Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Furmint. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Furmint. Pokaż wszystkie posty

Po całodniowym szaleństwie związanym z degustacją Juhfarków w winnicy Tornai zdecydowaliśmy, że niedzielę spędzimy na spokojnym kosztowaniu...

Szomlońskich wędrówek ciąg dalszy - Laci Jász i jego szalone pomysły

Po całodniowym szaleństwie związanym z degustacją Juhfarków w winnicy Tornai zdecydowaliśmy, że niedzielę spędzimy na spokojnym kosztowaniu trunków długowłąsego Laciego Jásza (A nagybajuszú Jász Laci Pincéje). Kim on jest? Pewnie nikt z Was o nim nie słyszał - a żałujcie - jest to człowiek, który zakochał się w Somló i tworzy tam wina, które potrafią zamknąć usta nawet największym niedowiarkom. Dlaczego? Po pierwsze, duża część z nich, jak na Somló, jest nadzwyczaj elegancka i pijalna. A reszta... Dość ekstremalna, ale o tym będzie nieco później. Jeśli jeszcze tego nie wiecie, okręg winiarski Somló składa się z trzech wzgórz - głównego Somló, położonego od niego na zachód Ság-hegy, oraz Kis-Somlyó, które leży na południowy-zachód od centrum regionu. Są to wygasłe wulkany, które powstały w ostatnich kilkunastu milionach lat, jako efekt aktywności sejsmicznej w Kotlinie Pannońskiej. Najbardziej znane wina pochodzą z Somló, lecz - co pokazała degustacja - również góra Ság posiada wspaniałe terroir.
 

Piękną ścieżką do góry... (fot. własna)

 Laci gospodaruje na stanowiskach położonych na Somló oraz Ság-hegy. Posiada ok 1,5 ha własnych nasadzeń i dzierżawi kolejne 1,5. Prowadzi dwa projekty: pierwszym z nich jest St. Margit Pincészet, gdzie tworzy tradycyjne wina szomlońskie z tutejszych szczepów (Juhfark, Olaszrizling, Furmint, Hárslevelű), oraz A nagy bajúszu Laci Pincéje to jego autorski projekt, pod który podciąga wszystkie wina, które nie pasują do przepisów apelacji (wina pomarańczowe, czerwone). Wina z winnicy St. Margit są eleganckie, stylowe, wręcz idealnie dopracowane. Nie ma w nich wybujałego alkoholu, tak często spotykanego w winach z Somló. Spośród dwóch Juhfarków z linii Bazalt 2015 (Somló, Ság-hegy,) zdecydowanie wyróżnia się ten drugi, który posiada jasnozieloną barwę, w nosie mineralny, słodny, w ustach mamy potężną kwasowość, zielone jabłko, oraz delikatny cukier resztkowy (8 g/l). To wszystko zamknięte w butelce wraz z wyraźną mineralnością daje mieszankę wybuchową. Ocena: ****.

 

Nazwa sama mówi za siebie... (fot. własna)

 St. Margit Bazalt Light 2015, czyli drugi Juhfark, jest zdecydowanie mniej ekstraktywny, choć tu również mamy wyczuwalną mineralność. Usta skręcają w kierunku nut ziołowych, agrestu, mamy też odrobinę cytrysów. Jest też trochę goryczki. Ocena: ***. Laci podał nam jeszcze jednego Juhfarka, a mianowicie St. Margit Mosoly 2015. Jest to wino musujące (sic!), co samo w sobie stanowi kuriozum, charakteryzuje się sporą owocowścią, zwłaszcza jeśli chodzi o ten szczep. Mamy tu nuty gruszki, pigwy oraz zielonego jabłka. Ciekawe. Ocena: ***/****. St. Margit Bazalt Hárslevelű 2015 to wyjątkowo lekkie wino, zwłaszcza jak na warunki szomlońskie. Bladozielone, delikatnie mineralne, z nutami kwiatów polnych i zioła, sprawdzi się zwłaszcza u tych, którzy nie lubią typowych win z Somló. Mnie jednak nie zachwyciło, brakuje mu trochę ekstraktu. St. Margit Olaszrizling 2015 jest jego zupełnym przeciwieństwem - tu mamy i wyraźną mineralność i sporą ekstraktywność. Jest też rześka kwasowość, która w połączeniu z nutami zielonych jabłek, lekkiego suszu owocowego, goryczki daje świetny rezultat. Zdecydowanie warte sięgnięcia. Ocena: ***/****.

 

Nieziemskie widoki... (fot. własna)

 Po tym nadeszła pora na prawdziwe szaleństwo, bo na stół wkroczyły wina sygnowane nazwą A nagy bajúszu Laci Pincéje. Zaczęliśmy od lekkiego Salto Mortale 2015, które wprowadziło nas w świat win pomarańczowych. Jest to Grüner Veltliner o złotej barwie. Dlaczego tylko złotej, skoro mówimy o winach pomarańczowych? Określenie, które się za tym kryje to technologia produkcji - wytłoczone skórki, kiście i pestki muszą zostać poddane działaniu oksydacji i dopiero po tym dodane do wina - dzięki temu zyskują niesamowity aromat, smak i wyjątkową barwę. Tu w nosie mamy nuty pigwy i słonej mineralności, w ustach wrażenie się powtarza, dochodzi do tego sporo ekstraktu, delikatne taniny i elegancka harmonia. Ocena: ***/****.

 

Nasz wspaniały gospodarz (fot. własna)

 Csak Zs. A. K. 2015- posiada zarówno wymyślną nazwę (to Tylko Zs. A. K. - skróty pierwszych liter użytych środków ochrony roślin, czyli zsurló - skrzypu, alga - algi, kén - siarka), jak i ciekawy smak. Jest to kupaż rosnących razem Olaszrizlinga, Pinot Gris oraz kilku innych, nieokreślonych winogron. Posiada pomarańczową barwę, w nosie wyczuwalne są nuty gruszki, pigwy, wędzonki, i czerwonego jabłka. W ustach na pierwszy plan wysuwają się nuty dymu wędzarniczego, dalej mamy jabłka, gruszki, sporą mineralność. Dużo tu ekstraktu, kwasowość trzymana jest w ryzach, całość sprawia ciekawe, aczkolwiek lekko perwersyjne wrażenie. Mnie bardzo to wino się podoba, jednak wiem, że są, którzy na pierwszy łyk wykrzywią twarz i pójdą w siną dal. Ocena: ****.

 

Blogerska brać nie próżnowała (fot. własna)
 
Piliście kiedyś czerwone wino pomarańczowe? A czy w ogóle coś takiego jest? Owszem - choć prawdopodobnie nie odróżnicie go od innych win czerwonych - bo różnica w smaku, a tym bardziej w barwie jest minimalna. Takim przykładem wina jest Naracsbor Cabernet Sauvignon-Syrah 2015. Ta sama technologia co w przypadku win białych, a efekt - również zadziwiający. Fantastyczne, bardzo owocowe wino o ciemnopurpurowej barwie, w nosie wyczuwalnych nutach wiśni, czerwonego jabłka, w ustach sporo tanin, dużo owocu, potężna struktura, jedwabiście gładkie ciało. To wszystko oparte o naturalną wyrazistą kwasowość daje wino wręcz epickie. Jedno z najlepszych win czerwonych, jakie piłem na Węgrzech. Ocena: ****/*****. Petarda.

 

Do zobaczenia następnym razem... (fot. własna)

Jeśli myślicie, że to koniec szaleństwa, to jesteście w błędzie. Laci przyniósł Perverzitás 2013, czyli kupaż z tego samego siedliska, co Csak Zs. A. K. To już wiele bardziej oldskulowe wino, o złotej barwie, w nosie wyczuwalnych nutach petrolu, dymu, ale też słonej mineralności. W ustach wyraźna, ostra kwasowość, nuty zielonego jabłka, petrol i mineralność. Długie, intrygujące wino. Dla mnie dość kontrowersyjne, wydaje się starsze, aniżeli faktycznie jest, ale pewnie znajdzie swoich amatorów. Czy mogło być coś bardziej szalonego? Tak - wino, które nigdy nie trafiło i nie trafi do sprzedaży, czyli Furmint 2011. Laci popełnił tu wszystkie możliwe błędy - z wina o wielkim ekstrakcie, fantastycznych parametrach zrobił oksydowanego potworka. I to co ciekawe, zrobił to z pełną świadomością. Jednak wyszło z tego coś ciekawego, wino, które ma sporo owocu, dużą kwasowość i solidną strukturę. Da się? Da się.
 

A to zabrałem ze sobą... (fot. własna)
 
Mieliśmy spędzić z Lacim półtora, góra dwie godziny. Jednak kosztowaliśmy jego win i dyskutowaliśmy przez prawie cztery. Poruszonych zostało wiele tematów, zarówno jeśli chodzi o praktyczne aspekty winiarstwa, jak i nastawienie samego Laciego do tego, co robi. Oprócz win, gospodarz ugościł nas przepysznym śniadaniem, gdyż nie pomyśleliśmy za wczasu, żeby zrobić porządne zaopatrzenie. Szynki, węgierskie kiełbasy, ale także wędzony łosoś doskonale komponowały się z podawanymi trunkami. Wyruszyliśmy w dalszą drogę z pełnymi żołądkami i przekonaniem, że odkryliśmy miejsce, które pełne jest niespodzianek i wspaniałych win. Degustowałem z Andrzejem Staniszewskim (blog Trzy Kolory Wina) oraz Piotrem Wdowiakiem (Z winem do kina) na zaproszenie László Jásza.


Pod koniec października odwiedziłem Tarcal i z powodu ślubnej sesji zdjęciowej spędziłem trochę czasu w winnicy oraz pałacyku Gróf Degenfel...

Gróf Degenfeld Furmint 2015 - arystokratyczna elegancja

Pod koniec października odwiedziłem Tarcal i z powodu ślubnej sesji zdjęciowej spędziłem trochę czasu w winnicy oraz pałacyku Gróf Degenfeld. Nie omieszkałem przy okazji zapoznać się z ich sklepem oraz zakupić jedną butelkę tutejszego wina, którym okazał się Furmint 2015. Sam zaś sklep, a w zasadzie półka z winami, umieszczona na przeciwko recepcji nie zrobiła na mnie tak wielkiego wrażenia, jak sama posiadłość, położona na skraju wsi i u podnóża wzgórza, na którym stoi kapliczka św. Teresy.

 

Czyste piękno... (fot. własna)
 
Gróf Degenfeld Furmint 2015 to wytrawne tokajskie wino, o jasnozielonej barwie. W nosie wyczuwalne są nuty winogron, zielonego jabłka, polnych kwiatów. W ustach na pierwszy plan wysuwa się żwawa, rześka kwasowość, której towarzyszą nuty cytrusowe. Dalej wyraźne zielone jabłko, oraz agrest, w tle wybrzmiewa delikatna mineralność. Charakter wina podkreśla delikatny cukier resztkowy, który sprawia, że jest ono niesamowicie pijalne. Ten czysty, stylowy Furmint zdecydowanie wart jest polecenia. Ocena: ***/****. Cena: 2500 HUF (35 PLN). Źródło wina: zakup własny autora.

Jest takie miejsce w Tarcal, które prawdopodobnie zna wielu Polaków. Według opowieści właścicieli przyjeżdżają tam tłumy naszych rodaków, k...

Kovács Pince Tarcal - Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie...

Jest takie miejsce w Tarcal, które prawdopodobnie zna wielu Polaków. Według opowieści właścicieli przyjeżdżają tam tłumy naszych rodaków, którzy hektolitrami wykupują tamtejsze trunki. Nic dziwnego - litr wytrawnego Furminta w plastikowej butelce kosztuje 500 HUF (7 PLN), w szkle - 1000 HUF (14 PLN). Sześcioputnowe aszú w cenie 2000 HUF (28 PLN) za litr, lub za pół litra w szkle. Ale zanim sięgniesz po butelkę, grzecznie prowadzą cię do piwniczki, sadzają przy wielkim stole, podają do spróbowania 4 wina i kieliszek pálinki. Ale nie tak, żeby tylko spróbować, a do samego końca kieliszka. A to wszystko za darmo. W takim wypadku nie wypada wyjść bez zakupów, bo przecież godnie cię tu powitali, zresztą ceny przyjemne, no i wino smaczne. No to kupujesz, pijesz, jesteś zadowolony, że udało ci się zrobić interes stulecia. Czy aby na pewno?

 

Beczki pełne (tokajskiego?) wina... (fot. własna)

Prawie każdy spotkany winarz powie, że dobre wino, to takie, które ci smakuje. Z tym prostym i oczywistym twierdzeniem nie zamierzam polemizować. Jednak każdy ma prawo wiedzieć, czy to, co kupuje jest na prawdę tym, co chce kupić, a nie podróbką tego, czym powinno być. W takim wypadku pierwszym wyznacznikiem zwykła być cena, bo np. dobrego wina nie sposób wyprodukować za takie pieniądze. No, chyba, że sprzedaż odbywa się pokątnie, a producent nie płaci podatków - tylko czy możemy tu mówić o jakieś elementarnej uczciwości? Po drugie - warunki sprzedaży - nie bez powodu zakazano w Tokaju ulicznej sprzedaży win w butelkach PET. Owszem, w piwnicach można dostać lane wino, ale na litość boską nie aszú... Potem trudno się dziwić, że etykietach butelek nie znajdziemy nazwy producenta.


Piwnica jest częścią Światowego Dziedzictwa UNESCO (fot. własna)

O Kovács Pince trudno znaleźć informację w internecie. Jedna z niewielu stron, skąd można zaczerpnąć wiadomości podaje, że rodzina zajmuje się winogrodnictwem od 1968 roku i że ich piwnica jest częścią Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jest też informacja na stronie NÉBIHu (tutejszy Sanepid), że Kálmán Kovács jest zarejestrowanym producentem wina, zajmuje się również jego butelkowaniem i sprzedażą. Uprawnienia ma, więc czemu nie opatruje etykiet swoim nazwiskiem, jak również unikatowym numerem NÉBIH (każde wino przed wprowadzeniem do sporzedaży musi taki numer uzyskać - jest to równoznaczne z pozwoleniem na wprowadzenie do sprzedaży)? Moja teoria jest taka, że wina te z jakichś względów nie spełniają norm narzuconych przez apelację, a i producent nie zawraca sobie tym głowy. Podczas wychodzenia z piwnicy z dziwnym niepokojem obserwowałem proces butelkowania, który jeszcze mnie utwierdził w moich wątpliwościach.


Stoły czekające na gości... (fot. własna)

Wina, których spróbowaliśmy i które zakupiliśmy, w większości spodobały się moim znajomym. Wytrawny Furmint miał delikatne nuty owocowe, brzoskwinii i moreli, oraz niewielki cukier resztkowy. Półwytrawne Hárslevelű swoją egzotycznością i wyraźnymi nutami kwiatowymi również pozostawiło dobre wrażenie. Słodkie cuvée uwiodło niewiasty słodyczą, a aszú nieco rozczarowało - oprócz słodyczy mieliśmy tu małą kwasowość, za to sporo goryczy, nut orzechowych, nieco przypalonych nut karmelowych - trudno było czymś takim przekonać prostych konsumentów wina. Dla mnie te trunki stylistycznie sporo odstawały od przeciętnego tokajskiego poziomu, choć wiem, że są ludzie, którym się po prostu spodobają. Porównując je chociażby z winami sąsiadów zza miedzy*, technicznie odpadają w przedbiegach. Ale są pijalne i w świetnej cenie, przez co sporo ludzi je kupuje. Ja natomiast mam wątpliwości, czy to, co kupiłem można nazwać winem tokajskim, skąd (na prawdę) pochodzi i dlaczego na etykiecie nie znajdziemy nazwy producenta... Pewnie dlatego cena robi swoje...

* imię i nazwisko usunięte na wyraźną prośbę zainteresowanego.

Niecałe dwa tygodnie temu zebraliśmy się wraz z ekipą Az ihatóbb Magyarországért w celu degustacji ofiarowanych przeze mnie win Füleky. O ...

Degustacja win Füleky - nowoczesna twarz Tokaju


Niecałe dwa tygodnie temu zebraliśmy się wraz z ekipą Az ihatóbb Magyarországért w celu degustacji ofiarowanych przeze mnie win Füleky. O samej winnicy jakiś czas temu była mowa, zaś wina otrzymałem za tłumaczenie ich strony na język polski. Degustację uzupełniliśmy czterema innymi winami, z których jedno zasługuje na uwagę, ale nie chciałbym się zbytnio nad nimi rozwodzić.

 

Samo dobro (fot. ze strony tokaj.org)

Pierwszym winem, które mieliśmy przyjemność degustować było Füleky Muskotály 2015. Jasnozłota barwa, w nosie mango, lekka nuta miodowa oraz delikatna pikantność. W ustach wyraźna, przyjemna kwasowość, nuty cytrusów, zielonego jabłka, nuty pieprzne. Czyste, przyjemne, choć proste wino. Ocena: **/***. Füleky Muskotály 2013, o dwa lata starszy poprzednik ma się niestety nieco gorzej. Barwa podobna, lecz w nosie nieco bardziej wycofane, delikatne nuty miodowe, grapefruit, cytrusy, pojawiają się także ślady oksydacji. W ustach nieco nut zielonego jabłka, trochę pikantności, goryczka, ale ogólnie wino jakieś takie... oklapłe. Na finiszu pojawiają się bardzo lekkie nuty cytrusów. Ocena: **. 

 

Kabar nie do końca mnie przekonał (fot. ze strony tokaj.org)

Trzeci z kolei trunek, czyli Füleky Furmint 2013 pokazuje zupełnie inne oblicze. Klasyczny, trochę już staromodny styl tokajski ma swoje odbicie w tymże winie. Jasnozłota barwa, w nosie suszone owoce, wanilia, brzoskwinia i delikatnie wyczuwalna słoność. W ustach solidna, żwawa kwasowość, susz owocowy, lekka nuta miodu. Solidna struktura, dużo ciała, w tle mamy również brzoskwinie. Czuć także mineralność, czego nieco w poprzednich winach nam brakowało. Wszystkiego dopełnia delikatny cukier resztkowy, który sprawia, że wino to jest świetnie pijalne. Ocena: ****. Füleky Kabar Vinnay 2015 niestety nie dorównuje poziomem swemu poprzednikowi. Oko: jasnozłote, nos: nuty miodu, brzoskwinii, botrytisu, moreli. W ustach na pierwszym planie wysuwa się alkohol, który przysłania owocowość tego wina, a mamy tu zarówno brzoskwinie, jak i morele. Nieco wątła kwasowość, którą przesłania również nieco cukru reszkowego. Niektórym to się spodoba, choć ja nie jestem przekonany. Ocena: **/***.

 

Porządna słodycz (fot. ze strony tokaj.org)
W tym momencie zmieniliśmy zupełnie optykę, gdyż na stole pojawiły się wina z późnych zbiorów. Füleky Pallas 2013 o złotej barwie od samego początku kusi nosem z suszonych owoców, miodu, brzoskwinii i delikatnej pikantości. W ustach miód, brzoskwinia, botrytis, żwawa kwasowość, którą umiejętnie równoważy cukier resztkowy. Dalej nuty suszu owocowego, a na finiszu zielone jabłko oraz pigwa. Ocena: ***/****. Jego rok starszy odpowiednik jest nieco mniej finezyjny. Barwa jasnozłota, w nosie miód akacjowy, suszone owoce, brzoskwinia. W ustach miód, suszone owoce, brzoskwinia, przyjemna kwasowość, dalej lekka goryczka. Wino jest czyste, przyjemne, choć brakuje mu głębi. Ocena: ***. Ogólnie rzecz biorąc, spodziewałem się trochę więcej mineralności i równiejszego poziomu od tego producenta. Design i siedziba robią wrażenie, winom brakuje trochę harmonii - są spośród nich solidne strzały, ale są i przeciętniaki (kiepskich nie stwierdzono...). Warto skupić się na Furmincie, gdyż posiada on największy potencjał. Jeśli będziecie w Bodrogkeresztúr, to zajrzyjcie do siedziby firmy. Zdecydowanie warto. Chociażby dla Furminta, ale i nieobecnego na degustacji aszú.


Dziś miałem sporo pracy, więc kiedy mogłem w końcu zamknąć służbowego maila, pozwoliłem sobie sięgnąć po wino, które zakupiłem jakiś czas t...

Słodycz na koniec dnia - Kvaszinger ÉdesM Késői Szüretelésű Tokaji Furmint 2013

Dziś miałem sporo pracy, więc kiedy mogłem w końcu zamknąć służbowego maila, pozwoliłem sobie sięgnąć po wino, które zakupiłem jakiś czas temu w sklepie a másik bolt. To malutki sklep dla smakoszy, o którym już była mowa na tych łamach, a gdzie można spotkać rzadko dostępne trunki, zwłaszcza od małych, wręcz garażowych manufaktur. Przygotowując się do pisania tego postu chciałem zasięgnąć trochę informacji o tym winie, ale nie ma dosłownie nic. Ani na stronie producenta, ani też w czeluściach wujka Google. Zostaje jeno orgaleptycznie przekonać się, cóż nam tu László Kvaszinger serwuje.

 

Delikatna słodycz (fot. własna)

ÉdesM Késői Szüretelésű Tokaji Furmint 2013, to jak sama nazwa wskazuje słodkie wino z późnych zbiorów. Rzadko kiedy stosuje się w takich przypadkach klasyczną butelkę dla aszú i szamorodnich, tu mamy jednak wyjątek. To zresztą nie jedyne podobieństwo do tych win. Mamy tu złotą barwę, w nosie wyraźnie wyczuwalne nuty botrytisu, moreli, delikatne aromaty kwiatowe oraz zielone jabłko. W ustach nadzwyczaj lekkie, solidną słodycz uzupełnia żwawa kwasowość. Mamy tu sporo owocu, jest to delikatne, aczkolwiek bogate w aromaty wino. Pojawia się również botrytis, kandyzowane owoce oraz lekka goryczka. Na finiszu wyraźne nuty moreli i zielonego jabłka. Idealnie sprawdzi się do mniej słodkich ciast, ale pite solo również sprawi przyjemność. Ocena: ****. Cena: 3490 HUF (49 PLN). Mnie przypomina ono trochę młode szamorodni, lub też nowoczesne, owocowe aszú, choć co prawda nie ma w nim tej głębi - bo i być nie musi. Ja zaś serdecznie je polecam (jeśli uda się wam je gdzieś znaleźć...).


Często tak mam, że decyzję podejmuję bez większego wahania. Zwłaszcza jeśli chodzi o wina. Na Węgrzech ma się tą dobrą sytuację, że w niema...

Na początek tygodnia - Kvaszinger Hatalos Furmint 2013

Często tak mam, że decyzję podejmuję bez większego wahania. Zwłaszcza jeśli chodzi o wina. Na Węgrzech ma się tą dobrą sytuację, że w niemalże każdym sklepie znajdzie się przynajmniej przyzwoite trunki. Dużo tu też małych sklepów, które same sprowadzają wino, dzięki czemu możemy dostać naprawdę wyjątkowe okazy, niedostępne w supermarketach, a tym bardziej za granicą. Taki lokalny patriotyzm... No i większa znajomość rynku. Ja zaś dziś wybrałem się do mojego ulubionego sklepu (a másik bolt) i wybrałem Furminta. Bo na to miałem ochotę i już.Sprzedawca polecił mi Kvaszinger Hatalos-Dűlő Tokaji Furmint 2013. Kupiłem już jedną butelkę od Kvaszingera, ale na słodkie wina to wybitnie trzeba mieć ochotę - zwłaszcza w takim upale - więc leży sobie na półce w spiżarce. 

 

Dobry Furmint nie jest zły... (fot. własna)

Furminta postanowiłem otworzyć natychmiast, ponieważ po hektolitrach Hárslevelű chciałem przypomnieć sobie ten arcytokajski feeling - i nie pomyliłem się. Mamy tu jasnozłoty kolor, w nosie na pierwszym planie pojawiają się nuty wanilii, a dalej suszone owoce, delikatne nuty miodowe, brzoskwinia, trochę cytrusów i mokra skała. W ustach złożone - na pierwszym planie pojawiają się cytrusy, następnie suszone owoce, miód. Dalej mamy wyraźną mineralność, nuty waniliowe oraz delikatnie zaokrąglający to wszystko cukier resztkowy. Na końcu mamy długi i przyjemny finisz. A takie cudo w przyjemnej cenie 2490 HUF (35 PLN). Ocena: ****.

Ktoś z Was być może miał możliwość spotkania Norberta Csite podczas zeszłorocznego Bor, Mámor, Bénye. Jest to niezwykle skromny olbrzym o s...

Csite Pince - Debiut mikroproducenta z Erdőbénye.

Ktoś z Was być może miał możliwość spotkania Norberta Csite podczas zeszłorocznego Bor, Mámor, Bénye. Jest to niezwykle skromny olbrzym o sercu gołębia, który postanowił przekuć swoją pasję w rzeczywistość i kilka lat temu zakupił 0,4 ha ziemi w sercu tokajskiego regionu winiarskiego. Do dziś skalę trudności z jaką musi się mierzyć wyznacza dystans około 200 kilometrów - w sezonie co weekend pokonuje dwukrotność tej liczby kursując między winnicą a Budapesztem. Chciałby w końcu postawić tylko na winiarstwo - ale nie zamierza się przeprowadzać na prowincję. Swoje wina zaprezentował po raz pierwszy szerszej publiczności, odkąd otrzymał pozwolenie na wprowadzenie ich do obrotu. Do degustacji podano 6 win.
 
 

Olbrzym o gołębim sercu (fot. własna)

Pierwszym z nich był Furmint 2011. Posiada on jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalne aromaty suszonych owoców, brzoskwinii, cytrusów, przypraw. W ustach złożone, o wyraźnej kwasowości, nutach suszonych owoców. Wyczuwalna mineralność, zielone jabłko, wanilia. Przyjemne. Ocena: ***/****. Drugim winem Furmint 2012, który dojrzewał w tankach ze stali nierdzewnej. Charakteryzuje go bladożółta barwa, w nosie zdecydowana i wyraźna nuta zielonego jabłka, a w tle nieco aromatów kwiatowych. W ustach wyraźna kwasowość, zielone jabłko, agrest. Trochę zbyt proste, powiedziałbym wręcz, że nieco toporne. Ocena: **/***. Trzecim podanym winem był Toplec Furmint 2009. Mamy tu głęboką, złotą barwę i nieco osadu, w nosie wyczuwalne suszone owoce, wanilia, zielone jabłko. W ustach złożoność, wyraźne nuty owoców, brzoskwinii, moreli, solidna kwasowość, ale też mineralność.  Solidna struktura, lekka goryczka oraz migdały. Ocena: ****. Dojrzały, piękne wino. 

 

Etykieta niczego sobie (fot. własna)

Drugą połowę degustacji zaczęliśmy od Toplec Furmint 2011. Barwa jasnozłota, w nosie suszone owoce, karmel, migdały, przyprawy, brzoskwinia. W ustach suszone owoce, karmel, wanilia, wyraźna kwasowość oraz lekka goryczka oraz nuty miodowe oraz delikatna słodycz. Dobre. Ocena: ***. Następnie nadeszła pora na Toplec Furmint 2012. Nieco sieższe od poprzedników, barwa jasnozłota, w nosie wyczuwalne zielone jabłko, brzoskwinia, nieco nut pieprznych oraz wanilia. W ustach kremowe, krągłe, wyraźne nuty waniliowe, na drugim planie zielone jabłko, goryczka, migdały. Ocena: ***/****. Na sam koniec podano Toplec Furmint 2013. Posiada on bladozłotą barwę, w nosie zielone jabłko, przyprawy, suszone owoce. W ustach podobnie jak w nosie, nuta zielonego jabłka, wyraźna słodycz który skrywa potężną kwasowość. Finisz z lekką goryczką. Bardzo przyjemne, pijalne wino. Ocena: ***. Cała degustacja była ciekawym wydarzeniem, możliwością spotkania z bardzo skromnym, pokornym winarzem. Przed nim jeszcze wiele pracy, by dojść na wyżyny, by jego wina były warte tej ceny, o którą prosi, bo póki co, brakuje im trochę do tego. Jednak warto śledzić jego postępy. Może rodzi się kolejna legenda? Wina do nabycia w a másik bolt w cenie 5990 HUF (84 PLN) za butelkę.

Czasem długo noszę się z otwarciem wina. Z nieznanych powodów czekam na odpowiedni moment, choć ten zdaje się nigdy nie przychodzić. Czas m...

Obzidián Bormanufaktura Furmint Félszáraz 2012 - Wspomnień czar..

Czasem długo noszę się z otwarciem wina. Z nieznanych powodów czekam na odpowiedni moment, choć ten zdaje się nigdy nie przychodzić. Czas mija, wino sobie leży w zakątku mojej spiżarni, a ja w międzyczasie kupuję i otwieram inne. Dziś jednak miałem ochotę na coś białego, wytrawnego. Otworzyłem drzwi spiżarni... i nic. Parę win słodkich, kilka czerwonych, ale białych, wytrawnych - jak na lekarstwo. Skoro więc nie ma się tego co się lubi... to się wybiera półśrodki. Takie jak na przykład wino półwytrawne. W związku z tym sięgnąłem po wcześniejszy zakup - czyli półwytrawnego furminta z Obzidián Bormanufaktúra.

 

Arcydzieło. I co z tego, że półwytrawne? (fot. własna)
 
Zakupione w zeszłym roku na festiwalu wino wciąż sprawia wielką przyjemność. Posiada jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalne są aromaty miodu, kwiatów, brzoskwinii oraz mango ale też lekka pikantość. W ustach króluje delikatna słodycz, która łagodzi solidną kwasowość. Dobrze widoczne są nuty mineralne, cytrusy, zielone jabłko. Średnia budowa, czysta forma, bardzo eleganckie wino. Finisz z nutą zielonego jabłka. Bardzo, ale to bardzo polecam. Ocena: ****. Cena: 3000 HUF (42 PLN).
Obsługiwane przez usługę Blogger.