Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Budapeszt. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Budapeszt. Pokaż wszystkie posty

Węgry słyną z festiwali winiarskich. Jest ich tyle, że wkrótce trudno będzie wymienić miejscowość, w której takowy się nie odbywa. Najsłynn...

Budafoki Bor és Pezgőfesztivál - Ludowa impreza z winem w tle

Węgry słyną z festiwali winiarskich. Jest ich tyle, że wkrótce trudno będzie wymienić miejscowość, w której takowy się nie odbywa. Najsłynniejszy jest oczywiście ten na Zamku w Budzie, który w tym roku odbędzie się po raz 25. Ja sam kilkukrotnie brałem w nim udział, ale moim zdaniem zatracił coś ze swego charakteru, stał się atrakcją dla bogatych i turystów, a zwykłych Węgrów odstrasza wysokimi cenami. Również w Budzie, ale daleko na południe od centrum ma miejsce inna impreza, na którą co roku ciągną tabuny ludzi z całego Budapesztu. To Budafoki Bor és Pezsgőfesztivál - Festiwal wina i szampana w Budafok. Czemu akurat tutaj? Ponieważ to tu znajdują się słynne piwniczki, w których przez lata dojrzewały (i wciąż dojrzewają) znaczne ilości tutejszych win musujących, produkowanych chociażby przez największego gracza na rynku - firmę Törley.

 

Jeszcze bez tłumów (fot. własna)
Co w mojej ocenie przemawia za tą drugą imprezą? Po pierwsze, w Budafoku nie płacimy nic za wstęp, możemy kupić kieliszek, chociaż nie jest to obowiązkowe i degustować wino do woli, w bardzo przyzwoitych cenach. Producentów nie jest wielu - ok. 20, i część z nich ma kilka stanowisk w różnych miejscach. Po drugie - teren imprezy - jest znacznie większy, możemy wstąpić do prawdziwych piwnic i pić wino prosto od producenta. Obok piwniczek często obywają się koncerty, jest także możliwość zjedzenia smacznej kiełbasy z grilla czy pieczonych ziemniaczków bez obawy, że wrócimy z pustym portfelem. Po trzecie, impreza w Budafoku nie aspiruje do bycia imprezą branżową. Tutaj stoiska winiarzy mieszają się z cepelią, streetfood przeplata się z chińską tandetą... Każdy znajdzie coś dla siebie, choć pewnie najmniej sama branża winiarska. Ale oczywiście nie trzeba być snobem, by poczuć magiczną atmosferę tego miejsca - gdyż sam Budafok sprawia wrażenie sennego miasteczka, które ten jeden raz w roku budzi się do życia.

 

Wino lało się strumieniami (fot. własna)
Oczywiście, byłem na tyle uparty, by wykorzystać tą imprezę w celu degustacji kilku win. Najlepsze wrażenie zrobiło na mnie Szentesi Zengő 2013. Jest to półsłodkie wino, o jasnobursztynowej, wpradającej w pomarańcz barwie, w nosie wyczuwalne są nuty mango, cytrusów, suszonych owoców. W ustach dominują suszone owoce, śliwka, brzoskwinia. Wino musiało spędzić trochę czasu na skórkach, gdyż wyraźnie wyczuwalne są taniny. Posiada solidną strukturę, dalej mamy trochę nut dymnych oraz wanilii. Długi i przyjemny finisz. Ocena: ***/****. Ciekawym winem okazało się Sümegi Ambrózia Jégbor 2007. Jest to wino lodowe, w 100% powstałe z Rieslinga, dwa lata dojrzewało w beczce. Charakteryzuje je bursztynowa barwa, nuty miodu, kwiatów lipy, brzoskwinii, moreli. W ustach nuty cytrusowe, miód, morle. Dobra równowaga pomiędzy słodyczą, a wyraźną kwasowością. Jedyne, co można mu zarzucić, to brak ciała - wino wydaje się nieco wodniste. Finisz średni, miodowo-cytrusowy. Ocena: ***.

 

W piwnicy Sümegi (fot. własna)
Podkreślić mógłbym jeszcze Pakózdi Juhfark 2015 z Lics Pincészet. Jest to wino o typowych cecach młodego Juhfarka. Posiada bladozieloną barwę, w nosie wyczuwalna mineralność, nuty kremowe, maślane, delikatna kwiaotowość. W ustach kremowe, mineralne, solidna kwasowość, nieco nut cytrusowych, a na finiszu wyczuwalna delikatna goryczka. Przyjemne, choć nie jest to ten sam poziom ekspresji co na Somló. Ocena: **/***. Cała reszta win nie zrobiła na mnie dużego wrażenia. A może po prostu źle trafiłem? Fakt, z każdą kolejną godziną tłum gęstniał, a nam co raz bardziej przechodziła ochota, by się przez niego przeciskać, dlatego też skoro nastał zmrok, my wycofaliśmy się, by odpocząć od tych winiarskich - i nie tylko - wrażeń. Degustowałem w Budafok na koszt własny.

W czwartkowy wieczór wybrałem się do Süti Bisztró, gdzie odbyła się degustacja win bułgarskich prowadzona przez importera Rossena Tkatchenk...

Mavrudy, Melniki i Dimiaty - Bułgarskie wina na węgierskich stołach

W czwartkowy wieczór wybrałem się do Süti Bisztró, gdzie odbyła się degustacja win bułgarskich prowadzona przez importera Rossena Tkatchenko, który promuje wina ze swego kraju na Węgrzech. W kieliszkach zagościło osiem win z czterech winnic: Zagreus Winery, Boshkilov Winery, Terra Tangra oraz Katarzyna Winery. Owych trunków nie spotkamy na codzień w supermarketach, trzeba się udać po nie do sklepów specjalistycznych. Część z nich jest też dostępna w Polsce.

 

W oczekiwaniu na degustację (fot. własna)
Degustację zaczęliśmy od winiarni Zagreus Winery z okolic Płowdiw, gospodarującej na 120 ha. Uprawia się tu zarówno białe, jak i czerwone szczepy. Wino, które pojawiło się w naszych kieliszkach to Mavrud-Dimiat 2015, kupaż win z owych szczepów i zarazem ciekawostka, gdyż jest to białe wino z czerwonych (Mavrud) gron. Bladozłota barwa, w nosie nieco nut kwiatowych, ziołowych, delikatna pikantność. W ustach średniozbudowane, sporo pikantości, nuty zielonych owoców. Nieco wystaje alkohol. Ocena: **. Następne podane wino to Terra Tangra Sauvignon Blanc/Sémillon 2014. Pochodzi ono z Wzgórz Sakar położonych blisko granicy z Turcją. Posiada ono jasnozieloną barwę, w nosie wyczuwalne nuty zielonej papryki, trawy, agrestu. W ustach nuty trawy, cytrusów, zielonej papryki. Średnio zbudowane, o dość wyraźnej kwasowości i lekkiej goryczce na finiszu. Całkiem przyjemne. Ocena: ***. 

 

A  to co miało nas czekać... (fot. własna)
 
Trzecim winem wróciliśmy do winnicy Zagreus i do szczepu Mavrud, tym razem w różowym wydaniu. Zagreus Mavrud Rose 2015 to wino o malinowej barwie, w nosie również wyczuwalne nuty tegoż owocu, trochę truskawek oraz lekka pikantność. W ustach trochę owocu, wino jest krągłe, mamy niewielką słodycz i równie niewielką kwasowość. Na finiszu pojawia się czerwona porzeczka. Zdecydowanie za mało struktury. Ocena: **. Następnie nadchodzi pora na swojsko brzmiącą nazwę Katarzyna Estate z Mezzek (właścicielami jest polska rodzina Trylińskich) i jej Les Cailloux 2014. Jest to kupaż Viogniera i Chardonnay o jasnozłotej barwie, w nosie wyczuwalne są aromaty polnych kwiatów, prażonych migdałów, wanilii, ziół włoskich oraz mokrej skały. W ustach nuty owoców cytrusowych, trawy, brzoskwinii, dalej prażone migdały i delikatna goryczka. Wino jest średniozbudowane, trochę wystaje alkohol, ale zdecydowanie sprawia lepsze wrażenie od poprzedników. Ocena: ***.

 

Ten róż nie zachwycił (fot. własna)
Następnie nadeszła pora na Boshkilov Melnik-55 Rose 2015, powstały ze szczepu Melnik 55. Jest to trunek o ciemnoróżowej barwie, bogatym w nuty owocowe nosie (malina, wiśnia), oraz całkiem przyjemnych, hedonistycznych ustach: sporo tu owocu, wiśni, maliny, przyjemna kwasowość, sporo ciała. Na finiszu pikantne. Całkiem przyjemne różowe wino. Ocena: ***/****. Po nim podano Zagreus Syrah Rose 2013. Winem tym wkroczyliśmy w kategorię czerwonych win. Posiada ono purpurową barwę, w nosie nuty zwierzęce, skóra, owoce leśne, nieco dymu. W ustach również wyraźnie wyczuwalna skóra, owoce leśne, delikatne, niezbyt nachalne taniny. Typowa dla Syrahów solidna pikantość, na finiszu wyczuwalne nuty czerwonego jabłka. Jest ok, ale to nie moja bajka. Ocena: ***.


Tu zaś jest już o wiele lepiej... (fot. własna)
Ostatnie dwa wina pochodziły z winiarni Boshkilov i pwostały z tego samego szczepu, w tym samym roczniku. Co je różniło? Filtracja... Pierwszym z nich jest Boshkilov Melnik-55 2014, który posiada purpurową barwę, w nosie wyczuwalne nuty wiśni, owoców leśnych, suszonej śliwki oraz delikatne nuty skórzane. W ustach delikatna słodycz z ektraktu, wino jest złożone, poważne, ma sporo owocu. Sprawia autentyczną przyjemność. Dla mnie najlepsze wino panelu. Ocena: ***/****. Boshkilov Melnik-55 Unfiltered 2014, choć z tego samego szczepu, sporo różni się od swojego poprzednika. Ma znacznie ciemniejszy kolor, w nosie również sporo owocu, wiśni, ale też nuty pikantne. W ustach potężne, nieułożone jeszcze taniny, spora kwasowość, owocowość schodzi tu niejako na drugi plan. To wino potrzebuje sporo czasu, by dojść do pełni formy. Ocena: ***.

 

Rossen zachwala wina... (fot. własna)
Cieszę się, że mogłem wziąć udział w panelu, gdyż miałem możliwość poznać wina z kraju, który nie znajduje się na liście moich priorytetów winarskich. Co do poziomu, to nie jestem nim za bardzo zachwycony, zdecydowana większość win miała zbyt wystający, agresywny alkohol, który utrudniał percepcję tych trunków. Jeden czy dwa wyjątki to za mało, by wina te trafiły na listy koneserów, ja sobie odpuściłem zakupy, gdyż ceny moim zdaniem są zdecydowanie zbyt wysokie w stosunku do jakości (ok. 41,50 do 55,50 PLN za butelkę). Próbowaliśmy także oliwy z oliwek, która pozostawiła po sobie znacznie lepsze wrażenie. Degustowałem na koszt własny.

Nie jestem jakimś wielkim fanem kina, choć trochę filmów w życiu obejrzałem. Niespecjalnie przepadam też za imprezami tematycznymi, gdzie w...

Letnie kino z winem - Leon zawodowiec i 7 win.

Nie jestem jakimś wielkim fanem kina, choć trochę filmów w życiu obejrzałem. Niespecjalnie przepadam też za imprezami tematycznymi, gdzie wino jest jakby dodatkiem do głównej treści. Tym razem zostałem jednak zaproszony przez Gábriela Istvána Nyulasiego na pokaz filmu Leon zawodowiec i towarzyszącej mu degustacji 7 węgierskich win. Należy dodać, że wina te pochodziły od małych, nieznanych mi winnic, dlatego zdecydowałem się wziąć udział w tym wydarzeniu. Miejsce stanowiła jedna z sal wine baru VinoPiano.

 

Słuszne hasło. Popieram (fot. własna)
 
Degustację zaczęliśmy od wina musującego Összhang 2012 z winnicy Anonym Pince z Etyek. Jest to całkiem udany kupaż Chardonnay oraz Pinot Noir, powstał metodą tradycyjną i dojrzewał w beczce dębowej. Posiada jasnozłotą barwę, mocno się pieni, zaś bąbelki są niewielkie. W nosie wyczuwalne są aromaty zielonego jabłka, agrestu, kwiatowe. W ustach na pierwszym planie znajdują się nuty cytrusów, które podkreśla dyskretna, aczkolwiek wyczuwalna kwasowość (6,7 g/l). Dalej pojawia się zielone jabłko, agrest, oraz delikatna goryczka. Całkiem przyjemne: ***. Następnie podano Ezerjó 2015 z Gál Szőlőbirtok és Pincészet. Owa winnica ma swą siedzibę w Szigetcsép w regionie winiarskim Kunság. Wino posiada jasnozieloną barwę, w nosie mamy burzę owoców, istne tutti frutti, morele,  brzoskwinie oraz nieco nut kwiatowych. W ustach wyjątkowo świeże, z dobrą kwasowością, nutami cytrusów i owoców egzotycznych. Lekkie, przyjemne. Ocena: ***.

 

Sali powoli się wypełnia (fot. własna)
 
Potem na dłuższy czas zagłębiliśmy się w meandrach filmu, kiedy Jean Reno z gracją eliminował kolejnych osobników, a młodziutka Natalie Portman próbowała go uwieść. Po około półtorej godziny nastał czas na kolejne wina - tym razem na stół powędrował Hárs-Rajnai z winnicy Lukácsy Pince z Monor. Jest ono kupażem Rieslinga i Hárslevelű, posiada jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalne są delikatne nuty cytrusów, brzoskwinii oraz kwiatów lipy. W ustach dość zielone, ze sporą kwasowością, wyraźnymi nutami cytrusów oraz brzoskwinii. Trochę brakuje mu harmonii, ale summa summarum to nie jest złe wino. Finisz z delikatnymi nutami zielonego jabłka. Ocena: **/***. Tą samą winnicę reprezentował Rajnai Rizling 2015. Mamy tu jasnozłotą barwę, w nosie lekkie nuty cytrusowe, brzoskwinii, mango oraz maślane. W ustach dominują cytrusy, owoce egzotyczne - mango, grapefruit, jest też solidna kwasowość oraz delikatna mineralność. Na finiszu pojawia się lekka goryczka. Poprawny, lecz mnie nie zachwycił. Ocena: **/***.

 

Dobre wino do kina... (fot. własna)
 
Trzecim podanym w przerwie winem był Frazír 2012 z Anonym Pince. Jest to dojrzewający w beczkach dębowych Sauvignon Blanc. Charakteryzuje się bladożółtą barwą, w nosie wyczuwalne nuty maślane, owoców egzotycznych, mango, wanilii. W ustach sporo owoców egzotycznych, melonu, mango, delikatna nuta miodowa, wyrazista kwasowość oraz kremowa tekstura sprawia, że jest to jedno z ciekawszych win, jakie piłem ostatnim czasem. Na finiszu pojawiają się nuty zielonego jabłka, gruszki oraz wanilii. Ocena: ***/****. Po owym winie wróciliśmy do filmu, w którym akcja płynęła wartko, niczym górski potok. Zgasły światła, a kieliszki powoli się opróżniały...

 

Jedzenie też niczego sobie... (fot. własna)
 
Leon wydał swoje ostatnie tchnienie, a wkrótce po tym światła zabłysły na nowo. Degustację zakończyliśmy dwoma winami od Pócz Pincészet z Balatonlelle położonego południowym brzegu Węgierskiego Morza. Pierwszym było musujące Bubbori Rosé Gyöngyözőbor 2015. Jest to kupaż Cabernet Sauvignon, Merlota oraz Kékfrankosa, o jasnoróżowej barwie. Nie jest przesadnie pienisty, a bąbelki są sporej wielkości, wino zostało mechanicznie nasycone CO2. W nosie jest wyraźnie kremowe, z wyczuwalnymi nutami malin oraz delikatną pikantością. Usta kryją sporo świeżości podbudowanej na solidnej kwasowości, jest też dużo owocu - malin, truskawek. I tu mamy wyraźną kremowość, jest to jeden z lepszych róży, który ostatnimi czasy piłem na Węgrzech. Ocena: ***/****. Na sam koniec do kieliszków nalano nam Prémium Cuvée 2013, które powstało z tych samych szczepów, co poprzednik. Posiada ono purpurową barwę, w nosie wyczuwalne owoce leśne, czekolada, tytoń. W ustach wciąż sporo owocu (jeżyny, maliny), krągłe taniny, przyjemna, nadająca świeżości kwasowość. Wino o solidnej strukturze, które mimo dość długiego pobytu w beczce nie zatraciło swojej klasy. Ocena: ***/****. Moim zdaniem najlepsze wino panelu wraz z winem Frazír. 

 

Bierz mnie! (fot. własna)
 
Nie chciałbym negować idei tego typu degustacji, bo na własnej skórze przekonałem się, że to może działać. Trochę brakowało mi jednak powiązania owych win z filmem, który był wyświetlany, co nadałoby samej imprezie głębszego sensu. Mimo wszystko, każda okazja na spotkanie z winami od mało znanych lub butikowych winiarni jest wartościowa, dlatego też cieszę się, że pojawiła się taka możliwość i z niej skorzystałem. A samo miejsce - czyli winebar VinoPiano dopisuję do mojej listy must be, ponieważ zarówno wina, jak i serwowane tam przekąski są najwyższych lotów.

Degustowałem za darmo na zaproszenie Gábriela Istvána Nyulasiego z Az Ihatóbb Magyarországért, która to organizacja zajmuje się promowaniem szeroko pojętej kultury winiarskiej.


Wczorajszym późnym wieczorem odwiedziłem Zamek Vajdahunyad w Lasku Miejskim w Budapeszcie, gdzie rokrocznie odbywają się dwa znaczące wydar...

Młodsza siostra Furminta. 3 Noc Hárslevelű na Zamku Vajdahunyad

Wczorajszym późnym wieczorem odwiedziłem Zamek Vajdahunyad w Lasku Miejskim w Budapeszcie, gdzie rokrocznie odbywają się dwa znaczące wydarzenia w kalendarzach wielbicieli wina. Jednym z nich jest główna degustacja lutowego Furmint Február, a drugim pozostająca w jego cieniu Noc Hárslevelű (Hárslevelű Éjszakája). Nie ma co się oszukiwać - choć jest do drugi z głównych tokajskich szczepów, raczej nigdy nie dorówna sławie swojemu większemu bratu. Nie ma za sobą takiego marketingu, a moim skromnym zdaniem także  mniejszy potencjał, przynajmniej jeśli chodzi o walory smakowe. Samo wydarzenie jest jednak dowodem na to, że ktoś próbuje pomóc mu wyjść z cienia Furminta.

 

Wyjątkowa sceneria... (fot. własna)

Po przybyciu na miejsce skierowałem swoje kroki ku stoisku z książkami, gdzie znalazłem Tokaj Wine Guide 2016 oraz Tokaj - People and Wineyards. Obydwie zakupiłem i miałem okazję zamienić parę słów z autorem - Dánielem Kézdym, który jest również pomysłodawcą wczorajszego wydarzenia i chodzącą skarbnicą wiedzy o Tokaju. Tak naprawdę to z tej imprezy zapamiętam bardziej spotkania z ludźmi, wymianę poglądów i doświadczeń, aniżeli same wina, spośród których mało było takich, które zupełnie zapadłyby mi w pamięć. Ku mojemu zaskoczeniu pojawiło się kilka win z wyraźnymi wadami, które nigdy nie powinny stanąć na stołach producentów. Zaskoczenia? Inspirujący okazał się Géza Lenkey, który przywiózł dwa dojrzałe już roczniki (2005 i 2009), Dubicz Borászat z półwytrawnym Hárslevelű 2008 z późnych zbiorów oraz Kerekes Szőlőbirtok és Pince z niesamowicie aromatycznym, egzotycznym Hárslevelű 2015 (próba beczkowa). Poniżej pewnego poziomu nie zeszły Kikelet Pince, Gróf Degenfeld czy też Zsirai Pincészet. Miło wspominam również wina z Pinceköz, Pajzos-Megyer, Gizella Pince.

 

Wyjątkowi winiarze (fot. własna)

Jednak najlepszym, najbardziej dojrzałym i dopieszczonym winem, którego skosztowałem na tej degustacji było Balassa Betsek Andezit Hárslevelű 2013 Magnum. Po prostu poezja winiarstwa. Złota barwa, w nosie lekkie nuty cytrusowe, rumianek, nuty kwiatowe. W ustach solidna, wyraźna kwasowość, potężna mineralność - człowiek ma wrażenie, jakby lizał tą mokrą skałę z Betsek. Dalej brzoskwinie, miód, kwiaty. Złożone, gęste, wielkie. Ocena: ****/*****. Kiedy chciałem wrócić po kolejną porcję już go nie było... Drugim winem, które chciałbym wyróżnić było Lónyai Hárslevelű 2015 od Stéphanie Berecz. To zaledwie próba beczkowa, ale już pokazuje potencjał, na jakie stać wina ze stanowiska Lónyai. Bladozielone, w nosie wyraźne nuty kwiatowe, brzoskwinie, nieco muszkatowości. W ustach bardzo wyraźna, świeża kwasowość, mineralność, mango. To wszystko podkreślone niewielkim cukrem resztkowym. Finisz z zielonym jabłkiem. Ocena: ****. Ostatnim, którego wino tak bardzo zapadło mi w pamięć było Lenkey Hárslevelű 2005 o bursztynowej barwie, w nosie wyczuwalnych suszonych owocach, wanilii, śliwce. W ustach niesamowicie żywa, świeża kwasowość, susz owocowy, nieco nut dymnych oraz miodowych. Gęste, krągłe, godne podziwu. Ocena: ****. 

 

I nade wszystko - wyjątkowe wina! (fot. własna)

Cieszę się, że pomimo długiego wahania przybyłem na tą imprezę. Skosztowałem wspaniałych win, poznałem wyjątkowych ludzi oraz zebrałem sporo materiału do nauki. Węgierskie wina mają tyle różnych, ciekawych obliczy, że nie warto rezygnować z najmniejszej nawet możliwości, by z nimi obcować. Degustowałem i przyjemnie spędziłem ten wieczór na koszt własny.


Od kilku lat w pierwszy weekend maja w Budapeszcie jeden z parków zamienia się w oazę różowego wina. Do niedawna był nim Gesztényes Kert w ...

Rosalia 2016 - Weekend z różowym winem

Od kilku lat w pierwszy weekend maja w Budapeszcie jeden z parków zamienia się w oazę różowego wina. Do niedawna był nim Gesztényes Kert w Budzie, ale ze wzgędu na ograniczoną przestrzeń tego miejsca impreza przeniosła się w pobliże zamku Vajdahunyad w lasku miejskim Városliget. Wybór był całkowicie uzasadniony, gdyż choć późnym popołudniem zaczęło się robić tłumnie, to spokojnie dało się przejść od stoiska do stoiska, z czym w zeszłym roku był niemały problem. Dodatkowo pojawiło się więcej budek z jedzeniem, dzięki czemu był już w miarę przyzwoity wybór. Na plus było także stanowisko NÉBIH (Inspektorat Sanitarny), gdzie można było zapoznać się z różnymi wadami wina, a także przetestować się w znajomości nut zapachowych, które znajdujemy w winach. Ogólnie poszło mi dobrze, choć jest jeszcze nad czym ćwiczyć.

 

Brama nieba (fot. własna)
Wstęp na imprezę jest bezpłatny, lecz wina degustować można tylko z oficjalnych kieliszków, które kosztują 1000 HUF (14 PLN) za sztukę, a płatność w stoiskach można uiszczać kartą paypass lub kartą festiwalową (którą można doładować w wielu punktach) - obieg gotówki został wyeliminowany niemalże całkowicie. Ceny wina wahają się od 200 do 1200 HUF (3 do 20 PLN) za decylitr. Najwięcej jest oczywiście win różowych, ale skosztujemy również sporo win białych i czerwonych, deserowych, a także musujących. Ja skupiłem się przede wszystkim na winach różowych, z których przedstawię trzy, które najbardziej przypadły mojemu gustowi.

 

Wielka miłość zaczyna się winem różowym (fot. własna)

Pierwszym z nich jest "Kinnagangon" Badacsonyi Pinot Noir Rosé 2015. Posiada malinową barwę, w nosie wyczuwalne nuty maliny oraz co zaskakujące, śliwki. W ustach owocowe, na pierwszym planie maliny, truskawki, nieco porzeczek. Delikatnie nasycone dwutlenkiem węgla, który podkreśla wyraźnie wyczuwalną, choć nie nachalną kwasowość. Bardzo przyjemne, lekkie wino, w sam raz na wiosenny lub letni piknik. Ocena: ****. Kolejnym różem, który chciałbym wyróżnić był Szabo és Fia Borpince Rosé z Balatoncsicsó, znajdującego się w regionie winiarskim Balaton-felvidék. Wino to charakteryzuje się ciemnoróżową barwą, w nosie mamy egzotyczne owoce, graperfruit, porzeczki. W ustach solidnie zbudowane, wyraźnie wyczuwalna kwasowość oraz mineralność, nuty grapefruita, cytrusów, na finiszu zaś delikatna gorycz. Przyjemne, choć lepsze byłoby podane do jakiegoś posiłku. Ocena: ***/****. 

 

Było czego próbować (fot. własna)

Trzecim wyróżnionym winem jest Rosé 2015 z Ruppert Borház z Villány. Jasnoróżowa barwa, w nosie wyczuwalne nuty porzeczki, grapefruita, cytrusów. W ustach wyraźnie wyczuwalne nasycenie dwutlenkiem węgla, wyraźna mineralność, cytrusy, goryczka, grapefruit. Lekkie, przyjemne, w sam raz na lato. Polecam! A każdego z Was zapraszam na kolejną imprezę, która odbędzie się dokładnie za rok. Degustowałem na koszt własny.

 

Późnym popołudniem zaczęło się robić gęsto od ludzi (fot. własna)

To była już kolejna z degustacji, na które czeka się miesiącami. Somló - zaklęta góra, wygasły wulkan, który pobudza wyobraźnie, miejsce, w...

Somló a Gellértben - degustacja win z Somló w budapeszteńskim Hotelu Gellért

To była już kolejna z degustacji, na które czeka się miesiącami. Somló - zaklęta góra, wygasły wulkan, który pobudza wyobraźnie, miejsce, w którym powstają piękne - i jedyne w swoim rodzaju wina. Trudno ją do czegokolwiek porównać - a jeśli już, to w skali Węgier najbliższymi - i jedynymi krewnymi dla Somló są Tokaj i Badacsony. Wszystkie trzy jako wytwór działalności wulkanicznej, jednakże jest zasadnicza różnica, która je dzieli. W Somló nie ma wody. Nie ma ani życiodajnego Bodrogu, który wielce przyczynia się do powstania aszú, nie ma też Balatonu, który mocno wpływa na lokalny mikroklimat Badacsony. Jest tylko góra. Ale jaka!

 

Wujaszek Béla na fasadzie Hotelu (fot. własna)

Punktualnie o godzinie 13 pojawiłem się w budynku Danubius Hotel Gellért, gdzie w jednej z sal czekały stoiska z wystawcami. Prawdę powiedziawszy, spodziewałem się więcej z nich - część nie dojechała, a część dotarła nieco później. Generalnie rzecz biorąc wszyscy się zmieścili, choć czasem pojawiały się kolejki przy stoiskach. Cieszy duży udział małych producentów, których w innym przypadku ciężko byłoby spotkać - większość winnic zajmuje powierzchnię mniejszą, niż 2 ha, i to właśnie od nich pochodzą najciekawsze wina. Pewnym smutnym faktem był brak zaproszenia dla Stefana Spiegelberga - spowodowany brakiem współpracy pomiędzy nim, a organizującym imprezę sklepem Somlói Borok Boltja.

 

Wielkich tłumów nie zaobserwowano (fot, własna)

W przeciągu 7 godzin trwania imprezy udało mi się zdegustować ponad 70 win, w zdecydowanej większości białych, choć pojawiły się 2 czerwone (oba ze szczepu Syrah). Dominował Furmint, Olaszrizling, okręt flagowy Somló, czyli Juhfark, oraz Hárslevelű. Ja zaś dziś przedstawię 5 trunków, które najbardziej mi zapadły w pamięć. Każde z nich na swój sposób inne, każde wyjątkowe. Pierwszym z nich jest Juhfark 2013 z Szalai Pince. Jest to niewielka, bo zaledwie dwuhektarowa winnica, ich wina charakteryzują się niesamowitym stosunkiem jakości do ceny! Co zaś dotyczy się tego Juhfarka, to jest on dla mnie esencją Somló. Barwa jasnozłota, w nosie wyczuwalne nuty maślane, oleiste, nieco cytrusów w tle, w ustach bardzo wyczuwalna mineralność, potężna (ponad 9 g/l!) kwasowość, świetna struktura, wanilia, w tle nuty cytrusów. Spędziło rok w beczce. Świetne. Ocena: ****.

 

Juhfark, czyli gwiazda wieczoru (fot. własna)

Kolejnym wybranym przeze mnie winem jest Olaszrizling 2015 z Tóth Pince. Tutaj mamy do czynienia z naprawdę mikroskopijną produkcją, bo cała powierzchnia winnicy to zaledwie 0,6 ha, na których jest posadzone około 4000 krzewów. Co zaś tyczy się tego wina - jest to jeszcze zaledwie próbka z beczki, wino to zostanie zabutelkowane za około tydzień. Wyróżnia się bladożółtą barwą, w nosie wyczuwalne nuty kwiatowe, banana, cyttusów. W ustach lekkie, łagodne, jednocześnie świeże. Nuty banana ponownie wysuwają się na pierwszy plan, w tle nieco nut miodowych. Przekonujące. Ocena: ****.

 

Bazalt. Bez niego nie byłoby tej imprezy (fot. własna) 

Trzecim winem, które zdecydowanie przekonało mnie do siebie było Csakzsak 2016 od Nagybajusú Jász Laci Pinceje. Jest równie wyjątkowe, co jego twórca, długowąsy László Jász. Jest tu bowiem mowa o winie pomarańczowym - które spędziło 60 dni fermentując "na skórkach". Stąd też pomarańczowo-miedziana barwa, w nosie wyczuwalne nuty gruszki, pigwy, ale też cytrusy. W ustach wyjątkowo ekstraktywne, o łagodnej, acz wyczuwalnej kwasowości, przyjemnych nutach gruszki oraz suszonych owoców. Długi, przyjemny finisz. Jest to kupaż oparty na Olaszrizlingu i Szürkebarátcie z niewielką domieszką innych szczepów. Do kontemplacji. Ocena: ****.

 

Piękne wina, jeszcze spod ręki wujaszka Béli (fot. własna)

Następnym, przedostatnim już winem, które chciałbym polecić jest Furmint 2007 od Fekete Pince. Do niedawna zawiadywał nią wujaszek Béla, czyli Béla Fekete, który od ponad trzydziestu lat jest pionierem zmian, modernizacji i dążenia do doskonałości na górze Somló. Był on równocześnie gościem honorowym całej imprezy. Jego wino posiada głęboką, złotą barwę, w nosie wyczuwalny jest botrytis, nuty kremowe, miód oraz mango. W ustach burza owoców, mango, ananas, pigwa, potężna kwasowość, w tle nuty wanilii, suszonych owoców. Bardzo wyraźnie podkreślona mineralność. Piękne wino, które pomimo swego wieku wciąż sprawia pijącym wiele radości. Ocena: ****.

 

Bazalt pod każdą postacią. Nawet w formie krzyżówki (fot. własna)

Piątym i ostatnim winem, które chcę polecić  to Bazalt Chill Olaszrizling 2015 z St. Margit Pincészet. Jest to kolejne wino pomarańczowe, lecz tym razem spędziło 3 miesiące "na skórkach". Za jego powstaniem stał, a jakżeby inaczej - długowąsy László Jász. Piękna, pomarańczowo-miedziana barwa, w nosie złożone - cytrusy, pigwa, a także nuty maślane. W ustach bardzo ekstraktywne, pojawia się łagodna, wynikająca z dużej zawartości polifenoli goryczka, pigwa, nieco nut suszonych owoców oraz cytrusy. To wszystko podkreślone przyjemną, acz nienachalną kwasowością. Hedonizm. Ocena: ****.

 

Do zobaczenia za rok! (fot. własna)
 
Ta degustacja pokazała, że Somló to ziemia wspaniałych możliwości. Powstają tu wina w różnorodnych stylach, od lekkich, bo potężne, ekstraktywne trunki, które będą pięknie dojrzewać przez następne lata. Spytałem jednego z winiarzy, czy nie chciałby powiększyć swojej winnicy, na co ten mi odparł - Koszt jednego hektara w tej okolicy to 20 milionów forintów (ok. 275 tys. PLN). Oznacza to, że ta inwestycja praktycznie nie zwróciłaby się za mojego życia - a innych, gorszych gruntów nie chcę kupować... - W ten sposób można zrozumieć, dlaczego Somló zostanie raczej ziemią mikroproducentów - ale to chyba dobrze, bo nie straci swojego charakteru, którego oprócz wyjątkowej ziemi nadają mu tamtejsi ludzie. I to jest największy, wciąż nie odkryty skarb tej góry.


O ile podczas pierwszej połowy poruszałem się pomiędzy znanymi sobie rejestrami, w drugiej wkroczyłem na zupełnie nieznany dla mnie do tej ...

Degustacja "na dachu miasta" - oblicza Tokaju, jakich jeszcze nie znacie - część druga

O ile podczas pierwszej połowy poruszałem się pomiędzy znanymi sobie rejestrami, w drugiej wkroczyłem na zupełnie nieznany dla mnie do tej pory obszar. Dlaczego nieznany? A piliście kiedyś różowe, czy też czerwone wina z Tokaju? Nie? Nie dziwię się - bo ich tam prawie nie ma. To znaczy kiedyś były, ale plaga filoksery z końca XIX wieku praktycznie zakończyła obecność czerwonych gron na tym obszarze. Ale nie tylko czerwone wino jest tym co mnie zaskoczyło, a inne szczepy, które pojawiły się w degustowanych trunkach...

 

Kolejka do wodo... winopoju (fot. własna)

Radics Barnabás Családi Pincészete to mała (10 ha), rodzinna winnica z siedzibą w miejscowości Rátka. Powstała w 2007 roku, a jej właściciel postawił na dość rzadkie w tym regionie rozwiązanie, obsadzając tereny szczepami światowymi. Na pierwszy ogień poszedł Zempleni Cserszegi Fűszeres 2015. Jest to wino o jasnozielonej, bladej barwie, mocnym kwiatowo-owocowym (mango) nosie. W ustach mineralne, przyjemnie kwasowe, tu również wyczujemy nuty egzotycznych owoców - mango, ananas, grapefruit. W sumie przyjemne, choć neco rozwodnione. Brakuje mu trochę pazura. Ocena: **/***. Drugim podanym winem było Zempléni Tramini Pionír 2015. To wino o jasnozłotej barwie, nos kwiatowy, banan, ale da się także wyczuć nieco ziół, w ustach królują cytrusy oraz banan, dobra kwasowość, przyprawy, a na finiszu soczysta limonka. Solidniejsze od poprzednika. Ocena: ***/****. Trzecim podanym winem było Zempléni Sauvignon Blanc 2015. Pomyślałem - kurcze, Sauvignon Blanc, w Tokaju? To musi być ciekawe. I takie też jest. Bladozielona barwa, w nosie dominują nuty mango, ananasa, owoców cytrusowych. W ustach bomba owocowa, pełno tu cytrusów, mango, przyjemna, wyrazista kwasowość. Agrestowy finisz, w tle majaczą nuty trawy. Piękne wino. Ocena: ****. Czwartym z kolei winem był podany Rajnai Rizling 2015. Jest to wino o nieco większej strukturze, trzy miesiące spędziło w beczce z nowego dębu zemplińskiego. Posiada jasnozłotą barwę, w ustach wyczuwalne są nuty zielonego jabłka, miodu, oraz petroleum. W ustach oleiste, złożone, zielone owoce, przyjemna kwasowość, cytusy, ale też nuta warzywna. Przyjemne. Ocena: ***. Kolejnym podanym winem było Pionír Blend 2013, czyli kupaż Furminta, Hárslevelű, Tramini oraz Sauvignon Blanc. Wino to spędziło rok w tankach ze stali nierdzewnej. Barwa jasnozłota, w nosie wyczuwalne nuty przypraw, zielonej papryki, cytrusów. W ustach wyczujemy grapefruita oraz mango, mamy też dość dobrze wyczuwalną mineralność. Oprócz tego solidna kwasowość, przyprawy, zielone warzywa. Ta nuta warzywna nie specjalnie tu mi się podoba, dlatego oceniam to wino na: **. Na koniec podano Pionír Syrah 2013. Tak - nie jakieś Kadarki, Kékfrankose czy choćby Pinot Noir. Syrah! Jest to wino o purpurowej barwie, w nosie wyczuwalne owoce leśnie, wiśnie, śliwki. W ustach wiśniowe, owoce leśne, niezbyt pikantne, acz o przyjemnej kwasowości. Ekstraktywne. Ocena: ***/****. Ciekawy eksperyment, moim zdaniem jak najbardziej udany. Rewolucjonista!

 

Pionierzy, do piwnic! (fot.własna)

Kolejny producentc zyli Préselő Pincészet z maleńkiej miejscowości Erdőbénye, to nowy gracz na tokajskim rynku. Część z Was miała zapewne okazję poznać ich podczas zeszłorocznego festiwalu Bor, Mámor, Bénye. W tym roku mają wypuścić na rynek swoje pierwsze aszú. Ja zaś miałem okazje próbować ich wytrawne wina. Na pierwszy rzut poszło Préselő Sárgamuskotály 2015. Jest to wino o bladej, jasnożółtej barwie, w nosie wyczuwalne nuty kwiatowe, brzoskwinia, miód oraz mango. W ustach łagodna kwasowość, nuty muszkatowe, mango, lekko wyczuwalne nuty miodowe. Bardzo łagodna kwasowość. Delikatne, przyjemne wino. Ocena: ***. Drugim podanym winem był Préselő Furmint 2014. Posiada ono jasnozłotą barwę, w nosie nieco pikantne, cytrusowe, trawiaste, ale też pojawia się nieco nut kwiatowych. W ustach dominuje potężna kwasowość, mamy tu nuty cytrusowe, ale też suszone owoce, brzoskwinię. Ma strukturę i jest dość ekstraktywne. 25% wina starzono w dębie, resztę w stali. Dało to wspaniały efekt. Ocena: ****. Następnie nadeszła pora na słodkie Préselő Tokaji Késői Szüretelésű Furmint 2013. Charakteryzuje się ona jasnozłotą barwą, w nosie wyczuwalne aromaty botrytisu, miodu, brzoskwinii. W ustach łagodna słodycz, botrytis, miód. Dosyć oleiste, ale nie zbyt ciężkie. Ten lekki styl też może się wielu osobom podobać. Ocena: ***. Ostatnim z tej serii było kolejne kuriozum, Préselő Rosé Cuvée 2015, kupaż Cabernet Sauvignon, Merlota, Portugiesera i Kékfrankosa. Ma ciemnoróżową barwę, w nosie wyczuwalne nuty maliny, porzeczki, truskawek. W ustach lekkie, przyjemne, w nosie wyczuwalne nuty porzeczek, malin. Łagodna kwasowość i dwutlenek węgla dodają mu jeszcze lekkości. Ocena: ***.

 

Skała, która lśni niczym diament (fot. własna)

Na deser zostawiłem sobie wina z Miniș od producenta Balla Géza Pincészet. Są to wina z czerwonych szczepów. Region ten jest słynny z czewonych aszú - jedynych tego rodzaju win. One się tego wieczoru nie pojawiły, aczkolwiek była możliwość skosztowania innych, przyjemnych trunków. Zaczęliśmy od różowego kupażu Fetesca Regală, Merlota i Kadarki - Rosé Cuvée 2015. Ciemnoróżowa barwa, w nosie nuty maliny, truskawki. W ustach owocowe, aromaty malin, bardzo lekkie, przyjemnie kwasowe, w tle nuty porzeczki, ale bardzo krótkie. I przez tą ulotność tylko: **/***. Kolejny trunek to Kadarka 2013, charakteryzuje się purpurową  barwą, w nosie wyczuwalne owoce leśne, porzeczki. W ustach niesamowita mineralność, duża ilość tanin, z drugiej strony bardzo lekkie. W tle wiśnie, czereśnie, finisz - pestkowy. Dojrzewało 2 lata w 5000 l. beczkach. Ocena: ***. Trzecim z kolei była Feketeleányka 2013 (Fetească Neagră). I tu również mamy purpurową barwę, w nosie owoce leśne, dżem wiśniowy. W ustach łagodna kwasowość, trochę suszonych śliwek, pestka wiśniowa, lekkie, przyjemne. Ocena: ***. Ostatnim winem całego panelu było Sziklabor 2011, czyli Skalne wino. Jest to 100% Cabernet Franc, o ciemnej, purpurowej barwie z lekkimi pomarańczowymi refleksami. W nosie złożone, nuty owoców leśnych, dżem śliwkowy, czekolada. W ustach poteżna kwasowość, wyraźna mineralność, bardzo ekstraktywne, owocowe. W tle przyprawy, kawa. Bardzo piękne, aksamitne wino. Ocena: ****. Te wina z Rumunii, choć tworzone przez etnicznego Węgra były nieco dziwnym dodatkiem - ale nie żałuję, gdyż miałem okazję skosztować czegoś, czego na codzień nie widuje w sklepach. Degustację zorganizowała sieć Borháló Borkereskedés. Degustowałem na koszt własny.

W Budapeszcie praktycznie w każdy weekend organizowana jest jakaś degustacja. Uczestniczyć w nich wszystkich nie sposób, ale warto chodzić ...

Degustacja "na dachu miasta" - oblicza Tokaju, jakich jeszcze nie znacie - część pierwsza

W Budapeszcie praktycznie w każdy weekend organizowana jest jakaś degustacja. Uczestniczyć w nich wszystkich nie sposób, ale warto chodzić na te ciekawsze, zwłaszcza jeśli pozwala nam na to nasz budżet. A wczorajsza degustacja, oprócz tego, że dała mi szansę poznać dotychczas nieznanych producentów, ale także nie obciążyła zbytnio mojego budżetu (2900 HUF - 40 PLN). Dodatkową zaletą było miejsce - Gozsdu Sky Terace, czyli w zasadzie "na dachu" miasta. A to wszystko w luźnej, swobodnej atmosferze, bez przemów czy wykładów. Degustowałem 24 wina od 6 producentów - pięciu z Tokaju i jednego z Miniș (Rumunia).

 

Klasyczna elegancja (fot. własna)

Pierwszym z producentów, którego wina próbowałem był Pannon Tokaj Pincészet z Tolcsva. Wiele razy kosztowałem ich wina, ale były to głównie aszú, więc warto przyjrzeć się także ich wytrawnemu katalogowi. Na degustacji zostały zaprezentowane wina z serii Dominium (Premium). Zaczęliśmy od Dominium Pannon Tokaj 2014 Furmint. Jest to wino o jasnozielonej, bladej barwie, w nosie łagodne, delikatne, lekko wyczuwalne nuty cytrusów i trawy. W ustach brzoskwinia, nieco nut miodowych, trawa, bardzo lekki i łagodny, pomimo 13,5% alkoholu. Ocena: ***. Drugim podanym winem było Dominium Pannon Tokaj 2014 Hárslevelű, również o jasnej, bladej barwie, w nosie pojawiły się nuty kwiatowe, winogrona, grapefruit oraz akacja. W ustach łagodne, pełne owoców egzotycznych, z delikatną kwasowością - jednak to wszystko zbyt szybko się ulatnia. Fermentowało w stali nierdzewnej. Ocena: **/***. Kolejnym podanym trunkiem był półwytrawny Pannon Tokaj ZsomBor Tokaj Furmint 2014. Jest to ciekawe wino, fermentowało przez 24 dni na skórkach w schłodzonych do 17 st. C tankach ze stali nierdzewnej, po czym trafiło na 5 miesięcy do beczki z młodego dębu z Wzgórz Zemplén. Charakteryzuje się jasnozłotą barwą, w nosie złożone - wyczuwalne nuty zielonego jabłka, wanilii, lekka pikantność. W ustach także dominują aromaty zielonych jabłek, tostu, wanilii. Swój pazur zaznacza również botrytis. Łagodna, niezbyt nachalna kwasowość, niewielki, aczkolwiek wyczuwalny cukier resztkowy (8,9 g/l) oraz cytrusowy finisz. Na koniec podano mi Pannon Tokaj Hanna Cuvée 2011. To słodkie wino z późnych zbiorów, w którego skład wchodzi Zéta (60%), Furmint (20%) oraz Sárgamuskotály (20%). Posiada jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalne brzoskwinie, miód, owoce cytrusowe. W ustach wyraźnie wyczuwalna nuta botrytisu, mango, brzoskwinia, oleista struktura, nieco nut orzechowych. Być może brakuje mu trochę świeżości (zaledwie 5,7 g/l kwasów), ale do ciasta będzie w sam raz. 93,4 g/l cukru resztkowego mówi samo za siebie. Fermentowało w stali, dojrzewało przez 8 miesięcy w beczce. Ocena: ****. Jedno z lepszych win tego panelu.

 

Wina z tej winnicy mnie jakoś nie przekonały... (fot. własna)

Drugi producent, który prezentował swoje trunki, to Harsányi Pincészet z Sárospatak. Tutaj szczedłem zupełnie w ciemno, nie mając pojęcia o istnieniu tej winnicy. Pierwszym podanym winem było Harsányi Kútpatka Furmint 2013. Jest to wytrawne wino o - uwaga! - 15% alkoholu. Barwa bladożółta, w nosie nieco trawy, agrest, zielone jabłko. W ustach owoce cytrusowe, delikatna kwasowość, łagodna goryczka. W pewnym momencie pojawia się dziwna nuta, jakby perfumów. Przeciętne. Ocena: **. Następnie podano Harsányi Királyhegyi Furmint 2013. Ma tyle samo alkoholu co jego towarzysz z innego siedliska, podobną, bladożółtą barwę, w nosie wyraźnie wyczuwalne nuty zielonych jabłek, przypraw, cytrusów. W ustach złożone, zielone jabłko, grapefruit, lekko wyczuwalny miód i kwiatowy finisz. Ocena: ***. Trzecim podanym winem był półwytrawny Harsányi Ciróka Furmint 2013. Barwa jasnozłota, w nosie wyczuwalne aromaty wanilii, gruszki, pigwy, w ustach złożone, przyjemna mineralność, zielone jabłko, botrytis, w tle wanilia. Na finiszu łagodna, przyjemna goryczka. Ocena: ***/****. Ostatnim, czwartym podanym winem było Harsányi Tokaji Hizelgő 2014, kupaż Hárslevelű i Furminta. Z 30 g/l cukru resztkowego był najmniej słodkim ze wszystkich próbowanych wczoraj win deserowych. Barwa jasnozłota, w nosie wyczuwalne nuty mango, miodu, cytrusów, w ustach lekkie, wyraźna, wyczuwalna kwasowość, mango, ananas. Nieco brakuje struktury, a i samo wino wydaje się jakby rozwodnione, niezbalansowane. Mogło być lepiej. Ocena: **/***.

 

Takie powinno być właśnie dobre, tokajskie Late Harvest (fot. własna)

Trzecim producentem, o którym chciałbym dziś napisać był Áts Pincészet, którego winiarz (i zarazem właściciel) - Károly Áts w 2012 roku został winiarzem roku na Węgrzech. Degustację zaczęliśmy od Koranyár 2015, którego de facto nie ma jeszcze na rynku, a etykieta... Hmm. To etykieta testowa.  Jest to kupaż Sárgamuskotály i Furminta, o bladej, jasnozielonej barwie, w nosie wyczuwalne nuty muszkatowe, melon, grapefruit. W ustach łagodne, bardzo owocowe, mango, ananas, oraz delikatna kwasowość. Przyjemne, w sam raz na wiosenne pikniki. Ocena: ***. Drugim podanym winem był Áts Birtokfurmint 2014. Wino to dojrzewało spontanicznie, bez dodawania drożdzy, połowa dojrzewała w beczce a połowa w tankach ze stali. Ma ono jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalne cytrusy, wanilia, delikatna kwiatowość. W ustach poważne, wyczuwalne nuty beczkowe, wanilia, migdały, ale także owoce cytrusowe, nuty miodu. Potężna kwasowość i długi, jabłkowy finisz. Ocena: ***/****. Kolejnym degustowanym trunkiem był Áts Szent Tamás Furmint 2013. Szent Tamás to jedno z legendarnych stanowisk w Mád, więc spodziewałem się wiele po nim. Posiada jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalne zielone jabłko, kwiatowość, miód, ale także nuty roślinne. W ustach zharmonizowane, solidna kwasowość ugładzona nieco cukrem resztkowym (9 g/l), oraz bardzo wyczuwalna nuta zielonego jabłka. Pojawia się także miód, a w tle przyprawy i wanilia. Całkiem przyjemny, choć nie rewalacyjny trunek. Dojrzewało przez 16 miesięcy, z czego przez 8 w 500 l. beczkach. Ocena: ***/****. Ostatnim podanym winem było słodkie Áts Cuvée 2013, czyli najsłodsze wino tego panelu. Jest to kupaż Furminta (60%), Sárgamuskotály (30%) oraz Hárslevelű (10%). Ma jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalne aromaty miodu, brzoskwinii, mango. W ustach oleiste, potężna słodycz (110 g/l cukru resztkowego), którą zakrywa nieco solidna kwasowość (7,8 g/l). Wyczuwalne nuty owoców tropikalnych, mango, grapefruit, dżem z brzoskwinii, miód. Szał dla kubków smakowych. Dobre do deserów, ale też samo... Niesamowicie świeże! Ocena: ****/*****. A kolejna część panelu już jutro...

Jednym z popularniejszych, o ile nie najpopularniejszym wykładem na VinCE Budapest Wine Show była prezentacja produktów domu szampańskiego ...

Veuve Cliquot - Legendarny szampan w 6 odsłonach

Jednym z popularniejszych, o ile nie najpopularniejszym wykładem na VinCE Budapest Wine Show była prezentacja produktów domu szampańskiego Veuve Cliquot Ponsardin. Prezentację prowadził winiarz Nick Lane, który co prawda niedawno zaczął swoją przygodę z produkcją szampana, ale jest znany między innymi z wcześniejszej działalności w nowozelandzkim Cloudy Bay. Trudno o lepszą rekomendację. Wykład zaczął się od prezentacji historii winnicy, po czym nastąpiła właściwa degustacja 6 win.
 

Prezentacja prowadzącego - Nicka Lane (fot. własna)

Zaczęliśmy od tego, co jest standardem - czyli żółta etykieta. Veuve-Cliquot Ponsardin Yellow Label, to podstawowy blend i najpopularniejsze wino z tej winnicy. Powstaje z 700 różnych win, z czego 40-50% to wina z poprzednich roczników, zawiera około 50-55% Pinot Noir, 28-33% Chardonnay oraz 15-20% Pinot Meunier. Oko: barwa słomkowa, delikatne bąbelki. W nosie świeże, wyczuwalne nuty cytrusów, jabłek, drożdzy. W ustach bardzo łagodne, kremowe, wyraźne nuty cytrusowe, wyczuwalna mineralność. 10 g/l dosage. Zbalansowane: ****.

 

Klasyka (fot. własna)

Następnym winem było Veuve-Cliquot Ponsardin Rosé NV, czyli podstawowa różowa etykieta. Powstała z dodania do bazowego kupażu 12% czerwonego wina. Oko: jasnoróżowe z pomarańczowymi refleksami, łagodne bąbelki. W nosie wyczuwalne aromaty truskawki, maliny, jagód oraz nuty kwiatowe. W ustach wyraźnie zaznaczona kwasowość, pełno owocu - truskawek, malin, bardzo przyjemne, piękne wino. Długi, owocowy finisz. 10 g/l dosage. Ocena: ****/*****.

 

Oglądać świat przez różowe okulary... (fot. własna)

Po chwili przenieśliśmy się w nieco bardziej poważne rejestry, zaczęły się pojawiać wina rocznikowe. I tak na pierwszy rzut poszedł Veuve-Clicquot Ponsardin Vintage 2008 Blanc. Wino powstało w 60% z Pinot Noir, 35% Chardonnay oraz 5% z Pinot Meunier. Jeszcze nie jest na rynku, ma się pojawić dopiero w kwietniu. 7 lat dojrzewało w butelce, zanim zostało zdegorżowane.  Oko: barwa jasna, słomkowa, łagodne musowanie. Nos: nuty maślane, gruszka, jabłko, tost. W ustach potężna kwasowość, kremowa struktura, nuty cytrusowe, gruszka, jabłko oraz skórka chleba. Długi, przyjemny finisz. Prawdziwe cudo. 8 g/l dosage. Ocena: *****.

 

Kawałek historii (fot. własna)

To był jednak dopiero wstęp do tego, co miało nadejść. Oto bowiem pojawił się przed naszymi oczami Veuve-Cliquot Ponsardin Cave Privée Blanc 1989 magnum. Nie trzeba dodawać, że większa butelka pozwala na lepsze dojrzewanie, co jest szczególnie ważne dla takich win jak szampany. Powstało z 66% Pinot Noir oraz 34% Chardonnay, 20 lat dojrzewało w butelce pod osadem. Oko: jasnozłote, gęste, ledwo widoczne bąbelki. Nos: kawa, tytoń, nuty dymne, tosty, skóra, pieprz. W ustach: potężna mineralność, ma się wrażenie, jakby człowiek pił skałę... Wartka kwasowość, nuty kawy, tostów, bardzo ekstraktywne, na finiszu lekka goryczka. Mistrzostwo. Zaledwie 5-6 g/l dosage. Ocena: *****. Po prostu cudowne wino.
 

Jeszcze więcej historii... (fot. własna)

Kolejnym, wiekowym już winem, które przed nami przedstawiono było Veuve-Cliquot Ponsardin Cave Privée Rosé 1990, również w wydaniu magnum. Dwudziestosześcioletni róż! To musiało być ciekawe. Oko: różowo-pomarańczowa, z miedzianymi refleksami, stosunkowo niewiele bąbelków. W nosie wyczuwalne aromaty kawy, miodu, czerwonej porzeczki, ale także gdzieś w tle pojawiła się nuta stajni. W ustach kompot owocowy, dobra, rześka kwasowość, nuty malin, porzeczek, bardzo ekstraktywne. Długi, przyjemny finisz z nutami czerwonych owoców, ale także skóry, przypraw. Ocena: *****. Także wielkie i niezapomniane wino. Dojrzewało 18 lat na osadzie.

 

I trochę nowoczesności, ale w klasycznej formie (fot. własna)
 
Na sam koniec nadeszła pora na Veuve-Cliqout Ponsardin La Grande Dame 2006. Jest to jeden z nowszych dzieł tego domu szampańskiego, ten rocznik także od niedawna gości na stołach koneserów na całym świecie. Barwa: jasnozłota, solidnie musujące. W nosie nuty egzotycznych owoców, ananas, cytrusy, ale także nieco masła, tostu. W ustach kremowe, eleganckie, wyraźne nuty gruszki, kwiatów, dobra, wyczuwalna mineralność, wino jest niemalże słone. Znajdziemy tu także aromaty ziół włoskich, cytrusów, ale i skórkę chleba. Łagodny finisz z lekką goryczką. 9 lat spędziło pod osadem, degorżolowane w 2015. Składa się na nie wina z ponad 100 Grand Cru, 53% to Pinot Noir, 47% Chardonnay. Dodano 8 g/l dosage. Ocena: *****.

 

I to, co z tego zostało (fot. własna)
 
Ta wędrówka przez historię win Veuve-Clicquot Ponsardin była dla mnie wyjątkowym doświadczeniem. Jeszcze nigdy nie miałem okazji spróbować i porównać tylu wspaniałych win. Szampan jest winem wyjątkowym, winem na wielkie okazje - pozwólmy sobie na nieco luksusu, bo warto! Koszt degustacji: 5000 HUF (70 PLN).






Od czwartku w stolicy Węgier trwa jedna z największych, o ile nie największa impreza winiarska w tej części Europy. Ponad stu wystawców, 10...

VinCE Wine Show 2016 - Wielka impreza winiarska w Budapeszcie.

Od czwartku w stolicy Węgier trwa jedna z największych, o ile nie największa impreza winiarska w tej części Europy. Ponad stu wystawców, 1000 win do degustacji oraz godziny ciekawych wykładów o tematyce branżowej. Ja wziąłem udział w tym wydarzeniu wczoraj i muszę przyznać, że zrobiło na mnie wielkie wrażenie. 


Jeszcze bez tłumów (fot. własna) 

Po pierwsze - miejsce. Hotel Grand Corinthia znajduje się w samym centrum Budapesztu, jest łatwo dostępny pod względem komunikacyjnym. Powstał w 1896 roku w eklektycznym stylu, w czasie II Wojny Światowej został zajęty przez faszystów, a później do 1990 roku nosił nazwę Czerwonej Gwiazdy. W 2003 roku całkowicie przebudowany (a w zasadzie zburzony i wybudowany od nowa) - z oryginalnego budynku została tylko fasada. Wnętrze zachowuje elementy eklektyzmu, a architektura jest umiejętnie podkreślona przez światło.

 

Nieodzowne dyskusje przy kieliszku dobrego wina (fot. własna)

Po drugie - wystawcy. Swoje produkty promowała ponad setka wystawców z całych Węgier, a także z zagranicy (Włochy, Francja, Słowenia, Izrael, Rumunia, Austria, Hiszpania a nawet Turcja). Oprócz producentów win, było także kilkanaście stoisk gastronomicznych, a także producentów kieliszków i innych akcesoriów winiarskich oraz także dystrybutorzy spirytualiów takich jak calvados, pálinka czy whisky.

 

Tylko nalewać...! (fot. własna)

Po trzecie - organizatorzy. Byli wszędzie. Pomieszczenia zostały bardzo dobrze oznaczone. Wykonano fantastyczną pracę, aby sprawić jak najlepsze wrażenie, choć przydarzyły się im małe wpadki - np kursy rozpoczynały się z 15-20 minutowym opóźnieniem - pomiędzy poszczególnymi wykładami powinny być większe przerwy.

 

A na deser... no właśnie, co na deser? (fot. własna)

Co do win - starałem się przede wszystkim próbować win wyjątkowych, rzadkich - tych, z którymi jeszcze nie miałem styczności. Spośród ponad 100 wystawców udało mi się skosztować win z około 20 winnic - do czego dochodzą dyskusje, wymiany opinii, notatki, oraz wykład, w którym wziąłem udział - fizycznie nie było możliwości skosztowania większej ilości trunków. Opisy poszczególnych win pojawią się nieco później. Miałem także okazję spotkać naszych rodaków - Olafa z PoWinowatych oraz Adama Pawłowskiego MS - było miło wymienić parę zdań na temat imprezy we własnym języku. Degustowałem na koszt własny, cena jednodniowego biletu to 12000 HUF (168 PLN), poszczególne wykłady płatne dodatkowo, od 2000 do 5000 HUF (28 - 70 PLN).

Ostatnie upały nie ułatwiały degustacji win, ani tym bardziej pisania o nich. Wraz z lekkim ochłodzeniem ruszyłem w miasto i odkryłem nowy ...

Lato w pełni - Koch Villányi VA Cabernet Sauvignon, Kékfrankos 2014

Ostatnie upały nie ułatwiały degustacji win, ani tym bardziej pisania o nich. Wraz z lekkim ochłodzeniem ruszyłem w miasto i odkryłem nowy sklep, który wypełniają głównie produkty z małych, lokalnych winiarni. Nazwa tego miejsca brzmi a másik bolt, czyli inny (tj. następny, kolejny) sklep, a można w nim kupić również wszelkiego rodzaju zdrową żywność, począwszy od ziemniaków kończąc na różnego rodzaju lokalnych serach. Trafiłem tam przypadkiem, bo w niedziele sieciówki są zamknięte, a akurat ten mały sklep pozwolił mi zaopatrzyć się w imbir. Kilka dni później pojawiłem się w nim ponownie, by zakupić wina - jedno z Apuli, a drugie węgierskie, z nad Balatonu. Na ich degustacje jeszcze przyjdzie czas.

Nowe odkrycie (fot. strona facebook sklepu a másik bolt)

Dziś zaś znowu miałem ochotę na róż. Kupiłem więc Koch Villányi VA Cabernet Sauvignon, Kékfrankos 2014. Wino o jasnoróżowej barwie, z widocznymi bąbelkami, w nosie wyczujemy aromaty owoców cytrusowych i przypraw. Usta również mocno cytrusowe, solidna mineralność, łagodna kwasowość zbalansowana minimalnym cukrem resztkowym, niewielka ilość dwutlenku węgla, która dodaje świeżości, i krótki, owocowy finisz. Ogólnie wino całkiem pozytywne, w swej kategorii cenowej to dobry wybór, szczególnie przy tej pogodzie. Cena: 999 HUF (13 PLN), ocena: ***. Dodatkowym bajerem jest pojawiający się termometr, jeśli temperatura wina spadnie poniżej 12 stopni.

Termometr widoczny, a więc wino schłodzone (fot. własna)

Marzec był (a w zasadzie jeszcze jest) jednym z ważniejszych miesięcy w kalendarzu każdego winomaniaka na Węgrzech. W pierwszy weekend marc...

Wiosna w Budapeszcie

Marzec był (a w zasadzie jeszcze jest) jednym z ważniejszych miesięcy w kalendarzu każdego winomaniaka na Węgrzech. W pierwszy weekend marca odbywają się targi VINCE, które w tym roku ominąłem z powodu oszczędności - za niecałe dwa tygodnie czeka mnie wyjazd do Japonii, więc impreza zeszła na drugi plan. Trochę żałuję, ale przecież nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. O VINCE będzie mowa w kwietniu, gdy dostanę w swoje ręce nowiutkie wydanie magazynu o tej samej nazwie z relacją. Póki co muszę prosić o cierpliwość.

 
Wręczenie nagród na targach VINCE (fot. ze strony magazynu VINCE)

W ostatnich kilku tygodniach parokrotnie kosztowałem wina, często robiąc notki, jednak nie miałem możliwości, by je publikować. Zaległości chciałbym nadrobić teraz. Po pierwsze - Lidl rzucił na półki ofertę win węgierskich, z ciekawymi producentami, w tym z winami, które już mieliście przyjemność kosztować w polskiej ofercie. Oprócz tego pojawiło się kilka przyjemnych win różowych, których do tej pory mi brakowało. Osobiście bardzo dobrze odebrałem decyzję Lidla o zmianie dostawcy win szamorodni, teraz jest to Chateau Dereszla, recenzja znajdzie się poniżej. Widać, że niemiecki dyskont mocno rozpycha się na tutejszym rynku, do czego doszła również decyzja o promowaniu węgierskiej żywności w innych oddziałach sieci. Ciekawe co jeszcze zobaczymy na półkach polskiego Lidla? Kolejne wina, a może salami Pick?

 
Dziki róż (fot. producenta)

Przechodząc do win, to opiszę dwa. Pierwszym jest Csanádi Kékfrankos Rozé 2014, rzekłbym trunek nieco dziki. Kolor różu malinowego, w nosie wyczujemy dokładnie ten sam owoc i lekkie nuty pieprzne. W ustach na początku daje się we znaki lekka słodycz, po której przychodzi potężna kwasowość, mocno wyczuwalny alkohol, nuty owoców leśnych, cytrusów, grapefruit. Do szprycera dobrze by się nadało, samo jest... Jakieś takie dzikie. Trudno mi to opisać. Złe nie jest, ale szału nie zrobi. Typowa masówka, zważywszy, że pochodzi z 210 ha winnicy. Cenowo - 799 HUF (11 PLN), alkohol - 12,5%. Można, ale warto dorzucić parę złotych, czy też forintów więcej i dostać coś lepszego. Bo jest z czego wybierać. Ocena: słabe ***.

 
Niezbyt estetyczna etykieta, ale zawartość jest ok (fot. własna)

Drugie opisywane przeze mnie wino to Chateau Dereszla Szamorodni Édes 2010. Podejrzewam, że Dereszla ma na składzie sporo tego wina, skoro solidnie zeszła z ceny, gdyż wino to sprzedawane pod dwiema różnymi etykietami - jedną tradycyjną i drugą właśnie dla Lidla. Wino, jak wynika z opisu to samo, tylko znacznie tańsze (1299 zamiast 2000 HUF, czyli 18 PLN zamiast 27). Kolor idealnie złoty, nos z typowymi nutami botrytisu, morele, lekkie aromaty korzenne. Usta łagodne, średnio skoncentrowane, wysoka kwasowość, która świetnie współgra ze słodyczą, przez co sprawia, że wino nie jest tak męczące. Dalej w tle miód, morele, plejada owoców cytrusowych. Średni finisz, alkohol 12%. Ocena: ****. W wariancie cena/jakość - jedno z najlepszych na rynku. Takie aszú dla ubogich (i nie tylko oczywiście - ale obecnie zwykły Węgier sięgnie prędzej po to, niż po aszú).

Korzystając z uroków dobrej pogody i przyjazdu starego serbskiego znajomego postanowiłem wybrać się do miejsca, które już kilka miesięcy te...

Palack - ciekawe miejsce na winnej mapie Budapesztu

Korzystając z uroków dobrej pogody i przyjazdu starego serbskiego znajomego postanowiłem wybrać się do miejsca, które już kilka miesięcy temu pobudziło moją winiarską wyobraźnię - baru Palack (węg. butelka). Jest to ciekawy lokal, znajdujący się na Placu Św. Gellérta, niemalże na samym nadbrzeżu Dunaju, u stóp góry, której patronem jest również owy święty. Miejsce wręcz idealne, zwłacza od wiosny do jesieni, kiedy otwarty jest ogórek przed lokalem, ale zimą również warte odwiedzenia.

 
Trochę artyzmu nie zaszkodzi (fot. Strahinja Simić)

Mimo, że miejsce jest lokalem wyższej klasy, to odwiedza je sporo młodych ludzi, spragnionych jego atmosfery i świetnych win. Potencjalny klient ma 2 możliwości - skosztować wino na miejscu, lub kupić butelkę na wynos, co jest też dobrą opcją, gdyż wiele z dostępnych tu win pochodzi od małych producentów, których próźno szukać na półkach marketów.

 Ach, gdyby moja lodówka tak wyglądała (fot. własna)

Karta win jest doprawdy imponująca, ponad 100 rodzajów win, z których większość jest dostępna na kieliszki, po 1,5 decylitra. Ceny umiarkowane - od 550 do 2000 HUF za kieliszek (7,5 - 27 PLN). Z uwagi na to, że za dwa miesiące jadę do Japonii i nie mogę za bardzo szaleć, postanowiłem skosztować tych raczej tańszych rodzajów. Na pierwszy rzut poszedł Portugieser od Csillagvölgy z Villány, najtańsze wino z listy, przyjemne, lekkie wino o aromacie owoców leśnych. Następnie skosztowałem Lelkibéke Kékfrankos od producenta Csutorás - tu znalazłem ciut więcej koncentracji, dalej nuty owoców leśnych i lekką, acz nienachalną beczkę - to wszystko za 750 HUF (10 PLN). Na koniec, na przekór regułom skosztowałem białego słodkiego wina Huncut Fürtök z malutkiej butikowej wytwórni Fanni Kertje z Tarcal w Tokaju. I muszę powiedzieć wow. Takiego muszkata w swej najbardziej aromatycznej, owocowej odsłonie jeszcze nie próbowałem. Kwiaty bzu, mango, cytrusy - znajdziecie tu wszystko. A jak idziecie na randkę z nieskalaną jeszcze winem dziewczyną, to zaserwujcie jej to - sukces gwarantowany. Kieliszek kosztuje 800 HUF (11 PLN), butelka na wynos 2150 HUF (29,5), a ja nie mogłem się jej oprzeć. Do Palack z pewnością zawitam jeszcze nie jeden raz, bo jest to miejsce warte rozważenia i całkiem przyzwoite cenowo, w dodatku leży w pięknym miejscu, polecam!
Obsługiwane przez usługę Blogger.