Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tokaj. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Tokaj. Pokaż wszystkie posty

W wielu regionach winiarskich tradycją jest robienie przeglądu nowego rocznika. Takie wydarzenia często organizowane są na miejscu, w wytwo...

Tokaj 2015 Évjárat Körkép - Degustacja win tokajskich z nowego rocznika

W wielu regionach winiarskich tradycją jest robienie przeglądu nowego rocznika. Takie wydarzenia często organizowane są na miejscu, w wytwornej restauracji lub stylowym hotelu, ale organizują je również dystrybutorzy owych trunków. Taki sam koncept przyświecał firmie Bortársaság, która jako jedna z największych sieci sklepów winiarskich na Węgrzech - a na pewno współpracująca z największymi nazwiskami - postanowiła zaprosić owych producentów na prezentację nowego rocznika. Owe wydarzenie podzielono na dwie części - mnie udało się dotrzeć na pierwszą z nich i z niej chcę zdać sprawozdanie na łamach tego bloga o winie.
 

Powitalna przemowa (fot. własna)
Rocznik 2015 uchodzi w Tokaju za bardzo dobry, przynajmniej jeśli chodzi o wina wytrawne. W przypadku win słodkich nie słychać już tak jednorodnej zgodności, gdyż jesienią spadło sporo deszczu, przez co niektórzy winiarze w ogóle nie podjęli się produkcji aszú. Przybyli na imprezę winiarze (István Balassa, László Szilágyi, Sándor Zsurki, Ádám Molnár, István Szepsy, Péter Csorba, Dávid Rémusz, Samuel Tinon) niestrudzenie opowiadali o tajnikach powstawania win, w międzyczasie dając je do skosztowania przybyłym gościom.
 

Trio z Gizella Pince (fot. własna)
Spośród kilkunastu degustowanych trunków wyróżniłbym kilka, na które warto zwrócić uwagę. Bardzo spodobały mi się wina Istvána Balassy - Thurzó Furmint i Betsek Hárslevelű Kvarc. Pierwsze z nich oparte jest na potężnej mineralności, równocześnie delikatnie zaznacza się w nim nuta owoców egzotycznych. To wszystko przy sporej kwasowości i delikatnym cukrze resztkowym sprawia olbrzymią przyjemność. Ocena: ****. Drugie wino to również niesamowita koncentracja, sporo mineralności, ostra jak brzytwa, cytrusowa kwasowość, nuty polnych kwiatów. Wino wybite, niemalże doskonałe - ocena: ****/*****.
 

Szczęście również chodzi parami... (fot. własna)
Betsek ma w sobie niesamowity potencjał - pokazało to inne wino z tego siedliska - Szepsy Furmint Betsek 2015. Stary mistrz dalej tworzy niesamowite dzieła - tu mamy do czynienia z niesamowicie ekstraktywnym, złożonym winem, w którym - oprócz niesamowitej mineralności - wyczuwalne są nuty brzoskwinii, moreli oraz ułożona, przyjemna kwasowość. Nieco słabsze od poprzedników, ale i tak warte, by po nie sięgnąć - ocena: ****. Bardzo pozytywne wrażenie na mnie zrobił także Barát Hárslevelű 2015 od Gizella Pince. Wyczuwalna jest w nim wyraźna nuta suszonych owoców, cynamon, dobra, rześka kwasowość oraz żywa mineralność. Ocena: ***/****.
 

Wielki mistrz w akcji (fot. własna)
Oprócz win wytrawnych pojawiły się także wina z późnych zbiorów. Tu mam swoich trzech faworytów, choć oczywiście inni winiarze również pokazali piękne trunki. Najlepszym winem wieczoru było zdecydowanie Villő Aszú 2013 od Istvána Balassy. Jest to aszú kompletne, wręcz doskonałe - sporo tu świeżego, rozkosznego owocu brzoskwinii oraz moreli, oleista struktura, potężna słodycz i równoważąca ją spora kwasowość. Dalej pojawiają się nuty kandyzowanych owoców, pigwy i miodu. Niesamowicie długi, jedwabisty finisz. Majestatyczne. Ocena: *****.

 

István Balassa zdradza tajniki produkcji swoich win (fot. własna)
Wyróżnień nie mogło zabraknąć także dla Szepsy Aszú 2008. Jak zwykle mamy tu wino o potężnej koncentracji, obłędnej słodyczy i solidnej strukturze. Sporo owocu - kandyzowanych brzoskwinii, pigwy, miód oraz delikatne nuty - sprawiają, że wino to jest archetypem tokajskiej elegancji. Ocena: ****/*****. Warto również wspomnieć o Samuelu Tinonie i jego wytrawnym Szamorodni 2007. Jest to trudne wino - wyraźna oksydacja spowodowała, że mamy tu sporo nut orzechów, migdałów, są też suszone owoce, miód. Zdecydowanie do kontemplacji. Ocena: ****.

 

Wino wieczoru. A być może nawet roku (fot. własna)
Tokaj Évjárat Körkép to chyba jedyna tego typu impreza, na której mamy możliwość zapoznania się z nowym rocznikiem win od liczących się tokajskich producentów - a szkoda, gdyż prosi się, by tego typu degustacji było więcej, aby nie tylko wąski krąg klientów Bortársaság miał możliwość zapoznania się winami, które będziemy pili przez cały przyszły rok. Ale jest to jaskółka zmian, która pokazuje, że Tokaj jest wielki - nie tylko jeśli chodzi o wina słodkie, ale także poprzez spożywane na codzień wina wytrawne. Degustowałem na koszt własny w sklepie Bortársaság przy Kossuth tér w Budapeszcie.

W czwartkowe popołudnie niczym grom z jasnego nieba spadła na mnie wiadomość, że kilka godzin później odbędzie się spotkanie z Istvánem Sze...

Wino i sacrum - Rozmowy o wierze i winie z Istvánem Szepsym i Györgyem Lőrinczem

W czwartkowe popołudnie niczym grom z jasnego nieba spadła na mnie wiadomość, że kilka godzin później odbędzie się spotkanie z Istvánem Szepsym i Györgyem Lőrinczem (St. Andrea) na plebanii kościoła Macieja w Budapeszcie. Okazja wyjątkowa, bo Szepsy rzadko rusza się z Mád, a jeśli już się pojawia, to na ekskluzywnych imprezach, gdzie sam wstęp kosztuje kilkaset złotych. Tu mieliśmy darmowe spotkanie, którego nie reklamowano w mediach, dzięki czemu nie było zbyt wielu dziennikarzy i można było zamienić kilka zdań z wielkim winiarzem. Oczywiście istotnym magnesem była również osoba drugiego gościa, Györgya Lőrincza z winnicy St. Andrea, jednego z najbardziej docenianych winiarzy Egeru. Owo spotkanie odbyło się w ramach festiwalu Ars Sacra, promującego kulturę religijną.

 

Szepsy opowiada o swojej drodze. (fot. własna)
Owo wydarzenie miało mieć formę otwartej dyskusji z winiarzami, jednak bardziej przypominało serię monologów na dany temat, niekoniecznie związany z religią. Rozpoczął je Szepsy, opowiadając o roli wiary w swoim codziennym życiu. Wiary, która towarzyszyła mu od samego dzieciństwa, chociażby w osobie matki czytającej Pismo Święte, poprzez trudne decyzje, które podejmował na podstawie przekonań, aż po sposób prowadzenia firmy - w zgodzie ze swoim sumieniem oraz naturą. Chce żyć i pracować tak, by wstając każdego dnia żyć z przekonaniem, że się robiło wszystko, co należało zrobić. 

 

György Lőrincz prezentuje swoje wino (fot. własna)
Inaczej wyglądała za to droga do wiary Györgya Lőrincza. Sam przyznał, że przez wiele lat był niewierzący, jednak kilka lat temu odnalazł własną drogę do Boga, poprzez tworzenie wina. Utracone lata stara się nadrobić codzienną modlitwą, ukończył również teologię. W jego winach widać inspirację Biblią - nazwy win - chociażby Áldás (Błogosławieństwo), Valóban méltó (Zaprawdę godny), Csakegyszóval (Tylko jedno słowo) wskazują, co jest dla niego naprawdę istotne. Co ciekawe, jego syn uczył się winiarskiego fachu właśnie u Istvána Szepsyego, za co jest mu dozgonnie wdzięczny.

 

Prawdziwe błogosławieństwo... (fot. własna)
Po rozmowie przyszła pora na niezapowiedzianą degustację dwóch win - Lőrincz przywiózł Egri Csillág Grand Superior z siedliska Boldogságos (Błogosławione), natomiast Szepsy uraczył gości swoim Aszú z 2008 roku. O ile wino St. Andrea jest jeszcze bardzo młode - dość zielone, z mocno stonowanym nosem - w ustach daje się już wyczuć wyraźną mineralność, potężną ekstraktywność i wywarzoną kwasowość. To wszystko oparte na nutach kwiatowo-cytrusowych z nutą polnych ziół sprawia, że za 2-3 lata wino to będzie rządziło na półkach sklepów winiarskich. Jeśli zaś chodzi o Aszú Szepsyego - to jest to poezja. 208 gramów cukru i 8,5 grama kwasu tworzy niesamowitą harmonię, obudowaną w nuty dojrzałych moreli, brzoskwiń oraz pigwy. Niesamowita koncentracja, świetna struktura oraz niekończący się finisz sprawia, że chce się raz po raz sięgać po to wino. Niestety portfel nie pozwala... 

 

Mistrz dla każdego znalazł chwilę... (fot. własna)
Cieszę się, że miałem możliwość spotkać się z takimi osobowościami, zamienić z nimi parę słów, posłuchać mądrości, które mają do przekazania. Być może faktycznie wiara czyni cuda? Cóż innego mogło sprawić, że tego wieczora spędzę czas z jednym z moich największych winiarskich idoli...? Na koniec pragnę dodać, że już wkrótce pojawi się w węgierskiej telewizji film dokumentalny Szeretet mint tőke (tł. Miłość jak winna latorośl) opowiadający o życiu i twórczości Istvána Szepsyego. Film będzie można obejrzeć w węgierskiej Duna TV, niestety tylko w języku węgierskim. Krótki trailer do obejrzenia tu.

Pod koniec października odwiedziłem Tarcal i z powodu ślubnej sesji zdjęciowej spędziłem trochę czasu w winnicy oraz pałacyku Gróf Degenfel...

Gróf Degenfeld Furmint 2015 - arystokratyczna elegancja

Pod koniec października odwiedziłem Tarcal i z powodu ślubnej sesji zdjęciowej spędziłem trochę czasu w winnicy oraz pałacyku Gróf Degenfeld. Nie omieszkałem przy okazji zapoznać się z ich sklepem oraz zakupić jedną butelkę tutejszego wina, którym okazał się Furmint 2015. Sam zaś sklep, a w zasadzie półka z winami, umieszczona na przeciwko recepcji nie zrobiła na mnie tak wielkiego wrażenia, jak sama posiadłość, położona na skraju wsi i u podnóża wzgórza, na którym stoi kapliczka św. Teresy.

 

Czyste piękno... (fot. własna)
 
Gróf Degenfeld Furmint 2015 to wytrawne tokajskie wino, o jasnozielonej barwie. W nosie wyczuwalne są nuty winogron, zielonego jabłka, polnych kwiatów. W ustach na pierwszy plan wysuwa się żwawa, rześka kwasowość, której towarzyszą nuty cytrusowe. Dalej wyraźne zielone jabłko, oraz agrest, w tle wybrzmiewa delikatna mineralność. Charakter wina podkreśla delikatny cukier resztkowy, który sprawia, że jest ono niesamowicie pijalne. Ten czysty, stylowy Furmint zdecydowanie wart jest polecenia. Ocena: ***/****. Cena: 2500 HUF (35 PLN). Źródło wina: zakup własny autora.

Rzadko miewam okazję spotkać się z czytelnikami. Z racji dystansu jest to trudne zadanie. Jednak jeśli już jakiś czytelnik się pojawia w Bu...

Kadarka Wine Bar - Miejsce, gdzie spełniają się marzenia

Rzadko miewam okazję spotkać się z czytelnikami. Z racji dystansu jest to trudne zadanie. Jednak jeśli już jakiś czytelnik się pojawia w Budapeszcie, to staram się spotkać z nim na kawę, lub co oczywiste - wino. Na miejsce naszej pogawędki z panem Andrzejem wybrałem Kadarka Wine Bar, gdyż wiele czytałem o szerokim asortymencie oraz przyjemnej atmosferze tego miejsca. Udalismy się tam zaraz po otwarciu, przez co nie napotkaliśmy na spore tłumy i mieliśmy możliwość skosztować kilka fajnych win. Poniżej znajdziecie opisy i oceny każdego z nich.

 

Nowoczesne wnętrza (fot. własna)
 
Zaczęliśmy od lekkiego wina musującego Gedeon Perle 2015 z regionu winiarskiego Kunság. Wino to powstaje ze szczepów Riesling, Sauvignon Blanc i Arany Sárfehér, dojrzewając w stali i butelce. Barwa jasnozłota, delikatne, niewiekie bąbelki. W nosie nuty polnych ziół, kwiatów oraz winogrona. W ustach nieco zielone, trochę nut kwiatowych, miodu, owoców egzotycznych - papai, mango, delikatna nutka petrolu. Ocena: ***. Całkiem ukontentowani przeszliśmy do degustacji win stałych. Następnie, za namową pana Andrzeja nadeszła pora na Lenkey Korai Öröm 2012. Nazwa znaczy tyle, co wczesna radość. I chyba była dość mocno sugestywna, bo wino nie do końca nas przekonało. Posiada jasnozieloną barwę, w nosie wyczuwalne są delikatne nuty cytrusowe, kwiatowe. W ustach cytrusy, wyczuwalna mineralność, miód, morele, goryczka. Finisz z nutami papierówek. Ocena: **/***. Spodziewaliśmy się więcej.

 

Biedronki... (fot. własna)
 
Kolejnym winem było Bajnóczy Olaszrizling 2014 z Szent György-hegy w regionie winiarskim Badacsony. Oko: piękna, złota barwa, w nosie miód, mango oraz nuty kwiatowe, w ustach wyraźna kwasowość, nuty figi, suszonych owoców. Przyzwoita koncentracja, delikatnie wyczuwalny botrytis. Przyjemne, choć brakuje znanej z tego siedliska mineralności. Ocena: ***. Sięgnąłbym jeszcze raz.
Następnie nadeszła pora na poważne wino, w naszych kieliszkach zagościł Kolonics Juhfark 2015. To młody, aczkolwiek dysponujący wielkim potencjałem Juhfark, który zupełnie oddaje charakter szczepu i miejsca, z którego pochodzi. Posiada jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalna słona mineralność, kremowość, delikatne nuty kwiatowe oraz miód. W ustach rześka, aczkolwiek uładzona kwasowość, delikatna mineralność, wyraźne nuty miodowe, jabłko, pigwa. Jest struktura, jest ciało, choć jeszcze brakuje dojrzałości (przyjdzie z czasem). Dobre, ale będzie jeszcze lepsze. Ocena: ***/****.

 

Poważne wino do poważnych rozmów (fot. własna)
 
Potem swobodnie przeszliśmy do win czerwonych. Sięgneliśmy po Tüske Kadarka 2013 z Szekszárdu. Posiada ono jasnoczerwoną barwę, w nosie nuty jeżyn, owoców leśnych, ale i niezbyt przyjemne nuty acetonu. W ustach wyraźne wyczuwalne nuty owoców leśnych, delikatna kwasowość, lekka struktura. Nieco wystaje tu alkohol, na finiszu delikatna goryczka i nuty pieprzne. Ocena: **/***. Zdecydowanie poważniejszym winem było Fekete Cabernet Franc Válogatás 2012, również z Szekszárdu. Posiada piękną purpurową barwę. W nosie nuty owoców leśnych, wiśni, czekolady. W ustach niesamowita koncentracja, ale wciąż sporo owocu, głównie jeżyn. Jest kwasowość, jest ciało, są taniny. Wszystko w odpowiednich proporcjach. Długi finisz, z nutami owoców leśnych. Jest to idealny przykład na to, że Szekszárd jest idealnym miejscem dla Cabernet Franc. Ocena: ****. 

 

Świetny wybór (fot. własna)
 
Na deser zdecydowaliśmy wziąć Zsirai 5 puttonyos aszú 2006 z Mád. Bursztynowa barwa, w nosie nuty miodu, dalej morele, brzoskwinie, z początku pojawiła się nuta acetonu, ale po otwarciu się wina ustąpiła. W ustach nuty miodowe, cytrusy, morele, brzoskwinie, świeże, żwawe, z dobrym balansem między słodyczą i kwasowością. Dobre wino, ale daleko mu do największych aszú, chociażby z tego rocznika. Ocena: ***/****. Na sam koniec nadeszła pora na kuriozum, czyli wino pomarańczowe Breitenbach Narancsbor 2013 z Bodrogkisfalud (Tokajski region winiarski). Barwa bursztynowa wpadająca w pomarańcz, w nosie miód, cytrusy, brzoskwinia, pigwa. W ustach wyczuwalne taniny, goryczka, delikatna słodycz. Dalej suszone owoce, pigwa, czerwone jabłko. Dobra struktura, ciekawe wino. Jest to zdecydowanie jedno z lepszych win pomarańczowych, jakie miałem okazję pić. Ocena: ****. 

 

Miód na nasze serca (fot. własna)
 
Warto było wybrać się z panem Andrzejem na tę degustację, miał możliwość sięgnięcia po wina, które rzadko trafiają na polskie półki. Ja także skorzystałem z okazji, by poszerzyć moją własną wiedzę, gdyż do tej pory nie sięgałem po owe wina. Zaś do samego baru będę wracał z dużą chęcią, gdyż oprócz bogatej karty win posiada także szeroką ofertę gastronomiczną - czy to zakąski, czy też dania główne. Degustowaliśmy na koszt własny.

Jest takie miejsce w Tarcal, które prawdopodobnie zna wielu Polaków. Według opowieści właścicieli przyjeżdżają tam tłumy naszych rodaków, k...

Kovács Pince Tarcal - Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie...

Jest takie miejsce w Tarcal, które prawdopodobnie zna wielu Polaków. Według opowieści właścicieli przyjeżdżają tam tłumy naszych rodaków, którzy hektolitrami wykupują tamtejsze trunki. Nic dziwnego - litr wytrawnego Furminta w plastikowej butelce kosztuje 500 HUF (7 PLN), w szkle - 1000 HUF (14 PLN). Sześcioputnowe aszú w cenie 2000 HUF (28 PLN) za litr, lub za pół litra w szkle. Ale zanim sięgniesz po butelkę, grzecznie prowadzą cię do piwniczki, sadzają przy wielkim stole, podają do spróbowania 4 wina i kieliszek pálinki. Ale nie tak, żeby tylko spróbować, a do samego końca kieliszka. A to wszystko za darmo. W takim wypadku nie wypada wyjść bez zakupów, bo przecież godnie cię tu powitali, zresztą ceny przyjemne, no i wino smaczne. No to kupujesz, pijesz, jesteś zadowolony, że udało ci się zrobić interes stulecia. Czy aby na pewno?

 

Beczki pełne (tokajskiego?) wina... (fot. własna)

Prawie każdy spotkany winarz powie, że dobre wino, to takie, które ci smakuje. Z tym prostym i oczywistym twierdzeniem nie zamierzam polemizować. Jednak każdy ma prawo wiedzieć, czy to, co kupuje jest na prawdę tym, co chce kupić, a nie podróbką tego, czym powinno być. W takim wypadku pierwszym wyznacznikiem zwykła być cena, bo np. dobrego wina nie sposób wyprodukować za takie pieniądze. No, chyba, że sprzedaż odbywa się pokątnie, a producent nie płaci podatków - tylko czy możemy tu mówić o jakieś elementarnej uczciwości? Po drugie - warunki sprzedaży - nie bez powodu zakazano w Tokaju ulicznej sprzedaży win w butelkach PET. Owszem, w piwnicach można dostać lane wino, ale na litość boską nie aszú... Potem trudno się dziwić, że etykietach butelek nie znajdziemy nazwy producenta.


Piwnica jest częścią Światowego Dziedzictwa UNESCO (fot. własna)

O Kovács Pince trudno znaleźć informację w internecie. Jedna z niewielu stron, skąd można zaczerpnąć wiadomości podaje, że rodzina zajmuje się winogrodnictwem od 1968 roku i że ich piwnica jest częścią Światowego Dziedzictwa UNESCO. Jest też informacja na stronie NÉBIHu (tutejszy Sanepid), że Kálmán Kovács jest zarejestrowanym producentem wina, zajmuje się również jego butelkowaniem i sprzedażą. Uprawnienia ma, więc czemu nie opatruje etykiet swoim nazwiskiem, jak również unikatowym numerem NÉBIH (każde wino przed wprowadzeniem do sporzedaży musi taki numer uzyskać - jest to równoznaczne z pozwoleniem na wprowadzenie do sprzedaży)? Moja teoria jest taka, że wina te z jakichś względów nie spełniają norm narzuconych przez apelację, a i producent nie zawraca sobie tym głowy. Podczas wychodzenia z piwnicy z dziwnym niepokojem obserwowałem proces butelkowania, który jeszcze mnie utwierdził w moich wątpliwościach.


Stoły czekające na gości... (fot. własna)

Wina, których spróbowaliśmy i które zakupiliśmy, w większości spodobały się moim znajomym. Wytrawny Furmint miał delikatne nuty owocowe, brzoskwinii i moreli, oraz niewielki cukier resztkowy. Półwytrawne Hárslevelű swoją egzotycznością i wyraźnymi nutami kwiatowymi również pozostawiło dobre wrażenie. Słodkie cuvée uwiodło niewiasty słodyczą, a aszú nieco rozczarowało - oprócz słodyczy mieliśmy tu małą kwasowość, za to sporo goryczy, nut orzechowych, nieco przypalonych nut karmelowych - trudno było czymś takim przekonać prostych konsumentów wina. Dla mnie te trunki stylistycznie sporo odstawały od przeciętnego tokajskiego poziomu, choć wiem, że są ludzie, którym się po prostu spodobają. Porównując je chociażby z winami sąsiadów zza miedzy*, technicznie odpadają w przedbiegach. Ale są pijalne i w świetnej cenie, przez co sporo ludzi je kupuje. Ja natomiast mam wątpliwości, czy to, co kupiłem można nazwać winem tokajskim, skąd (na prawdę) pochodzi i dlaczego na etykiecie nie znajdziemy nazwy producenta... Pewnie dlatego cena robi swoje...

* imię i nazwisko usunięte na wyraźną prośbę zainteresowanego.

Kiedy nadchodzi wreszcie dla nas, dorosłych chwila spokoju, kiedy dzieci przekraczają wrota szkoły, w winnicach półkuli północnej zaczynają...

Jesienne żniwa w węgierskim Tesco i SPAR.

Kiedy nadchodzi wreszcie dla nas, dorosłych chwila spokoju, kiedy dzieci przekraczają wrota szkoły, w winnicach półkuli północnej zaczynają się zbiory winogron. Moment ten jest kluczowym w cyklu produkcji - jeśli winiarz źle wybierze datę zbiorów czy też popełni jakiś inny błąd, to całoroczna praca pójdzie na marne. Tenże ważny okres jak zwykle postanowiły uczcić wielkie sieci handlowe, urządzając wyprzedaże win. Największe promocje czekają na nas w sklepach Tesco i SPARa, które obniżyły ceny kilkuset trunków.
 

Świat win w pełnej krasie (fot. ze strony spar.hu)
SPAR podłączył pod swoją ofertę festiwal winiarski na zamku w Budzie, którego jest sponsorem. Przy zakupach za 10 000 HUF (140 PLN), dostaniemy kupon, który upoważnia nas do 50% zniżki na wstęp na imprezę. Oprócz tego można wygrać m.in. nocleg wraz z degustacją u jednej z 25 winnic. W ofercie tej debiutuje również Tokaji Aszú 2013 od Grand Tokaj, czyli rebrandowany Kereskedőház. Jak się pokaże? W najbliższych dniach mam zamiar to sprawdzić. SPAR posiada sporą ilość win z własnej selekcji, zwłaszcza od znanych producentów.

 

Pełne półki czekają na winofanów (fot. własna)
Największa część tych win pochodzi z południa Węgier - dominuje Villányi i Szekszárd, a jeśli chodzi o producentów - to jest to Bock i Takler. Ciekawa jest struktura cenowa - doliczyłem się aż 26 trunków (licząc tylko lokalne wina i szampany), których cena to 1999 HUF (28 PLN) lub więcej - SPAR postanowił sięgnąć do kieszeni nieco bardziej zamożnych klientów. Najdroższe wina to oczywiście aszú - wspomniany wczejśniej Grand Tokaj Aszú 2013 (5499 HUF - 77 PLN) oraz Royal Tokaji 5 puttonyos Aszú 2009 (4999 HUF - 70 PLN). Mocno przecenione i moim zdaniem warte polecenia jest Sauska Cuvée 13 (1999 HUF) oraz Cuvée 113 (1699 HUF - 24 PLN).

 

A tu Państwa ulubione wina (fot. ze strony tesco.hu)
Przy niej oferta Tesco wydaje się znacznie skromniejsza, ale i bardziej uporządkowana. Znacznie mniej tu win drogich, choć najdroższe - Gere Kopar 2011 - mocno podbija stawke, aż do 6999 HUF (98 PLN). Jeśli chodzi o przecenę, to warto sięgnąć między innymi po Pannonhalmi Tricollis 2015 (1399 HUF - 19,50 PLN), Laposa Friss (1199 HUF - 17 PLN), St. Andrea Akutyafáját 2014 (1499 HUF - 21 PLN) czy też Szamorodni Finest 2013 za zaledwie 999 HUF (14 PLN). Generalnie, mam wrażenie, że oferta jest nieco korzystniejsza cenowo niż ta ze SPARa, ale wybór znacznie bardziej ograniczony. Oczywiście sporo win się dubluje, ale to nie zaskakuje - rynek supermarketów jest bardzo jednolity.

 

Porządek musi być (fot. ze strony tesco.hu)

Promocja w sklepach sieci SPAR i INTERSPAR trwa do 21 września, natomiast Tesco będzie kusić nas niższymi cenami do końca miesiąca. Obydwie oferty do pobrania przez internet - tu i tu.

Niecałe dwa tygodnie temu zebraliśmy się wraz z ekipą Az ihatóbb Magyarországért w celu degustacji ofiarowanych przeze mnie win Füleky. O ...

Degustacja win Füleky - nowoczesna twarz Tokaju


Niecałe dwa tygodnie temu zebraliśmy się wraz z ekipą Az ihatóbb Magyarországért w celu degustacji ofiarowanych przeze mnie win Füleky. O samej winnicy jakiś czas temu była mowa, zaś wina otrzymałem za tłumaczenie ich strony na język polski. Degustację uzupełniliśmy czterema innymi winami, z których jedno zasługuje na uwagę, ale nie chciałbym się zbytnio nad nimi rozwodzić.

 

Samo dobro (fot. ze strony tokaj.org)

Pierwszym winem, które mieliśmy przyjemność degustować było Füleky Muskotály 2015. Jasnozłota barwa, w nosie mango, lekka nuta miodowa oraz delikatna pikantność. W ustach wyraźna, przyjemna kwasowość, nuty cytrusów, zielonego jabłka, nuty pieprzne. Czyste, przyjemne, choć proste wino. Ocena: **/***. Füleky Muskotály 2013, o dwa lata starszy poprzednik ma się niestety nieco gorzej. Barwa podobna, lecz w nosie nieco bardziej wycofane, delikatne nuty miodowe, grapefruit, cytrusy, pojawiają się także ślady oksydacji. W ustach nieco nut zielonego jabłka, trochę pikantności, goryczka, ale ogólnie wino jakieś takie... oklapłe. Na finiszu pojawiają się bardzo lekkie nuty cytrusów. Ocena: **. 

 

Kabar nie do końca mnie przekonał (fot. ze strony tokaj.org)

Trzeci z kolei trunek, czyli Füleky Furmint 2013 pokazuje zupełnie inne oblicze. Klasyczny, trochę już staromodny styl tokajski ma swoje odbicie w tymże winie. Jasnozłota barwa, w nosie suszone owoce, wanilia, brzoskwinia i delikatnie wyczuwalna słoność. W ustach solidna, żwawa kwasowość, susz owocowy, lekka nuta miodu. Solidna struktura, dużo ciała, w tle mamy również brzoskwinie. Czuć także mineralność, czego nieco w poprzednich winach nam brakowało. Wszystkiego dopełnia delikatny cukier resztkowy, który sprawia, że wino to jest świetnie pijalne. Ocena: ****. Füleky Kabar Vinnay 2015 niestety nie dorównuje poziomem swemu poprzednikowi. Oko: jasnozłote, nos: nuty miodu, brzoskwinii, botrytisu, moreli. W ustach na pierwszym planie wysuwa się alkohol, który przysłania owocowość tego wina, a mamy tu zarówno brzoskwinie, jak i morele. Nieco wątła kwasowość, którą przesłania również nieco cukru reszkowego. Niektórym to się spodoba, choć ja nie jestem przekonany. Ocena: **/***.

 

Porządna słodycz (fot. ze strony tokaj.org)
W tym momencie zmieniliśmy zupełnie optykę, gdyż na stole pojawiły się wina z późnych zbiorów. Füleky Pallas 2013 o złotej barwie od samego początku kusi nosem z suszonych owoców, miodu, brzoskwinii i delikatnej pikantości. W ustach miód, brzoskwinia, botrytis, żwawa kwasowość, którą umiejętnie równoważy cukier resztkowy. Dalej nuty suszu owocowego, a na finiszu zielone jabłko oraz pigwa. Ocena: ***/****. Jego rok starszy odpowiednik jest nieco mniej finezyjny. Barwa jasnozłota, w nosie miód akacjowy, suszone owoce, brzoskwinia. W ustach miód, suszone owoce, brzoskwinia, przyjemna kwasowość, dalej lekka goryczka. Wino jest czyste, przyjemne, choć brakuje mu głębi. Ocena: ***. Ogólnie rzecz biorąc, spodziewałem się trochę więcej mineralności i równiejszego poziomu od tego producenta. Design i siedziba robią wrażenie, winom brakuje trochę harmonii - są spośród nich solidne strzały, ale są i przeciętniaki (kiepskich nie stwierdzono...). Warto skupić się na Furmincie, gdyż posiada on największy potencjał. Jeśli będziecie w Bodrogkeresztúr, to zajrzyjcie do siedziby firmy. Zdecydowanie warto. Chociażby dla Furminta, ale i nieobecnego na degustacji aszú.


Nieodzownym punktem festiwalu Bor, Mámor, Bénye była dla mnie wizyta w winnicy Préselő Borház. Z Zsoltem Nagyem znamy się już jakiś czas, j...

Préselő Borház - nowa siła z Erdőbénye

Nieodzownym punktem festiwalu Bor, Mámor, Bénye była dla mnie wizyta w winnicy Préselő Borház. Z Zsoltem Nagyem znamy się już jakiś czas, jego wina degustowałem już kilkukrotnie, aczkolwiek Erdőbénye wydawało się odległym punktem nie tylko na mapie Węgier, ale też samego Tokajskiego Regionu Winiarskiego. Préselő Pince przyszło nam (to znaczy mi i Gabrielowi Kurczewskiemu z bloga Blisko Tokaju) odwiedzić późną porą, kiedy tłumy bawiących się opuściły już ogródki winiarzy i można było swobodnie zamienić słowo z właścicielem winnicy. A było i o czym rozmawiać, ponieważ skończył się już remont budynku gospodarczego i można było w godziwych warunkach dyskutować o tamtejszych trunkach.

 

Zsolt objaśnia model biznesowy (fot. własna)
Zsolt konsekwentnie stawia na jakość. Owszem, mógłby produkować hektolitry taniego (i słabego) wina, sprzedając je pod jakąś drugą, lub trzecią etykietą, ale woli je starannie selekcjonować i wybierać najlepsze, resztę odsprzedając państwowemu kombinatowi. Obecnie produkcja wynosi ok. 10 tysięcy butelek rocznie, przy możliwości zwiększenia jej (w razie zapotrzebowania) do 40 tysięcy butelek. Wybrane wina z pojedynczych parceli dojrzewają w dębowych beczkach, podstawowe wina wytrawne zazwyczaj trafiają do stalowych kadzi (czasem również do beczek, acz zaledwie na 3 miesiące), musiaki zaś fermentują i dojrzewają w stali. Skoro powiedzieliśmy już o jakości, to warto wspomnieć również o cenie. Jak każdy biznesmen, Zsolt wierzy, że interes musi się opłacać - co oczywiście wypada zrozumieć. W związku z tym, podstawowa linia win oscyluje w okolicach 1900-3200 HUF (26,50-45 PLN), co jak na warunki węgierskie nie jest niską ceną, jednak bronią się jakością. Trunki z pojedynczych parceli to zdecydowanie wyższa kategoria cenowa 5000-6000 HUF (70-84 PLN) - o jej słuszności zdecydują konsumenci, choć moim zdaniem warto tyle wydać.

 

Ta beczka kryje w sobie wielki skarb (fot. własna)
Co degustowaliśmy? Na pierwszy rzut poszło Furmint Apukám Bora 2015. Eleganckie, przyjemne wino o łagodnej kwasowości, delikatnych nutach owocowych - głównie jabłka, gruszki, ale i pigwy. Później nadeszła pora na Habzó Hárs, który zaskoczył mnie swoją lekką pikantnością. Dobra kwasowość oraz przyjemne, powoli uwalniające się bąbelki dopełniają obrazu tego jakże szlachetnego musiaka. W międzyczasie Zsolt zabrał nas do piwniczki, gdzie pokazał dojrzewające wina z poszczególnych siedlisk. Wrażenie zrobiły za to na mnie wina jednoszczepowe z parcel Omlás i Palandor - zwłaszcza to drugie, które czaruje niesamowitymi nutami owoców egzotycznych, bananów, mango, oraz potężną mineralnością. Jest to niewielka produkcja, zaledwie kilkaset butelek - ja już się szykuję, by zakupić, choć w sprzedaży będą dopiero w okolicy Wigilii. Może do tego czasu znajdzie importera, który doceni starania właściciela? Ja kibicuję Zsoltowi, bo to człowiek, który cięzką pracą zbudował renomę winnicy, która powoli wysuwa się z cienia większych graczy. Degustowałem na zaproszenie Zsolta Nagya.


A do celu prowadzi nas światłość... i Zsolt ;) (fot. własna)

Nie mineła jeszcze doba od momentu, kiedy w ogrodach Erdőbénye ucichła muzyka i przestało lać się wino, a właściciele zaczęli podliczać rac...

Bor, Mámor, Bénye - Pierwsze wrażenia po festiwalu w Erdőbénye

Nie mineła jeszcze doba od momentu, kiedy w ogrodach Erdőbénye ucichła muzyka i przestało lać się wino, a właściciele zaczęli podliczać rachunek zysków i strat, gdy gruchęła wieść o nowym terminie przyszłorocznej imprezy. W przeciwieństwie do poprzednich lat odbędzie się ona miesiąc wcześniej, na przełomie czerwca i lipca. To dążenie do zmian chyba mocno charakteryzuje festiwal w tej cichej, ukrytej pomiędzy niewielkimi wzniesieniami wiosce. Taką innowacją było rozszerzenie imprezy z trzech do czterech dni, w tym roku próba (chyba jednak nieudana...) podniesienia czwartkowej frekwencji poprzez zaproszenie na ten dzień gwiazd muzyki rozrywkowej. Nie sądze, by ewolucja była zła - czymś trzeba przyciągać publikę - a pewne schematy po jakimś czasie się nudzą.


 

Piękne okoliczności przyrody (fot. własna)

Z rozmów z bywalcami oraz winiarzami odniosłem wrażenie, że jest pewien niedosyt. Że publiki mniej. Trudno mi w tej chwili to oceniać, ale fakt, że w sobotę pomiędzy 13 a 15 było dość pustawo na ulicach, a przecież powinien być już spory ruch. Dopiero wieczorem można było zaobserwować większe grupy odwiedzających. Na festiwalu spędziłem zaledwie dobę, tak więc nie miałem szans wziąć udziału w zbyt wielu towarzyszących mu wydarzeniach, aczkolwiek muzyka wybrzmiewała do późnej nocy, a przy każdej winiarni się coś działo. Cieszy pozytywne nastawienie tutejszych mieszkańców - bez tego ta impreza nie miałaby tak dobrej atmosfery.

 

Wielu udzieliła się sielska atmosfera wioski (fot. własna)

Jeśli chodzi o część najważniejszą - czyli wina - to nie zawiodłem się, acz Bor, Mámor, Bénye to nie jest tania impreza. Po pierwsze musimy zapłacić za wstęp, następnie kieliszek, a potem przy każdej degustacji, a tutejsi winiarze mocno się cenią. Oczywiście - za tym w dużej mierze stoi solidna jakość, dzięki czemu człowiek nie ma poczucia, że wydał sporo pieniędzy na coś, co nie jest tego warte. Nie ma tu kiepskich producentów, każdy ma wino, które z chęcią zabrałbym ze sobą i wypił przy jakiejś większej okazji. Spośród wszystkich winiarni nie próbowałem jedynie win Olze, Jakab i Béres, przy czym to drugie miejsce ominąłem świadomie, gdyż ich wina można bez problemu dostać w każdym większym markecie.

 

Wielkie wino, warto jeszcze chwilę zaczekać... (fot. własna)

Najmilej wspominam Karadi-Berger Palandor 2013, o jasnozielonej barwie, czystym, cytrusowo-kwiatowym nosie, w ustach wyraźnej, żwawej kwasowości, nutach jabłka, gruszki i solidnej mineralności. Naprawdę piękne wino, które miałem przyjemność zabrać ze sobą. Dzięki Zsolt! Bardzo pozytywne wrażenie wywarła na mnie również próba beczkowa z tego samego stanowiska od Préselő Pince - zwłaszcza wspaniały, bananowo-egzotyczny nos, w ustach szaleńczo owocowe, o świetnej strukturze i pięknej kwasowości. To z pewnością będzie hit! Bardzo przyjemny był również Vayi Furmint "100 éves", o czystym, owocowym nosie, i krągłych, pełnych ustach, z dużą dozą owocu. Może nie jest to wino na miarę tego z 2013 roku, ale konsekwentnie trzyma poziom. Mógłbym wymieniać tu wielu innych, ale nie chciałbym nikogo tym zanudzać. Po prostu przyjedźcie i sprawdźcie - bo warto. Do Erdőbénye podróżowałem i na miejscu degustowałem na koszt własny, wejściówkę na imprezę otrzymałem od Zsolta Bergera. Szczególne podziękowania chcę skierować również do Gabriela Kurczewskiego z bloga Blisko Tokaju - bez niego z pewnością by mnie tam nie było.


Do zobaczenia za rok! (fot. własna)

Dziś miałem sporo pracy, więc kiedy mogłem w końcu zamknąć służbowego maila, pozwoliłem sobie sięgnąć po wino, które zakupiłem jakiś czas t...

Słodycz na koniec dnia - Kvaszinger ÉdesM Késői Szüretelésű Tokaji Furmint 2013

Dziś miałem sporo pracy, więc kiedy mogłem w końcu zamknąć służbowego maila, pozwoliłem sobie sięgnąć po wino, które zakupiłem jakiś czas temu w sklepie a másik bolt. To malutki sklep dla smakoszy, o którym już była mowa na tych łamach, a gdzie można spotkać rzadko dostępne trunki, zwłaszcza od małych, wręcz garażowych manufaktur. Przygotowując się do pisania tego postu chciałem zasięgnąć trochę informacji o tym winie, ale nie ma dosłownie nic. Ani na stronie producenta, ani też w czeluściach wujka Google. Zostaje jeno orgaleptycznie przekonać się, cóż nam tu László Kvaszinger serwuje.

 

Delikatna słodycz (fot. własna)

ÉdesM Késői Szüretelésű Tokaji Furmint 2013, to jak sama nazwa wskazuje słodkie wino z późnych zbiorów. Rzadko kiedy stosuje się w takich przypadkach klasyczną butelkę dla aszú i szamorodnich, tu mamy jednak wyjątek. To zresztą nie jedyne podobieństwo do tych win. Mamy tu złotą barwę, w nosie wyraźnie wyczuwalne nuty botrytisu, moreli, delikatne aromaty kwiatowe oraz zielone jabłko. W ustach nadzwyczaj lekkie, solidną słodycz uzupełnia żwawa kwasowość. Mamy tu sporo owocu, jest to delikatne, aczkolwiek bogate w aromaty wino. Pojawia się również botrytis, kandyzowane owoce oraz lekka goryczka. Na finiszu wyraźne nuty moreli i zielonego jabłka. Idealnie sprawdzi się do mniej słodkich ciast, ale pite solo również sprawi przyjemność. Ocena: ****. Cena: 3490 HUF (49 PLN). Mnie przypomina ono trochę młode szamorodni, lub też nowoczesne, owocowe aszú, choć co prawda nie ma w nim tej głębi - bo i być nie musi. Ja zaś serdecznie je polecam (jeśli uda się wam je gdzieś znaleźć...).


Często tak mam, że decyzję podejmuję bez większego wahania. Zwłaszcza jeśli chodzi o wina. Na Węgrzech ma się tą dobrą sytuację, że w niema...

Na początek tygodnia - Kvaszinger Hatalos Furmint 2013

Często tak mam, że decyzję podejmuję bez większego wahania. Zwłaszcza jeśli chodzi o wina. Na Węgrzech ma się tą dobrą sytuację, że w niemalże każdym sklepie znajdzie się przynajmniej przyzwoite trunki. Dużo tu też małych sklepów, które same sprowadzają wino, dzięki czemu możemy dostać naprawdę wyjątkowe okazy, niedostępne w supermarketach, a tym bardziej za granicą. Taki lokalny patriotyzm... No i większa znajomość rynku. Ja zaś dziś wybrałem się do mojego ulubionego sklepu (a másik bolt) i wybrałem Furminta. Bo na to miałem ochotę i już.Sprzedawca polecił mi Kvaszinger Hatalos-Dűlő Tokaji Furmint 2013. Kupiłem już jedną butelkę od Kvaszingera, ale na słodkie wina to wybitnie trzeba mieć ochotę - zwłaszcza w takim upale - więc leży sobie na półce w spiżarce. 

 

Dobry Furmint nie jest zły... (fot. własna)

Furminta postanowiłem otworzyć natychmiast, ponieważ po hektolitrach Hárslevelű chciałem przypomnieć sobie ten arcytokajski feeling - i nie pomyliłem się. Mamy tu jasnozłoty kolor, w nosie na pierwszym planie pojawiają się nuty wanilii, a dalej suszone owoce, delikatne nuty miodowe, brzoskwinia, trochę cytrusów i mokra skała. W ustach złożone - na pierwszym planie pojawiają się cytrusy, następnie suszone owoce, miód. Dalej mamy wyraźną mineralność, nuty waniliowe oraz delikatnie zaokrąglający to wszystko cukier resztkowy. Na końcu mamy długi i przyjemny finisz. A takie cudo w przyjemnej cenie 2490 HUF (35 PLN). Ocena: ****.

Podczas niedawno opisywanego festiwalu poznałem kilka ciekawych, małych winnic, których produkty tak rzadko pojawiają się na sklepowych pół...

Pinceköz - kolejny dowód, by zejść z utartych, tokajskich szlaków

Podczas niedawno opisywanego festiwalu poznałem kilka ciekawych, małych winnic, których produkty tak rzadko pojawiają się na sklepowych półkach. Jednym z nich był Pinceköz Borászat z Abaújszántó na skraju tokajskiego regionu winiarskiego. W samej miejscowości nie znajdziemy być może wielu zabytków, ale jest tu kilka rzędów z piwniczkami, a z pewnością znacznie mniej turystów niż na przykład w Tokaju. Pinceköz to naprawdę mała winnica - powierzchnia nasadzeń wynosi 1 ha w stanowiskach Sátorhegy i Bátorka-dűlő. Powstają tu głównie wina wytrawne, ale można skosztować również szamorodni oraz aszú.

 

Tak dobre, że zabrałem jedno ze sobą... (fot. własna)

Ja miałem przyjemność degustować dwa wina - obydwa ze szczepu Hárslevelű. Pierwszym z nich było wytrawne Hárslevelű 2013, o delikatnej, jasnozłotej barwie, w nosie wyczuwalne są wyraźne nuty kwiaowe, owoce egzotyczne, mango. W ustach lekkie, świeże, owocowe, w tym wyczuwalne brzoskwinie i mango. Na finiszu pojawia się nuta zielonego jabłka. Ocena: ***/****. Drugim winem, które skosztowałem było Szamorodni 2013 Hárslevelű ze stanowiska Bátorka-dűlő. Posiada złotą barwę, w nosie wyczuwalne nuty kwiatowe, miód, brzoskwinie. W ustach krągłe, oleiste, lecz dobrze zbalansowane (60 g/l cukru resztkowego i 6,8 g/l kwasów), wyraźnie wyróżniają się nuty suszonych owoców, brzoskwinii, mango, pigwy. Długi, przyjemny finisz. Ocena: ****. Jeśli będziecie w pobliżu - zawitajcie. Naprawdę warto!

Wczorajszym późnym wieczorem odwiedziłem Zamek Vajdahunyad w Lasku Miejskim w Budapeszcie, gdzie rokrocznie odbywają się dwa znaczące wydar...

Młodsza siostra Furminta. 3 Noc Hárslevelű na Zamku Vajdahunyad

Wczorajszym późnym wieczorem odwiedziłem Zamek Vajdahunyad w Lasku Miejskim w Budapeszcie, gdzie rokrocznie odbywają się dwa znaczące wydarzenia w kalendarzach wielbicieli wina. Jednym z nich jest główna degustacja lutowego Furmint Február, a drugim pozostająca w jego cieniu Noc Hárslevelű (Hárslevelű Éjszakája). Nie ma co się oszukiwać - choć jest do drugi z głównych tokajskich szczepów, raczej nigdy nie dorówna sławie swojemu większemu bratu. Nie ma za sobą takiego marketingu, a moim skromnym zdaniem także  mniejszy potencjał, przynajmniej jeśli chodzi o walory smakowe. Samo wydarzenie jest jednak dowodem na to, że ktoś próbuje pomóc mu wyjść z cienia Furminta.

 

Wyjątkowa sceneria... (fot. własna)

Po przybyciu na miejsce skierowałem swoje kroki ku stoisku z książkami, gdzie znalazłem Tokaj Wine Guide 2016 oraz Tokaj - People and Wineyards. Obydwie zakupiłem i miałem okazję zamienić parę słów z autorem - Dánielem Kézdym, który jest również pomysłodawcą wczorajszego wydarzenia i chodzącą skarbnicą wiedzy o Tokaju. Tak naprawdę to z tej imprezy zapamiętam bardziej spotkania z ludźmi, wymianę poglądów i doświadczeń, aniżeli same wina, spośród których mało było takich, które zupełnie zapadłyby mi w pamięć. Ku mojemu zaskoczeniu pojawiło się kilka win z wyraźnymi wadami, które nigdy nie powinny stanąć na stołach producentów. Zaskoczenia? Inspirujący okazał się Géza Lenkey, który przywiózł dwa dojrzałe już roczniki (2005 i 2009), Dubicz Borászat z półwytrawnym Hárslevelű 2008 z późnych zbiorów oraz Kerekes Szőlőbirtok és Pince z niesamowicie aromatycznym, egzotycznym Hárslevelű 2015 (próba beczkowa). Poniżej pewnego poziomu nie zeszły Kikelet Pince, Gróf Degenfeld czy też Zsirai Pincészet. Miło wspominam również wina z Pinceköz, Pajzos-Megyer, Gizella Pince.

 

Wyjątkowi winiarze (fot. własna)

Jednak najlepszym, najbardziej dojrzałym i dopieszczonym winem, którego skosztowałem na tej degustacji było Balassa Betsek Andezit Hárslevelű 2013 Magnum. Po prostu poezja winiarstwa. Złota barwa, w nosie lekkie nuty cytrusowe, rumianek, nuty kwiatowe. W ustach solidna, wyraźna kwasowość, potężna mineralność - człowiek ma wrażenie, jakby lizał tą mokrą skałę z Betsek. Dalej brzoskwinie, miód, kwiaty. Złożone, gęste, wielkie. Ocena: ****/*****. Kiedy chciałem wrócić po kolejną porcję już go nie było... Drugim winem, które chciałbym wyróżnić było Lónyai Hárslevelű 2015 od Stéphanie Berecz. To zaledwie próba beczkowa, ale już pokazuje potencjał, na jakie stać wina ze stanowiska Lónyai. Bladozielone, w nosie wyraźne nuty kwiatowe, brzoskwinie, nieco muszkatowości. W ustach bardzo wyraźna, świeża kwasowość, mineralność, mango. To wszystko podkreślone niewielkim cukrem resztkowym. Finisz z zielonym jabłkiem. Ocena: ****. Ostatnim, którego wino tak bardzo zapadło mi w pamięć było Lenkey Hárslevelű 2005 o bursztynowej barwie, w nosie wyczuwalnych suszonych owocach, wanilii, śliwce. W ustach niesamowicie żywa, świeża kwasowość, susz owocowy, nieco nut dymnych oraz miodowych. Gęste, krągłe, godne podziwu. Ocena: ****. 

 

I nade wszystko - wyjątkowe wina! (fot. własna)

Cieszę się, że pomimo długiego wahania przybyłem na tą imprezę. Skosztowałem wspaniałych win, poznałem wyjątkowych ludzi oraz zebrałem sporo materiału do nauki. Węgierskie wina mają tyle różnych, ciekawych obliczy, że nie warto rezygnować z najmniejszej nawet możliwości, by z nimi obcować. Degustowałem i przyjemnie spędziłem ten wieczór na koszt własny.


Do dzisiejszego posta podchodzę w sposób wyjątkowy. Co prawda próbowałem ostatnio kilku win, które trafią na łamy bloga, lecz tę wyjątkową ...

U progu bram rozkoszy - Royal Tokaji 6 puttonyos Aszú 2011

Do dzisiejszego posta podchodzę w sposób wyjątkowy. Co prawda próbowałem ostatnio kilku win, które trafią na łamy bloga, lecz tę wyjątkową okazję musiałem uczcić wyjątkowym winem. A cóż nią jest? Otóż dzisiejszy post jest już setnym na łamach tego bloga. Zaczynając pisać o winie, zwłaszcza o tak bliskim memu sercu winie węgierskim nie spodziewałem się, że dojdę do takiej ilości postów oraz kilkunastu tysięcy wyświetleń, za co serdecznie Wam wszystkim dziękuję. Ale skoro już znamy przyczynę, poznajmy także i sprawcę dzisiejszego zamieszania, czyli Royal Tokaji 6 puttonyos Aszú 2011. Producenta  nie muszę długo przedstawiać, bo była już o nim mowa, wystarczy powiedzieć, że jest jednym z wiodących, a w ostatnim okresie chyba największym producentem aszú z legendarnej wioski Mád, którego wina rokrocznie święcą triumfy na różnorakich konkursach winiarskich.
 

Kompozycja doskonała (fot. własna)

Nie inaczej było i z tym winem, które do dziś uzyskało już parę wyróżnień, w tym złoty medal na zeszłorocznym konkursie Dekanter World Wine Awards. Zawiera ono aż 201,3 g cukru resztkowego na litr, oraz 10,7 g kwasu. Jest kupażem trzech głównych szczepów tokajskich, Furminta, Hárslevelű i Sárgamuskotály, powstało go dokładnie 10289 butelek. Posiada głęboką, bursztynową barwę, w nosie niesamowicie złożone: mamy tu nuty miodowe, suszonych owoców, skórkę pomarańczy oraz wanilię. W ustach niesamowicie zharmonizowanie - doskonała równowaga pomiędzy olbrzymią słodyczą, a pokaźnych rozmiarów kwasowością. Wyczuwalna jest bogata paleta nut owocowych - brzoskwinii, cytrusów, suszonych moreli. Pojawiają się także aromaty wanilii, nieco nut zielonego jabłka. Długi, cudowny finisz. Ekstaza. Ocena: *****. Dla mnie - wino idealne. Rzadko zdarza się taki zakup, a ja za nie zapłaciłem bodajże niecałe 5000 HUF (69 PLN). Warte wiele, wiele więcej. Serdecznie polecam i zapraszam do czytania kolejnych postów.

Ktoś z Was być może miał możliwość spotkania Norberta Csite podczas zeszłorocznego Bor, Mámor, Bénye. Jest to niezwykle skromny olbrzym o s...

Csite Pince - Debiut mikroproducenta z Erdőbénye.

Ktoś z Was być może miał możliwość spotkania Norberta Csite podczas zeszłorocznego Bor, Mámor, Bénye. Jest to niezwykle skromny olbrzym o sercu gołębia, który postanowił przekuć swoją pasję w rzeczywistość i kilka lat temu zakupił 0,4 ha ziemi w sercu tokajskiego regionu winiarskiego. Do dziś skalę trudności z jaką musi się mierzyć wyznacza dystans około 200 kilometrów - w sezonie co weekend pokonuje dwukrotność tej liczby kursując między winnicą a Budapesztem. Chciałby w końcu postawić tylko na winiarstwo - ale nie zamierza się przeprowadzać na prowincję. Swoje wina zaprezentował po raz pierwszy szerszej publiczności, odkąd otrzymał pozwolenie na wprowadzenie ich do obrotu. Do degustacji podano 6 win.
 
 

Olbrzym o gołębim sercu (fot. własna)

Pierwszym z nich był Furmint 2011. Posiada on jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalne aromaty suszonych owoców, brzoskwinii, cytrusów, przypraw. W ustach złożone, o wyraźnej kwasowości, nutach suszonych owoców. Wyczuwalna mineralność, zielone jabłko, wanilia. Przyjemne. Ocena: ***/****. Drugim winem Furmint 2012, który dojrzewał w tankach ze stali nierdzewnej. Charakteryzuje go bladożółta barwa, w nosie zdecydowana i wyraźna nuta zielonego jabłka, a w tle nieco aromatów kwiatowych. W ustach wyraźna kwasowość, zielone jabłko, agrest. Trochę zbyt proste, powiedziałbym wręcz, że nieco toporne. Ocena: **/***. Trzecim podanym winem był Toplec Furmint 2009. Mamy tu głęboką, złotą barwę i nieco osadu, w nosie wyczuwalne suszone owoce, wanilia, zielone jabłko. W ustach złożoność, wyraźne nuty owoców, brzoskwinii, moreli, solidna kwasowość, ale też mineralność.  Solidna struktura, lekka goryczka oraz migdały. Ocena: ****. Dojrzały, piękne wino. 

 

Etykieta niczego sobie (fot. własna)

Drugą połowę degustacji zaczęliśmy od Toplec Furmint 2011. Barwa jasnozłota, w nosie suszone owoce, karmel, migdały, przyprawy, brzoskwinia. W ustach suszone owoce, karmel, wanilia, wyraźna kwasowość oraz lekka goryczka oraz nuty miodowe oraz delikatna słodycz. Dobre. Ocena: ***. Następnie nadeszła pora na Toplec Furmint 2012. Nieco sieższe od poprzedników, barwa jasnozłota, w nosie wyczuwalne zielone jabłko, brzoskwinia, nieco nut pieprznych oraz wanilia. W ustach kremowe, krągłe, wyraźne nuty waniliowe, na drugim planie zielone jabłko, goryczka, migdały. Ocena: ***/****. Na sam koniec podano Toplec Furmint 2013. Posiada on bladozłotą barwę, w nosie zielone jabłko, przyprawy, suszone owoce. W ustach podobnie jak w nosie, nuta zielonego jabłka, wyraźna słodycz który skrywa potężną kwasowość. Finisz z lekką goryczką. Bardzo przyjemne, pijalne wino. Ocena: ***. Cała degustacja była ciekawym wydarzeniem, możliwością spotkania z bardzo skromnym, pokornym winarzem. Przed nim jeszcze wiele pracy, by dojść na wyżyny, by jego wina były warte tej ceny, o którą prosi, bo póki co, brakuje im trochę do tego. Jednak warto śledzić jego postępy. Może rodzi się kolejna legenda? Wina do nabycia w a másik bolt w cenie 5990 HUF (84 PLN) za butelkę.

W tym roku pierwszy maja wypadł w niedzielę, więc nie było z tego powodu dnia wolnego. Pogoda także niespecjalnie sprzyjała piknikowaniu, w...

St. Tamás Furmint 2013 i towarzysze - Trzy ciekawe wina z oferty Palack Wine Bar.

W tym roku pierwszy maja wypadł w niedzielę, więc nie było z tego powodu dnia wolnego. Pogoda także niespecjalnie sprzyjała piknikowaniu, więc zdecydowaliśmy, by pójść do wine baru na kieliszek wina i jakąś małą przekąskę. Zdecydowaliśmy się na Palack Borbár, który znajduje się tuż przy Moście Wolności i z którym mam całkiem dobre doświadcznia. Tłumów nie było, więc mogliśmy dość szybko złożyć zamówienie i przystąpić do konsumcji.

 

Na początek coś lekkiego (fot. własna)

Ja zamówiłem Bodzilla 2015 od Hollósy Pince z północnego Balatonu. Jest to przyjemy Müller-Thurgau o bladozielonej barwie, w nosie wyczuwalne są nuty muszkatowe, kwiatowe, trawa oraz owoce egzotyczne. W ustach nuty trawy, agrestu, cytrusów, łagodna kwasowość ale też nieco nut migdałowych. Lekkie, przyjemne. W sam raz na piknik. Ocena: ***/****. Anikó skosztowała różowego Pinot Noir 2015 od Haraszthy Pincészet z Etyek-Buda. Wino to posiada jasnoróżową barwę, w nosie pojawiają się nuty maliny, truskawki oraz porzeczki. W ustach delikatnie wyczuwalna słodycz, rześka kwasowość, nieco dwutlenku węgla i owoce - malina, czerwona porzeczka. Przyzwoite. Ocena: ***.

 

A na koniec coś poważniejszego (fot. własna)

To wszystko dobrze komponowało się z grillowanym serem z sałatą oraz dipem z hummusu wraz z pitą. Na sam koniec postanowiłem spróbować czegoś poważniejszego, mój wybór padł na St. Tamás Mádi Furmint 2013 magnum. Charakteryzuje się złotą barwą, w nosie wyczuwalne są nuty suszonych owoców, śliwki, przypraw, goździków ale też pomarańczy. W ustach na pierwszym planie wysuwa się solidna kwasowość, dalej pojawiają się owoce, gruszka, brzoskwinia, nieco nut botrytisu. Wyraźnie wyczuwalna mineralność. Na finiszu pojawia się gruszka oraz wanilia, co jest o tyle dziwne, że wino nie spędziło ani minuty w beczce. Pieknę, pijalne. Ocena: ****. Doskonałe podsumowanie tej niezwykle krótkiej majówki.

Czasem długo noszę się z otwarciem wina. Z nieznanych powodów czekam na odpowiedni moment, choć ten zdaje się nigdy nie przychodzić. Czas m...

Obzidián Bormanufaktura Furmint Félszáraz 2012 - Wspomnień czar..

Czasem długo noszę się z otwarciem wina. Z nieznanych powodów czekam na odpowiedni moment, choć ten zdaje się nigdy nie przychodzić. Czas mija, wino sobie leży w zakątku mojej spiżarni, a ja w międzyczasie kupuję i otwieram inne. Dziś jednak miałem ochotę na coś białego, wytrawnego. Otworzyłem drzwi spiżarni... i nic. Parę win słodkich, kilka czerwonych, ale białych, wytrawnych - jak na lekarstwo. Skoro więc nie ma się tego co się lubi... to się wybiera półśrodki. Takie jak na przykład wino półwytrawne. W związku z tym sięgnąłem po wcześniejszy zakup - czyli półwytrawnego furminta z Obzidián Bormanufaktúra.

 

Arcydzieło. I co z tego, że półwytrawne? (fot. własna)
 
Zakupione w zeszłym roku na festiwalu wino wciąż sprawia wielką przyjemność. Posiada jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalne są aromaty miodu, kwiatów, brzoskwinii oraz mango ale też lekka pikantość. W ustach króluje delikatna słodycz, która łagodzi solidną kwasowość. Dobrze widoczne są nuty mineralne, cytrusy, zielone jabłko. Średnia budowa, czysta forma, bardzo eleganckie wino. Finisz z nutą zielonego jabłka. Bardzo, ale to bardzo polecam. Ocena: ****. Cena: 3000 HUF (42 PLN).

O ile podczas pierwszej połowy poruszałem się pomiędzy znanymi sobie rejestrami, w drugiej wkroczyłem na zupełnie nieznany dla mnie do tej ...

Degustacja "na dachu miasta" - oblicza Tokaju, jakich jeszcze nie znacie - część druga

O ile podczas pierwszej połowy poruszałem się pomiędzy znanymi sobie rejestrami, w drugiej wkroczyłem na zupełnie nieznany dla mnie do tej pory obszar. Dlaczego nieznany? A piliście kiedyś różowe, czy też czerwone wina z Tokaju? Nie? Nie dziwię się - bo ich tam prawie nie ma. To znaczy kiedyś były, ale plaga filoksery z końca XIX wieku praktycznie zakończyła obecność czerwonych gron na tym obszarze. Ale nie tylko czerwone wino jest tym co mnie zaskoczyło, a inne szczepy, które pojawiły się w degustowanych trunkach...

 

Kolejka do wodo... winopoju (fot. własna)

Radics Barnabás Családi Pincészete to mała (10 ha), rodzinna winnica z siedzibą w miejscowości Rátka. Powstała w 2007 roku, a jej właściciel postawił na dość rzadkie w tym regionie rozwiązanie, obsadzając tereny szczepami światowymi. Na pierwszy ogień poszedł Zempleni Cserszegi Fűszeres 2015. Jest to wino o jasnozielonej, bladej barwie, mocnym kwiatowo-owocowym (mango) nosie. W ustach mineralne, przyjemnie kwasowe, tu również wyczujemy nuty egzotycznych owoców - mango, ananas, grapefruit. W sumie przyjemne, choć neco rozwodnione. Brakuje mu trochę pazura. Ocena: **/***. Drugim podanym winem było Zempléni Tramini Pionír 2015. To wino o jasnozłotej barwie, nos kwiatowy, banan, ale da się także wyczuć nieco ziół, w ustach królują cytrusy oraz banan, dobra kwasowość, przyprawy, a na finiszu soczysta limonka. Solidniejsze od poprzednika. Ocena: ***/****. Trzecim podanym winem było Zempléni Sauvignon Blanc 2015. Pomyślałem - kurcze, Sauvignon Blanc, w Tokaju? To musi być ciekawe. I takie też jest. Bladozielona barwa, w nosie dominują nuty mango, ananasa, owoców cytrusowych. W ustach bomba owocowa, pełno tu cytrusów, mango, przyjemna, wyrazista kwasowość. Agrestowy finisz, w tle majaczą nuty trawy. Piękne wino. Ocena: ****. Czwartym z kolei winem był podany Rajnai Rizling 2015. Jest to wino o nieco większej strukturze, trzy miesiące spędziło w beczce z nowego dębu zemplińskiego. Posiada jasnozłotą barwę, w ustach wyczuwalne są nuty zielonego jabłka, miodu, oraz petroleum. W ustach oleiste, złożone, zielone owoce, przyjemna kwasowość, cytusy, ale też nuta warzywna. Przyjemne. Ocena: ***. Kolejnym podanym winem było Pionír Blend 2013, czyli kupaż Furminta, Hárslevelű, Tramini oraz Sauvignon Blanc. Wino to spędziło rok w tankach ze stali nierdzewnej. Barwa jasnozłota, w nosie wyczuwalne nuty przypraw, zielonej papryki, cytrusów. W ustach wyczujemy grapefruita oraz mango, mamy też dość dobrze wyczuwalną mineralność. Oprócz tego solidna kwasowość, przyprawy, zielone warzywa. Ta nuta warzywna nie specjalnie tu mi się podoba, dlatego oceniam to wino na: **. Na koniec podano Pionír Syrah 2013. Tak - nie jakieś Kadarki, Kékfrankose czy choćby Pinot Noir. Syrah! Jest to wino o purpurowej barwie, w nosie wyczuwalne owoce leśnie, wiśnie, śliwki. W ustach wiśniowe, owoce leśne, niezbyt pikantne, acz o przyjemnej kwasowości. Ekstraktywne. Ocena: ***/****. Ciekawy eksperyment, moim zdaniem jak najbardziej udany. Rewolucjonista!

 

Pionierzy, do piwnic! (fot.własna)

Kolejny producentc zyli Préselő Pincészet z maleńkiej miejscowości Erdőbénye, to nowy gracz na tokajskim rynku. Część z Was miała zapewne okazję poznać ich podczas zeszłorocznego festiwalu Bor, Mámor, Bénye. W tym roku mają wypuścić na rynek swoje pierwsze aszú. Ja zaś miałem okazje próbować ich wytrawne wina. Na pierwszy rzut poszło Préselő Sárgamuskotály 2015. Jest to wino o bladej, jasnożółtej barwie, w nosie wyczuwalne nuty kwiatowe, brzoskwinia, miód oraz mango. W ustach łagodna kwasowość, nuty muszkatowe, mango, lekko wyczuwalne nuty miodowe. Bardzo łagodna kwasowość. Delikatne, przyjemne wino. Ocena: ***. Drugim podanym winem był Préselő Furmint 2014. Posiada ono jasnozłotą barwę, w nosie nieco pikantne, cytrusowe, trawiaste, ale też pojawia się nieco nut kwiatowych. W ustach dominuje potężna kwasowość, mamy tu nuty cytrusowe, ale też suszone owoce, brzoskwinię. Ma strukturę i jest dość ekstraktywne. 25% wina starzono w dębie, resztę w stali. Dało to wspaniały efekt. Ocena: ****. Następnie nadeszła pora na słodkie Préselő Tokaji Késői Szüretelésű Furmint 2013. Charakteryzuje się ona jasnozłotą barwą, w nosie wyczuwalne aromaty botrytisu, miodu, brzoskwinii. W ustach łagodna słodycz, botrytis, miód. Dosyć oleiste, ale nie zbyt ciężkie. Ten lekki styl też może się wielu osobom podobać. Ocena: ***. Ostatnim z tej serii było kolejne kuriozum, Préselő Rosé Cuvée 2015, kupaż Cabernet Sauvignon, Merlota, Portugiesera i Kékfrankosa. Ma ciemnoróżową barwę, w nosie wyczuwalne nuty maliny, porzeczki, truskawek. W ustach lekkie, przyjemne, w nosie wyczuwalne nuty porzeczek, malin. Łagodna kwasowość i dwutlenek węgla dodają mu jeszcze lekkości. Ocena: ***.

 

Skała, która lśni niczym diament (fot. własna)

Na deser zostawiłem sobie wina z Miniș od producenta Balla Géza Pincészet. Są to wina z czerwonych szczepów. Region ten jest słynny z czewonych aszú - jedynych tego rodzaju win. One się tego wieczoru nie pojawiły, aczkolwiek była możliwość skosztowania innych, przyjemnych trunków. Zaczęliśmy od różowego kupażu Fetesca Regală, Merlota i Kadarki - Rosé Cuvée 2015. Ciemnoróżowa barwa, w nosie nuty maliny, truskawki. W ustach owocowe, aromaty malin, bardzo lekkie, przyjemnie kwasowe, w tle nuty porzeczki, ale bardzo krótkie. I przez tą ulotność tylko: **/***. Kolejny trunek to Kadarka 2013, charakteryzuje się purpurową  barwą, w nosie wyczuwalne owoce leśne, porzeczki. W ustach niesamowita mineralność, duża ilość tanin, z drugiej strony bardzo lekkie. W tle wiśnie, czereśnie, finisz - pestkowy. Dojrzewało 2 lata w 5000 l. beczkach. Ocena: ***. Trzecim z kolei była Feketeleányka 2013 (Fetească Neagră). I tu również mamy purpurową barwę, w nosie owoce leśne, dżem wiśniowy. W ustach łagodna kwasowość, trochę suszonych śliwek, pestka wiśniowa, lekkie, przyjemne. Ocena: ***. Ostatnim winem całego panelu było Sziklabor 2011, czyli Skalne wino. Jest to 100% Cabernet Franc, o ciemnej, purpurowej barwie z lekkimi pomarańczowymi refleksami. W nosie złożone, nuty owoców leśnych, dżem śliwkowy, czekolada. W ustach poteżna kwasowość, wyraźna mineralność, bardzo ekstraktywne, owocowe. W tle przyprawy, kawa. Bardzo piękne, aksamitne wino. Ocena: ****. Te wina z Rumunii, choć tworzone przez etnicznego Węgra były nieco dziwnym dodatkiem - ale nie żałuję, gdyż miałem okazję skosztować czegoś, czego na codzień nie widuje w sklepach. Degustację zorganizowała sieć Borháló Borkereskedés. Degustowałem na koszt własny.

W Budapeszcie praktycznie w każdy weekend organizowana jest jakaś degustacja. Uczestniczyć w nich wszystkich nie sposób, ale warto chodzić ...

Degustacja "na dachu miasta" - oblicza Tokaju, jakich jeszcze nie znacie - część pierwsza

W Budapeszcie praktycznie w każdy weekend organizowana jest jakaś degustacja. Uczestniczyć w nich wszystkich nie sposób, ale warto chodzić na te ciekawsze, zwłaszcza jeśli pozwala nam na to nasz budżet. A wczorajsza degustacja, oprócz tego, że dała mi szansę poznać dotychczas nieznanych producentów, ale także nie obciążyła zbytnio mojego budżetu (2900 HUF - 40 PLN). Dodatkową zaletą było miejsce - Gozsdu Sky Terace, czyli w zasadzie "na dachu" miasta. A to wszystko w luźnej, swobodnej atmosferze, bez przemów czy wykładów. Degustowałem 24 wina od 6 producentów - pięciu z Tokaju i jednego z Miniș (Rumunia).

 

Klasyczna elegancja (fot. własna)

Pierwszym z producentów, którego wina próbowałem był Pannon Tokaj Pincészet z Tolcsva. Wiele razy kosztowałem ich wina, ale były to głównie aszú, więc warto przyjrzeć się także ich wytrawnemu katalogowi. Na degustacji zostały zaprezentowane wina z serii Dominium (Premium). Zaczęliśmy od Dominium Pannon Tokaj 2014 Furmint. Jest to wino o jasnozielonej, bladej barwie, w nosie łagodne, delikatne, lekko wyczuwalne nuty cytrusów i trawy. W ustach brzoskwinia, nieco nut miodowych, trawa, bardzo lekki i łagodny, pomimo 13,5% alkoholu. Ocena: ***. Drugim podanym winem było Dominium Pannon Tokaj 2014 Hárslevelű, również o jasnej, bladej barwie, w nosie pojawiły się nuty kwiatowe, winogrona, grapefruit oraz akacja. W ustach łagodne, pełne owoców egzotycznych, z delikatną kwasowością - jednak to wszystko zbyt szybko się ulatnia. Fermentowało w stali nierdzewnej. Ocena: **/***. Kolejnym podanym trunkiem był półwytrawny Pannon Tokaj ZsomBor Tokaj Furmint 2014. Jest to ciekawe wino, fermentowało przez 24 dni na skórkach w schłodzonych do 17 st. C tankach ze stali nierdzewnej, po czym trafiło na 5 miesięcy do beczki z młodego dębu z Wzgórz Zemplén. Charakteryzuje się jasnozłotą barwą, w nosie złożone - wyczuwalne nuty zielonego jabłka, wanilii, lekka pikantność. W ustach także dominują aromaty zielonych jabłek, tostu, wanilii. Swój pazur zaznacza również botrytis. Łagodna, niezbyt nachalna kwasowość, niewielki, aczkolwiek wyczuwalny cukier resztkowy (8,9 g/l) oraz cytrusowy finisz. Na koniec podano mi Pannon Tokaj Hanna Cuvée 2011. To słodkie wino z późnych zbiorów, w którego skład wchodzi Zéta (60%), Furmint (20%) oraz Sárgamuskotály (20%). Posiada jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalne brzoskwinie, miód, owoce cytrusowe. W ustach wyraźnie wyczuwalna nuta botrytisu, mango, brzoskwinia, oleista struktura, nieco nut orzechowych. Być może brakuje mu trochę świeżości (zaledwie 5,7 g/l kwasów), ale do ciasta będzie w sam raz. 93,4 g/l cukru resztkowego mówi samo za siebie. Fermentowało w stali, dojrzewało przez 8 miesięcy w beczce. Ocena: ****. Jedno z lepszych win tego panelu.

 

Wina z tej winnicy mnie jakoś nie przekonały... (fot. własna)

Drugi producent, który prezentował swoje trunki, to Harsányi Pincészet z Sárospatak. Tutaj szczedłem zupełnie w ciemno, nie mając pojęcia o istnieniu tej winnicy. Pierwszym podanym winem było Harsányi Kútpatka Furmint 2013. Jest to wytrawne wino o - uwaga! - 15% alkoholu. Barwa bladożółta, w nosie nieco trawy, agrest, zielone jabłko. W ustach owoce cytrusowe, delikatna kwasowość, łagodna goryczka. W pewnym momencie pojawia się dziwna nuta, jakby perfumów. Przeciętne. Ocena: **. Następnie podano Harsányi Királyhegyi Furmint 2013. Ma tyle samo alkoholu co jego towarzysz z innego siedliska, podobną, bladożółtą barwę, w nosie wyraźnie wyczuwalne nuty zielonych jabłek, przypraw, cytrusów. W ustach złożone, zielone jabłko, grapefruit, lekko wyczuwalny miód i kwiatowy finisz. Ocena: ***. Trzecim podanym winem był półwytrawny Harsányi Ciróka Furmint 2013. Barwa jasnozłota, w nosie wyczuwalne aromaty wanilii, gruszki, pigwy, w ustach złożone, przyjemna mineralność, zielone jabłko, botrytis, w tle wanilia. Na finiszu łagodna, przyjemna goryczka. Ocena: ***/****. Ostatnim, czwartym podanym winem było Harsányi Tokaji Hizelgő 2014, kupaż Hárslevelű i Furminta. Z 30 g/l cukru resztkowego był najmniej słodkim ze wszystkich próbowanych wczoraj win deserowych. Barwa jasnozłota, w nosie wyczuwalne nuty mango, miodu, cytrusów, w ustach lekkie, wyraźna, wyczuwalna kwasowość, mango, ananas. Nieco brakuje struktury, a i samo wino wydaje się jakby rozwodnione, niezbalansowane. Mogło być lepiej. Ocena: **/***.

 

Takie powinno być właśnie dobre, tokajskie Late Harvest (fot. własna)

Trzecim producentem, o którym chciałbym dziś napisać był Áts Pincészet, którego winiarz (i zarazem właściciel) - Károly Áts w 2012 roku został winiarzem roku na Węgrzech. Degustację zaczęliśmy od Koranyár 2015, którego de facto nie ma jeszcze na rynku, a etykieta... Hmm. To etykieta testowa.  Jest to kupaż Sárgamuskotály i Furminta, o bladej, jasnozielonej barwie, w nosie wyczuwalne nuty muszkatowe, melon, grapefruit. W ustach łagodne, bardzo owocowe, mango, ananas, oraz delikatna kwasowość. Przyjemne, w sam raz na wiosenne pikniki. Ocena: ***. Drugim podanym winem był Áts Birtokfurmint 2014. Wino to dojrzewało spontanicznie, bez dodawania drożdzy, połowa dojrzewała w beczce a połowa w tankach ze stali. Ma ono jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalne cytrusy, wanilia, delikatna kwiatowość. W ustach poważne, wyczuwalne nuty beczkowe, wanilia, migdały, ale także owoce cytrusowe, nuty miodu. Potężna kwasowość i długi, jabłkowy finisz. Ocena: ***/****. Kolejnym degustowanym trunkiem był Áts Szent Tamás Furmint 2013. Szent Tamás to jedno z legendarnych stanowisk w Mád, więc spodziewałem się wiele po nim. Posiada jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalne zielone jabłko, kwiatowość, miód, ale także nuty roślinne. W ustach zharmonizowane, solidna kwasowość ugładzona nieco cukrem resztkowym (9 g/l), oraz bardzo wyczuwalna nuta zielonego jabłka. Pojawia się także miód, a w tle przyprawy i wanilia. Całkiem przyjemny, choć nie rewalacyjny trunek. Dojrzewało przez 16 miesięcy, z czego przez 8 w 500 l. beczkach. Ocena: ***/****. Ostatnim podanym winem było słodkie Áts Cuvée 2013, czyli najsłodsze wino tego panelu. Jest to kupaż Furminta (60%), Sárgamuskotály (30%) oraz Hárslevelű (10%). Ma jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalne aromaty miodu, brzoskwinii, mango. W ustach oleiste, potężna słodycz (110 g/l cukru resztkowego), którą zakrywa nieco solidna kwasowość (7,8 g/l). Wyczuwalne nuty owoców tropikalnych, mango, grapefruit, dżem z brzoskwinii, miód. Szał dla kubków smakowych. Dobre do deserów, ale też samo... Niesamowicie świeże! Ocena: ****/*****. A kolejna część panelu już jutro...
Obsługiwane przez usługę Blogger.