Tokaju. Pinceköz to naprawdę mała winnica - powierzchnia nasadzeń wynosi 1 ha w stanowiskach Sátorhegy i Bátorka-dűlő. Powstają tu głównie wina wytrawne, ale można skosztować również szamorodni oraz aszú.

 

Tak dobre, że zabrałem jedno ze sobą... (fot. własna)

Ja miałem przyjemność degustować dwa wina - obydwa ze szczepu Hárslevelű. Pierwszym z nich było wytrawne Hárslevelű 2013, o delikatnej, jasnozłotej barwie, w nosie wyczuwalne są wyraźne nuty kwiaowe, owoce egzotyczne, mango. W ustach lekkie, świeże, owocowe, w tym wyczuwalne brzoskwinie i mango. Na finiszu pojawia się nuta zielonego jabłka. Ocena: ***/****. Drugim winem, które skosztowałem było Szamorodni 2013 Hárslevelű ze stanowiska Bátorka-dűlő. Posiada złotą barwę, w nosie wyczuwalne nuty kwiatowe, miód, brzoskwinie. W ustach krągłe, oleiste, lecz dobrze zbalansowane (60 g/l cukru resztkowego i 6,8 g/l kwasów), wyraźnie wyróżniają się nuty suszonych owoców, brzoskwinii, mango, pigwy. Długi, przyjemny finisz. Ocena: ****. Jeśli będziecie w pobliżu - zawitajcie. Naprawdę warto!

Wczorajszym późnym wieczorem odwiedziłem Zamek Vajdahunyad w Lasku Miejskim w Budapeszcie, gdzie rokrocznie odbywają się dwa znaczące wydar...

Wczorajszym późnym wieczorem odwiedziłem Zamek Vajdahunyad w Lasku Miejskim w Budapeszcie, gdzie rokrocznie odbywają się dwa znaczące wydarzenia w kalendarzach wielbicieli wina. Jednym z nich jest główna degustacja lutowego Furmint Február, a drugim pozostająca w jego cieniu Noc Hárslevelű (Hárslevelű Éjszakája). Nie ma co się oszukiwać - choć jest do drugi z głównych tokajskich szczepów, raczej nigdy nie dorówna sławie swojemu większemu bratu. Nie ma za sobą takiego marketingu, a moim skromnym zdaniem także  mniejszy potencjał, przynajmniej jeśli chodzi o walory smakowe. Samo wydarzenie jest jednak dowodem na to, że ktoś próbuje pomóc mu wyjść z cienia Furminta.

 

Wyjątkowa sceneria... (fot. własna)

Po przybyciu na miejsce skierowałem swoje kroki ku stoisku z książkami, gdzie znalazłem Tokaj Wine Guide 2016 oraz Tokaj - People and Wineyards. Obydwie zakupiłem i miałem okazję zamienić parę słów z autorem - Dánielem Kézdym, który jest również pomysłodawcą wczorajszego wydarzenia i chodzącą skarbnicą wiedzy o Tokaju. Tak naprawdę to z tej imprezy zapamiętam bardziej spotkania z ludźmi, wymianę poglądów i doświadczeń, aniżeli same wina, spośród których mało było takich, które zupełnie zapadłyby mi w pamięć. Ku mojemu zaskoczeniu pojawiło się kilka win z wyraźnymi wadami, które nigdy nie powinny stanąć na stołach producentów. Zaskoczenia? Inspirujący okazał się Géza Lenkey, który przywiózł dwa dojrzałe już roczniki (2005 i 2009), Dubicz Borászat z półwytrawnym Hárslevelű 2008 z późnych zbiorów oraz Kerekes Szőlőbirtok és Pince z niesamowicie aromatycznym, egzotycznym Hárslevelű 2015 (próba beczkowa). Poniżej pewnego poziomu nie zeszły Kikelet Pince, Gróf Degenfeld czy też Zsirai Pincészet. Miło wspominam również wina z Pinceköz, Pajzos-Megyer, Gizella Pince.

 

Wyjątkowi winiarze (fot. własna)

Jednak najlepszym, najbardziej dojrzałym i dopieszczonym winem, którego skosztowałem na tej degustacji było Balassa Betsek Andezit Hárslevelű 2013 Magnum. Po prostu poezja winiarstwa. Złota barwa, w nosie lekkie nuty cytrusowe, rumianek, nuty kwiatowe. W ustach solidna, wyraźna kwasowość, potężna mineralność - człowiek ma wrażenie, jakby lizał tą mokrą skałę z Betsek. Dalej brzoskwinie, miód, kwiaty. Złożone, gęste, wielkie. Ocena: ****/*****. Kiedy chciałem wrócić po kolejną porcję już go nie było... Drugim winem, które chciałbym wyróżnić było Lónyai Hárslevelű 2015 od Stéphanie Berecz. To zaledwie próba beczkowa, ale już pokazuje potencjał, na jakie stać wina ze stanowiska Lónyai. Bladozielone, w nosie wyraźne nuty kwiatowe, brzoskwinie, nieco muszkatowości. W ustach bardzo wyraźna, świeża kwasowość, mineralność, mango. To wszystko podkreślone niewielkim cukrem resztkowym. Finisz z zielonym jabłkiem. Ocena: ****. Ostatnim, którego wino tak bardzo zapadło mi w pamięć było Lenkey Hárslevelű 2005 o bursztynowej barwie, w nosie wyczuwalnych suszonych owocach, wanilii, śliwce. W ustach niesamowicie żywa, świeża kwasowość, susz owocowy, nieco nut dymnych oraz miodowych. Gęste, krągłe, godne podziwu. Ocena: ****. 

 

I nade wszystko - wyjątkowe wina! (fot. własna)

Cieszę się, że pomimo długiego wahania przybyłem na tą imprezę. Skosztowałem wspaniałych win, poznałem wyjątkowych ludzi oraz zebrałem sporo materiału do nauki. Węgierskie wina mają tyle różnych, ciekawych obliczy, że nie warto rezygnować z najmniejszej nawet możliwości, by z nimi obcować. Degustowałem i przyjemnie spędziłem ten wieczór na koszt własny.


Poniedziałek, szlag by to trafił. Któż uwielbia ten dzień? Chyba tylko jacyś masochiści, którzy lubują się w wstawaniu wcześnie rano i robi...

Poniedziałek, szlag by to trafił. Któż uwielbia ten dzień? Chyba tylko jacyś masochiści, którzy lubują się w wstawaniu wcześnie rano i robieniu kilku kółek wokół osiedla, by potem z wielkim bananem na ustach pójść do pracy i wyrabiać 150% normy. Ja z pewnością do nich nie należę. W dodatku powoli nadchodzą letnie upały, więc prysznic chodzi zarówno rano i wieczorem, a i to nie chłodzi zmęczonego ciała. Zostaje metoda najbardziej tradycyjna, czyli stosowanie płynu chłodniczego - w moim przypadku wina. Tak na prawdę nie miałem dziś zbyt dużo ochoty by pić wino, dlatego też wystarczy mi ten jeden kieliszek, by dowiedzieć się, czym mnie uraczono. Imprezę sponsoruje Faktoria Win.


Złe nie jest, ale czegoś mu brakuje... (fot. własna)

Jako że na francuskich winach, a w szczególności muscadetach znam się bardzo słabo (by nie powiedzieć - jestem ignorantem), postanowiłem zaufać jedynie moim zmysłom, oraz cioci Wikipedii. Powstają one ze szczepów Melon de Burgogne, w trzech apelacjach w Dolinie Loary. Cechy charakterystyczne: wyraźna kwasowość, lekka struktura, ogólnie pojęta świeżość. Jak się ma do tego przedmiot degustacji? W testowanym Marcel Martin Les Roches Noires Muscadet Sevre et Maine 2014 mamy jasnozłotą barwę, w nosie nuty cytrusów, kwiatowe, nieco nut pieprznych. W ustach dominują cytrusy, nuty kwiatowe, wino jest lekkie, ale dosyć krągłe. Mamy tu stosunkowo niewielką kwasowość, wyraźną goryczkę, a na finiszu jabłko. Nie jest złe, ale fanem chyba nie zostanę. Po drugie, chyba średnio odpowiada archetypicznemu muscadetowi. Zbyt kwiatowe i za mało kwasowe. Ocena: **/***. Sugerowana cena detaliczna: 24.99 PLN.

W ostatnich dniach miałem możliwość pojawić się w Polsce i odebrać przesyłkę nadesłaną mi przez Faktorię Win. Ku mej uciesze były w niej dw...

W ostatnich dniach miałem możliwość pojawić się w Polsce i odebrać przesyłkę nadesłaną mi przez Faktorię Win. Ku mej uciesze były w niej dwa węgrzyny, które postanowiłem zdegustować jako pierwsze. Obydwa pochodzą z niezwykle trudnego rocznika 2014, kiedy natura nie oszczędziła tutejszych winiarzy. Jak więc przedstawiają się owe wina?


Rześko, kwiatowo, owocowo... (fot. własna)

Pierwszym z nich było Thummerer Bokréta Cuvée 2014 z Egeru, kupaż win ze szczepów Királyleányka oraz Muscat Ottonel w proporcji pół na pół. Wino przeszło fermentację w 14 stopniach i dojrzewało w tankach ze stali nierdzewnej, dzięki czemu zachowało bardzo dużo świeżości. Charakteryzuje się bladozieloną barwą, w nosie wyczuwalne jest mango, brzoskwinia, niewielka pikantność. W ustach burza owoców, przyjemna, choć niezbyt potężna kwasowość (5,3 g/l) oraz delikatne nasycenie CO2. Muszkatowy finisz, z lekką goryczką. Przyjemne. Ocena: ***/****. Sugerowana cena detaliczna: 24,99 PLN.


Oraz nieco pełniej, dojrzalej... (fot. własna)

Następnie nadeszła pora na Szöllősi Sauvignon Blanc 2014 z okręgu winiarskiego Aszár-Neszmély. To jedno z ostatnich win, które wyszły spod ręki zmarłego niedawno Mihálya Szöllősiego, wyróżnionego przed śmiercią tytułem winarza roku. Bladozielona barwa, w nosie nuty grapefruita, agrestu, zielonego jabłka. W ustach wciąż dominuje grapefruit, dużo w nim nut zielonych, wyraźna kwasowość, delikatnie wyczuwalne mineralność. Nieco poważniejsza od poprzednika struktura, która sprawia, że wino to wydaje się dobrym towarzyszem zarówno posiłków, jak i przyjacielskich rozmów. Finisz z nutami zielonego jabłka, papierówki. Ocena: ***/****. Sugerowana cena detaliczna: 36,99 PLN. Jak widać, w ofercie potężnych sieci takich jak Euro Cash można spotkać ciekawe wina nie sięgając głębiej do portfela, co potwierdzają powyższe trunki. Pozytywnie mnie to zaskoczyło. Oby tak dalej! Źródło win: nadesłane do degustacji przez dystrybutora - Faktorię Win.

Do dzisiejszego posta podchodzę w sposób wyjątkowy. Co prawda próbowałem ostatnio kilku win, które trafią na łamy bloga, lecz tę wyjątkową ...

Do dzisiejszego posta podchodzę w sposób wyjątkowy. Co prawda próbowałem ostatnio kilku win, które trafią na łamy bloga, lecz tę wyjątkową okazję musiałem uczcić wyjątkowym winem. A cóż nią jest? Otóż dzisiejszy post jest już setnym na łamach tego bloga. Zaczynając pisać o winie, zwłaszcza o tak bliskim memu sercu winie węgierskim nie spodziewałem się, że dojdę do takiej ilości postów oraz kilkunastu tysięcy wyświetleń, za co serdecznie Wam wszystkim dziękuję. Ale skoro już znamy przyczynę, poznajmy także i sprawcę dzisiejszego zamieszania, czyli Royal Tokaji 6 puttonyos Aszú 2011. Producenta  nie muszę długo przedstawiać, bo była już o nim mowa, wystarczy powiedzieć, że jest jednym z wiodących, a w ostatnim okresie chyba największym producentem aszú z legendarnej wioski Mád, którego wina rokrocznie święcą triumfy na różnorakich konkursach winiarskich.
 

Kompozycja doskonała (fot. własna)

Nie inaczej było i z tym winem, które do dziś uzyskało już parę wyróżnień, w tym złoty medal na zeszłorocznym konkursie Dekanter World Wine Awards. Zawiera ono aż 201,3 g cukru resztkowego na litr, oraz 10,7 g kwasu. Jest kupażem trzech głównych szczepów tokajskich, Furminta, Hárslevelű i Sárgamuskotály, powstało go dokładnie 10289 butelek. Posiada głęboką, bursztynową barwę, w nosie niesamowicie złożone: mamy tu nuty miodowe, suszonych owoców, skórkę pomarańczy oraz wanilię. W ustach niesamowicie zharmonizowanie - doskonała równowaga pomiędzy olbrzymią słodyczą, a pokaźnych rozmiarów kwasowością. Wyczuwalna jest bogata paleta nut owocowych - brzoskwinii, cytrusów, suszonych moreli. Pojawiają się także aromaty wanilii, nieco nut zielonego jabłka. Długi, cudowny finisz. Ekstaza. Ocena: *****. Dla mnie - wino idealne. Rzadko zdarza się taki zakup, a ja za nie zapłaciłem bodajże niecałe 5000 HUF (69 PLN). Warte wiele, wiele więcej. Serdecznie polecam i zapraszam do czytania kolejnych postów.

Wino lodowe to wciąż rzadkość na naszych stołach. Jeśli już się pojawia, to raczej jako ciekawostka, ze względu na swoją unikatowość i wyso...

Wino lodowe to wciąż rzadkość na naszych stołach. Jeśli już się pojawia, to raczej jako ciekawostka, ze względu na swoją unikatowość i wysoką cenę. Cena poniekąd uzasadniona, gdyż i rzadko zachodzą wszystkie warunki konieczne do powstania wina (grudniowy lub styczniowy mróz, oraz zdrowe grona), a i technologia jest również kosztowna. W morzu win różowych podczas festiwalu Rosalia miałem możliwość spróbować również i tych win, pokrótce opisując wrażenia z nimi związane.

 

Krótko i na temat: dobre (fot. ze strony producenta)

Pierwszym z degustowanych win było Koch Jégbor 2007. Jest to 100% riesling, o ciemnozłotej, bursztynowej barwie, w nosie zaś wyczuwalne są nuty kwiatów, kandyzowanych owoców - brzoskwinii, pigwy, miodu. W ustach potężna słodycz, którą nieco temperuje kwasowość, oleista struktura, wyraźne nuty brzoskwinii. Na finiszu wyczuwalne nuty migdałów. Ocena: ****. Cena: 5000 HUF (70 PLN). Czy warto? Powiedziałbym, że tak, choć w tej cenie można dostać np. przyzwoite aszú. Co kto woli...

 

Piękny kolor, choć zawartość mogłabyć piękniejsza (fot. własna)

Drugim i ostatnim z kosztowanych win był Birkás Rajnai Rizling Jégbor 2014. Jak widać szczep ten sam co u poprzednika, barwa bursztynowa, w nosie miód, suszone owoce, morele. W ustach takie tutti frutti - bardzo owocowy, wyraźna słodycz, powiedziałbym, że nieco przesadzona. W tym wypadku brakowało mi trochę kwasowości, która sprawiłaby, że wino byłoby bardziej pijalne, a tak, po jednym kieliszku człowiek ma dość. Przyzwoite, nic ponad to. Ocena: ***. Cena: 4000 HUF (56 PLN). Lepiej dołożyć ten tysiąc forintów i kupić poprzednika. No chyba, że to trafi się w promocji za pół ceny... Dla mnie była to wyjątkowo ciekawa lekcja, jak dwa wina z tego samego szczepu mogą dać bardzo odmienne wina. Spróbujcie i Wy!

Od kilku lat w pierwszy weekend maja w Budapeszcie jeden z parków zamienia się w oazę różowego wina. Do niedawna był nim Gesztényes Kert w ...

Od kilku lat w pierwszy weekend maja w Budapeszcie jeden z parków zamienia się w oazę różowego wina. Do niedawna był nim Gesztényes Kert w Budzie, ale ze wzgędu na ograniczoną przestrzeń tego miejsca impreza przeniosła się w pobliże zamku Vajdahunyad w lasku miejskim Városliget. Wybór był całkowicie uzasadniony, gdyż choć późnym popołudniem zaczęło się robić tłumnie, to spokojnie dało się przejść od stoiska do stoiska, z czym w zeszłym roku był niemały problem. Dodatkowo pojawiło się więcej budek z jedzeniem, dzięki czemu był już w miarę przyzwoity wybór. Na plus było także stanowisko NÉBIH (Inspektorat Sanitarny), gdzie można było zapoznać się z różnymi wadami wina, a także przetestować się w znajomości nut zapachowych, które znajdujemy w winach. Ogólnie poszło mi dobrze, choć jest jeszcze nad czym ćwiczyć.

 

Brama nieba (fot. własna)
Wstęp na imprezę jest bezpłatny, lecz wina degustować można tylko z oficjalnych kieliszków, które kosztują 1000 HUF (14 PLN) za sztukę, a płatność w stoiskach można uiszczać kartą paypass lub kartą festiwalową (którą można doładować w wielu punktach) - obieg gotówki został wyeliminowany niemalże całkowicie. Ceny wina wahają się od 200 do 1200 HUF (3 do 20 PLN) za decylitr. Najwięcej jest oczywiście win różowych, ale skosztujemy również sporo win białych i czerwonych, deserowych, a także musujących. Ja skupiłem się przede wszystkim na winach różowych, z których przedstawię trzy, które najbardziej przypadły mojemu gustowi.

 

Wielka miłość zaczyna się winem różowym (fot. własna)

Pierwszym z nich jest "Kinnagangon" Badacsonyi Pinot Noir Rosé 2015. Posiada malinową barwę, w nosie wyczuwalne nuty maliny oraz co zaskakujące, śliwki. W ustach owocowe, na pierwszym planie maliny, truskawki, nieco porzeczek. Delikatnie nasycone dwutlenkiem węgla, który podkreśla wyraźnie wyczuwalną, choć nie nachalną kwasowość. Bardzo przyjemne, lekkie wino, w sam raz na wiosenny lub letni piknik. Ocena: ****. Kolejnym różem, który chciałbym wyróżnić był Szabo és Fia Borpince Rosé z Balatoncsicsó, znajdującego się w regionie winiarskim Balaton-felvidék. Wino to charakteryzuje się ciemnoróżową barwą, w nosie mamy egzotyczne owoce, graperfruit, porzeczki. W ustach solidnie zbudowane, wyraźnie wyczuwalna kwasowość oraz mineralność, nuty grapefruita, cytrusów, na finiszu zaś delikatna gorycz. Przyjemne, choć lepsze byłoby podane do jakiegoś posiłku. Ocena: ***/****. 

 

Było czego próbować (fot. własna)

Trzecim wyróżnionym winem jest Rosé 2015 z Ruppert Borház z Villány. Jasnoróżowa barwa, w nosie wyczuwalne nuty porzeczki, grapefruita, cytrusów. W ustach wyraźnie wyczuwalne nasycenie dwutlenkiem węgla, wyraźna mineralność, cytrusy, goryczka, grapefruit. Lekkie, przyjemne, w sam raz na lato. Polecam! A każdego z Was zapraszam na kolejną imprezę, która odbędzie się dokładnie za rok. Degustowałem na koszt własny.

 

Późnym popołudniem zaczęło się robić gęsto od ludzi (fot. własna)

Ktoś z Was być może miał możliwość spotkania Norberta Csite podczas zeszłorocznego Bor, Mámor, Bénye. Jest to niezwykle skromny olbrzym o s...

Ktoś z Was być może miał możliwość spotkania Norberta Csite podczas zeszłorocznego Bor, Mámor, Bénye. Jest to niezwykle skromny olbrzym o sercu gołębia, który postanowił przekuć swoją pasję w rzeczywistość i kilka lat temu zakupił 0,4 ha ziemi w sercu tokajskiego regionu winiarskiego. Do dziś skalę trudności z jaką musi się mierzyć wyznacza dystans około 200 kilometrów - w sezonie co weekend pokonuje dwukrotność tej liczby kursując między winnicą a Budapesztem. Chciałby w końcu postawić tylko na winiarstwo - ale nie zamierza się przeprowadzać na prowincję. Swoje wina zaprezentował po raz pierwszy szerszej publiczności, odkąd otrzymał pozwolenie na wprowadzenie ich do obrotu. Do degustacji podano 6 win.
 
 

Olbrzym o gołębim sercu (fot. własna)

Pierwszym z nich był Furmint 2011. Posiada on jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalne aromaty suszonych owoców, brzoskwinii, cytrusów, przypraw. W ustach złożone, o wyraźnej kwasowości, nutach suszonych owoców. Wyczuwalna mineralność, zielone jabłko, wanilia. Przyjemne. Ocena: ***/****. Drugim winem Furmint 2012, który dojrzewał w tankach ze stali nierdzewnej. Charakteryzuje go bladożółta barwa, w nosie zdecydowana i wyraźna nuta zielonego jabłka, a w tle nieco aromatów kwiatowych. W ustach wyraźna kwasowość, zielone jabłko, agrest. Trochę zbyt proste, powiedziałbym wręcz, że nieco toporne. Ocena: **/***. Trzecim podanym winem był Toplec Furmint 2009. Mamy tu głęboką, złotą barwę i nieco osadu, w nosie wyczuwalne suszone owoce, wanilia, zielone jabłko. W ustach złożoność, wyraźne nuty owoców, brzoskwinii, moreli, solidna kwasowość, ale też mineralność.  Solidna struktura, lekka goryczka oraz migdały. Ocena: ****. Dojrzały, piękne wino. 

 

Etykieta niczego sobie (fot. własna)

Drugą połowę degustacji zaczęliśmy od Toplec Furmint 2011. Barwa jasnozłota, w nosie suszone owoce, karmel, migdały, przyprawy, brzoskwinia. W ustach suszone owoce, karmel, wanilia, wyraźna kwasowość oraz lekka goryczka oraz nuty miodowe oraz delikatna słodycz. Dobre. Ocena: ***. Następnie nadeszła pora na Toplec Furmint 2012. Nieco sieższe od poprzedników, barwa jasnozłota, w nosie wyczuwalne zielone jabłko, brzoskwinia, nieco nut pieprznych oraz wanilia. W ustach kremowe, krągłe, wyraźne nuty waniliowe, na drugim planie zielone jabłko, goryczka, migdały. Ocena: ***/****. Na sam koniec podano Toplec Furmint 2013. Posiada on bladozłotą barwę, w nosie zielone jabłko, przyprawy, suszone owoce. W ustach podobnie jak w nosie, nuta zielonego jabłka, wyraźna słodycz który skrywa potężną kwasowość. Finisz z lekką goryczką. Bardzo przyjemne, pijalne wino. Ocena: ***. Cała degustacja była ciekawym wydarzeniem, możliwością spotkania z bardzo skromnym, pokornym winarzem. Przed nim jeszcze wiele pracy, by dojść na wyżyny, by jego wina były warte tej ceny, o którą prosi, bo póki co, brakuje im trochę do tego. Jednak warto śledzić jego postępy. Może rodzi się kolejna legenda? Wina do nabycia w a másik bolt w cenie 5990 HUF (84 PLN) za butelkę.

Odcięli mi gaz. Nie, że nie płaciłem. Po prostu robili na całym bloku wymianę sieci gazowniczej i okazało się, że u nas jest za niskie ciśn...

Odcięli mi gaz. Nie, że nie płaciłem. Po prostu robili na całym bloku wymianę sieci gazowniczej i okazało się, że u nas jest za niskie ciśnienie w rurach, więc odcieli i się wynieśli. Zostajemy bez możliwości gotowania na co najmniej dwa tygodnie, więc zapowiada się radośnie. W związku z tym, żeby osłodzić sobie nieco niemożność gotowania postanowiłem otworzyć butelkę czegoś różowego, bo jak wiadomo świat widziany przez różowe okulary jest piękniejszy. Moim łupem padło Tüske Rosé 2015 od producenta Csaby Halmaia działającego w Szekszárdzie.
 

Nie ma róży bez kolców* (fot. własna)
Wino to posiada bladoróżową barwę, w nosie wyczuwalne są nuty truskawek i nieco nut pieprznych. W ustach na pierwszym planie truskawki, wyraźnie zaznaczona kwasowość, delikatne nasycenie CO2. W tle nuty cytrusów, grapefruita, lekka goryczka. Bardzo lekkie, niesamowicie pijalne wino. Na finiszu z nieśmiała pokazuje się czerwone jabłko. Cena: 1590 HUF (22,50 PLN). Ocena: ***/****. Może stać się jednym z popularniejszych róży tego lata. Ja rozkoszuję się nim dalej i Wam też to polecam!

*słowo tüske oznacza kolec


Bardzo rzadko pijam wina spoza Węgier. Osiedliłem się tu kilka lat temu, gdy patrzę na sklepowe półki, to moją uwagę przyciągają lokalne tr...

Bardzo rzadko pijam wina spoza Węgier. Osiedliłem się tu kilka lat temu, gdy patrzę na sklepowe półki, to moją uwagę przyciągają lokalne trunki, na zagraniczne z reguły nie patrzę. A czasem potrzeba czegoś innego, by nabrać dystansu do tego, co ma się na codzień. Dlatego też wczoraj postanowiłem otworzyć jedną z butelek otrzymanych od przyjaciela, który mieszka we Francji. Było nim musujące wino Chateau Moncontour Vouvray Brut Méthode Traditionnelle NV. Jest to jednoszczepowe, 100% chenin blanc, które powstaje w tej sporej, bo 130 ha posiadłości z winnic położonych na glebach gliniastych, bogatych w krzemionkę w Dolinie Loary. Dojrzewa od 12 do 14 miesięcy w butelkach, po czym trafia na rynek.

 

Całkiem przyzwoita prezencja (fot. własna)

Degustowane przeze mnie wino ma jasnozłotą barwę, bardzo obficie się pieni. W nosie wyczuwalna jest skórka chlebowa, nuty ziemiste, cytrusy. W ustach potężna kwasowość, wyraźnie wyczuwalna mineralność, nuty ziemiste, mokra skała, kawa, ale także owoce cytrusowe. W tle pojawia się zielone jabłko oraz agrest. Na finiszu wyraźnie wyczuwalne nuty skórki chlebowej oraz kawy. Mnie się podobało, posiada wszystko, czego chcielibyśmy znaleźć w przyzwoitym szampanie, choć zdaję sobie sprawę, że dla niektórych problemem może być zbyt potężna kwasowość oraz solidne nasycenie dwutlenkiem węgla. Ocena: ***/****. Trudno znaleźć wiarygodne źródło, ale cena z różnych stron internetowych oscyluje w granicach 15 EUR (65,00 PLN). W tej cenie całkiem przyzwoity zakup. Polecam.

W tym roku pierwszy maja wypadł w niedzielę, więc nie było z tego powodu dnia wolnego. Pogoda także niespecjalnie sprzyjała piknikowaniu, w...

W tym roku pierwszy maja wypadł w niedzielę, więc nie było z tego powodu dnia wolnego. Pogoda także niespecjalnie sprzyjała piknikowaniu, więc zdecydowaliśmy, by pójść do wine baru na kieliszek wina i jakąś małą przekąskę. Zdecydowaliśmy się na Palack Borbár, który znajduje się tuż przy Moście Wolności i z którym mam całkiem dobre doświadcznia. Tłumów nie było, więc mogliśmy dość szybko złożyć zamówienie i przystąpić do konsumcji.

 

Na początek coś lekkiego (fot. własna)

Ja zamówiłem Bodzilla 2015 od Hollósy Pince z północnego Balatonu. Jest to przyjemy Müller-Thurgau o bladozielonej barwie, w nosie wyczuwalne są nuty muszkatowe, kwiatowe, trawa oraz owoce egzotyczne. W ustach nuty trawy, agrestu, cytrusów, łagodna kwasowość ale też nieco nut migdałowych. Lekkie, przyjemne. W sam raz na piknik. Ocena: ***/****. Anikó skosztowała różowego Pinot Noir 2015 od Haraszthy Pincészet z Etyek-Buda. Wino to posiada jasnoróżową barwę, w nosie pojawiają się nuty maliny, truskawki oraz porzeczki. W ustach delikatnie wyczuwalna słodycz, rześka kwasowość, nieco dwutlenku węgla i owoce - malina, czerwona porzeczka. Przyzwoite. Ocena: ***.

 

A na koniec coś poważniejszego (fot. własna)

To wszystko dobrze komponowało się z grillowanym serem z sałatą oraz dipem z hummusu wraz z pitą. Na sam koniec postanowiłem spróbować czegoś poważniejszego, mój wybór padł na St. Tamás Mádi Furmint 2013 magnum. Charakteryzuje się złotą barwą, w nosie wyczuwalne są nuty suszonych owoców, śliwki, przypraw, goździków ale też pomarańczy. W ustach na pierwszym planie wysuwa się solidna kwasowość, dalej pojawiają się owoce, gruszka, brzoskwinia, nieco nut botrytisu. Wyraźnie wyczuwalna mineralność. Na finiszu pojawia się gruszka oraz wanilia, co jest o tyle dziwne, że wino nie spędziło ani minuty w beczce. Pieknę, pijalne. Ocena: ****. Doskonałe podsumowanie tej niezwykle krótkiej majówki.
Obsługiwane przez usługę Blogger.