Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Juhfark. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Juhfark. Pokaż wszystkie posty

Po całodniowym szaleństwie związanym z degustacją Juhfarków w winnicy Tornai zdecydowaliśmy, że niedzielę spędzimy na spokojnym kosztowaniu...

Szomlońskich wędrówek ciąg dalszy - Laci Jász i jego szalone pomysły

Po całodniowym szaleństwie związanym z degustacją Juhfarków w winnicy Tornai zdecydowaliśmy, że niedzielę spędzimy na spokojnym kosztowaniu trunków długowłąsego Laciego Jásza (A nagybajuszú Jász Laci Pincéje). Kim on jest? Pewnie nikt z Was o nim nie słyszał - a żałujcie - jest to człowiek, który zakochał się w Somló i tworzy tam wina, które potrafią zamknąć usta nawet największym niedowiarkom. Dlaczego? Po pierwsze, duża część z nich, jak na Somló, jest nadzwyczaj elegancka i pijalna. A reszta... Dość ekstremalna, ale o tym będzie nieco później. Jeśli jeszcze tego nie wiecie, okręg winiarski Somló składa się z trzech wzgórz - głównego Somló, położonego od niego na zachód Ság-hegy, oraz Kis-Somlyó, które leży na południowy-zachód od centrum regionu. Są to wygasłe wulkany, które powstały w ostatnich kilkunastu milionach lat, jako efekt aktywności sejsmicznej w Kotlinie Pannońskiej. Najbardziej znane wina pochodzą z Somló, lecz - co pokazała degustacja - również góra Ság posiada wspaniałe terroir.
 

Piękną ścieżką do góry... (fot. własna)

 Laci gospodaruje na stanowiskach położonych na Somló oraz Ság-hegy. Posiada ok 1,5 ha własnych nasadzeń i dzierżawi kolejne 1,5. Prowadzi dwa projekty: pierwszym z nich jest St. Margit Pincészet, gdzie tworzy tradycyjne wina szomlońskie z tutejszych szczepów (Juhfark, Olaszrizling, Furmint, Hárslevelű), oraz A nagy bajúszu Laci Pincéje to jego autorski projekt, pod który podciąga wszystkie wina, które nie pasują do przepisów apelacji (wina pomarańczowe, czerwone). Wina z winnicy St. Margit są eleganckie, stylowe, wręcz idealnie dopracowane. Nie ma w nich wybujałego alkoholu, tak często spotykanego w winach z Somló. Spośród dwóch Juhfarków z linii Bazalt 2015 (Somló, Ság-hegy,) zdecydowanie wyróżnia się ten drugi, który posiada jasnozieloną barwę, w nosie mineralny, słodny, w ustach mamy potężną kwasowość, zielone jabłko, oraz delikatny cukier resztkowy (8 g/l). To wszystko zamknięte w butelce wraz z wyraźną mineralnością daje mieszankę wybuchową. Ocena: ****.

 

Nazwa sama mówi za siebie... (fot. własna)

 St. Margit Bazalt Light 2015, czyli drugi Juhfark, jest zdecydowanie mniej ekstraktywny, choć tu również mamy wyczuwalną mineralność. Usta skręcają w kierunku nut ziołowych, agrestu, mamy też odrobinę cytrysów. Jest też trochę goryczki. Ocena: ***. Laci podał nam jeszcze jednego Juhfarka, a mianowicie St. Margit Mosoly 2015. Jest to wino musujące (sic!), co samo w sobie stanowi kuriozum, charakteryzuje się sporą owocowścią, zwłaszcza jeśli chodzi o ten szczep. Mamy tu nuty gruszki, pigwy oraz zielonego jabłka. Ciekawe. Ocena: ***/****. St. Margit Bazalt Hárslevelű 2015 to wyjątkowo lekkie wino, zwłaszcza jak na warunki szomlońskie. Bladozielone, delikatnie mineralne, z nutami kwiatów polnych i zioła, sprawdzi się zwłaszcza u tych, którzy nie lubią typowych win z Somló. Mnie jednak nie zachwyciło, brakuje mu trochę ekstraktu. St. Margit Olaszrizling 2015 jest jego zupełnym przeciwieństwem - tu mamy i wyraźną mineralność i sporą ekstraktywność. Jest też rześka kwasowość, która w połączeniu z nutami zielonych jabłek, lekkiego suszu owocowego, goryczki daje świetny rezultat. Zdecydowanie warte sięgnięcia. Ocena: ***/****.

 

Nieziemskie widoki... (fot. własna)

 Po tym nadeszła pora na prawdziwe szaleństwo, bo na stół wkroczyły wina sygnowane nazwą A nagy bajúszu Laci Pincéje. Zaczęliśmy od lekkiego Salto Mortale 2015, które wprowadziło nas w świat win pomarańczowych. Jest to Grüner Veltliner o złotej barwie. Dlaczego tylko złotej, skoro mówimy o winach pomarańczowych? Określenie, które się za tym kryje to technologia produkcji - wytłoczone skórki, kiście i pestki muszą zostać poddane działaniu oksydacji i dopiero po tym dodane do wina - dzięki temu zyskują niesamowity aromat, smak i wyjątkową barwę. Tu w nosie mamy nuty pigwy i słonej mineralności, w ustach wrażenie się powtarza, dochodzi do tego sporo ekstraktu, delikatne taniny i elegancka harmonia. Ocena: ***/****.

 

Nasz wspaniały gospodarz (fot. własna)

 Csak Zs. A. K. 2015- posiada zarówno wymyślną nazwę (to Tylko Zs. A. K. - skróty pierwszych liter użytych środków ochrony roślin, czyli zsurló - skrzypu, alga - algi, kén - siarka), jak i ciekawy smak. Jest to kupaż rosnących razem Olaszrizlinga, Pinot Gris oraz kilku innych, nieokreślonych winogron. Posiada pomarańczową barwę, w nosie wyczuwalne są nuty gruszki, pigwy, wędzonki, i czerwonego jabłka. W ustach na pierwszy plan wysuwają się nuty dymu wędzarniczego, dalej mamy jabłka, gruszki, sporą mineralność. Dużo tu ekstraktu, kwasowość trzymana jest w ryzach, całość sprawia ciekawe, aczkolwiek lekko perwersyjne wrażenie. Mnie bardzo to wino się podoba, jednak wiem, że są, którzy na pierwszy łyk wykrzywią twarz i pójdą w siną dal. Ocena: ****.

 

Blogerska brać nie próżnowała (fot. własna)
 
Piliście kiedyś czerwone wino pomarańczowe? A czy w ogóle coś takiego jest? Owszem - choć prawdopodobnie nie odróżnicie go od innych win czerwonych - bo różnica w smaku, a tym bardziej w barwie jest minimalna. Takim przykładem wina jest Naracsbor Cabernet Sauvignon-Syrah 2015. Ta sama technologia co w przypadku win białych, a efekt - również zadziwiający. Fantastyczne, bardzo owocowe wino o ciemnopurpurowej barwie, w nosie wyczuwalnych nutach wiśni, czerwonego jabłka, w ustach sporo tanin, dużo owocu, potężna struktura, jedwabiście gładkie ciało. To wszystko oparte o naturalną wyrazistą kwasowość daje wino wręcz epickie. Jedno z najlepszych win czerwonych, jakie piłem na Węgrzech. Ocena: ****/*****. Petarda.

 

Do zobaczenia następnym razem... (fot. własna)

Jeśli myślicie, że to koniec szaleństwa, to jesteście w błędzie. Laci przyniósł Perverzitás 2013, czyli kupaż z tego samego siedliska, co Csak Zs. A. K. To już wiele bardziej oldskulowe wino, o złotej barwie, w nosie wyczuwalnych nutach petrolu, dymu, ale też słonej mineralności. W ustach wyraźna, ostra kwasowość, nuty zielonego jabłka, petrol i mineralność. Długie, intrygujące wino. Dla mnie dość kontrowersyjne, wydaje się starsze, aniżeli faktycznie jest, ale pewnie znajdzie swoich amatorów. Czy mogło być coś bardziej szalonego? Tak - wino, które nigdy nie trafiło i nie trafi do sprzedaży, czyli Furmint 2011. Laci popełnił tu wszystkie możliwe błędy - z wina o wielkim ekstrakcie, fantastycznych parametrach zrobił oksydowanego potworka. I to co ciekawe, zrobił to z pełną świadomością. Jednak wyszło z tego coś ciekawego, wino, które ma sporo owocu, dużą kwasowość i solidną strukturę. Da się? Da się.
 

A to zabrałem ze sobą... (fot. własna)
 
Mieliśmy spędzić z Lacim półtora, góra dwie godziny. Jednak kosztowaliśmy jego win i dyskutowaliśmy przez prawie cztery. Poruszonych zostało wiele tematów, zarówno jeśli chodzi o praktyczne aspekty winiarstwa, jak i nastawienie samego Laciego do tego, co robi. Oprócz win, gospodarz ugościł nas przepysznym śniadaniem, gdyż nie pomyśleliśmy za wczasu, żeby zrobić porządne zaopatrzenie. Szynki, węgierskie kiełbasy, ale także wędzony łosoś doskonale komponowały się z podawanymi trunkami. Wyruszyliśmy w dalszą drogę z pełnymi żołądkami i przekonaniem, że odkryliśmy miejsce, które pełne jest niespodzianek i wspaniałych win. Degustowałem z Andrzejem Staniszewskim (blog Trzy Kolory Wina) oraz Piotrem Wdowiakiem (Z winem do kina) na zaproszenie László Jásza.


W sobotnie popołudnie siedziba winnicy Tornai zapełniła się spragnionymi Juhfarka gośćmi. Warto było czekać kilka miesięcy na to wydarz...

Somlói Juhfark Ünnepe - Wielkie szomlońskie święto Juhfarka.



W sobotnie popołudnie siedziba winnicy Tornai zapełniła się spragnionymi Juhfarka gośćmi. Warto było czekać kilka miesięcy na to wydarzenie, gdyż pojawiło się 16 winiarzy z 30 winami, w różnych stylach i z różnich roczników. Wszystkich połączył Juhfark - autochtoniczny szczep z Somló, który choć uprawiany w innych miejscach na Węgrzech, tam ma się najlepiej. Zresztą niech przemówią liczby: z 565 ha winnic (całkowita powierzchnia nasadzeń w 2014) 90 ha to Juhfark. Wyprzedza go tylko Olaszrizling, czyli generalnie najpopularniejszy biały szczep na Węgrzech.

 

Winnica Tornai - pomysłodawcy i gospodarze imprezy (fot. własna)
Juhfark to szczep wyjątkowy - jedyny, który potrafi maksymalnie oddać terroir góry Somló. Na próżno szukać w nim owocowości, najłatwiej dostrzeć w nim mineralność, którą zapewnia mu bazaltowe podłoże. Juhfark ma również zdolność do niesamowitej koncentracji kwasów, jak i cukru - dzięki czemu raz-dwa razy na dziesięć lat na Somló można zebrać zbotrytyzowane grona, które potrafią dać piękny efekt w winie. Choć wszystkie stoki Somló są obsadzone Juhfarkiem - to moim zdaniem daje on najlepsze wina na południowych zboczach, gdzie ma wystarczająco dużą ilość dni z nasłonecznieniem. Tutaj też znajdują się winnice najbardziej znanych szomlońskich producentów - Kreinbachera, Tornai, Kolonicsa, Fekete czy też Somlói Apatsági Pince.

 

Sprawcy całego zamieszania (fot. własna)
Większość win, które pojawiły się na stoiskach wystawców pochodzi z zeszłorocznych zbiorów. Warto zaznaczyć, że Juhfark, to szczep, który wyjątkowo dobrze sobie radzi z upływem lat, a młode wina potrzebują czasu, by osiągnąć szczyt formy. Mimo to dało się zauważyć, że generalnie winiarze są zadowoleni, a i wina udały się całkiem dobrze. Jedynym minusem jest mniejsza zawartość kwasów, którą spowodowało gorące lato. Dlatego też zeszłoroczne Juhfarki nieco odbiegają stylem od poprzednich roczników. Spośród degustowanych win chciałbym wyróżnić pięć, które moim zdaniem najlepiej wypadły tego popołudnia. Pierwszym z nich był Kőfejtő Juhfark 2015 od Tóth Pince. Posiada on bladozieloną barę, w nosie wyczuwalna jest mineralność, ale też delikatne nuty owocowe, banan, zielone jabłko oraz wanilia. W ustach cytrusy, nuty owoców egzotycznych, rześka, świeża kwasowość, wyczuwalna, słona mineralność. Mamy też nutę wanilii oraz delikatną goryczkę. Bardzo przyjemne, porządne wino. Ocena: ***/****.

 

Długowąsy Laci Jász (fot. własna)
Somlói Apátsági Juhfark 2014 to kolejne wino, które wypada wyróżnić. Posiada ono złotą barwę, w nosie wyczuwalne nuty miodu, morelni, mirabelki oraz delikatna nuta różana. W ustach wyraźna kwasowość, sporo owocu - moreli, śliwki, bardzo ekstraktywne, krągłe wino. Dalej nuty suszonych owoców. Bardzo dobra interpretacja szczepu, dojrzewało rok w beczce. Ocena: ****. Kolejny, wyróżniony trunek to Barcza Bálint Késői Szüretelésű Juhfark 2013. Tak, to wino z późnych zbiorów, lecz jest inne od pozostałych tego typu trunków. Dlaczego? Odpowiedź dają dwie dodatkowe informacje - 15% alkoholu i 4 dni spędzone na skórkach. Tak, to wino półwytrawne! Posiada piękną, głęboką złotą barwę, w nosie wyczuwalne nuty miodu, jabłka i wanilii. W ustach suszone owoce, wyraźna kwasowość, solidna struktura, wino oleiste, pełne. Dalej pojawia się niewielki cukier resztkowy oraz nuty wanilii. Piękne. Alkohol absolutnie nie wystaje. Ocena: ****.

 

Płynne złoto (fot. własna)
Następne wino również powstało z winogron zebranych późną jesienią. Bogdán Birtok Késői Szüretelésű Juhfark 2015. Tym razem mamy do czynienia ze słodkim winem, które zawiera 90 g/l cukru resztkowego. Barwa złota, w nosie kuszące nuty pigwy, moreli, suszonych owoców oraz miodu. W ustach miodowe, oleiste, wyraźne nuty cytrusów, pigwy. Sporą słodycz dobrze równoważy rześka, świeża kwasowość. Długi i przyjemny finisz z nutami pigwy. Ocena: ****. Na samym końcu nadeszła pora na wino bezsprzecznie największe, czyli Kreinbacher Juhfark 2007. Jest to esencja góry. Posiada złotą barwę, w nosie wyczuwalne nuty dymne, soli, mokrej skały, metalu. W ustach potężna mineralność, kredowy posmak, sól, nuty migdałów. Wyraźna, żwawa kwasowość, bardzo ekstraktywne wino. Złożone, pełne, niesamowite wino. Pokazuje, co potrafi Juhfark, jeśli da mu się kilka lat na dojście do pełni formy. Ocena: ****/*****. Dla mnie klasa światowa. Niestety nie do dostania...

 

A to płynna skała (fot. własna)
Wina staneły na wysokości zadania, tak samo jak organizatorzy - muzyka, jedzenie, przestrzeń, w których odbywała się impreza - wszystko zostało przygotowane perfekcyjnie. Były leżaki dla spragnionych odpoczynku, stoliki dla tych, którzy chcieli coś przegryźć i kanapy, na których można było się rozgościć. Widząc spore zainteresowanie imprezą pośród mieszkańców stolicy, zaoferowano im również możliwość transportu w preferencyjnej cenie, a dla nocujących w pobliżu góry - bezpłatny transport na miejsce noclegu. Na szczęście liczba gości została ograniczona odgórnie - i dzięki temu udało się uniknąć tłumów. Należy za to podziękować organizatorom, którzy jak widać nie szukali źródła łatwego zysku, tylko postawili na jakość. To się ceni. Winiarze również byli zadowoleni z imprezy, czemu dawali wyraz w rozmowach na terasie. Widać, że w końcu coś ich łączy i chcą budować renomę góry, która jak nic innego zasługuje na ponowne odkrycie. Podróżowałem do Somló i degustowałem na koszt własny.

 

O stronę gastronomiczną świetnie zadbał szef István Szabó (fot. własna)

Dziś nie do końca będzie o winie - choć może inaczej - nie będzie szczegółowych opisów win, bo nie na tym chciałem się skupić. W sobotni wi...

Somló Éjszakai Pincetúra - Nocna wyprawa na górę Somló.

Dziś nie do końca będzie o winie - choć może inaczej - nie będzie szczegółowych opisów win, bo nie na tym chciałem się skupić. W sobotni wieczór po raz kolejny zorganizowano Somló Éjszakai Pincetúra, wydarzenie, które ma na celu zaprezentowanie jak największej liczby producentów w tym niewielkim regionie winiarskim. My również zdecydowaliśmy się przybyć na ową mityczną górę, zwłaszcza, że państwowa kolej oferowała zniżki na podróż. Dodatkową motywacją było oczywiście zobaczenie tego miejsca na własne oczy, nie tylko przez pryzmat powstałych tam win.

 

Charakterystyczna sylwetka (fot. własna)
Przyjechaliśmy dość późno, dlatego też dysponowaliśmy niewielką ilością czasu - udało nam się odwiedzić zaledwie siedem z ponad czterdziestu winnic. Nie skupiłem się zbytnio na notowaniu - większość z win próbowałem kilka miesięcy wcześniej na imprezie w Hotelu Gellért, raczej chodziło o poznanie miejsca i ludzi, którzy tu tworzą. Zaczęliśmy od Szalai Pince, ich Juhfark 2013 wyjątkowo przypadł mi do gustu, ostatnie kilkaset sztuk czeka na nabywców w piwniczce. Podano też młody Irsai Olivér 2015 oraz Juhfark 2015, jak też słodkiego Furminta z późnych zbiorów. Przyzwoite wina, czekam na chwilę, kiedy pojawią się w butelkach. 

 

Widok na górę z winnicy Szalai (fot. własna)
Ruszyliśmy w stronę Kolonics Pince i Fekete Pince, po drodze zachaczając o Clements Pincészet. W obu winnicach spróbowałem po jednym winie - Juhfarku, obydwa przyzwoite, po czym ruszyliśmy dalej. Dotarłem do Somlói Apatsági Pince - gdzie rozmawiałem i kosztowałem wina przygotowane przez Zoltána Balogha. Winnica ta jest jedną z moich ulubionych - i z pewnością tam wrócę, chociaż raczej nie w trakcie tak wielkiej imprezy. Największe wrażenie zrobił Juhfark 2013 - chciałbym mieć to wino, ale niestety nie ma go już w sprzedaży...

 

Zoltán opowiada o swoich winach (fot. własna)
Kolejną odwiedzoną winnicą była Spiegelberg Borpince. I tutaj sporo się działo, oprócz dużej liczby odwiedzających, cały czas grała muzyka i degustowaliśmy wina Stephena. Oczywiście nie mogło zabraknąć dyskusji na tematy okołopiłkarskie, gdyż kilka godzin wcześniej Wegry zremisowały z Islandią. I tutaj kosztowaliśmy Juhfarka, który również tutaj pokazuje swoje piękne oblicze. Później poszliśmy do winnicy "długowąsego Władka" (Nagybajuszú Laci Pinceje), gdzie kosztowaliśmy mocno niestandardowe pomarańczowe wina. Mam nadzieję, że będzie dane mi skosztować więcej jego win, bo z pewnością są one równie intrygujące.

 

A muzyka ciągle gra (mat. własny)

Na sam koniec, w połowie nocy zeszliśmy do Somlói Apátsági Pince, gdzie spotkałem się z Piotrem Wdowiakiem z bloga Z winem do kina, gdzie długo dyskutowaliśmy o winach Zoltána i oprócz kosztowania całej oferty, dostaliśmy do skosztowania coś wyjątkowego - wino z jednego krzewu, który liczy sobie kilkaset lat i nie wiadomo, co to za szczep. Powoli zaczęło robić się widno, zbliżała się też godzina odjazdu naszego pociągu, dlatego też ze smutkiem musieliśmy opuścić Somló, choć wiem, że wkrótce tu wrócimy. A z całej imprezy zapamiętam niesamowitą gościnność, pracowitych winiarzy, i wielu zapaleńców, którzy powodują, że o tutejszych trunkach będzie jeszcze głośno.

Rzadko kiedy tacy winiarze pojawiają się w Budapeszcie. Ich win nie znajdziemy na sklepowych półkach, a jeśli chcemy ich skosztować, to alb...

Niemiecka precyzja i węgierska fantazja - Degustacja win Stephana Spiegelberga w Borháló Liget

Rzadko kiedy tacy winiarze pojawiają się w Budapeszcie. Ich win nie znajdziemy na sklepowych półkach, a jeśli chcemy ich skosztować, to albo musimy wybrać się do najlepszych restauracji w mieście, albo też trzeba się wybrać na górę, gdzie powstają. Charakteryzuje je jedna rzecz - nie są tanie. Mało kto sięgnie po butelkę za ponad 70 zł w kraju, gdzie przywoite wino od dobrego producenta kosztuje w granicach 20-40 złotych. A wczorajsza degustacja to była prawdziwa okazja - możliwość spróbowania 8 win w cenie niecałych 50 złotych (3500 HUF). Podczas degustacji Stephan opowiadał jak z kierowcy testowego zostać winiarzem i w jaki sposób trafił na Somló oraz odpowiadał na pytania zgromadzonych. W międzyczasie degustowaliśmy owoce rąk jego pracy, podane w trochę chaotycznym porządku (nawet zapowiadana lista win się zmieniła bo akurat Stephan zapakował coś innego...). Zaczęliśmy od Juhfarka 2013. Z początku daje się poznać jako niepozorne wino o jasnozłotej barwie i bardzo delikatnym nosie, w którym wyczujemy nieco nut kremowych, cytrusy, miód, suszone owoce a nawet wanilię. W ustach bardzo przyjemna, wyraźna kwasowość, nuty cytrusowe, jednocześnie jest to bardzo krągłe, lekkie. Zauważalna jest tu mineralność Somló, w tle delikatna goryczka, nieco suszonych owoców, w finiszu wyczuwalne nuty zielonego jabłka. Dla mnie: ****. Dobry początek.

 

Stephan opowiada o swoich winach (fot. własna)

Drugim podanym winem było Hárslevelű 2013. Mamy tu jasnozłotą barwę, w nosie wyraźne nuty suszonych owoców, wyczuwalną pikantność i typowe dla szczepu aromaty kwiatowe. W ustach jest natomiast zielone, wyraźnie kwasowe, na pierwszy plan wysuwają się nuty trawiaste, cytrusowe. Dalej pojawia się delikatna goryczka i nieco nut jabłkowych. Bardziej płaskie i mniej emocjonujące od poprzednika, choć wciąż to eleganckie wino. Ocena: ***. Kolejnym trunkiem, który zagościł w naszych kieliszkach było Chardonnay 2013. Jasnozłota barwa, w nosie nuty kremowe, cytrusowe, owoce egzontyczne. W ustach przyjemna kwasowość, wyczuwalna mineralność, świeżość. Zielone, pikantne. Na lato w sam raz. Ocena: ***/****. Do połowy degustacji dobrnęliśmy wraz z Nászéjszakák Bora 2013. Jest to kupaż Juhfarka, Olaszrizlinga i Furminta o jasnozłotej barwie, w nosie złożone, mamy tu zarówno nuty cytrusowe, jak i kremowe, dymne, suszone owoce i brzoskwinię. W ustach burza owoców, aromaty kwiatowe, trawy, miód, suszone owoce i cytrusy. Ekstraktywne, wyraźnie wyczuwalna goryczka, na finiszu wyraźnie wyczuwalne nuty migdałów. Świetne wino. Ocena: ****. Następnie płynnie przeszliśmy do Nászéjszakák Bora 2011. Wino to ma bladozłotą barwę, w nosie wyczuwalne aromaty zielonego jabłka oraz nuty kwiatowe, miodowe, suszonych owoców, moreli. W ustach wyczuwalna lekka kwasowość, nuty owocowe - zielonego jabłka, pigwy, gruszki. Mamy też niewielką słodycz oraz lekką goryczkę i nuty migdałów. Jedynie o cień gorsze od swojego poprzednika. Ocena: ****. Kolejne podane wino, to Juhfark 2011. Pamiętając pierwsze wino oczekiwałem czegoś ciekawego... i się nie zawiodłem. Wino to posiada jasnozłotą barwę, w nosie pojawiają się nuty mineralne, kremowe, nieco cytrusów oraz nuty zielonych owoców. W ustach wyraźna kwasowość którą balansuje delikatna słodycz, oleistość, jest to krągłe, ekstraktywne wino oraz delikatne cytrusy. Na finiszu migdały. Eleganckie, złożone wino. Zdecydowanie najlepsze wino degustacji. Ocena: ****/*****.

 

Sprawca całego zamieszania na pierwszym planie (fot. własna)

 Na sam koniec otrzymaliśmy do degustacji dwa Olaszrizlingi. Rocznik 2013 posiada bladozieloną barwę, w nosie wyczuwalne są typowe dla tego szczepu nuty cytrysowe, trawy oraz pikantne. W ustach pojawia się słodycz (i to nie tylko ta z ekstraktu, a cukier resztkowy - mamy tu bowiem wino półwytrawne), delikatną kwasowość, nieco nut zielonych, cytrusy, agrest, dalej natomiast pojawiają się nuty gruszki, jabłka i pigwy oraz miód, które sprawiają, że wino to jest bardzo, ale to bardzo pijalne. Moim zdaniem do Juhfarka mu trochę brakuje, ale i tak jest to świetny wybór. Ocena: ****. Rocznik 2009, posiadający jasnozłotą barwę zaskoczył nas nieco nieprzyjemnymi nutami pleśni, warzywnymi, także jakby nieco zjełczałego masła, dopiero za nimi wyhaczyłem nieco nut cytrusowych. Pytanie na ile była to kwestia butelki? Trudno powiedzieć. W ustach poprawne, wyczuwalna delikatna słodycz, cytrusów, trawy, w tle lekka goryczka a na finiszu zielone jabłko. Gdyby nie ten nieprzyjemny nos, to byłoby to wino podobnego poziomu, co jego poprzednik. Ocena: ***. Sam nie mogłem się nie skusić i zakupiłem Juhfarka 2011. Ze Stephanem zaś zamieniłem parę słów i choć muszę przyznać - nie jest to łatwa do scharakteryzowania i zaszeregowania figura, to wina tworzy wspaniałe, a i humor ma nieprzeciętny. Być może kiedyś trafi się importer, który będzie chciał sprowadzić te wina, nawet pomimo ich wysokiej ceny. Degustowałem w sklepie Borháló Liget na koszt własny.


Przyszedł czas, aby przedstawić też innych producentów z Somló - w największym stopniu na to zasługują. Tym razem będzie mowa o naprawdę mi...

Barnabás Pince - Mikroproducent z Somló z ciekawymi winami

Przyszedł czas, aby przedstawić też innych producentów z Somló - w największym stopniu na to zasługują. Tym razem będzie mowa o naprawdę mikroskopijnej produkcji - Barnabás Tóth gospodaruje na zaledwie 0,6 ha działce na południowym stoczu góry Somló, w stanowisku Aranyhegy Dűlő. Rocznie powstaje zaledwie około 2500 butelek, w dwóch wariantach jednoszczepowych - Furminta i Hárslevelű. Winnica powstała w 2000 roku, jednak pierwsze kilka lat wypuszczano wina wraz z innymi lokalnymi winiarzami jak Károly Kolonics, Stefan Spiegelberg oraz József Laposa. Od 2013 roku zapadła decyzja o samodzielnej produkcji i od tej pory wina powstają pod obecną nazwą Barnabás Pince. W tym samym roku Hárslevelű 2011 dostało się do pierwszej 100 najlepszych win rankingu gazety Népszabadság, zajmując zaszczytne 5 miejsce w kategorii białych win wytrawnych.

 

Takie skarby tylko na górze Somló (fot. własna)

Do degustacji podano dwa wina: Nagy-Somlói Hárslevelű 2013 oraz Furmint 2013. Pierwsze z nich, czyli Hárslevelű 2013 posiada jasnozłotą barwę. W nosie wyczuwalne są suszone owoce, kwiaty, miód, w ustach mamy solidnie zaznaczoną kwasowość, w tle pojawiają się nuty cytrusów, brzoskwinii oraz suszonych owoców oraz wanilii. Bardzo ekstraktywne, ma charakter. Długi finisz z nutą suszonej śliwki. Ocena: ***/****. Furmint 2013 to wino nieco inne - tu również mamy jasnozłotą barwę, w nosie także suszone owoce, nuty dymne, pikantne. W ustach znacznie bardziej wyczuwalna mineralność, większa kwasowość, w tle suszone owoce, figa, pigwa, pojawia się także wanilia, jest też trochę nut zielonych, pikantnych. Bardziej poważne od swojego poprzednika - na mnie wywarło ciut lepsze wrażenie. Ocena: ***/****. Obydwa wina spędziły 15 miesięcy w beczkach dębowych. Proszę, wyrwijcie się czasem poza Budapeszt, Eger czy Tokaj - Somló czeka na Was z niesamowitymi skarbami...

 

Jedna z najlepszych parceli na górze (fot. z facebooka winnicy)

Ostatnie upały nie ułatwiały degustacji win, ani tym bardziej pisania o nich. Wraz z lekkim ochłodzeniem ruszyłem w miasto i odkryłem nowy ...

Lato w pełni - Koch Villányi VA Cabernet Sauvignon, Kékfrankos 2014

Ostatnie upały nie ułatwiały degustacji win, ani tym bardziej pisania o nich. Wraz z lekkim ochłodzeniem ruszyłem w miasto i odkryłem nowy sklep, który wypełniają głównie produkty z małych, lokalnych winiarni. Nazwa tego miejsca brzmi a másik bolt, czyli inny (tj. następny, kolejny) sklep, a można w nim kupić również wszelkiego rodzaju zdrową żywność, począwszy od ziemniaków kończąc na różnego rodzaju lokalnych serach. Trafiłem tam przypadkiem, bo w niedziele sieciówki są zamknięte, a akurat ten mały sklep pozwolił mi zaopatrzyć się w imbir. Kilka dni później pojawiłem się w nim ponownie, by zakupić wina - jedno z Apuli, a drugie węgierskie, z nad Balatonu. Na ich degustacje jeszcze przyjdzie czas.

Nowe odkrycie (fot. strona facebook sklepu a másik bolt)

Dziś zaś znowu miałem ochotę na róż. Kupiłem więc Koch Villányi VA Cabernet Sauvignon, Kékfrankos 2014. Wino o jasnoróżowej barwie, z widocznymi bąbelkami, w nosie wyczujemy aromaty owoców cytrusowych i przypraw. Usta również mocno cytrusowe, solidna mineralność, łagodna kwasowość zbalansowana minimalnym cukrem resztkowym, niewielka ilość dwutlenku węgla, która dodaje świeżości, i krótki, owocowy finisz. Ogólnie wino całkiem pozytywne, w swej kategorii cenowej to dobry wybór, szczególnie przy tej pogodzie. Cena: 999 HUF (13 PLN), ocena: ***. Dodatkowym bajerem jest pojawiający się termometr, jeśli temperatura wina spadnie poniżej 12 stopni.

Termometr widoczny, a więc wino schłodzone (fot. własna)
Obsługiwane przez usługę Blogger.