Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lidl. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lidl. Pokaż wszystkie posty

W Grecji jeszcze nigdy nie byłem, prędko się nie wybieram, więc gdy rzucono na półki węgierskiego Lidla ofertę z smakołykami z Hellady post...

Retsina Greek Wine Cellars - Małe co nieco z węgierskiego Lidla

W Grecji jeszcze nigdy nie byłem, prędko się nie wybieram, więc gdy rzucono na półki węgierskiego Lidla ofertę z smakołykami z Hellady postanowiłem, że spróbuję powszechnie pijanego tam trunku - Retsiny. Retsina pijana na codzień to proste i tanie wino, którego charakterystyczny smak i zapach powstaje dzięki dodaniu do niego żywicy sosnowej. Przez to bardzo łatwo je rozpoznać - i nie da się ukryć - albo się je lubi, albo się go nienawidzi.

 

Jest ok! (fot. własna)
Ja do każdego wina staram się podchodzić bez uprzedzeń. Jednak Retsina od Greek Wine Cellars w półlitrowej butelce z kapslem, i niesamowicie niskiej cenie (399 HUF = 5,50 PLN) sprawiała mi trochę wątpliwości. Jak to, wino za nieco więcej niż piątaka może być pijalne? Okazuję się, że tak. Ma ono żółtą barwę, w nosie wyczuwalne są nuty żywicy, skóra, trochę nut kwiatowych. W ustach delikatnie cytrusowe, lekkie nuty kwiatowe, wyczuwalna żywica. Wino bardzo lekkie, wodniste, ale pijalne, z przyzwoitą kwasowością. Na finiszu lekka goryczka i delikatne nuty zielonego jabłka. Ogólnie - na upały w sam raz. Ocena: **. Degustowałem na koszt własny.

Połowa lata już minęła, długimi tygodniami słońce praży niemiłosiernie, więc chciałoby się sięgnąć po coś odświeżającego, zwłaszcza, jeśli ...

Lato w węgierskim Lidlu - lekkie wina na piknik i nie tylko...

Połowa lata już minęła, długimi tygodniami słońce praży niemiłosiernie, więc chciałoby się sięgnąć po coś odświeżającego, zwłaszcza, jeśli przebywacie na wakacjach na Węgrzech. Tutejszy Lidl dobrze wyczuwa tendencje pogodowe, dlatego też na półki od czwartku (4.08) trafi skromna oferta lekkich win. W jej skład wchodzi 6 róży i 4 wina białe. Nie są to żadną miarą wina wybitne, mają służyć gaszeniu pragnienia, jako składniki do szprycerów. Cenowo jest to przedział pomiędzy 439 a 1199 HUF (6-16,50 PLN).

 

W Lidlu lato w pełni (fot. ze strony Lidla)
Spośród win, po które warto sięgnąć poleciłbym dwa róże - Juhász Rosé 2015, lekkie, przyjemnie owocowe (maliny, truskawki, czerwona porzeczka), delikatnie nasycone CO2 w rewelacyjnej cenie 849 HUF (12 PLN) oraz Dúzsi Pannon Rozé Cuvée 2015, które również charakteryzuje się wyraźnymi nutami czerwonych owoców - maliny, czereśni, porzeczek, a także przyjemną, acz niezbyt potężną kwasowością (1199 HUF - 16,50 PLN). Oferta ważna jest do 8.10.2016, lub do wyczerpania zapasów. Jeśli przesiadujecie gdzieś nad Balatonem czy w Budapeszcie - udajcie się no najbliższego Lidla i poznajcie węgierskie smaki lata! Cała gazetka do pobrania tu.

Lidl nie mógł się lepiej wstrzelić ze swoją francuską ofertą. Trwają przecież Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej, rozgrywane na 10 francuski...

Szlakiem francuskich winnic - Nowa Francja w Lidlu

Lidl nie mógł się lepiej wstrzelić ze swoją francuską ofertą. Trwają przecież Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej, rozgrywane na 10 francuskich arenach, więc być może statystyczny Polak do obejrzenia meczu sięgnie i po francuskie wino. Nie przekona ona większości, która sięgnie pewnie po piwo, lecz jakaś nadzieja jest, że Muscadety czy Chablis pojawią się na polskich stołach w trakcie kibicowania reprezentacji. W ofercie pojawiło się 32 wina, w związku ze zbliżającym się latem (co chyba nie dla wszystkich sieci jest takie oczywiste...) mamy zdecydowaną przewagę win białych. I dobrze, bo przeciętny Polak pewnie coś tam słyszał, a może nawet wypił jakiegoś bordosa, ale to przecież nie na nich kończy się winiarska Francja. Oczywiście wina z Bordeaux są (i to w pokaźnej liczbie), lecz nie stanowią one trzonu tej oferty. Ja chciałbym wyróżnić 5 win, które najbardziej mi się spodobały podczas prezentacji.

 

Delikatne, aczkolwiek przyjemne (fot. Lidl)
 
Pierwszym z nich jest  Nicolas Carlin Pouilly-Fumé Les Pierres Blanches 2015. Mamy tu bladożółtą barwę, w nosie lekka mineralność, nuty cytrusowe, kremowe. W ustach lekka, aczkolwiek przyjemna kwasowość, wyraźne nuty cytrusowe, w sumie jest to harmonijne, przyjemne wino. Ocena: ***/****. Cena: 39,99 PLN. 

 

Jeśli czyściec ma tak wyglądać, to ja jestem za (fot. Lidl)
 
Kolejnym białym winem, które chętnie mogę polecić było Sas Sieur D'Arques Limoux "La Puragoire" 2013. Posiada jasnozłotą barwę, w nosie jakby mokra skała, wyraźna mineralność, cytrusy, ale też nieco dębu. W ustach wyraźna kwasowość, wanilia, mineralność, nieco nut kawowych. Mnie ten styl bardzo się podoba. Ocena: ***/****. Cena: 29,99 PLN.

 

Przyjemne, choć trochę za drogie (fot. Lidl)
 
Ostatnim z białych win, które zwróciło moją uwagę było Domaine de Oliveira Lecestre Chablis 2014. Bladożółte, w nosie wyczuwalna mineralność, cytrusy, sól morska. W ustach lekkie, acz z wyraźną, rześką kwasowością, delikatnymi nutami cytrusowymi oraz lekką goryczką. Przyjemne, choć być może nieco za drogie. Ocena: ***. Cena 44,99 PLN.

 

Dobre Bordeaux w przystępnej cenie (fot. Lidl)
 
Z win różowych (całe 2 sztuki) nie było niczego ciekawego, więc przechodzę do win czerwonych. Pierwszym wyróżnionym jest Château Gemeillan 2010. Posiada ono piękną, purpurową barwę. W nosie nieco nut skórzanych, dojrzałej wiśni, pieprzu. W ustach sporo garbnika, ale również dość przyjemny owoc, dżem wiśniowy, nuty korzenne, pieprz. Całościowo - bardzo udane wino. Ocena: ***/****. Cena: 37,99 PLN.

 

Piękne, choć jeszcze nieco za młode wino (fot. Lidl)
 
Na deser zostało najdroższe wino całej oferty czyli Château Fombrauge Saint-Émilion Grand Cru Classé 2013. Posiada purpurową barwę, w nosie solidne nuty owoców leśnych, czekolady, tytoniu. W ustach dużo owocu, wiśnia, czereśnia, ale nieułożone jeszcze taniny, lekka surowość. Potrzebuje czasu, za kilka lat pokaże pełnię swoich możliwości. Ocena: ****. Cena: 99,99 PLN. Nie wiem, czy dałbym stówkę, ale mimo wszystko jest to najlepsze wino degutacji. Moim zdaniem nie jest to jakaś wyjątkowa oferta, choć wydaje mi się, że sporo osób znajdzie w niej coś dla siebie. Ja ponownie odkryłem Francję, z czego bardzo się cieszę. Degustowałem na III Zlocie Winicjatywy. Wina zostały udostepnione do degustacji przez Lidla.

W Polsce jestem od czasu do czasu. Raczej rzadziej niż częściej, przez co czasami mam wrażenia, że to co robię na tym blogu trafia w otchła...

III Zlot Blogosfery Winiarskiej - Pierwsze wrażenia

W Polsce jestem od czasu do czasu. Raczej rzadziej niż częściej, przez co czasami mam wrażenia, że to co robię na tym blogu trafia w otchłań anonimowości (poza pewnymi wyjątkami), dlatego kilka miesięcy temu, kiedy pojawiła się pierwsza informacja, postanowiłem wybrać się na III Zlot Blogosfery Winiarskiej organizowany przez Winicjatywę. Logistycznie okazało się to dość niełatwym zadaniem, lecz mam satysfakcję, że byłem jedynym blogerem, który przybył na to spotkanie zza granicy.

 

Dyskusja panelowa (fot. własna)
Impreza miała miejsce w wytwornych wnętrzach Hotelu Mamaison La Regina w Warszawie. Program był dość napięty i w ostateczności skończyło się na paru mniejszych poślizgach, które mimo wszystko nie miały wpływu odbiór całości. Zaczęliśmy od autoprezentacji i krótkiej prezentacji Wojtka Bońkowskiego o cyferkach. Mój blog pojawił się w pierwszej dziesiątce najczęściej publikujących, co pozytywnie mnie zaskoczyło. W innych statystykach również progres, lecz oczywiście daleko mi jeszcze do czołówki - to jednak są lata ciężkiej pracy. Prezentacja o blogach kulinarnych nie przykuła mojej uwagi, bo choć lubię jeść i gotować - raczej nie szukam przepisów na blogach... Po niej nadeszła pora na jedną z najciekawszych części imprezy - dyskusję panelową nt "Po co nam blogi o winie"? W czasie dyskusji padały ciężkie argumenty, a nawet i gorzkie słowa, zwłaszcza ze strony importerów, lecz uważam ją za bardzo pouczającą. Sporo oberwało się blogerom za to, że nie są wystarczająco social, że ciężko z nimi współpracować... Ja zaś wyniosłem z niej wiele ciekawych uwag, które przełożą się z pewnością na funkcjonowanie tego bloga - zarówno pod względem treści, jak i formy. Mocno dała mi do myślenia uwaga o tym, że nie można być anonimowym - zwłaszcza, jesli chce się rozwijać w tej branży, a nawet na tym zarabiać.

 

Michał Jancik prezentuje nową ofertę Lidla (fot. własna)
Po dyskusji nadszedł czas na obiad, kuluarowe rozmowy i małą sesję zdjęciową. Po przerwie na stolikach pojawiły się kieliszki - znak, że czekała nas degustacja w ciemno. Dla mnie większość z tych win to była zagadka, gdyż poza węgierskimi winami nie pijam zbyt wielu rzeczy - ale obiecuję się poprawić. W większości trafiłem z krajem, nieco gorzej wypadłem ze szczepem i regionem winiarskim, a najgorzej chyba właśnie z ceną. Wszyskie wina okazały się trunkami francuskimi, które pochodzą z najnowszej kolekcji Lidla. Degustację w ciemno wygrał Maciek Gontarz z Viniculture, serdecznie gratulacje z tej strony barykady! Kolejnym punktem programu była prezentacja nowej francuskiej oferty Lidla, w której - w związku z porą roku - mają wina białe, choć znajdziemy też ciekawe wina czerwone w przystępnych cenach.

 

Coś pięknego się nam tu chłodzi... (fot. własna)
Kolejnym punktem były degustacje komentowane - Barolo, Tokaj oraz wina hiszpańskie. Niestety nie zdążyłem się zapisać na Barolo (nie ja jeden...), więc zdecydowałem sie na Tokaj, o czym będzie mowa w innym poście. Dlaczego Tokaj, kiedy praktycznie cały czas piszę o winach węgierskich? Otóż dlatego, że nie jest to moja skala finansowa i rzadko kiedy mogę pozwolić sobie na coś takiego - zwłaszcza wtedy, kiedy pisanie o winie jest dla mnie tylko hobby, dodajmy do tego dość drogim hobby. Dzień zwieńczyliśmy wieczorkiem zapoznawczym, podczas którego zaprezentowałem dwa przywiezione wina - Bock'n Roll 2013 z lotniska okazał się być średnio udany, natomiast Szalai Pince Juhfark 2013 pokazał się z całkiem dobrej strony, zwłaszcza, że mówimy o winie, które w detalu kosztuje około 25 złotych. Podczas wieczorku spijaliśmy pozostałości po degustacjach, także miałem możliwość spróbować Barolo z 1964 roku, które odjęło mi głos. Rozmawialiśmy i degustowaliśmy do późnych godzin nocnych, aż żal było wracać do hotelu. Z mojej strony chciałbym podziękować organizatorom - Winicjatywie i Lidlowi za świetnie przygotowaną imprezę, a każdemu uczestnikowi za obecność i ciekawe dyskusje na tematy winne i nie-winne. Do zobaczenia za rok!

 

A na koniec - ekipa w komplecie (fot. Olaf Kuziemka - powinowaci.pl)

Do dzisiejszego posta podchodzę w sposób wyjątkowy. Co prawda próbowałem ostatnio kilku win, które trafią na łamy bloga, lecz tę wyjątkową ...

U progu bram rozkoszy - Royal Tokaji 6 puttonyos Aszú 2011

Do dzisiejszego posta podchodzę w sposób wyjątkowy. Co prawda próbowałem ostatnio kilku win, które trafią na łamy bloga, lecz tę wyjątkową okazję musiałem uczcić wyjątkowym winem. A cóż nią jest? Otóż dzisiejszy post jest już setnym na łamach tego bloga. Zaczynając pisać o winie, zwłaszcza o tak bliskim memu sercu winie węgierskim nie spodziewałem się, że dojdę do takiej ilości postów oraz kilkunastu tysięcy wyświetleń, za co serdecznie Wam wszystkim dziękuję. Ale skoro już znamy przyczynę, poznajmy także i sprawcę dzisiejszego zamieszania, czyli Royal Tokaji 6 puttonyos Aszú 2011. Producenta  nie muszę długo przedstawiać, bo była już o nim mowa, wystarczy powiedzieć, że jest jednym z wiodących, a w ostatnim okresie chyba największym producentem aszú z legendarnej wioski Mád, którego wina rokrocznie święcą triumfy na różnorakich konkursach winiarskich.
 

Kompozycja doskonała (fot. własna)

Nie inaczej było i z tym winem, które do dziś uzyskało już parę wyróżnień, w tym złoty medal na zeszłorocznym konkursie Dekanter World Wine Awards. Zawiera ono aż 201,3 g cukru resztkowego na litr, oraz 10,7 g kwasu. Jest kupażem trzech głównych szczepów tokajskich, Furminta, Hárslevelű i Sárgamuskotály, powstało go dokładnie 10289 butelek. Posiada głęboką, bursztynową barwę, w nosie niesamowicie złożone: mamy tu nuty miodowe, suszonych owoców, skórkę pomarańczy oraz wanilię. W ustach niesamowicie zharmonizowanie - doskonała równowaga pomiędzy olbrzymią słodyczą, a pokaźnych rozmiarów kwasowością. Wyczuwalna jest bogata paleta nut owocowych - brzoskwinii, cytrusów, suszonych moreli. Pojawiają się także aromaty wanilii, nieco nut zielonego jabłka. Długi, cudowny finisz. Ekstaza. Ocena: *****. Dla mnie - wino idealne. Rzadko zdarza się taki zakup, a ja za nie zapłaciłem bodajże niecałe 5000 HUF (69 PLN). Warte wiele, wiele więcej. Serdecznie polecam i zapraszam do czytania kolejnych postów.

Wtorek wieczór, przed nami jeszcze 3 ciężkie dni pracy... Pewnie jakoś doczłapiemy do końca tygodnia, choć nie obejdzie się bez mniejszych ...

Brunyai Pince Siklósi Olaszrizling 2013 - Słodycz z potężnym kopem

Wtorek wieczór, przed nami jeszcze 3 ciężkie dni pracy... Pewnie jakoś doczłapiemy do końca tygodnia, choć nie obejdzie się bez mniejszych i większych przeszkód... Dlatego czasem warto sięgnąć po butelkę wina i zapomnieć na chwilę o problemach codzienności. Zwłaszcza, jeśli się pije wino ze stanowiska o nazwie Stanowisko Szubienicy (Akasztófa-dűlő). 
Na wino to natafiłem podczas zakupów w Lidlu. Podchodziłem do tego zakupu parę razy, zawszę odkładając je z powrotem na półkę. Aż w końcu zdecydowałem i schowałem je do koszyka. Nie miało jakiejś zawrotnej ceny, no ale białe, w dodatku słodkie wino z okręgu winiarskiego Villány? Z jednej strony mógł być kompletny niewypał, a z drugiej - coś na prawdę ciekawego.

 

W winnicy (fot. ze strony producenta)

Co do producenta, to strona podana na etykiecie to jakiś bubel - zamiast pakietów weselnych powinni zająć się porządnym promowaniem wina. Swoimi sposobami dotarłem natomiast do właściwej strony - gdzie zaczerpnąłem trochę informacji o winnicy. Zajmuje ona powierzchnię 5 ha rozsianą na 3 stanowiskach - Kopácsi Hát w lokalnym sanktuarium maryjnym w Máriagyűd i Akasztófa-dűlő oraz Városi Hegy w Siklós. Ich wina powstają z następujących szczepów: Olaszrizling, Riesling, Királyleányka, Hárslevelű, Portugieser, Kékfrankos, Kadarka, Cabernet Franc, Cabernet Sauvignon. Kontrolują wielkość zbiorów, dążąc w ten sposób do uzyskania wyższej jakości surowca. A jakie jest degustowane wino?

 

Przyjemność w każdej kropli (fot. własna)
Brunyai Pince Siklósi Olaszrizling 2013 to słodkie, biale wino z późnych zbiorów. Charakteryzuje je głęboka, złota barwa, w nosie wyczuwalne są aromaty miodu, brzoskwini, rodzynek, cytrusów oraz lekka pikantność. W ustach jest oleiste, krągłe, choć nie przesadne. Solidną słodycz równoważy równie solidna kwasowość. W tle mamy kawalkadę owoców: brzoskwini, mango, cytrusów, rodzynek. Wyraźne są również nuty miodowe. Mocno zaznaczony jest również alkohol - to wino ma aż 14% i nie jednego potrafi z pewnością doprowadzić do dobrego humoru. Średni finisz z nutami suszonych owoców. Ogólnie - polecam zarówno do ciast, jak i pite samo. Ocena: ***/****. Cena: 1299 HUF (18 PLN). Za tę cenę świetny strzał. Tylko ta szubienica....

Ostatnimi czasy często przychodzi mi pić wina z południa Węgier, bądź z Villány, bądź z Szekszárdu. Jedną ciekawą cechą tych win jest to,...

Krótka historia winiarstwa w Szekszárd - Eszterbauer Káferka Rozé Cuvée 2014.

Ostatnimi czasy często przychodzi mi pić wina z południa Węgier, bądź z Villány, bądź z Szekszárdu. Jedną ciekawą cechą tych win jest to, że większość producentów ma niemieckobrzmiące nazwiska. Przypadek? A może najazd Niemców i wykupienie czego się da? Nie do końca. Historia o tyle ciekawa, że warta opowiedzenia.
Winiarstwo na południu Węgier było praktycznie obecne od czasów Cesarstwa Rzymskiego. Idealne warunki klimatu i łagodne zbocza. Przez długi okres czasu uprawiano tu praktycznie wyłącznie białe szczepy wina. Sytuacja się zmieniła w XVI wieku, kiedy wraz z najazdem Turków te tereny całkowicie się wyludniły. Spośród narodów uciekających przed muzułmańską nawałą na północ byli prawosławni Serbowie, którzy przynieśli ze sobą nowe szczepy winorośli (m.in. kadarkę). Dopiero w XVIII wieku, wraz z odebraniem ziem Osmanom, pojawili się nowi osadnicy. W większości byli Niemcy, gdyż już wtedy wsie niemieckie pękały z przeludnienia, a cesarzowa Maria Teresa chętniej widziała swoich ziomków na niepewnym jeszcze pograniczu (nie mówiąc już o tym, że Węgrów było zbyt mało, by mogli zasiedlić te ziemie). Żywioł niemiecki na tych terytoriach jest żywy aż do dzisiaj, w niektórych gminach stanowi on znaczący odsetek ludności. Oczywiście mówimy to o zmadziaryzowanych Niemcach, których nazwiska, tradycyjne domostwa oraz, choć co raz rzadziej - język wskazuje na to, że ich przodkowie przybyli tu z kraju nad Renem.
Więcej takich róży (fot. eszterbauer-bor.hu)
Tyle odnośnie historii, chciałbym wrócić do wina, które miałem przyjemność wczoraj skosztować. Jest to Eszterbauer Káferka Rozé Cuvée z zeszłorocznych zbiorów. Nazwa Káferka odnosi się do narzędzia, z którego korzystali w przeszłości miejscowi winogrodnicy, a które oznacza narzędzie do transportu zebranych gron, a była nim przepołowiona beczka. Samo wino jest jasnoróżowe, zauwyżymy w nim niewielkie bąbelki, świadczące o obecności dwutlenku węgla. W nosie wyczujemy aromaty kwiatowe, owoce cytrusowe i porzeczki. Usta: przyjemna kwasowość, cytrusy, bardzo lekkie, w tle maliny, porzeczki. Wino idealne na upały, dwutlenek węgla zwiększa jeszcze wrażenie świeżości. Składa się z Blaufränkisch, Merlot i Pinot Noir, alkohol: 12%. Cena: 999 HUF (13 PLN). Ocena: ****. Warto. Zwłaszcza kiedy zrobi się naprawdę ciepło.

Gdy spoglądam na półki z winami w sklepie zawsze bierze mnie trochę na sentyment. Lubię wspominać dobre, stare czasy, jednocześnie lubie od...

W oczekiwaniu na lato - Günzer Tamás Portugieser 2014

Gdy spoglądam na półki z winami w sklepie zawsze bierze mnie trochę na sentyment. Lubię wspominać dobre, stare czasy, jednocześnie lubie odkrywać też nowe kierunki. Villány i wina Tamása Günzera (nie mylić z jego bratem Zoltánem, który też robi wina!) lubię, i wracam do nich chętnie, choć niezbyt często - wiadomo, przesyt nie jest dobry. Samego Tamása spotkałem zresztą kilka lat temu w Polsce, na krakowskich Dniach Węgrzyna. Skosztowałem wtedy wielu trunków, każdy był niczego sobie. Później byłem w Villány, ale do winnicy Günzera nie dotarłem. I trochę tego żałuję.
Kto beczką wojuje, od beczki zginie (fot. własna) 
Dziś wybrałem Portugiesera, wiedząc, że jest to zazwyczaj lekkie, łatwie i przyjemne czerwone wino. I to też otrzymałem, choć po cichu spodziewałem się czegoś lepszego. Zeszłoroczny Portugieser Günzera to wino o jasnoczerwonej barwie, w nosie wyczujemy aromaty wiśni, fiołków, w oddali przypraw. W ustach owocowe, pojawia się dżem wiśniowy, wyczuwalne, lecz łagodne taniny, delikatna kwasowość. Wino o średniej budowie, do codziennego spożycia. Średni finisz. I całą tą ocenę zaburza użycie beczki, które nijak przystaje do tego wina - odbierając owocość, nie daje zbyt wiele w zamian. Czasami nie rozumiem winarzy węgierskich, którzy nawet takie owocowe szczepy posyłają do karcera jakim jest dla nich beczka. No ale niech im będzie. Ja jednak wolę inny styl. Cena: 1199 HUF (16 PLN).  Ocena: ***.

Po raz kolejny natknąłem się na perełkę na półce Lidla. I nie, nie dostaje z tego powodu żadnych gratyfikacji, po prostu to najbliższy skle...

Szekszárd is Sexy! - Meridián Barrique z węgierskiego Lidla

Po raz kolejny natknąłem się na perełkę na półce Lidla. I nie, nie dostaje z tego powodu żadnych gratyfikacji, po prostu to najbliższy sklep w pobliżu mojego miejsca zamieszkania. Dziś wieczorem zrobiło się nieco chłodniej, dlatego też zapragnąłem czerwonego wina.

Na dość obszernej półce z lokalnymi winami znalazłem nic nie mówiące mi Szekszárdi Meridián Barrique z 2011 roku, z tyłu opatrzone napisem: butelkowane przez Wekler Családi Pincészet. Jest to jedna z większych winiarni w Szekszárd, podejrzewam, że umowa z Lidlem jest dla nich dobrym interesem, gwarantuje przecież sprzedaż dobrych kilkunastu tysięcy butelek rocznie.

Design niczego sobie... (fot. własna)

Nawet zrobiona ze smakiem etykieta wskazuje, że nie mamy doczynienia z jakimś pierwszym lepszym sikaczem. Wino o barwie dojrzałych wiśni, w nosie wyczujemy nuty owoców leśnych, przypraw, kawy, w ustach dominuje lekkość, owocowość (jeżyny, borówki, czerwone jabłka), całość podkreślona jest łagodnymi taninami. Niezbyt wysoka kwasowość, którą ugładzono beczką (12 miesięcy w dębinie, a następne 6 w beczkach barrique). Przyjemny, owocowy finisz. Wino więcej niż poprawne, w dodatku bardzo przystępne cenowo: 1000 HUF (13 PLN). Ocena: ****. Ja chcę więcej takich no-nameów!

Marzec był (a w zasadzie jeszcze jest) jednym z ważniejszych miesięcy w kalendarzu każdego winomaniaka na Węgrzech. W pierwszy weekend marc...

Wiosna w Budapeszcie

Marzec był (a w zasadzie jeszcze jest) jednym z ważniejszych miesięcy w kalendarzu każdego winomaniaka na Węgrzech. W pierwszy weekend marca odbywają się targi VINCE, które w tym roku ominąłem z powodu oszczędności - za niecałe dwa tygodnie czeka mnie wyjazd do Japonii, więc impreza zeszła na drugi plan. Trochę żałuję, ale przecież nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. O VINCE będzie mowa w kwietniu, gdy dostanę w swoje ręce nowiutkie wydanie magazynu o tej samej nazwie z relacją. Póki co muszę prosić o cierpliwość.

 
Wręczenie nagród na targach VINCE (fot. ze strony magazynu VINCE)

W ostatnich kilku tygodniach parokrotnie kosztowałem wina, często robiąc notki, jednak nie miałem możliwości, by je publikować. Zaległości chciałbym nadrobić teraz. Po pierwsze - Lidl rzucił na półki ofertę win węgierskich, z ciekawymi producentami, w tym z winami, które już mieliście przyjemność kosztować w polskiej ofercie. Oprócz tego pojawiło się kilka przyjemnych win różowych, których do tej pory mi brakowało. Osobiście bardzo dobrze odebrałem decyzję Lidla o zmianie dostawcy win szamorodni, teraz jest to Chateau Dereszla, recenzja znajdzie się poniżej. Widać, że niemiecki dyskont mocno rozpycha się na tutejszym rynku, do czego doszła również decyzja o promowaniu węgierskiej żywności w innych oddziałach sieci. Ciekawe co jeszcze zobaczymy na półkach polskiego Lidla? Kolejne wina, a może salami Pick?

 
Dziki róż (fot. producenta)

Przechodząc do win, to opiszę dwa. Pierwszym jest Csanádi Kékfrankos Rozé 2014, rzekłbym trunek nieco dziki. Kolor różu malinowego, w nosie wyczujemy dokładnie ten sam owoc i lekkie nuty pieprzne. W ustach na początku daje się we znaki lekka słodycz, po której przychodzi potężna kwasowość, mocno wyczuwalny alkohol, nuty owoców leśnych, cytrusów, grapefruit. Do szprycera dobrze by się nadało, samo jest... Jakieś takie dzikie. Trudno mi to opisać. Złe nie jest, ale szału nie zrobi. Typowa masówka, zważywszy, że pochodzi z 210 ha winnicy. Cenowo - 799 HUF (11 PLN), alkohol - 12,5%. Można, ale warto dorzucić parę złotych, czy też forintów więcej i dostać coś lepszego. Bo jest z czego wybierać. Ocena: słabe ***.

 
Niezbyt estetyczna etykieta, ale zawartość jest ok (fot. własna)

Drugie opisywane przeze mnie wino to Chateau Dereszla Szamorodni Édes 2010. Podejrzewam, że Dereszla ma na składzie sporo tego wina, skoro solidnie zeszła z ceny, gdyż wino to sprzedawane pod dwiema różnymi etykietami - jedną tradycyjną i drugą właśnie dla Lidla. Wino, jak wynika z opisu to samo, tylko znacznie tańsze (1299 zamiast 2000 HUF, czyli 18 PLN zamiast 27). Kolor idealnie złoty, nos z typowymi nutami botrytisu, morele, lekkie aromaty korzenne. Usta łagodne, średnio skoncentrowane, wysoka kwasowość, która świetnie współgra ze słodyczą, przez co sprawia, że wino nie jest tak męczące. Dalej w tle miód, morele, plejada owoców cytrusowych. Średni finisz, alkohol 12%. Ocena: ****. W wariancie cena/jakość - jedno z najlepszych na rynku. Takie aszú dla ubogich (i nie tylko oczywiście - ale obecnie zwykły Węgier sięgnie prędzej po to, niż po aszú).

Co roku jadąc nad Balaton, czy to pociągiem czy też samochodem przejeżdżam przez leżącą na jego skraju miejscowość Balatonfőkajár. To pierw...

Orzeźwienie znad Balatonu - Feind Pinot Blanc & Gris 2013

Co roku jadąc nad Balaton, czy to pociągiem czy też samochodem przejeżdżam przez leżącą na jego skraju miejscowość Balatonfőkajár. To pierwsza z dziesiątek miejscowości z Balatonem w nazwie za to jedna z niewielu, która nie leży bezpośrednio przy jego brzegu (poza niewielkim fragmentem plaży, znacznie oddalonym od centrum wsi). Jak w wielu innych miejscach na Węgrzech, uprawę winorośli rozpowszechnili tu Rzymianie, a w czasach monarchii węgierskiej miejscowi mnisi, którzy obsadzali zbocza góry Öreghegy, idealnie nadające się do tego typu upraw.
W miejscowości tej ma swą siedzibę winnica Feind powstała w 1993 roku, a prowadzona przez Pétera Feind. Jest to znaczych rozmiarów producent wina (i nie tylko), gospodarujący w sumie na 100 ha (70 ha w Balatonfőkajár, 30 ha w leżącym nieopodal Balatonvilágos). Feindowie oferują 20 rodzajów win z różnych szczepów. 65% nasadzeń stanowią białe winogrona, 35% czerwone. Około 10% całej produkcji przypada na wina różowe. Dumą i chlubą winiarza jest Cabernet Franc Premium 2006. 


Rewelacja (fot. lidl.hu)

Ja dziś miałem przyjemność spróbować Pinot Blanc & Gris 2013. Węgierski Lidl, a raczej jego ekspert, sommelier Antal Kovács ocenił je na 82 punkty, o czym dowiedziałem się dosłownie przed chwilą, co i tak nie wpłynęło na moją decyzję o wyborze tego wina do testu. Wina Feinda widziałem już dawno temu, jednak przebywając nad Balatonem raczej kierowałem się utartymi ścieżkami, czego dziś nieco żałuję - następnym razem zawitam w tej winnicy. Odnośnie zaś samego wina, Pinot Blanc & Gris to wino cudowne w swej prostocie. Barwa jasna, słomkowa. Nos owocowy, gruszki i wyczuwalne aromaty cytrusów, mango. W ustach krągłe, delikatne, o przyjemnej kwasowości, bardzo solidne nuty owocowe. Świetnie zbalansowane. Tu czujemy, że nie pijemy jakiegoś taniego sikacza, a solidne, starannie przygotowane wino. Koniec zaś wieńczy przyjemny, dość długi cytrusowy finisz. Zawartość alkoholu: 12%. Rewelacja jak na wino w tej cenie (899 HUF czyli tylko 12 PLN!!!!). Ocena: ****. Jeśli je jeszcze znajdziecie, polecam brać kartonami - naprawdę się opłaca!

Południe Węgier, a zwłaszcza region winiarski Villány to ziemia czerwonym winem płynąca. Winnice znajdują się na południowych zboczach masy...

Z węgierskiego Lidla - Tiffan's Immortal Cuveé 2012

Południe Węgier, a zwłaszcza region winiarski Villány to ziemia czerwonym winem płynąca. Winnice znajdują się na południowych zboczach masywu Villány, nasłonecznienie jest tu największe na Węgrzech, co pozwala szczepom ciepłolubnym, takim jak m.in. cabernety na pokazanie swojej wielkości. Znajdziemy tu wielu solidnych producentów, a nazwiska najlepszych znane są poza granicami kraju: Bock, Polgár, Gere, Günzer, Tiffan. Dziś krótko o ostatnim z tej listy. 

Winnice w Villány (fot. własna)

Rodzina Tiffanów od pokoleń uprawia winorośl w Villány. To potomkowie niemieckich osadników, którzy przybyli w pierwszej połowie XVIII stulecia, po wygnaniu Turków. Zarządca posiadłości - Ede Tiffan w 1965 roku ukończył budapeszteński Uniwersytet Rolniczy, po czym rozpoczął pracę w miejscowej kooperatywie. Od 1967 roku uprawia też swoje parcele. Po zmianie systemu, w 1991 roku został uhonorowany tytułem winiarza roku. Dziś współpracuje z synem, Zsoltem, który jest także członkiem parlamentu. Ich winnica rozpościera się na najlepszych parcelach w Villány: Jammertal, Sterntal, Ördögárok, Remete, Kopár oraz Várerdő. Tworzą wina z czerwonych szczepów: Portugieser, Kadarka, Kékfrankos, Pinot Noir, Merlot, Cabernet Franc, Cabernet Sauvignon.
  
Nieśmiertelne? (fot. tiffans.hu)

Immortal Cuveé 2012 jest uznawane za flagowe wino Tiffanów. Jest to kupaż wielu szczepów, którego proporcje zmieniają się co roku. W opisywanym przeze mnie roczniku jest to 40% kékfrankosa, 30% pinot noir, 20% portugiesera oraz 10% caberneta (sauvignon i franc). W innych latach pojawiały się jeszcze merlot, kadarka i syrah. Kolor wina jest wiśniowy, średniogłęboki, w nosie pojawiają się nuty owoców leśnych, wiśni, pieprzu ale i róży. W ustach niedojrzała wiśnia, krągłe taniny, dobra kwasowość, skóra. Osią wina jest solidny (14%) ale nieprzesadny alkohol. W tle wyczuwalne nuty wanilii. Wino przyjemne, idealne do czerwonych mięs. Cena 1777 HUF (24 PLN). Dostępne w miejscowym Lidlu. Ocena: ****.
Obsługiwane przez usługę Blogger.