Przyjeżdżając na Węgry odkryjemy, że na sklepowych półkach stoi sporo miejscowych win musujących, skądinąd nie gorszej jakości, niż cava, c...

Przyjeżdżając na Węgry odkryjemy, że na sklepowych półkach stoi sporo miejscowych win musujących, skądinąd nie gorszej jakości, niż cava, czy prosecco. Törley, Hungaria, Francois, powstające w Budafok zajmują poczesne miejsce w historii miejscowego winiarstwa. I choć dominują na rynku, to historia miejscowych* "szampanów" zaczyna się gdzie indziej - w Pécs, a jej korzenie sięgają... naszej ojczyzny.

 
Siedziba winiarni Littke w Pécs (fot. wikipedia)

Rodzina Littke (a wcześniej Liedtke) przeniosła się z Polski na południe Węgier na początku XVIII wieku. Początkowo zajmowali się krawiectwem, dzięki czemu dorobili się znacznego majątku. W latach 50-tych XIX stulecia Lőrinc Littke wyruszył do Francji, gdzie przez kilka lat poznawał metody powstawania win musujących, a po powrocie w roku 1859 założył swoją własną winiarnię. Powstał kilkupiętrowy system piwnic, w których składowano wino, produkowane wyłącznie metodą klasyczną. Wina tam produkowane zdobyły międzynarodową sławę już w latach 60-tych, docierając do nawet na dwory królewskie. Po śmierci Lőrinca winiarnię przejął jego syn József, który unowocześnił i zmechanizował produkcję win musujących. W 1891 roku przedsiębiorstwo odwiedził cesarz Franciszek Józef I i Franciszek Ferdynand, w następstwie czego rodzina Littke została oficjalnym dostawcą win na dwór cesarski.

 
W winiarni Littke (fot. własna)

W międzyczasie wyrosła im konkurencja. W 1882 roku József Törley wrócił z Reims i założył w Budafok (obecnie południowo zachodnie rubieże Budapesztu) wytwórnię win musujących. Spowadziwszy sprzęt i specjalistów z Francji, kierownictwo powierzył Louisowi François. Pod koniec XIX wieku Törley również zdobył przywilej cesarskiego dostawcy. To właśnie tutaj po raz pierwszy na Węgrzech zastosowanie degorżowanie (usuwanie osadu z butelki poprzez zamrażanie go). Na początku XX wieku wytwórnia Törley produkowała ponad 2 miliony butelek wina musującego. 

 
Dawna reklama win Törley (fot. www.torley.hu)

Traktat z Triannon, a później wielki kryzys zastopowały rozwój obu winiarni. Zmniejszył się rynek zbytu, spadł popyt. Potężnym ciosem była II Wojna Światowa, pod koniec której zbombardowano wytwórnię Törley. Po przejęciu rządów przez komunistów, obydwa przedsiębiorstwa znacjonalizowano, w wytwórni Littke wygaszono produkcję. Dopiero prywatyzacja pozwoliła na odbudowę marki Törley, na bazie której w 2005 roku powstało Törley Pezsgőpincészet Kft. - produkujące rocznie 10-12 milionów butelek, i mającego około 35% udziału w rynku. Winiarnia Littkę działa dziś pod raczej mało znaną marką Cezar Pincészet Kft. W ostatnich latach pojawiły się nowe, niewielkie serie win produkowanych metodą szampańską, w czym specjalizuje się József Szentesi, a któremu coraz więcej winiarni powierza produkcję swoich "bąbelków". Są to między innymi: Kreinbacher, Sauska, Zoltán Demeter, Tokaji Nobilis, Weninger, Légli, Heimann... I wielu innych. Większość z tych win powstaję w ilości zaledwie 500-1000 sztuk.

Piwnice winiarni Törley w Budafok (fot. własna)

Gdy będziecie na Węgrzech, spróbujcie miejscowych win musujących - co prawda jeszcze trochę im brakuje do tych z Szampanii, ale cenowo są znacznie bardziej przystępne i skutecznie uświetnią ważne chwile waszego życia. Zaś ja dziś oprócz szampana, wznoszę toast winem ze zdjęcia poniżej: Egészségetekre! (Wasze zdrowie!)

 
Törley Charmant - jedna z marek win Törley (fot. producenta)

*Miejscowych - z obecnego terytorium Węgier. Pierwszą węgierską wytwórnię założyli Mihály Schönbauer i János Fischer w Pozsony (czyt. Pożoń - ob. Bratyława). Autor skupił się na wytwórniach, które działają po dzień dzisiejszy na obecnym terytorium Węgier. Pod koniec XIX wieku w 8 miejscach na terenie Korony Św. Stefana produkowano wina musujące, a produkacja osiągnęła 1,75 mln butelek.

Royal Tokaji to jedna z największych, ale i najlepiej prosperujących wytwórni w Tokaju. Do jej powstania przyczynił się m.in. Hugh Johnson,...

Royal Tokaji to jedna z największych, ale i najlepiej prosperujących wytwórni w Tokaju. Do jej powstania przyczynił się m.in. Hugh Johnson, a pracowali w niej tacy giganci jak Károly Áts, czy też István Szepsy. W przyszłym roku firma z Mád będzie obchodzić ćwierćwiecze swego istnienia. Roczna produkcja wynosi około 200-250 tysięcy butelek, z czego znaczna część jest eksportowana, głównie do krajów Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Winnica posiada 5 stanowisk, 4 z nich położone na terenie Mád: Mézes Mály, Szt. Tamás, Nyulászó, Betsek oraz jedną położoną w Tarcal: Birsalmás. Łącznie zajmują one powierzchnię 107 ha. Uprawia się tu 3 szczepy: furmint (70%), hárslevelű oraz sárgamuskotály (muscat blanc à petits grains). Jest to też jeden z pierwszych producentów w Tokaju, który zaczął produkować wina typu late harvest, jako przeciwwagę dla cięższych, potężnych win aszú. Tematem dzisiejszego postu będzie zatem - Royal Tokaji Cuvée 2013.

Wznieśmy kieliszki za węgierskie winiarstwo (fot. własna)

Zdarzało mi się pisać na tematy win zakupionych w dyskontach. To wino także nabyłem w Lidlu, ale jest to całkiem inna sytuacja, gdyż węgierski Lidl przygotował ofertę z miejscowymi winami od znanych producentów w fantastycznych (średnio 20% niższych od standardowych) cenach. I tak trafiłem na wyżej wspomniane wino, w cenie 1888 HUF (26 PLN), zamiast 2300 HUF (32 PLN). W ofercie znalazły się jeszcze dwa wina tego producenta - wytrawny Furmint 2013 za 1299 HUF (18 PLN) - normalnie kosztuje ok 1700 HUF (23 PLN) oraz 5 puttonyos aszú 2008 za 4499 HUF (62 PLN) zamiast 5500 HUF (75 PLN) - i z tej okazji również skorzystałem. Warto nadmienić, że w promocji znalazły się wina z prawie 20 regionów winiarskich Węgier ocenionych i rekomendowanych przez sommeliera, którym jest Antal Kovács. Tak szerokiego spektrum węgierskiego winiarstwa w Lidlu nie było jeszcze nigdy.

 
Świetny słodziak (fot. własna)

Odnośnie samego wina: kolor jasno złoty, jest to wino młode, z zeszłorocznego zbioru. W nosie wyczuwalne nuty kwiatowe, morele, botrytis, ale też skórka pomarańczy. W ustach oleiste, długie, słodycz kompensowana jest kwasowością, wyczuwalne nuty grapefruita, suszonych moreli, a w oddali nawet agrestu. Przyjemny, średnio-długi finisz. Zawartość alkoholu: 10,5%. Świętne do deserów, ale też jako aperitif. Z całego serca mogę polecić zwłaszcza tym, których razi botrytisowa nuta w winnach aszú - tu nie jest ona tak wyczuwalna. Jeśli będziecie kiedyś w węgierskim Lidlu i znajdziecie - bierzcie od razu. W niektórych ostatnie sztuki przeceniają o kolejne 30% - w tym wypadku to megaokazja! Ocena: ****



Święta spędziłem w radosnej atmosferze u rodziny mojej dziewczyny w Kőszeg. Jest to ciekawe, aczkolwiek zupełnie nieznane Polakom miasto, w...

Święta spędziłem w radosnej atmosferze u rodziny mojej dziewczyny w Kőszeg. Jest to ciekawe, aczkolwiek zupełnie nieznane Polakom miasto, ważny punkt na mapie winiarskiej komitatu Vas i okręgu winiarskiego Sopron. Niestety bardziej jest sławne z zabytków i historycznej bitwy z 1532 roku, aniżeli ze swych wielowiekowych tradycji winiarskich.

Plac Jurisicsa (fot. własna)

Wino i winnice są istotną częścią dziedzictwa kulturowego Kőszeg. To tu każdego roku w okolicach kwietnia odbywa się cykl uroczystości pod nazwą Szőlő Jövésnek Könyve (Księga Nadejścia Wina). Od 1740 roku do specjalnej księgi przerysowuje się gałązki i liście winogrona z danego rocznika - są to niesamowicie wierne rysunki, dające nam pojęcie o tym, jak owa roślina wyglądała sto, czy też dwieście lat temu. Uroczystościom towarzyszy konkurs winiarski komitatu Vas, konferencje, pochód winarzy oraz kiermasz ich wyrobów.

 
Plakat reklamujący uroczystości Księgi Nadejścia Wina (fot. własna)
 
W mieście i okolicach działa 10 winiarni - 9 prywatnych, plus jedna spółdzielnia. Najmniejsza z nich ma zaledwie 0,5 ha, największa 15 ha. Są to: Alasz Pince, Cserkuti Pince, Frank Borászat, Jagodics Pince, Láng Pincészet, Mándli Borház, Tóth Pincészet, Stefanich Pincészet oraz spółdzielnia o nazwie Szőlőtermelők és Borértékesítők Szövetkezete (pl. Spółdzielnia Winogrodników i Dystrybutorów Wina). Ja miałem przyjemność zawitać u 3 producentów (Jagodics, Tóth i Stefanich), a spośród nich najlepiej jest mi znana Stefanich Pincészet, w której gościłem po raz pierwszy w 2012 roku.

 
Winnica Stefanich wiosną (fot. własna)

Jest ona położona kilka kilometrów na południowy zachód od Kőszeg, w pobliżu miejscowości Cák. Zajmuje powierzchnię 13 ha, z czego 8 ha należy do rodziny Stefanich, a 5 ha jest oddana jej w dzierżawę. Głownymi gatunkami winogron są przede wszystkim czerwone: blaufränkisch, blauburger, merlot, a także białe chardonnay. Winnica oferuje wina jednogatunkowe, jak również swoją główną markę, czyli czerwone cuvée Jurisics vére (Krew Jurisicsa). W 2013 roku brałem tam udział w zbiorach winogron. Produkty są dostępne lokalnie, winnica (jak każda inna w Kőszeg) nie ma swojego ogólnokrajowego dystrybutora, ceny: wina stołowe od 700 HUF za litr (ok. 10 PLN), wina z chronioną nazwą pochodzenia są dostępne od 900 do 1000 HUF za butelkę (ok 12-14 PLN). Ja obecnie zakupiłem półwytrawne chardonnay i Jurisics vére.

 
Wejście do sklepu Tóth Pincészet (fot. własna)

Pozostałych dwóch producentów odwiedziłem w ich sklepach/piwniczkach. Po pierwsze za bardzo nie było jak się dostać do winnicy, po drugie spadła masa śniegu, a na Węgrzech to oznacza stan katastrofy. Tóth Pincészet dysponuje sklepem w centrum miasta, z możliwością degustacji w komfortowych warunkach. Tóthowie gospodarują na 8 ha obsadzonych różnymi szczepami: blaufränkisch, cabernet sauvignon, cabernet franc, zweigelt, chardonnay oraz grüner velteliner. Flagowym produktem jest wino Ostrombor ("wino obleganych") powstałe w 100% z szczepu blaufränkisch, zwanego na Węgrzech kékfrankos. Tutaj ceny są nieco bardziej zróżnicowane: od około 600 HUF (8 PLN) za litr wina stołowego, po 1750 HUF (24 PLN) za białe wino musujące Sgraffito, które ostatecznie padło moim łupem.

 
Tabliczka przed piwniczką Jagodicsów (fot. własna)

Jagodics Pince to mała, rodzinna wytwórnia (ha), mająca nasadzenia w stanowisku zwanym Borsmonostori. Uprawiane szczepy to: chardonnay i sauvignon blanc, oraz blauburger, blaufränkisch oraz cabernet sauvignon. Dostępne są wyłącznie wina butelkowane, w cenie od 900 do 1000 HUF. Ja nabyłem cabernet sauvignon i blauburgera.

 
Baszta Bohaterów (fot. własna)

Wina z Kőszeg miałem okazję degustować już wielokrotnie. Są one przyzwoitymi winami, w bardzo dobrej relacji cena/jakość. Poza miejscem pochodzenia są ciężko dostępne, więc prawdopodobnie mało komu będzie dane ich spróbować. Jeśli ktoś jednak będzie przejazdem w Kőszeg (a jest co zwiedzać!), warto się zatrzymać i skosztować miejscowych specjałów. Relacja z degustacji pojawi się w najbliższym czasie.

Zdobycze wojenne (fot. własna)

Kilka dni temu ukazało się najnowsze wydanie magazynu VinCE, najpopularniejszego medium o tematyce winiarskiej na Węgrzech, postaram się st...

Kilka dni temu ukazało się najnowsze wydanie magazynu VinCE, najpopularniejszego medium o tematyce winiarskiej na Węgrzech, postaram się streścić zawarte w nim informacje. Koniec roku to okres Świąt Bożego Narodzenia i Sylwestra, dlatego motywem przewodnim, co zresztą widać na załączonym zdjęciu są szampany i wina musujące.

 
Okładka (fot. własna) 
 
Jeśli chodzi o nowinki winiarskie, to w tym miesiącu jest ich mało, i nie dotyczą Węgier, więc nieco je pominąłem. Bardziej interesujące zą za to sekcje testowe, których w tym wydaniu są 3 (szampany i wina musujące, nowości i młode wina - rocznik 2014). Jeśli chodzio wina musujące, to zwyciężcą okazał się Louis Roederer Brut Vintage 2007, a pierwsze 15 miejsc przypadło bąbelkom z Szampanii. Dopiero 16 miejsce zajęło najlepsze węgierskie wino musujące Törley Chardonnay Brut 2007 z Etyek-Buda. Na podium dla miejscowych trunków znalazło się jeszcze miejsce dla Rieslinga Sec od Otto Légliego z Balatonboglár (rocznik 2009) oraz Prestige Brut z winnicy Kreinbacher z wulkanicznego wzgórza Somló. 

Sekcja testowa (fot. własna)
 
Kolejna test-sekcja dotyczyła nowości na rynku węgierskim. Należy wspomnieć, że znalazły się tu wina podesłane przez dystrybutorów, nie tylko produkcji węgierskiej, można tu także znaleźć np. Gamay z Kanady! Pierwsza trójka prezentuje się następująco (od pierwszego miejsca w dół): All of a kind 2013 od producenta Villa Sandahl z Badacsony (riesling) - cenowo to już wyższa półka jeśli chodzi o miejscowe wina, do nabycia za 7700 HUF (nieco ponad 100 PL); następnie Vylyan Duennium 2009 z Villány, cuvee cabernet franc i merlota z winnicy Vylyan za 12900 HUF (ok. 175 PLN); trzecie miejsce natomiast przypadło winie Vörös Mustang (czerwony mustang) z winnicy Dibonis w Suboticy (Serbia), rocznik 2007, które powstało z cabernet sauvignon i jest do nabycia za 3500 HUF (niecałe 50 PLN).
Co do ostatniej test-sekcji z młodymi winami, to 3 z nich osiągnęły ocenę bardzo dobry: Kúria White z Etyek-Buda (winnica Etyeki Kúria Borgazdaság), białe wino ze szczepów királyleányka i pinot gris (1550 HUF -  nieco ponad 20 PLN); Vylyan Bogyólé ("sok z jagód" zweigelta i portugiesera) - w cenie 1944 HUF (nieco ponad 25 PLN); Bio Sauvignon Blanc z winnicy Dobosi z Balatonfüred-Csopak, w przedziale cenowym 1800-2200 HUF (ok 25-30 PLN).

 Wizyta w winnicy (fot. własna)
 
Ostatni artykuł, o którym chciałbym dziś wspomnieć to wizyta w najlepszej winnicy roku, czyli w Koch Pincészet w Borota (okręg winiarski Hajós-Bajai). Jest to rodzinne przedsiębiorstwo, działające od ponad 250 lat. Przodkowie obecnego właściciela, Csaby, byli jednymi z założycieli wioski. Roczna produkcja wina wynosi 800 000 butelek, najpopularniejszymi szczepami są cserszegi fűszeres (ponad 40 ha upraw), cabernet sauvignon (20 ha), muscat ottonel, riesling, chardonnay, kadarka, pinot noir, blaufränkisch, cabernet franc, ale znajdziemy tu także miejscowe szczepy. Różnorodność powstających tu win jest niesamowita - od białych słodkich do czerwonych wytrawnych, po drodze mijając całą paletę róży. Dodatkowym powodem do dumy jest także nominacja Csaby Kocha do nagrody winiarza roku 2014, którym jednak został Tamás Duzsi z Szekszárdu.
Co do innych artykułów (a jest ich wiele - gastronomia, sztuka, wywiady z sommelierami, oceny restauracji) odsyłam do strony magazynu: vincemagazin.hu, natomiast kolejne oceny win wkrótce!

Robią się duże zaległości. Tak samo jest w moim przypadku, dobrze, że mam pod ręką moje wspaniałe notatki, do których można zajrzeć. W dzis...

Robią się duże zaległości. Tak samo jest w moim przypadku, dobrze, że mam pod ręką moje wspaniałe notatki, do których można zajrzeć. W dzisiejszej notce dwa wina, chociaż było ich więcej. Rozpoczynam także opisywanie tego, co dzieje się w węgierskim świecie winiarskim, na podstawie czasopisma VinCE.

Mistrz (fot. http://www.wineandpalinka.co.uk/)

W ostatnich czasach nie piłem, ostatnia degustacja (a raczej dionizje) miała miejsce jeszcze w moje urodziny, na samym początku paźdzernika. Jako jedni z niewielu szczęśliwców (powstało 10852 butelek tego trunku)  wypiliśmy ze znajomymi Szepsy Szamorodni 2008, które okazało się jednym z najlepszych, o ile nie najlepszym słodkim winem w moim życiu. Niesamowita koncentracja, aromat suszonych owoców, oleiste, pełne. Potężną zawatrość cukru (148 gram cukru na litr) kompensuje solidna kwasowość. Z kronikarskiego obowiązku warto jeszcze wspomnieć zawartość alkoholu: 12,5%.  Cena - 9500 HUF, w przeliczeniu co w przeliczeniu daje 130 PLN. Wino zasługujące na najwyższe noty: *****.

Wspomnienia znad Balatonu (fot. Bortársaság)
Poważne wina otwieram przy poważnej okazji. Tak było i wtedy, gdy otwierałem Figula III 2011 - jeden ze znajomych mojej dziewczyny wyjeżdżał z Węgier, więc należało go ugościć czymś porządnym. Wino nabyłem w winnicy (Figula Pincészet - Balatonfüred - region winiarski Balatonfüred-Csopak), poza tym można je dostać w niektórych specjalistycznych sklepach winiarskich w Budapeszcie - cena w okolicach 5000 HUF - 70 PLN. Jest to wino o dobrej strukturze, mocno wyczuwalne owoce leśnie, wiśnia, nuty wanilii i czekolady. Mocno skoncentrowane, o długim finiszu. Alkohol: 14%. Warto: ****

Szału nie ma (fot. Lidl)

Ostatnim winem, które trafiło do tego postu jest Coto de Ibedo Blanco 2013 z D.O. Ribeiro. Jako że mieszkam blisko Lidla, sklep ten jest dla mnie miejscem robienia zapasów (zwłaszcza ostatnia świetna oferta win węgierskich - mówię tu oczywiście o Lidlu węgierskim). Powyższe wino o jasnej, słomkowej barwie nie przykuło mojej uwagi. Wyczuwalne nuty kwiatowe, agrest, lekka gorycz, zielone jabłko... Niezbyt skoncentrowane, brakuje mu struktury, o niskiej kwasowości. Ocena: **


Postanowiłem nadrobić zaległości i wrzucam recenzję dwóch, jakże odmiennych od siebie win skosztowanych w ostatnich tygodniach. Na pierwszy...

Postanowiłem nadrobić zaległości i wrzucam recenzję dwóch, jakże odmiennych od siebie win skosztowanych w ostatnich tygodniach. Na pierwszy ogień poszło lidlowskie Chateau Miselle 2011. Jest to przyjemny Sauternes w niegroźnej cenie (22 zł) o złotym, średnio głębokim kolorze. W nosie wyczuwalne rodzynki, kandyzowane morele, miód, kwiaty lipy... Botrytisu nie da się z niczym pomylić. W ustach wyczuwalne suszone owoce, kandyzowane morele, miód, nieco oleiste, dobry balans kwasowości i dość długi finisz. Alkohol (13%) nadaje temu winu solidną strukturę. Jak dla mnie ****.

Chateau Miselle z Lidla (fot. własna)

Kilka dni później degustowałem wino z Austrii - FLAT LAKE Blaufränkisch-Zweigelt Limitation 2012, zdobyte podczas opisanego wcześniej tu wypadu do Wiednia. Wino to dostępne jest tylko w sieci Hofer, znanej u nas pod nazwą Aldi, skusiła mnie do niego dość wysoka ocena magazynu Falstaff - 88/100 pkt. Co prawda jest lato, mocno przygrzewa, ale wieczorem nic nie stało na przeszkodzie, by je spróbować. Wino pochodzi z Burgenlandu, ma ciemno różowy kolor, wyczuwalne są aromaty owoców leśnych, niedojrzałych wiśni. W smaku jest lekkie, niezbyt skoncentrowane, miękkie, delikatne taniny (nie ma ich sporo), pojawiają się nuty owocowe, jeżyn, czerwonych jabłek... Finisz dość krótki, lekko gorzkawy. Wino przyzwoite, jesienią mogłoby lepiej pokazać swoje zalety. Cena 3.99 euro, ocena: ***.

Flat Lake z Hofera (fot. własna)

Po majowej podróży do Serbii zostało mi parę "pamiątek". Oprócz rakiji przywiozłem również serbskie wino - Tamnjanikę z winnicy S...

Po majowej podróży do Serbii zostało mi parę "pamiątek". Oprócz rakiji przywiozłem również serbskie wino - Tamnjanikę z winnicy Spasić. Winnica Vinarska Kuća Spasić z Tržac w pobliżu jednego z centrów winiarskich regionów Zapadna Morava - Aleksandrovac to jeden z najstarszych producentów wina w Serbii. Wino produkowane jest tu od końca XVIII wieku. Winiarnia ma w swoim portfolio 5 win - właśnie Tamnjanika, Selekcija, Dar, Rujno oraz Despot. 

Samo wino jest opisane jako wino stołowe, ale ta nazwa jest nieco myląca. Wino jak na Serbię o dość wysokiej cenie - ponad 1000 RSD (ok. 9 EUR). Barwa - klarowna, jasnozielona, piękne refleksy. Nos - agrest, trawa, owoce cytrusowe, melon. Usta - lekko zbudowane, wyczuwalne nuty cytrusowe - limonka, agrest, gruszka, zielone jabłko, zbalansowana kwasowość, wyczuwalna lekka goryczka i krótki finisz. Lekko wyczuwalny posmak... melona? Ogólnie przyjemne wino na lato, poprawne, a nawet dobre, ale swoją wartość traci z wyższą temperaturą. Serwować w 10-12 stopniach Celsjusza. Moja ocena: ***


Zielono mi (fot. ze strony producenta)

Skala ocen:  * kiepskie
                     ** przyzwoite
                     *** dobre
                     **** b. dobre
                     ***** wybitne


Podróż w przenośni, bo dotyczy wina. Naszym dzisiejszym towarzyszem okazało się wino Skaramuca Plavac Mali z Peljesac. Zawartość alkoholu t...

Podróż w przenośni, bo dotyczy wina. Naszym dzisiejszym towarzyszem okazało się wino Skaramuca Plavac Mali z Peljesac. Zawartość alkoholu typowa dla tych okolic - 13%, nie dominuje nad winem, acz przyjemnie "grzeje" w gardle. Kolor wiśniowy, niezbyt wyraźnie łzy, nie widać, by wino było jakoś wyraźnie skoncentrowane. W nosie mocno wiśniowe, czuć też nuty porzeczek, ale i beczkę, w której dojrzewało. W ustach wyczuwalne owoce leśne, jeżyny, wiśnie, finisz ma co prawda dość krótki, ale z lekkim smakiem czerwonych jabłek. Przyjemne, delikatne taniny. Szału nie robi, ale jest przyzwoite. Anikó niekoniecznie smakowało, ale ona nie lubi wytrawnych win. Ogólnie tak na **.

Szału nie robi, ale można spróbować (fot. własna)

Skala ocen: * kiepskie
                  ** przyzwoite
                  *** dobre
                  **** b. dobre
                  ***** wybitne

Z powodu postu odpuściłem sobie pisanie postów na dłuższy okres czasu, gdyż pisanie o winie bez możliwości kosztowania go byłoby jak przyjś...

Z powodu postu odpuściłem sobie pisanie postów na dłuższy okres czasu, gdyż pisanie o winie bez możliwości kosztowania go byłoby jak przyjście do restauracji bez zamówienia jedzenia - bez sensu. Rokrocznie (już 5 raz) w drugi weekend maja w Budapeszcie święto wina różowego - Rosalia. Jest to impreza firmowana przez organizatorów Festiwalu Wina na Zamku Budańskim. Skala jest oczywiście znacznie mniejsza, ale wstęp jest darmowy, miejscem jest park w cichszej, spokojnej części miasta, przez co grupą docelową są niejako rodziny.

Brama do różowego raju (fot. własna) 

Z racji dobrej pogody imprezę odwiedziło sporo osób. Do wyboru było ponad 30 stoisk z winem, jak również stoiska gastronomiczne z różnymi rodzajami dań mięsnych, jarskich, była też budka serami i wędlinami. Organizatorzy imprezy postawili na nowoczesność. W zeszłym roku by móc kosztować win należało kupić oficjalny kieliszek, oraz kupony o określonych nominałach, którymi należało zapłacić za wybrane przez nas wino. W tym roku system został całkowicie z automatyzowany, wprowadzono czytniki i karty, za które wpłacało się depozyt (500 ft, czyli około 7 zł) i doładowywano je określoną sumą, którą później można było płacić przy stoiskach. Rozwiązanie wygodne i szybkie, gdyby nie kolejki oczekujących na kartę. Zaskoczeniem była dla mnie znajdująca się na niej informacja w języku polskim. 

 
Kosztując wino (fot. Anikó)
 
Wbrew nazwie można było próbować również inne wina, dlatego też paleta naszej degustacji była dość szeroka. Stoiskiem od którego zaczęliśmy imprezę była mała wytwórnia Csobánci Bormanufaktúra. Spróbowaliśmy różowe pinot noir i białe sauvignon blanc. Niestety oba nas rozczarowały, rose miało słaby owocowy aromat, i jeszcze słabszy smak, a sama kwasowość to za mało, podobnie sauvignon blanc, który był tylko nieco lepszy od swojego towarzysza. Kolejnym winem, które skosztowałem był słodki olaszrizling z wytwórni Eke Bor z Badacsony. Wino wyraźnie lepsze, treściwe, choć tej treści brakowało słodyczy. Wyczuwałem aromaty kwiatowe, nieco owocu, ale... brakowało mu harmonii. 

Wieczorny gwar (fot. własna) 

Następnie udaliśmy się nieco dalej i skosztowaliśmy win od Winiarza Roku 2013 czyli od Évy Digniszné Gál. Jej Kékfrankos rosé zaskoczył mnie czystym aromatem malin, a wyważona kwasowość i wyczuwalny owoc sprawiły, że to wino zostało moim ulubionym różowym winem konkursu. W tym roku było wyjątkowo mało stanowisk z południa Węgier, z Villány i Szekszárd zaś Balaton i Eger wystawiły mocne reprezentacje. Następnie skosztowaliśmy różowe musujące wino Törley, przyjemne, w sam raz do wieczornego popijania, ale nie było w nim nic specjalnego, dlatego też nawet nie zadałem sobie trudu przypomnienia, które to było dokładnie wino. Kolejnym winem było różowe wino z od dużego producenta Mátrai Nagyrédei Borászat, którego Cabernet-Kékfrankos był całkiem przyjemny, ale również nie jest to trunek szczególnie godny polecenia. 

Niekwestionowany zwyciężca (fot. własna) 

Po posiłku (Kolbice - pieczonie kiełbaski w pieczywie przypominające kształtem lody) trafiliśmy na wino całej imprezy. Okazał się nim Magyar Ürmös, wzmacniane (16,5%), aromatyzowane słodkie wino od producenta Sümegi és Fiai Pincészet z regionu winiarskiego Hajós-Bajai. Wino od razu atakujące aromatem wanilii, ciemnych owoców, cynamonu... W opisie podano, że jest to ulubione wino kobiet. Nie sposób się z tym twierdzeniem nie zgodzić. Anikó tak posmakowało, że jedną butelkę zabraliśmy ze sobą, przy czym nie miało ono wygórowanej ceny (1500 ft - ok. 21 zł). Po wypiciu 3 kieliszków powoli ruszyliśmy w kierunku akademika, przy wyjściu skosztowaliśmy jeszcze różowe Vízöntő (wodnik) z Nyilas Pincészet, które swoją lekkością, świeżością i przyjemną strukturą dopełniło wieczoru. Tylko te ich koszmarne różowe etykiety (sic!)...

Różowe w natarciu (fot. własna)

W pierwszej połowie stycznia wyruszyliśmy wraz z innymi stypendystami do Balatonfüred, celem sporządzenia pierwszej, "surowej" we...

W pierwszej połowie stycznia wyruszyliśmy wraz z innymi stypendystami do Balatonfüred, celem sporządzenia pierwszej, "surowej" wersji naszych przekładów. Pracy było sporo, ale każdy się wyrobił w czasie, dlatego też w ostatni wieczór czekała nas wizyta w najbardziej znanej miejscowej winnicy, to jest w Figula Pincészet.

Balaton zimą (fot. Klara)

Winnica jest rodzinnym przedsięwzięciem rodziny Figula, całość obsadzonej ziemi (20 ha w kilku stanowiskach w regionie winiarskim Balatonfüred-Csopak) należy do nich. Większość prac wykonują przedstawiciele rodziny, a osiągnięta stabilność finansowa pozwala na umiejętne gospodarowanie zasobami. Do 2008 roku właścicielem i zarazem głównym winiarzem był Mihály Figula, po jego niespodziewanej śmierci pałeczkę przejął jego syn, również Mihály, któremu w pracy pomaga brat János. Większość win, które produkują są wysyłane od razu na rynek, pozostała część dojrzewa i jest rozprowadzana pośród zaprzyjaźnionych dystrybutorów.

Beczka w jednej z piwnic Figula (for. Klara)

Po winnicy oprowadził nas właśnie János, który akurat miał przerwę w koncertowaniu (jest zawodowym muzykiem, większość czasu spędza w Austrii). Najpierw udaliśmy się do jednej z piwnic, oglądając nowoczesne wyposażenie (stalowe tanki, prasy itp.) oraz beczki. W winnicy stosuje się dwa rodzaje beczek, duże (do 10 hl) i małe (300 l) beczki barrique z węgierskiego dębu, lekko opalane, dojrzewają w nich zazwyczaj czerwone wina, takie jak Cabernet Sauvignon. 

János i beczki barrique (fot. Klara)

Stamtąd wyruszyliśmy w kierunku innej piwnicy, która jest znacznie bardziej nowoczesna. W niej dojrzewają wina rocznikowe, barrique z pojedynczych beczek, najdroższy produkt z oferty winnicy (po 10000 HUF za butelkę - około 150 PLN). Piwnica ta sprawiła olbrzymie wrażenie, jest czysta, powietrze jest filtrowane, gdyż akurat tutaj pleśń nie jest najlepszą przyjaciółką wina. W wystroju wykorzystano kamienie spotykane w regionie.

W nowej piwnicy (fot. Klara)

Po obejrzeniu winnicy wyruszyliśmy na degustację, gdzie mieliśmy okazję wypróbować 6 win z oferty winnicy. Do degustacji dołączono oczywiście mały poczęstunek w postaci pogaczy. Zgodnie z tradycyjną kolejnością, zaczęliśmy od białego, lekkiego wina - Sauvignon Blanc 2011, które dojrzewało w tankach ze stali nierdzewnej. Jest to świeże, przyjemne wino, o aromacie trawy, lekkim smaku zielonych jabłek, idealny wybór na lato, do tego w rozsądnej cenie. Jest to jeden z niewielu produktów winnicy, który spotkamy w supermarketach na Węgrzech (oprócz tego zdarza się jeszcze Pinot Gris i Muscat Lunel). 

Oglądając ofertę winnicy (fot. Klara)

Kolejnym winem, podanym dla porównania było Sauvignon Blanc Válogatás 2007. To wino spędziło trochę czasu w beczce, co od razu można było wyczuć po ziemistym, nieco pieprzowym aromacie. W smaku bardziej oleiste, ciężkie, a zarazem posiadające sporą kwasowość. Kolejnym białym winem był Szilénusz Cuvée 2006, mieszanka olaszrizlinga, pinot gris, chardonnay i semillon. W zapachu wyczuwalne aromaty egzotycznych owoców, takich jak ananas, a w smaku świetnie zbalansowane, o lekkim posmaku wanilii, który zawdzięcza czasowi spędzonemu w beczce. Faworyt większości, także ja uległem jego czarowi.

János podający wino (fot. Klara)

Na końcu przyszła pora na czerwień. Zaczęliśmy przeto od różu, kolejnym degustowanym winem było Pécselyi Cabernet Sauvignon Rosé 2011 Válogatás. Pierwsza butelka poszła do kosza (lub raczej do zlewu), gdyż trafiło nam się wino korkowe. Druga była już w porządku, przy czym nie przekonała mnie do siebie. Wino to powstało nie poprzez macerację gron, tylko wyciśnięcie ich w całości na prasie, dlatego też miało bardzo jasną różową barwę. W zapachu można było wyczuć aromaty czerwonych owoców. W smaku wyczuwalne owoce, jednak dominujący był alkohol, który trzymał to wino w ryzach. 15% dla wina różowego to sporo, dlatego zdaniem Jánosa to wino bardziej przypomina czerwone i nadaje się do spożycia również w towarzystwie czerwonego mięsa. Kolejnym winem było również Cabernet Sauvignon, tym razem czerwone z Dörgicse (2011). Przyjemne, jedwabiste z aromatem przypraw. Spędziło osiem miesięcy w małych, trzyletnich beczkach z dębu. Potrzebował jednak chwili oddechu, gdyż zaraz po otwarciu mocno uderza swymi taninami. Ostatnim winem, na wyraźnie życzenie pań był legendarny na tym kursie już Fülöp, z 2006 roku. Jest to duma winnicy, mieszanka merlot i cabernet franc, o aromacie ciemnych owoców, z lekkim posmakiem czekolady i przyjemnymi taninami. Wino bardzo dobre, lecz ja zdecydowałem się na zakup innych. Zakupiłem Szilénusz Cuvée, III Cuvée oraz Zenit.

Winnica Figula jest dla mnie symbolem przemian w węgierskim winiarstwie i dążenia do zwiększenia jakości. Dzięki stabilnej sytuacji finansowej rodzina może pozwolić sobie na tworzenie win ambitnych, które z pewnością znajdą swoich amatorów. Szkoda, że tak mało z nich dociera do Polski.

Minęło już wiele dni od czasu, kiedy z moją kobietą wybraliśmy się z Budapesztu w kierunku serca dawnej Monarchii, Wiednia. Wyprawę tę plan...

Minęło już wiele dni od czasu, kiedy z moją kobietą wybraliśmy się z Budapesztu w kierunku serca dawnej Monarchii, Wiednia. Wyprawę tę planowaliśmy już kilka miesięcy wcześniej, ale ciężko było zdobyć odpowiednie fundusze na wyjazd. Mimo noclegu załatwionego za darmo poprzez CouchSurfing, i tak wydrenował on nasze porfele ;)

Schönbrünn (fot. własna)

Imperialny Wiedeń powitał nas orkanem, także spacery po mieście były krótkie, gdyż nawet nasze najcieplejsze ubranie nie zapewniało odpowiedniej ochrony przed wiatrem (a wraz z nim, przenikliwym chłodem). Wobec tego, skorzystaliśmy z okazji i skosztowaliśmy miejscowego grzanego wina na jednym z bożonarodzeniowych targów na Stephansplatz. Cena: 3 euro, jakość - jak na grzane wino: OK. Wiedeń o tej porze roku jest pełen turystów spragnionych tego typu atrakcji, więc my musieliśmy raczej uciekać przed tłumem i ściskiem.

Targ bożonarodzeniowy na Karlsplatz (fot. własna)


Celem wyprawy było zwiedzenie miasta, więc wino zajmowało w niej miejsce drugorzędne, co nie oznacza, że  zostało zepchnięte na margines. Już pierwszego wieczoru skosztowaliśmy lokalne wina - w dominującej mierze Zweigelty - w swojej kategorii cenowej (ok 4. euro) każde z nich prezentowało się bardzo dobrze. Mimo swojej lekkości świetnie komponowały się z podanym na kolację spaghetti. Jako, że liczyła się atmosfera, nazw producentów nie zanotowałem, co nie zmienia faktu, że austriackie zweigelty z czystym sercem mogę polecić każdemu.

Kärntner Straße (fot. własna)

Następnego dnia wyruszyliśmy na zakupy do Hofera (Aldi - tylko pod austriacką nazwą, gdyż ta niemiecka się Austriakom nie podoba...), gdyż była to sobota, a w niedziele w katolickiej Austrii sklepy są zamknięte. Sklep był dość tani, posiada przyzwoity asortyment win. Jeśli potrzebujecie przyzwoitych i niedrogich win austriackich, to powinien być to wasz cel ;). Ja zakupiłem tam 3 wina: Selection Beerenausleslese, słodkie wino z Burgenlandu od Lensa Mosera, Graf von Kreuzen Grüner Veltliner 2012 z Górnej Austrii oraz Flat Lake Blaufränkisch-Zweigelt 2012, także z Burgenlandu. Wszystkie wina były w kategorii cenowej 4-7 euro. Później zaglądneliśmy do Billi, gdzie zakupiłem kolejnego Veltlinera (Wegenstein) z Górnej Austrii, tym razem za całe 3.49... Co do jakości i smaku to trudno mi się jeszcze wypowiedzieć, gdyż czekają na degustację ;).

Käsekrainer na Kärtner Straße (fot. własna)

Wieczorem udaliśmy się ponownie na spacer, czego efektem było zrobionych kilkadziesiąt zdjęć, oraz żołądki napełnione przepysznym wiedeńskim specjałem - Käsekrainer - czyli kiełbasą z serem. Bardzo chciałem spróbować coś lokalnego, bo jak poznać kraj - nie próbując jego kuchni i trunków? Kiełbasa fantastycznie rozpływa się w ustach, jest to ekstatyczne doznanie gastronomiczne - polecam każdemu! Za jedyne 3 euro - prawda, że warto? :)

Nasz gospodarz - Stefan w A bar shabu (fot. własna)

Wieczorem wybraliśmy się z naszym wspaniałym gospodarzem Stefanem do A bar shabu. To miejsce to ciekawy rodzaj baru, można tam spróbować mnóstwa rodzajów win, likerów, piw oraz oczywiście jedzenia. Na początku wypiliśmy z Anikó po kieliszku Grüner Veltinera. Zamówiliśmy różne specjały austriackie (sery, wędliny, surówki) oraz kolejne wino - które poleciła nam jedna z barmanek. Był to również Grüner Veltiner od Leo Uibela, najdroższe wino w trakcie całej naszej podróży - i bez skrępowania można powiedzieć - najlepsze. Wspaniały aromat owoców cytrusowych, mango, agrestu i lekki, przyjemny smak - to wino to produkt z górnej półki. Wytrzymało konfrontację z wędlinami i serami, nie stłamsiła go surówka. To był główny bohater wieczoru. Następnego dnia musieliśmy wracać, ale cudowny obraz miasta Habsburgów zaparł nam dech w piersiach. I już nie możemy się doczekać kolejnej wizyty.

Wino wyjazdu - Uibel Grüner Veltliner Weinviertel DAC (fot. własna)

Obsługiwane przez usługę Blogger.