Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże. Pokaż wszystkie posty

Jest w centrum Funchal wąska, klimatyczna uliczka Rua dos Ferreiros. Znajduje się zaledwie parę kroków od Praça do Município, jednego z głó...

Pereira D'Oliveiras - skład staroci w centrum Funchal

Jest w centrum Funchal wąska, klimatyczna uliczka Rua dos Ferreiros. Znajduje się zaledwie parę kroków od Praça do Município, jednego z głównych placów miasta, ale też trochę na uboczu - przez co nie zaglądają tam tłumy, jak chociażby do położonej przy głównej ulicy winiarni Blandy's. Na murze wisi tablica Wine Tasting. Visitors are welcome, która ostatecznie przekonuje mnie, że warto tam zajrzeć. Nie było możliwości profesjonalnego zwiedzania obiektu, pozostaje zrobić kilka zdjęć i spróbować to, co proponują do degustacji.

 

Takie przywitanie mi się podoba (fot. własna)
Pereira D'Oliveira to jeden z niewielu producentów, którego właścicielami jest rodzina założycieli. Początki działalności datowane są na połowę XIX wieku, zaś za siedzibę służy piękny budynek z XVII wieku, jeden z najstarszych oryginalnych budowli w Funchal. Powstaje tu rocznie około 150 000 litrów wina, w zdecydowanej większości z Tinta Negra Mole, choć oczywiście inne tutejsze szczepy są również reprezentowane. Pareira D'Oliveira posiada imponujący skład win z XIX wieku, większość z nich jest dostępna w sprzedaży, oczywiście w odpowiednich cenach...

 

 Najlepsze jest na samej górze... (fot. własna)
Ja sam miałem możliwość degustacji 4 win. Standardowy zestaw stworzyły D'Oliveiras Meio Seco, Meio Doce (3-letnie) oraz Doce (5-letnie), do tego doszedł jeszcze Boal 1987 (dlatego, że zakupiłem jedną butelkę...). Pierwsze z nich, czyli półwytrawna, trzyletnia Tinta Negra, to absolutna podstawa piramidy win maderskich. Powstała metodą estufagem, posiada bursztynową barwę, w nosie wyczuwalne są nuty rodzynków, orzechów oraz fig. W ustach orzech, melasa, rodzynki, delikatna kwasowość. Nie jest to szczyt tutejszych trunków. Ocena: **.

 

Zacny rocznik... (fot. własna)
Następnie nadeszła pora na Meio Doce, czyli półsłodkie wino. Tu również mamy doczynienia z Tinta Negra. Barwa ciemnobursztynowa, w nosie nuty orzecha, wanili, skórki pomarańczy. W ustach przyjemna słodycz, nuty pomarańczy, sporo ciała. Dalej nuty orzechów, migdałów, oraz wyraźna, rześka kwasowość. Ocena: ***. 5-letnie Doce, to krok wyżej w hierarchii win. Ciemnobursztynowe, w nosie nuty zielonego orzecha, karmelu, suszonych śliwek oraz fig. W ustach dominuje słodycz, nuty orzecha, pojawia się karmel i suszone owoce. Treściwe, ale poprzednik sprawił lepsze wrażenie. Ocena: **/***.

 

Jak na tak stare wina, ceny całkiem przyjazne... (fot. własna)
Dlaczego wybrałem akurat rocznik 1987? Odpowiedź jest prosta - to rocznik, w którym ja sam przyszedłem na świat. Z Boala powstają wina półsłodkie. Posiada ono ciemną, brązową barwę, w nosie wyczuwalne są skórka pomarańczy, nuty cytrusów, orzecha, syrop klonowy. W ustach spora słodycz, którą idealnie harmonizuje wyraźna kwasowość. Sporo złożonych nut orzechowych, syrop sosnowy, nieco nut korzennych, czekolada. Wino wielkie, złożone, piękny przykład tego, co mogą dać trzy dekady spędzone w beczce. Chętnie po nie sięgnę za jakiś czas. Ocena: ****.

 

Ostatnie krople na do widzenia... (fot. własna)
Szkoda, że nie danie mi było zwiedzić winnicy, gdyż miałem sporo pytań, na które niestety nie uzyskałem odpowiedzi. Muszę więc powrócić i z odpowiednim wyprzedzeniem umówić się na wizytę. A w międzyczasie pozostaje mi raczyć się innymi trunkami z Madery w nadziei, że powrót nastąpi szybciej, niż się spodziewam. Degustowałem na koszt własny.




Câmara de Lobos to niewielkie, senne miasteczko na południowym wybrzeżu Madery. Niewiele się tu dzieje, nie uświadczymy głośnej muzyki ani ...

Henriques & Henriques - kolejny przystanek na winiarskim szlaku Madery

Câmara de Lobos to niewielkie, senne miasteczko na południowym wybrzeżu Madery. Niewiele się tu dzieje, nie uświadczymy głośnej muzyki ani tłumu turystów. Są za to dwa obiekty istotne z punktu widzenia winomaniaków - siedziby producentów Henriques & Henriques oraz Barbeito. Ja miałem przyjemność zawitać do tego pierwszego, gdzie przyjęła mnie pani Maria da Luz Aguiar. Ruszyliśmy na zwiedzanie wytwórni. Henriques & Henriques to producent z ponad 150-letnią historią. Założona w 1850 roku przez rodzinę Henriquesów, po śmierci ostatniego z nich (w 1968 roku) przeszła w ręcę trzech przyjaciół - Alberta Nascimento Jardima, Petera Cossarta oraz Carlosa Nunesa Pereiry. Obecnie należy do innego producenta win na wyspie - Justino's. W 1992 podjęto decyzję o budowie nowej siedziby, centrum winifikacji oraz modernizacji istniejących obiektów o wartości ponad 5 milionów euro. W 1995 zdecydowano również o obsadzeniu 10 ha winorośli w pobliżu centrum winifikacji w Quinta Grande.

 

Piękne Câmara de Lobos (fot. własna)
Rocznie produkuje się tu około 1 miliona litrów wina, głównie 3 i 5-letnich, przy czym znajdziemy tu również sporo starych roczników, nawet z końca XIX wieku. Ja sam miałem możliwość spróbowania aż 10-ciu z nich, w różnym wieku i z różnych szczepów. Degustację zacząłem od Monte Seco - najbardziej wytrawnego z tutejszych win, które powstaje metodą estufagem (więcej informacji tu) z gron Tinta Negra. Ten gatunek pojawił się w czasie II. Wojny Światowej, kiedy ze względu na embargo Anglicy nie mogli sięgać po swojego ulubionego wermuta. Wino dojrzewało przez trzy lata, posiada jasnozłotą barwę, w nosie dominują nuty orzechów oraz suszonych owoców. Znajduje to swoje odbicie również w ustach, gdzie oprócz suszonych owoców oraz orzechów pojawia się także śliwka, migdały oraz delikatnie wyczuwalna nuta cytrusowa. Idealne jako aperitif. Ocena: ***.

 

Siedziba firmy (fot. własna)
Henriques & Henriques Full Rich Doce 3 years old także powstało z gron Tinta Negra. Jest to wino słodkie, o zawartości 108 g/l cukru resztkowego. Posiada ciemnobursztynową barwę, w nosie skórka pomarańczowa, migdały, orzechy. W ustach nuty suszonych owoców, rodzynków, orzechy, potężna słodycz. Trochę brakuje równowagi, ale generalnie przyjemne wino. Ocena: **/***. Następnie nadeszła pora na Henriques & Henriques Medium Dry 5 years old, które również powstało metodą estufagem, a do jego produkcji użyto gron Tinta Negra.  Charakteryzuje je bursztynowa barwa, w nosie wyczuwalne są skórka pomarańczowa, migdały, orzechy, delikatna nuta figowa. W ustach sporo cytrusowej świeżości, skórka pomarańczowa, orzechy oraz migdały. Dalej zaznacza się lekko nuta pistacji. Dobrze zbalansowana słodycz i kwasowość, co przy 77 g/l cukru resztkowego jest sporą sztuką. Warto. Ocena: ***.

 

Spotyka się tu historia... (fot. własna)
Kolejne wino to tzw. Colheita lub Single Harvest. To stosunkowo nowa kategoria win maderyzowanych, za którą stoją wina spędzające ponad 5 lat w beczce, a pochodzące z wyjątkowo dobrych roczników. Takim jest właśnie Henriques & Henriques Tinta Negra 1997 Single Harvest. Dzięki nowym przepisom od 2015 roku Tinta Negra została zaliczona do gron, których nazwę można umieszczać na etykiecie tutejszych win. Owy trunek posiada ciemnobursztynową barwę, w nosie wyczuwalne są nuty wanilii, skórki pomarańczy, ale też soli. W ustach zaskakujące bogactwo smaku - wanilia, suszona śliwka, pomarańcza, karmel, ale także miód. Dalej pojawiają się lekkie nuty pistacji. Wyczujemy tu także nuty koniaku, gdyż owo wino powstało w beczkach po bourbonie. Ocena: ****. Świetne.

 

I nowoczesność... (fot. własna)
Po nim nadeszła pora na Henriques & Henriques Sercial 10 years old. Wino oznaczone jest jako wytrawne, choć posiada aż 55,1 g/l cukru resztkowego. Charakteryzuje się bursztynowozłotą barwą, w nosie wyczuwalne są nuty pomarańczy, figi oraz orzechów. W ustach dominują orzechy, migdały, dalej pojawia się figa oraz pomarańcza. Mamy tu też delikatną słodycz i trochę zbyt małą koncentracje. Ocena: **/***. Henriques & Henriques Verdelho 15 years old to kolejne wino, które przyszło mi próbować. Bursztynowa barwa, w nosie wyczuwalne nuty figi, rumu, kokosu ale też pomarańczy i rodzynek. W ustach pełne, krągłe, wielowarstwowe - zadzięcza to długiemu dojrzewaniu, ale też sporej ilości cukru (71 g/l) i kwasów (6 g/l). Mamy tu nuty fig, pomarańczy, karmel, pistacje oraz delikatnie wyczuwalną mineralność. To wszystko łączy się w jedną, niemalże idealną całość. Ocena: ****/*****.

 

Wina w dojrzewają w wielkich tankach... (fot. własna)
Henriques & Henriques Boal 2000 Single Harvest to następny stopień w skali słodyczy, z którą spotkamy się na Maderze. Jest to wino rocznikowe, opisywane jako Medium Rich lub Medium Sweet, co w tym wypadku oznacza 96,1 g/l cukru resztkowego, któremu towarzyszy 5,9 g/l kwasów. Posiada ciemnobursztynową barwę, w nosie wyczuwalne są nuty pomarańczy, figi, oraz suszonych owoców. W ustach mamy syrop sosnowy, melasę, orzecha, ale też karmel i rodzynki. Złożone, gęste, niesamowicie ekstraktywne. Pojawia się rónież nuta ananasa. Solidne. Ocena: ****. Henriques & Henriques Malvasia 20 years old, to już szczyt drabinki, jeśli chodzi o słodycz. Mamy tu ciemnobrązową barwę, w nosie wyczuwalne nuty pomarańczy, rumu, czekolady, suszonych owoców. W ustach wyraźnie wyczuwalna, cytrusowa kwasowość (6,4 g/l), która harmonizuje potężną słodycz
(113,6 g/l), dalej pojawia się syrop piniowy, eukaliptus, oraz orzechy. W tle mamy także nuty czekolady. Niesamowicie długi i złożony finisz. Ocena: ****/*****.

 

I mniejszych beczkach... (fot. własna)
Ostatnie dwa wina to tzw. wisienka na torcie - coś, z czym rzadko kiedy się spotykamy i być może nie będziemy mieli możliwości nigdy do tego wrócić - dlatego napawało mnie wielką radością, że mogłem tego doświadczyć. Pierwszym z nich było Henriques & Henriques Terrantez 20 years old. Wino z tego szczepu to prawdziwa rzadkość, gdyż rośnie on zaledwie na kilku hektarach, a produkcja wynosi najwyżej kilka tysięcy butelek. Jeśli dodamy do tego 20 lat starzenia, okaże się, jak wspaniały trunek mamy w kieliszku. Wino posiada bursztynową, wpadającą w pomarańcz barwę, w nosie wyraźna słoność, mnieralność, pistacje, drewno, orzechy oraz rodzynki. W ustach krągłe, o solidnej, ożywczej kwasowości (7,1 g/l), nutach migdałów, suszonych owoców, cytrusów oraz pinii. Świetnie zintegrowany cukier (74,7 g/l) sprawia, że wino nie jest ciężkie, pomimo swej sporej słodyczy. Mnie przekonało. Ocena: ****/*****.

 

Degustowaliśmy w warunkach laboratoryjnych (fot. własna)
Koniec końców nadeszła pora na najstarsze podane do degustacji wino, czyli Henriques & Henriquest Tinta Negra 50 years old. Zostało ono zabutelkowane w zeszłym roku, po uzyskaniu zgody na podpisywanie win nazwą tegoż szczepu. Jest to miniaturowa produkcja, powstało zaledwie 8000 butelek. Posiada bursztynową barwę, w nosie wyczuwalne nuty fig, śliwki, skórki pomarańczy, ale też soli i migdałów. W ustach oleiste, krągłe, wyraźnie wyczuwalne migdały oraz orzechy, skórka pomarańczy, rodzynki, miód, syrop sosnowy a także delikatna nuta czekoladowa. Doskonała harmonia między sporą kwasowością (7,91 g/l) a potężną słodyczą (102 g/l). Wino potrzebuje czasu, by się otworzyć - ale z każdą kolejną minutą odkrywamy coraz to nowe warstwy, doprowadzając zmysły do ekstazy. Jest to wino świetne, wielkie, ponadczasowe. Sprawiło mi wielką radość i sięgnąłbym po nie ponownie, gdyby tylko pozwolił na to mój budżet :). Ocena: *****.

 

Było warto... (fot. własna)
Niestety nasze spotkanie musieliśmy zakończyć w pośpiechu, gdyż nieuchronnie zbliżała się godzina zamknięcia. Na moje szczęście otwarto jeszcze sklep, gdzie miałem możliwość zakupu wina - zdecydowałem się na 15-letnie Verdelho oraz 20-letni Terrantez. Moja karta debetowa zapłakała przy sprzedaży - ale chyba tak już miało być.... Wino stoi i czeka na swoją okazję, zaś winnicę Henriques & Henriques polecam każdemu, kto zawita na Maderę - brak tu tłumów, jak w przypadku Blandy's, pomieszczenia są bardziej przestronne, a obsługa miła i pomocna. Jeśli będzie mi dane zawitać tu jeszcze raz - z pewnością wrócę pod ten adres. Aktualnie producent nie ma w Polsce stałego dystrybutora, do niedawna dostępne były w ofercie Mielżyńskiego. Wina degustowałem za darmo na zaproszenie pani Marii da Luz Aguiar.




Blandy's to jeden z największych, jak również jeden z najbardziej znanych producentów Madery, głównie ze względu na to, że większość ic...

Blandy's Wine Lodge - winiarska Madera w pigułce

Blandy's to jeden z największych, jak również jeden z najbardziej znanych producentów Madery, głównie ze względu na to, że większość ich eksportu wysyłana jest do krajów anglojęzycznych, w których naturalnie poświęca się im sporo uwagi w materiałach prasowych. Nie tylko zresztą tam, gdyż wina te są częścią tradycji kulturowej Brytyjczyków oraz Amerykanów, są spożywane podczas wielkich uroczystości i świąt, takich jak na przykład Boże Narodzenie. Blandy's to jedna z niewielu już rodzinnych firm, która od 1811 roku produkuje wysokiej jakości trunki. Założyciele firmy przybyli na wyspę w burzliwych czasach wojen napoleońskich, odkrywając potencjał tutejszych win i świetne możliwości biznesowe, które daje ich eksport. Z owymi winami zapoznać się możemy w ich muzeum Blandy's Wine Lodge w Funchal   miejsce to obrałem za jeden z moich celów podczas podróży po Maderze.


Dom wina Blandy's (fot. własna)
 
Budynek, a raczej kompleks budynków, w którym znajduje się muzeum był już siedzibą klasztoru, jak również więzienia, a od połowy XIX wieku służy za siedzibę firmy Blandy's. Po dziś dzień dojrzewają tu wina produkowane tradycyjną metodą - najstarsze wino, które znajduje się w beczce pochodzi z 1920 roku. Ja dołączyłem do większej grupy, która została oprowadzona przez przewodniczkę po budynku, a która opowiadała przede wszystkim o procesie produkcji tutejszych win. Nie będę się rozpisywał na jej temat, więcej informacji znajdziecie na moim blogu we wcześniejszym poście. Budynek posiada kilka pięter, na wyższych poziomach znajdują się młodsze wina, na niższych zaś starsze. Ich kupażowanie jest wielką sztuką, dlatego ci sami winemakerzy pracują w firmie przez lata.


Beczki z dojrzewającym winem (fot. własna)
 
Na sam koniec wycieczki spotkałem się z przedstawicielem handlowym Blandy's, jak i Madeira Wine Company (której Blandy's jest największym i dominującym członkiem) - panem João Pedro Ghira, który przygotował dla mnie prywatną degustację i cierpliwie opowiadał o szczegółach produkcji i sprzedaży tutejszego wina. Z racji swojego stanowiska pan Ghira niejednokrotnie wizytował Polskę i dość dobrze orientuje się w polskim rynku winiarskim. Próbowano dystrybuować wino Alvada poprzez sieć drogerii Hebe, ale projekt nie okazał się sukcesem. Zresztą współpraca z całym koncernem Jerónimo Martins nie układa się zbyt pomyślnie, gdyż wymaga on sporych zniżek, nieopłacalnych z punktu widzenia producenta. Widać to w portugalskich ofertach Biedronki - na próżno tam szukać win z Madery.


Tanki z drewna satenowego (fot. własna)
 
Przejdźmy jednak do sedna. Do degustacji przygotowano 6 win: 10-letnie Sercial, Verdelho, Boal i Malvasia oraz Alvada i rocznikową Malvasie z 1999 roku. Wina zostały dobrze schłodzone, by mogły właściwie oddać swoje aromaty. Jeśli byłyby zbyt ciepłe, to dominowałby w nich alkohol. Zaczęliśmy od Sercial 10-years old, wytrawnego trunku, który posiada bursztynową barwę ze złotymi refleksami. W nosie wyraźne nuty orzechów, skórki pomarańczowej, suszonych owoców. W ustach dominuje nuta orzechowa, dalej pojawiają się prażone pistacje, delikatna słodycz (wino ma ok 40 g/l cukru resztkowego), dym wędzarniczy, figi. Bardzo ciekawa struktura, idealny jako apertifi, lub też podany z orzechami lub długo dojrzewającymi serami.  Ocena: ***/****. Drugim z kolei winem było półwytrawne Verdelho 10-years old. Charakteryzuje się ono ciemnobursztynową barwą, w nosie zaś mamy nuty skórki pomarańczy, karmelu i delikatną pikantność. W ustach sporo owocu, cytrusy, pomarańcze, delikatne nuty orzechów i tytoniu, wyraźnie wyczuwalna, morska słoność. Lekko zaznaczona kwasowość balansuje solidną (ok. 70 g/l cukru resztkowego) kwasowość. Bardzo przyjemne wino. Ocena: ****.


Mój gospodarz - João Pedro Ghira (fot. własna)
 
Półsłodki Bual 10-years old to kolejne wino, które przyszło mi degustować. Ciemnobursztynowa barwa, w nosie nuty fig, suszonych śliwek, kandyzowanych owoców. W ustach nuty orzechów, karmelu, pomarańczy, dalej nieco nut sosnowych, rodzynek. Krągłe, bogate, piękne wino. Pomimo 90 g/l cukru resztkowego bardzo pijalne. Ocena: ***/****. Następnie nadeszła pora na Malmsey 10-years old, słodkie wino o zawartości cukru resztkowego ok. 120 g/l. Posiada ciemnobursztynową barwę z brązowymi refleksami, w nosie wyczuwalne są nuty rodzynek, karmelu, pomarańczy, suszonych owoców oraz sosny. W ustach potężna słodycz, syrop sosnowy, delikatnie zaznaczone nuty orzechów i pistacji, bardzo elegancka, kremowa struktura. Wino długie i niesamowicie kuszące. Ocena: ****. 


Degustowane trunki (fot. własna)
 
Ostatnie dwa wina to wyjątkowe trunki. Wspomniana wcześniej Alvada, która jest stosunkowo nowym produktem to kupaż Bual i Malvasia w proporcji pół na pół. Jest to dość lekka wersja Madery, która spędza pięć lat w beczce, dzięki czemu ma w sobie więcej świeżości, niż starsze wina. Dodatkowo posiada około 130 g/l cukru resztkowego, różową etykietę, przez co jego targetem są niejako kobiety. Wino posiada ciemnobursztynową barwą, w nosie aromaty cytrusów, rodzynek, oraz skórki pomarańczy. W ustach lekke, wyraźnie owocowe (cytryny, pomarańcze), potężna słodycz, którą balansuje rześka kwasowość. W tle delikatne nuty orzechowe oraz syropu sosnowego. Wyjątkowo łagodne, przyjemne wino, ale przy tej słodyczy też bardzo pijalne wino. Ocena: ****. Malmsey 1999 to ostatni trunek, który miałem możliwość degustować. Charakteryzuje go ciemnobrązowa barwa, w nosie tytoń, karmel oraz delikatne nuty pomarańczy. W ustach potężna słodycz, którą nieco łagodzi wyraźna kwasowość, miód, karmel, rodzynki, dalej orzechy, sól morska. Na finiszu nuty skórki pomarańczy i syropu sosnowego. Ocena: ****/*****. Poważne, wielkie wino, które powstało zaledwie w ilości 8000 butelek. Dla takich chwil i takich win prowadzę ten blog o winie :-).


Historia w butelkach (fot. własna)
 
Degustację zacząłem o 16:30, przez co pod sam koniec sklep zamknął swoje podwoje, przez co musiałem wrócić jeszcze raz, by zrobić zakupy. Na spokojnie zwiedziłem cały kompleks, w którego skład oprócz sklepu winiarskiego, sklepu z pamiątkami oraz muzeum wchodzą również liczne pomieszczenia degustacyjne, w których trzymane są starsze roczniki win, również dostępne w sprzedaży. Oczywiście wina te są nieosiągalne dla zwykłego śmiertelnika ich ceny zaczynają się od kilkuset euro, więc nie każdy może sobie pozwolić na taki wydatek :-). W sklepie z pamiątkami można dostać wiele różnych drobiazgów począwszy od tradycyjnych przysmaków z wyspy lokalnych landrynek, słodkiego ciastka bolo do mel poprzez wina, do podkoszulków, kapeluszy oraz książek o tematyce winiarskiej.


Stare roczniki czekają na nabywców (fot. własna)
 
Warto zawitać do Blandy's Wine Lodge na Avenida Arriaga w Funchal, by odkryć tajemnice tutejszego wina zwiedzanie muzeum z profesjonalnie przygotowanym przewodnikiem pozwala zapoznać się z produkcją Madery oraz skosztować kilku produktów z szerokiej palety oferowanej przez Blandy's. Jest to też dobra możliwość poszerzenia wiedzy na temat dziedzictwa wyspy, która swe bogactwo zawdzięcza tym właśnie trunkom. Wina Blandy's dostępne są w Polsce w ofercie Domu Wina. Dom winiarski Blandy's zwiedzałem i tutejsze wina degustowałem na zaproszenie pana João Pedro Ghira z Madeira Wine Company.


Niewiele jest miejsc tak wyjątkowych, jak Madera. Wyspa wiecznej wiosny, porośnięta bujną roślinnością, poprzecinana terasami i lewadami*, ...

Madera - winiarska perła Atlantyku

Niewiele jest miejsc tak wyjątkowych, jak Madera. Wyspa wiecznej wiosny, porośnięta bujną roślinnością, poprzecinana terasami i lewadami*, na której powstaje jedno z najciekawszych i chyba najbardziej nierozumianych i niedocenianych win świata. Win wręcz niezniszczalnych, nieśmiertelnych, o których wielkości opowiadają zachowane butelki z XVIII wieku, które po otwarciu wciąż wprawiają człowieka w ekscytację. Bo jak inaczej nazwać fakt, że mamy możliwość obcowania z winem, które powstało kilka, a czasem już kilkanaście pokoleń wstecz i dalej zachwyca swą zawartością, winem, którym toasty wznosił Jerzy Waszyngton czy też Winston Churchill, winem, które jako jedyne było w stanie przetrwać długie, morskie podróże - co też przyczyniło się do jego sukcesu? Ale skąd w ogóle na Maderze wino? Postaram się pokrótce opowiedzieć na te i inne pytania związane z tym wyjątkowym trunkiem.

 

Górzysty krajobraz wyspy (fot. własna)

Madera to niewielka, bo zajmująca zaledwie 741 km² wyspa, położona w Archipelagu Makaronezji, około 570 km na zachód od wybrzeży Afryki i około 800 km na południowy wschód od Portugalii. Charakteryzuje się łagodnym, śródziemnomorskim klimatem, średnią roczną temperaturą 19-20 °C, przy czym istotne jest, że wahania są wyjątkowo niewielkie, temperatura rzadko spada poniżej 10 °C, jak również rzadko przekracza 30 °C. Opady wynoszą około 640 mm rocznie, głównie w okresie od października do marca. Owe warunki zapewniają idealne warunki do wegetacji wielu roślin, w tym winorośli. Jeśli chodzi o gleby, to są one pochodzenia wulkanicznego, powstałe na bazaltowym podłożu, o wysokim zakwaszeniu, bogate w żelazo oraz związki magnezu. Nasadzenia znajdują się na wysokości od 0 m n.p.m. do ok. 600 m. n.p.m.

 

Lewada (fot. własna)

Winną latorośl sprowadzili na wyspę Portugalczycy, a kilkanaście lat po odkryciu (1419 r.) i zasiedleniu eksportowano stąd wino. W połowie XVII wieku odkryto, że wzmacnianie wina destylatem alkoholowym jest doskonałym sposobem na jego utrwalenie - tak powstały pierwsze, podobne do dzisiejszych wina. Tutejszymi trunkami wznoszono toasty za niepodległość Stanów Zjednoczonych. Niestety filoksera brutalnie obeszła się z tutejszymi winnicami, doprowadzając do spadku produkcji o około 80%. Obecnie na Maderze znajduje się około 500 ha winnic, większość z nich znajduje się w granicach trzech gmin: Câmara de Lobos (186 ha) na południu oraz São Vicente (143 ha) oraz Santana (86 ha) na północy. Najpopularniejszym szczepem, odpowiadającym za 80-85% produkcji tutejszych win jest czerwony szczep Tinta Negra, sprowadzony tu już w XVIII wieku. Dziś jest on bazą trzyletnich i pięcioletnich win, które mogą być zarówno słodkie, jak i wytrawne. Poza nim istotną rolę pełnią również białe szczepy Sercial, Verdelho, Boal oraz Malvasia. Z Sercial powstają głównie rocznikowe wina wytrawne, o sporej kwasowości i zawartości cukru resztkowego do ok. 65 g/l. Winogrona te rosną na wysokości do 600 m. n.p.m. Verdelho jest bazą dla win półwytrawnych, osiągających do 80 g/l, powstających z winogron rosnących na wysokości ok 400 m. n.p.m. Boal, zwany również Bual rośnie na wysokości między 100 a 300 m. n.p.m. i daje wina półsłodkie, o zawartości cukru do 96 g/l. Krzewy Malvasii znajdują się zazwyczaj na wysokości od 150 do 200 m. n.p.m. i są bazą dla win słodkich, osiągających nierzadko po 120-130 g/l cukru resztkowego. Mamy też kilka bardzo rzadko spotykanych już szczepów, takich jak Terrantez czy Bastardo, ale też niemalże zapomnianych, takich jak Moscatel. 

 

Biały szczep Verdelho (fot. materiały prasowe Blandy's)

Czym więc jest wino znane jako Madera? Jest to białe, wzmacniane destylatem winogronowym wino, które powstaje poprzez długotrwałą oksydację i dojrzewanie w wysokiej temperaturze w olbrzymich beczkach. Wyróżnić można dwa procesy produkcji - estufagem oraz canteiro. Pierwszy z nich polega na umieszczeniu przefermentowanego i wzmocnionego destylatem wina w stalowych tankach na okres czterech miesięcy i ogrzewania ich do temperatury 45 °C, po czym schłodzenia i przelania do beczek z drewna satynowego, gdzie dojrzewają do osiągnięcia 3 lub 5 lat. W skład owych win wchodzi głównie Tinta Negra. Canteiro natomiast oznacza proces, gdzie przefermentowane i wzmocnione wino trafia do używanych beczek (na wyspie niemalże nie używa się nowych), położonych najpierw na najwyższym piętrze budynku i stopniowo przenoszonych w dół. Owe wina mogą dojrzewać nawet ponad sto lat, w zależności od decyzji winemakera. Beczki nigdy nie są do końca pełne, co pozwala na swobodną oksydację win, nadającą im charakterystyczny aromat i smak, proces ten nazywany jest maderyzacją. Jest to droga metoda - rocznie ok. 3% wina ubywa z powodu ewaporacji na skutek wysokich temperatur.

 

Mała plantacja w okolicach Santany (fot. własna)

Madera posiada kilka kategorii wina, w zależności od metody produkcji i rodzaju użytych gron. Podstawą są wina 3 i 5-letnie powstałe ze szczepu Tinta Negra. Mogą być zarówno wytrawne, półwytrawne, półsłodkie jak i słodkie. Powstają metodą estufagem. Znajdziemy wśród nich różne nazwy, m.in. Rainwater, Duke of Sussex etc. Następną kategorię stanowią gatunkowe wina 5-letnie, powstałe z pojedynczych szczepów - tzw. Single Harvest, oznacza się je również jako Reserve. Są zdecydowanie rzadsze i droższe od poprzedników. Następnie mamy najnowszy rodzaj win, tzw. Colheita, zwana również "baby vintage" która musi dojrzewać przez co najmniej 5 lat w beczkach, a wypuszczana jest na rynek z określeniem rocznika. Są to również wina jednoszczepowe. Następnie mamy wina Old Reserve, czyli dojrzewające przez 10 lat w beczkach, dalej Extra Reserve, starzone przez co najmniej 15 lat. Kolejna kategoria to wina dojrzewające przez co najmniej 20, 30, 40 lub 50 lat, ze stosownym określeniem na butelce. Najwyższą i najdroższą kategorię win stanowi Frasqueira (Garrafeira), czyli wina rocznikowe spędzające minimum 20 lat w beczce. Są tą wina wyłącznie wina jednoszczepowe, powstałe z wymienionych wcześniej szczepów (za wyjątkiem Tinta Negra). Oprócz nich mamy również niewielką ilość win powstałych tradycyjną metodą winifikacji, wchodzących w skład apelacji DOP Madeirense, oraz niższej kategorii IGT Terras Madeirenses.

 

Tanki z drewna satynowego (fot. własna)

Większość winorośli na wyspie jest w rękach drobnych winogrodników i tylko część producentów posiada swoje własne niewielkie parcele. Mamy tu ośmiu producentów (Madeira Wine Company, HM Borges, Henriques & Henriques, Pereira D'Oliveira, J. Faria, Justino's, Barbeito oraz Madeira Vintners. Produkują oni w sumie ok. 3,5 do 4 milionów hl wina, którego zdecydowana większość jest eksportowana za granicę, głównie do Wielkiej Brytanii i Francji, Niemiec, USA i Japonii. Największą firmę stanowi Justino's, które jest także właścicielem mniejszego producenta Henriques & Henriques, ich wspólny udział w rynku dochodzi do 70% całkowitej produkcji tutejszych win.

 

Skarb... (fot. własna)

Dochodząc do sedna - jak smakuje Madera? Jest to wino wzmacniane, o zawartości alkoholu pomiędzy 18 a 20%. W związku ze specyficznym sposobem dojrzewania, wino traci swoje pierwotne nuty owocowe, by ustąpić bardziej złożonym nutom oksydatywnym, takim jak orzechy, migdały, ale także skórka pomarańczy, karmel, nuty dymne. Charakterystyczne są także nuty rodzynek, suszonych owoców, figi. Wyraźny alkohol, ale również spora zawartość cukru oraz kwasów stanowi strukturę owych trunków. Madera jest w praktyce niezniszczalną - w nieotwieranej butelce, przechowywanej w temperaturze pokojowej i niewystawionej na ekstremalne warunki pogodowe będzie trwała i trwała, aczkolwiek po zabutelkowaniu wino przestaje rozwijać swoje aromaty. Raz otwarte - nie musi być przechowywane w lodówce, może zostać spożyte bez większych problemów w przeciągu kilku-kilkunastu miesięcy. Stare roczniki zazwyczaj wymagają dekantacji, by uwolnić złożone aromaty. Młodsze wina najlepiej podawać w temperaturze 13-14 °C, starsze natomiast w 15-16 °C. W zależności od typu wina stanowią one świetny dodatek do posiłków, ale część z nich najlepiej smakuje podana solo - jako aperitif lub digestif.

*są to kanały służące do transportu wody z północnej, wilgotniejszej części wyspy na południe, połączone w system i liczące w sumie ponad 2000 km długości.

Źródła informacji:
http://www.vinhomadeira.pt/
http://www.madeirawine.nl/
http://www.blandys.com/

Po całodniowym szaleństwie związanym z degustacją Juhfarków w winnicy Tornai zdecydowaliśmy, że niedzielę spędzimy na spokojnym kosztowaniu...

Szomlońskich wędrówek ciąg dalszy - Laci Jász i jego szalone pomysły

Po całodniowym szaleństwie związanym z degustacją Juhfarków w winnicy Tornai zdecydowaliśmy, że niedzielę spędzimy na spokojnym kosztowaniu trunków długowłąsego Laciego Jásza (A nagybajuszú Jász Laci Pincéje). Kim on jest? Pewnie nikt z Was o nim nie słyszał - a żałujcie - jest to człowiek, który zakochał się w Somló i tworzy tam wina, które potrafią zamknąć usta nawet największym niedowiarkom. Dlaczego? Po pierwsze, duża część z nich, jak na Somló, jest nadzwyczaj elegancka i pijalna. A reszta... Dość ekstremalna, ale o tym będzie nieco później. Jeśli jeszcze tego nie wiecie, okręg winiarski Somló składa się z trzech wzgórz - głównego Somló, położonego od niego na zachód Ság-hegy, oraz Kis-Somlyó, które leży na południowy-zachód od centrum regionu. Są to wygasłe wulkany, które powstały w ostatnich kilkunastu milionach lat, jako efekt aktywności sejsmicznej w Kotlinie Pannońskiej. Najbardziej znane wina pochodzą z Somló, lecz - co pokazała degustacja - również góra Ság posiada wspaniałe terroir.
 

Piękną ścieżką do góry... (fot. własna)

 Laci gospodaruje na stanowiskach położonych na Somló oraz Ság-hegy. Posiada ok 1,5 ha własnych nasadzeń i dzierżawi kolejne 1,5. Prowadzi dwa projekty: pierwszym z nich jest St. Margit Pincészet, gdzie tworzy tradycyjne wina szomlońskie z tutejszych szczepów (Juhfark, Olaszrizling, Furmint, Hárslevelű), oraz A nagy bajúszu Laci Pincéje to jego autorski projekt, pod który podciąga wszystkie wina, które nie pasują do przepisów apelacji (wina pomarańczowe, czerwone). Wina z winnicy St. Margit są eleganckie, stylowe, wręcz idealnie dopracowane. Nie ma w nich wybujałego alkoholu, tak często spotykanego w winach z Somló. Spośród dwóch Juhfarków z linii Bazalt 2015 (Somló, Ság-hegy,) zdecydowanie wyróżnia się ten drugi, który posiada jasnozieloną barwę, w nosie mineralny, słodny, w ustach mamy potężną kwasowość, zielone jabłko, oraz delikatny cukier resztkowy (8 g/l). To wszystko zamknięte w butelce wraz z wyraźną mineralnością daje mieszankę wybuchową. Ocena: ****.

 

Nazwa sama mówi za siebie... (fot. własna)

 St. Margit Bazalt Light 2015, czyli drugi Juhfark, jest zdecydowanie mniej ekstraktywny, choć tu również mamy wyczuwalną mineralność. Usta skręcają w kierunku nut ziołowych, agrestu, mamy też odrobinę cytrysów. Jest też trochę goryczki. Ocena: ***. Laci podał nam jeszcze jednego Juhfarka, a mianowicie St. Margit Mosoly 2015. Jest to wino musujące (sic!), co samo w sobie stanowi kuriozum, charakteryzuje się sporą owocowścią, zwłaszcza jeśli chodzi o ten szczep. Mamy tu nuty gruszki, pigwy oraz zielonego jabłka. Ciekawe. Ocena: ***/****. St. Margit Bazalt Hárslevelű 2015 to wyjątkowo lekkie wino, zwłaszcza jak na warunki szomlońskie. Bladozielone, delikatnie mineralne, z nutami kwiatów polnych i zioła, sprawdzi się zwłaszcza u tych, którzy nie lubią typowych win z Somló. Mnie jednak nie zachwyciło, brakuje mu trochę ekstraktu. St. Margit Olaszrizling 2015 jest jego zupełnym przeciwieństwem - tu mamy i wyraźną mineralność i sporą ekstraktywność. Jest też rześka kwasowość, która w połączeniu z nutami zielonych jabłek, lekkiego suszu owocowego, goryczki daje świetny rezultat. Zdecydowanie warte sięgnięcia. Ocena: ***/****.

 

Nieziemskie widoki... (fot. własna)

 Po tym nadeszła pora na prawdziwe szaleństwo, bo na stół wkroczyły wina sygnowane nazwą A nagy bajúszu Laci Pincéje. Zaczęliśmy od lekkiego Salto Mortale 2015, które wprowadziło nas w świat win pomarańczowych. Jest to Grüner Veltliner o złotej barwie. Dlaczego tylko złotej, skoro mówimy o winach pomarańczowych? Określenie, które się za tym kryje to technologia produkcji - wytłoczone skórki, kiście i pestki muszą zostać poddane działaniu oksydacji i dopiero po tym dodane do wina - dzięki temu zyskują niesamowity aromat, smak i wyjątkową barwę. Tu w nosie mamy nuty pigwy i słonej mineralności, w ustach wrażenie się powtarza, dochodzi do tego sporo ekstraktu, delikatne taniny i elegancka harmonia. Ocena: ***/****.

 

Nasz wspaniały gospodarz (fot. własna)

 Csak Zs. A. K. 2015- posiada zarówno wymyślną nazwę (to Tylko Zs. A. K. - skróty pierwszych liter użytych środków ochrony roślin, czyli zsurló - skrzypu, alga - algi, kén - siarka), jak i ciekawy smak. Jest to kupaż rosnących razem Olaszrizlinga, Pinot Gris oraz kilku innych, nieokreślonych winogron. Posiada pomarańczową barwę, w nosie wyczuwalne są nuty gruszki, pigwy, wędzonki, i czerwonego jabłka. W ustach na pierwszy plan wysuwają się nuty dymu wędzarniczego, dalej mamy jabłka, gruszki, sporą mineralność. Dużo tu ekstraktu, kwasowość trzymana jest w ryzach, całość sprawia ciekawe, aczkolwiek lekko perwersyjne wrażenie. Mnie bardzo to wino się podoba, jednak wiem, że są, którzy na pierwszy łyk wykrzywią twarz i pójdą w siną dal. Ocena: ****.

 

Blogerska brać nie próżnowała (fot. własna)
 
Piliście kiedyś czerwone wino pomarańczowe? A czy w ogóle coś takiego jest? Owszem - choć prawdopodobnie nie odróżnicie go od innych win czerwonych - bo różnica w smaku, a tym bardziej w barwie jest minimalna. Takim przykładem wina jest Naracsbor Cabernet Sauvignon-Syrah 2015. Ta sama technologia co w przypadku win białych, a efekt - również zadziwiający. Fantastyczne, bardzo owocowe wino o ciemnopurpurowej barwie, w nosie wyczuwalnych nutach wiśni, czerwonego jabłka, w ustach sporo tanin, dużo owocu, potężna struktura, jedwabiście gładkie ciało. To wszystko oparte o naturalną wyrazistą kwasowość daje wino wręcz epickie. Jedno z najlepszych win czerwonych, jakie piłem na Węgrzech. Ocena: ****/*****. Petarda.

 

Do zobaczenia następnym razem... (fot. własna)

Jeśli myślicie, że to koniec szaleństwa, to jesteście w błędzie. Laci przyniósł Perverzitás 2013, czyli kupaż z tego samego siedliska, co Csak Zs. A. K. To już wiele bardziej oldskulowe wino, o złotej barwie, w nosie wyczuwalnych nutach petrolu, dymu, ale też słonej mineralności. W ustach wyraźna, ostra kwasowość, nuty zielonego jabłka, petrol i mineralność. Długie, intrygujące wino. Dla mnie dość kontrowersyjne, wydaje się starsze, aniżeli faktycznie jest, ale pewnie znajdzie swoich amatorów. Czy mogło być coś bardziej szalonego? Tak - wino, które nigdy nie trafiło i nie trafi do sprzedaży, czyli Furmint 2011. Laci popełnił tu wszystkie możliwe błędy - z wina o wielkim ekstrakcie, fantastycznych parametrach zrobił oksydowanego potworka. I to co ciekawe, zrobił to z pełną świadomością. Jednak wyszło z tego coś ciekawego, wino, które ma sporo owocu, dużą kwasowość i solidną strukturę. Da się? Da się.
 

A to zabrałem ze sobą... (fot. własna)
 
Mieliśmy spędzić z Lacim półtora, góra dwie godziny. Jednak kosztowaliśmy jego win i dyskutowaliśmy przez prawie cztery. Poruszonych zostało wiele tematów, zarówno jeśli chodzi o praktyczne aspekty winiarstwa, jak i nastawienie samego Laciego do tego, co robi. Oprócz win, gospodarz ugościł nas przepysznym śniadaniem, gdyż nie pomyśleliśmy za wczasu, żeby zrobić porządne zaopatrzenie. Szynki, węgierskie kiełbasy, ale także wędzony łosoś doskonale komponowały się z podawanymi trunkami. Wyruszyliśmy w dalszą drogę z pełnymi żołądkami i przekonaniem, że odkryliśmy miejsce, które pełne jest niespodzianek i wspaniałych win. Degustowałem z Andrzejem Staniszewskim (blog Trzy Kolory Wina) oraz Piotrem Wdowiakiem (Z winem do kina) na zaproszenie László Jásza.


W sobotnie popołudnie siedziba winnicy Tornai zapełniła się spragnionymi Juhfarka gośćmi. Warto było czekać kilka miesięcy na to wydarz...

Somlói Juhfark Ünnepe - Wielkie szomlońskie święto Juhfarka.



W sobotnie popołudnie siedziba winnicy Tornai zapełniła się spragnionymi Juhfarka gośćmi. Warto było czekać kilka miesięcy na to wydarzenie, gdyż pojawiło się 16 winiarzy z 30 winami, w różnych stylach i z różnich roczników. Wszystkich połączył Juhfark - autochtoniczny szczep z Somló, który choć uprawiany w innych miejscach na Węgrzech, tam ma się najlepiej. Zresztą niech przemówią liczby: z 565 ha winnic (całkowita powierzchnia nasadzeń w 2014) 90 ha to Juhfark. Wyprzedza go tylko Olaszrizling, czyli generalnie najpopularniejszy biały szczep na Węgrzech.

 

Winnica Tornai - pomysłodawcy i gospodarze imprezy (fot. własna)
Juhfark to szczep wyjątkowy - jedyny, który potrafi maksymalnie oddać terroir góry Somló. Na próżno szukać w nim owocowości, najłatwiej dostrzeć w nim mineralność, którą zapewnia mu bazaltowe podłoże. Juhfark ma również zdolność do niesamowitej koncentracji kwasów, jak i cukru - dzięki czemu raz-dwa razy na dziesięć lat na Somló można zebrać zbotrytyzowane grona, które potrafią dać piękny efekt w winie. Choć wszystkie stoki Somló są obsadzone Juhfarkiem - to moim zdaniem daje on najlepsze wina na południowych zboczach, gdzie ma wystarczająco dużą ilość dni z nasłonecznieniem. Tutaj też znajdują się winnice najbardziej znanych szomlońskich producentów - Kreinbachera, Tornai, Kolonicsa, Fekete czy też Somlói Apatsági Pince.

 

Sprawcy całego zamieszania (fot. własna)
Większość win, które pojawiły się na stoiskach wystawców pochodzi z zeszłorocznych zbiorów. Warto zaznaczyć, że Juhfark, to szczep, który wyjątkowo dobrze sobie radzi z upływem lat, a młode wina potrzebują czasu, by osiągnąć szczyt formy. Mimo to dało się zauważyć, że generalnie winiarze są zadowoleni, a i wina udały się całkiem dobrze. Jedynym minusem jest mniejsza zawartość kwasów, którą spowodowało gorące lato. Dlatego też zeszłoroczne Juhfarki nieco odbiegają stylem od poprzednich roczników. Spośród degustowanych win chciałbym wyróżnić pięć, które moim zdaniem najlepiej wypadły tego popołudnia. Pierwszym z nich był Kőfejtő Juhfark 2015 od Tóth Pince. Posiada on bladozieloną barę, w nosie wyczuwalna jest mineralność, ale też delikatne nuty owocowe, banan, zielone jabłko oraz wanilia. W ustach cytrusy, nuty owoców egzotycznych, rześka, świeża kwasowość, wyczuwalna, słona mineralność. Mamy też nutę wanilii oraz delikatną goryczkę. Bardzo przyjemne, porządne wino. Ocena: ***/****.

 

Długowąsy Laci Jász (fot. własna)
Somlói Apátsági Juhfark 2014 to kolejne wino, które wypada wyróżnić. Posiada ono złotą barwę, w nosie wyczuwalne nuty miodu, morelni, mirabelki oraz delikatna nuta różana. W ustach wyraźna kwasowość, sporo owocu - moreli, śliwki, bardzo ekstraktywne, krągłe wino. Dalej nuty suszonych owoców. Bardzo dobra interpretacja szczepu, dojrzewało rok w beczce. Ocena: ****. Kolejny, wyróżniony trunek to Barcza Bálint Késői Szüretelésű Juhfark 2013. Tak, to wino z późnych zbiorów, lecz jest inne od pozostałych tego typu trunków. Dlaczego? Odpowiedź dają dwie dodatkowe informacje - 15% alkoholu i 4 dni spędzone na skórkach. Tak, to wino półwytrawne! Posiada piękną, głęboką złotą barwę, w nosie wyczuwalne nuty miodu, jabłka i wanilii. W ustach suszone owoce, wyraźna kwasowość, solidna struktura, wino oleiste, pełne. Dalej pojawia się niewielki cukier resztkowy oraz nuty wanilii. Piękne. Alkohol absolutnie nie wystaje. Ocena: ****.

 

Płynne złoto (fot. własna)
Następne wino również powstało z winogron zebranych późną jesienią. Bogdán Birtok Késői Szüretelésű Juhfark 2015. Tym razem mamy do czynienia ze słodkim winem, które zawiera 90 g/l cukru resztkowego. Barwa złota, w nosie kuszące nuty pigwy, moreli, suszonych owoców oraz miodu. W ustach miodowe, oleiste, wyraźne nuty cytrusów, pigwy. Sporą słodycz dobrze równoważy rześka, świeża kwasowość. Długi i przyjemny finisz z nutami pigwy. Ocena: ****. Na samym końcu nadeszła pora na wino bezsprzecznie największe, czyli Kreinbacher Juhfark 2007. Jest to esencja góry. Posiada złotą barwę, w nosie wyczuwalne nuty dymne, soli, mokrej skały, metalu. W ustach potężna mineralność, kredowy posmak, sól, nuty migdałów. Wyraźna, żwawa kwasowość, bardzo ekstraktywne wino. Złożone, pełne, niesamowite wino. Pokazuje, co potrafi Juhfark, jeśli da mu się kilka lat na dojście do pełni formy. Ocena: ****/*****. Dla mnie klasa światowa. Niestety nie do dostania...

 

A to płynna skała (fot. własna)
Wina staneły na wysokości zadania, tak samo jak organizatorzy - muzyka, jedzenie, przestrzeń, w których odbywała się impreza - wszystko zostało przygotowane perfekcyjnie. Były leżaki dla spragnionych odpoczynku, stoliki dla tych, którzy chcieli coś przegryźć i kanapy, na których można było się rozgościć. Widząc spore zainteresowanie imprezą pośród mieszkańców stolicy, zaoferowano im również możliwość transportu w preferencyjnej cenie, a dla nocujących w pobliżu góry - bezpłatny transport na miejsce noclegu. Na szczęście liczba gości została ograniczona odgórnie - i dzięki temu udało się uniknąć tłumów. Należy za to podziękować organizatorom, którzy jak widać nie szukali źródła łatwego zysku, tylko postawili na jakość. To się ceni. Winiarze również byli zadowoleni z imprezy, czemu dawali wyraz w rozmowach na terasie. Widać, że w końcu coś ich łączy i chcą budować renomę góry, która jak nic innego zasługuje na ponowne odkrycie. Podróżowałem do Somló i degustowałem na koszt własny.

 

O stronę gastronomiczną świetnie zadbał szef István Szabó (fot. własna)
Obsługiwane przez usługę Blogger.