Jeśli zdarza się wam czasem oglądać zdjęcia z Tokaju i okolic, to bardzo często pojawiającym się motywem jest mała kapliczka na wzgórzu por...

Jeśli zdarza się wam czasem oglądać zdjęcia z Tokaju i okolic, to bardzo często pojawiającym się motywem jest mała kapliczka na wzgórzu porośniętym winogronami. Wzgórze to Henye-domb, kapliczce zaś patronuje św. Teresa i od niej to pobliska parcela wzięła swą nazwę. Dlaczego św. Teresa? Powodów jest kilka. Po pierwsze, ówczesny właściciel tej ziemi, hrabia Antal Grassalkovich otrzymał liczne nadania, również w tej okolicy właśnie od cesarzowej Marii Teresy. Po drugie, w Tarcal zbiory rozpoczynano tradycyjnie 15 października, czyli we wspomnienie św. Teresy - którą czczono w procesjach. Tyle historii.

 

Kaplica z winnicami jeszcze przed renowacją (fot. z facebooka winnicy)

Dziś w Tarcal wieje nowoczesnością - winiarnia Gróf Degenfeld otrzymała środki na renowację kapliczki, stworzenie ścieżki tematycznej, muzeum w piwnicach oraz przechowywalni na wina. Wszystko to ma na celu przyciągnięcie większej ilości turystów. Producent zaczął też produkować wina z poszczególnych parceli, w tym i degustowane Hárslevelű z siedliska Terézia. Zaczęto również używać nowych tokajskich butelek przeznaczonych dla win wytrawnych.

 

Tokajski szyk (fot. ze strony winnicy)

Przejdźmy zaś do samego wina. Charakteryzuje je jasna, żółta barwa, w nosie wyczuwalne kwiaty lipy, miód, morela oraz nuty zielonych ziół. W ustach nieco wycofane, znajdziemy tu nuty papierówki, miodu, wyraźną kwasowość (5,5 g/l) oraz solidną strukturę, którą uzyskało poprzez czas spędzony w beczkach. W tle wyczujemy również nuty agrestu oraz goździków. Przyjemny, lecz niezbyt długi finisz. Ogólnie rzecz biorąc dobre wino, które oddaje charakter siedliska, wyczujemy w nim mineralność tokajskiej ziemi. W gąszczu Furmintów to Hárslevelű jest ciekawym rodzynkiem. Zawartość alkoholu: 12,7%. Cena: 2890 HUF (41 PLN). Ocena: ***.

Przebywając nieustanie na Węgrzech można popaść w pewną monotonię. A to Kékfrankos, a to Furmint, czasem pojawi się też Olaszrizling. Bycza...

Przebywając nieustanie na Węgrzech można popaść w pewną monotonię. A to Kékfrankos, a to Furmint, czasem pojawi się też Olaszrizling. Bycza krew przeplata się z Tokajem, czerwone wina z Villány co chwila prężą swe muskuły, a w pubach leją się litry taniego rieslinga z Kumanii. Zgoda - nie skosztowałem jeszcze nawet ułamka tego, co oferuje mi ta ziemia. Dwadzieścia dwa regiony winiarskie prezentują różne oblicza winiarskiego świata - ja zaś nie zawitałem nawet w połowie z nich... Wstyd - możnaby rzec, że sięgam po coś innego, skoro tyle dobra mam pod ręką.
Jednak człowieka ciągnie do innego, nieznanego... Dla mnie takim światem są Włochy, a szczególnie ich południe. Od czasu pewnej kolacji w Kampanii, i doskonałego wina tam spróbowanego, do dziś poszukuję tego zaginonego ideału, wina doskonałego... Jeszcze wtedy nie byłem świadomy, żyłem w błogiej nieświadomości, którą to wino obudziło. Byłem na tyle nieświadomy, że nawet nie zapisałem sobie jego nazwy - i w ten sposób na wieki zaginęło - jednak wrażenia pozostaną w mojej pamięci na zawsze.
Jakiś czas temu wybrałem się niedzielnym popołudniem na spacer do jednego z niewielu otwartych w ten dzień sklepów. Wstąpiłem przy okazji do butikowego sklepu a másik bolt, gdzie moje oko przykuła smukła, piękna butelka, napis Negroamaro i Puglia IGP. Propozycja z tych nie do odrzucenia, zwłaszcza dla tych, którzy w tamtych okolicach szukają swojego Świętego Graala. Skusiłem się, jednak butelka poczekała na swoją kolej. Dziś nadeszła kolej na nią.

 

Zawartość jest tak samo kusząca jak samo opakowanie (fot. ze strony winkolekcja.pl) 

Otwierając butelkę miałem przeczucie, że trafiłem na coś wyjątkowego. Nie oczekiwałem jednak doskonałości, ideału, bo ten już dawno zaginął. Na początku pojawiła się przepiękna, ciemnopurpurowa barwa z fioletowymi refleksami. Potem pojawiły się aromaty owoców leśnych, czarnej porzeczki, wiśni, lekkie nuty ziołowe. W ustach jest to bardzo eleganckie wino, na początku lekko muskającą, delikatną słodyczą z miękkimi taninami, wyraźną nutą owoców leśnych. Bardzo harmonijne, zbalansowane. W tle lekkie nuty ziemiste. Finisz długi, wyraźnie owocowy - pojawiają się lekki posmak czerwonych jabłek. 
Jest to wspaniałe wino, posiadające wyraźną głębie i cudowną owocowość, którą nieco tylko ugładziło czteromiesięczne dojrzewanie w beczce. Alkohol jest wyczuwalny, ale jego 13% w żadnym stopniu nie przesłania zalet tego wina. Ocena: ****. Cena:  4200 HUF (64 PLN), w Polsce dostępne za ponad 20 złotych mniej. Dzięki niemu, pomimo zimy czuję się, jakbym się przechadzał pomiędzy domkami trulli w Arbelobello. To doprawdy wspaniałe uczucie.

Przyznam szczerze, po dziś dzień nie byłem fanem wytrawnych szamorodnich. Być może dlatego, że tylko raz udało mi się trafić na takie, któr...

Przyznam szczerze, po dziś dzień nie byłem fanem wytrawnych szamorodnich. Być może dlatego, że tylko raz udało mi się trafić na takie, które było dziełem samym w sobie - mającym ponad 30 lat i podawanym w Muzeum Wina w Vác. Od tamtej pory nie spotkało mnie ze strony tych win nic ciekawego, zaskakującego. Za wyjątkowo silną kwasowością rzadko kiedy stoi niesamowita złożoność, którą tak często można ujrzeć w winach słodkich. Dziś jednak odważyłem się ponownie spróbować przedstawiciela tego rodzaju win tokajskich, wyprodukowanego przez jedną z większych wytwórni regionu - gospodarującą na 17 ha Sajgó Pincészet z Tolcsvy. Wina te są dostępne prawie wszędzie, gdyż jednym z dystrybutorów jest popularna sieć SPAR.

 

Wcześniejszy model w tej samej odsłonie (fot. ze strony producenta) 

Próbowane dzisiaj wino to trunek z rocznika 2012. Posiada złotą barwę, w nosie wyczuwalne są aromaty botrytisu, suszonych owoców a zwłaszcza śliwki, w tle pojawia się również złożona nuta dębowa. W ustach na pierwszym planie jak zwykle kwasowość, do której dołącza solidna ekstraktywność, orzech włoski, owoce suszone, dym jak z wędzalni, a na finiszu zielone jabłko - jednak wszystko to jakieś takie płaskie. Nuty te nie do końca ze sobą współgrają, a wysoka kwasowość jeszcze podkreśla te niespójności. Tak więc wciąż nie znalazłem tego czegoś, czego od dawna szukałem w tych winach - dla mnie to przemysłowe, proste wino, któmu daleko do chwały wielkich wytrawnych szamorodnich. Ocena: **. Cena 1500 HUF (21 PLN). Można, ale po co?

Wczoraj umówiliśmy się ze znajomymi na małą degustację - po raz pierwszy mieliśmy okazję umówić się na wino, co niewątpliwie przysporzyło m...

Wczoraj umówiliśmy się ze znajomymi na małą degustację - po raz pierwszy mieliśmy okazję umówić się na wino, co niewątpliwie przysporzyło mi radości. Nasi gospodarze - Michał i Ania przygotowali się do tej roli znakomicie, przez co zakąski do wina pod postacią serów, szynek, orzechów i winogron w momencie naszego przybycia czekały już na swojego towarzysza. A towarzysz to nie byle jaki! Bock Royal Cuvée to jedna z droższych etykiet od tego znanego producenta z Villány. Jest to kupaż składający się z bordoskich szczepów (Cabernet Sauvignon, Merlot, Cabernet Franc) doprawiony Pinot Noir i leżakowany w beczkach przez 22 miesiące.

 

Wspaniały trunek (fot. ze strony bortarsasag.hu)
W konsekwencji otrzymujemy wspaniałe, piękne wino. Nie powstaje ono w każdym roczniku, a rok 2007 był dla winiarzy z południa Węgier niewątpliwie łaskawy. Czerwona, wpadająca w pomarańcz barwa, wyraźne łzy (14,5% alkoholu - który z resztą nie daje o sobie mocno znać) oraz wspaniały zapach owoców leśnych, tytoniu od razu zachęca do zagłębienia się w zawartość kieliszka. A jest w co się zagłębiać! Wino to posiada niesamowitą głębię, bardzo solidną strukurę, jest niesamowicie złożone. Wyczujemy tu zarówno nuty owocowe - owoce leśnie, wiśnie, jak i nuty pieprzne, dym, gdzieś w tle pelęta nam się nuta ziemna. Wino do kontemplacji i długich dyskusji. Każdy z nas był ukontentowany, choć trzeba było zaczekać, by wino się otworzyło i pokazało swój potencjał. Cena: ostatnia dostępna 4850 HUF (69 PLN) - wino to już nie jest dostępne w sprzedaży, ja dostałem je od sommeliera pracującego u samego Bocka. Ocena: ****. Jeśli możecie gdzieś je dostać, serdecznie polecam!

Słowenia to piękny kraj - słyszałem to wielokroć, ale jeszcze nie dane mi było ruszyć na południowy zachód, by dotrzeć do małego, górzysteg...

Słowenia to piękny kraj - słyszałem to wielokroć, ale jeszcze nie dane mi było ruszyć na południowy zachód, by dotrzeć do małego, górzystego państwa, które w naszej świadomości słynie raczej ze skoczków narciarskich i Velikanki, aniżeli z win (choć takie pojawiały się już np w Biedronce). Kilka dni temu dostałem w prezencie butelkę od słoweńskiej koleżanki z pracy, dziś postanowiłem jej skosztować. Jest to czerwone wino pochodzące z regionu Bela krajina znajdującego się w południowo -wschodniej Słowenii. Metliška črnina jest kupażem kilku szczepów, w jego skład mogą wchodzić: Blaufränkisch, Žametovka (te dwa szczepy są obowiązkowe) oraz Blauer Portugieser, St. Laurent, Gamay, Pinot Noir i Zweigelt. Nazwę swą bierze od gminy Metlika, jej nazwa jest zastrzeżona prawnie. Producentem jest Jožef Prus, który gospodaruje na kilkunastu hektarach w Krmačinie koło Metliki.  Osiąga on międzynarodowe sukcesy, m.in nagrody Decantera. 
 
Do posiłku w sam raz (fot. ze strony producenta)

Ja dostałem wino z podstawowej linii - Metliška črnina 2014. Jak już wspomniałem jest to czerwone wino, sprzedawane w litrowych butelkach. Charakteryzuje się ono jasną, czerwoną barwą, w nosie wyczuwalne są aromaty suszonej śliwki, przypraw, tytoniu. W ustach jest to bardzo lekkie wino - posiada wyraźną kwasowość, dominuja nuty wiśni oraz śliwki, w tle czarna porzeczka, na finiszu pojawia się czerwone jabłko. Nie jest to rewelacyjne wino, brakuje mu głębi, ale nie posiada też wyraźnych błędów - ot przeciętne, lekkie czerwone wino. W swojej cenie (ok 3,84 EUR = 17 PLN) zupełnie pijalne i godne polecenia. Ocena: **. Póki co muszę odłożyć plany podróży do Słowenii na półkę, jednak mam nadzieję, że jeszcze w tym roku będzie dane mi tam przybyć i zachwycić się spektrum tamtejszych win, które z racji tak skromnego materiału badawczego nie było mi dane.

Za dychę? Warto się skusić... (fot. ze strony www.bortarsasag.hu) Korzystając z okazji w Nowy Rok zakupiłem tą butelkę skuszony jej ni...

Za dychę? Warto się skusić... (fot. ze strony www.bortarsasag.hu)

Korzystając z okazji w Nowy Rok zakupiłem tą butelkę skuszony jej niewiarygodnie niską ceną. 649 HUF (9 PLN - słownie dziewięć polskich złotych) to cena niewiarygodnie niska, zwłaszcza jeśli chodzi o wina tak renomowanego producenta. Wyczuwam jakąś pomyłkę osoby, która ocenowała ją, gdyż w innych sklepach to samo wino kosztuje o 1000 HUF więcej. Przechodząc do samego trunku, ma on jasnozieloną barwę, w nosie wyczujemy przyprawy, nuty trawy oraz grapefruita. W ustach lekkie, świeże, na pierwszy plan wysuwają się cytrusy, w tle wyczuwalne aromaty trawy, przypraw, zielonej papryki, finisz z lekką nutką goryczy, podobną do tej grapefruitowej. Radosne wino, w sam raz do popijania samo, lub do ryb czy też białych mięs. Zawartość alkoholu: 12,5%. Ocena: ***. Jeśli uda się wam je dostać w tej cenie, bierzcie skrzynkami. Za te pieniądze lepszego wina po prostu nie znajdziecie. W tej cenie dostałem je tu.

Nadszedł już długo wyczekiwany Rok Pański 2016, więc z mej strony pora na trochę podsumowań, ale również przede wszystkim planów, które obe...

Nadszedł już długo wyczekiwany Rok Pański 2016, więc z mej strony pora na trochę podsumowań, ale również przede wszystkim planów, które obejmą tego bloga i całą moją działalność. Bloga prowadzę aktywnie od października 2014 roku. Za ten okres czasu miałem nieco ponad 10000 wyświetleń, które napawają mnie optymizmem, choć oczywiście mogłaby to być liczba wielokrotnie większa. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę z perspektywy w jakiej jestem - czyli Węgier, gdzie aktualnie mieszkami i pracuję. W związku z tym naturalnym jest, że działam w oderwaniu od polskiego rynku winiarskiego, a koncentruję się na rynku węgierskim - nie dla każdego jest on tak interesujący, jak dla mnie. Można oczywiście skupić się na jednym temacie - jak pan Gabriel Kurczewski z Blisko Tokaju - i robić przy tym dobrą robotę, jednak wiem, że nie przyniesie to takiej popularności, jak np. wina w określonej, zazwyczaj niskiej półce cenowej. Ja zaś dalej będę dalej pisał głównie o winie węgierskim - gdyż najbliższa przyszłość wiąże mnie z tym krajem.

Plany na rok 2016 są ambitne - celem jest 50 tysięcy wyświetleń, co wymusza znacznie częstsze pisanie - jestem tego w pełni świadom - ale nie chodzi tu zaledwie o częstsze pisanie, ale także o poprawę jakości, zarówno treści, jak i formy - i tu dochodzimy do punktu, gdzie muszę ogłosić, iż nieco zmieni się design bloga - jak wiadomo, wszystko płynie i zmiany są nieuniknione. Postaram się także o lepszą jakość zdjęć, ale na dzisiejszy dzień jest to jeszcze melodia przyszłości. Kolejnym, znaczącym planem w mojej winiarskiej edukacji będzie kurs WSET, który chciałbym podjąć jeszcze w pierwszej połowie roku. Dokształcać należy się zawsze, zwłaszcza w tak szybko ewoluującej branży, jak ta, o której piszę. W tym roku nie zabraknie również mojej obecności na licznych winiarskich wydarzeniach, szczególne tu, na Węgrzech - począwszy od stycznia - Etyeki Téli Piknik, poprzez Vince Budapest w marcu, po Budavári Bor Fesztivál we wrześniu. Po drodze czeka mnie jeszcze kilka innych festiwali, imprez, chciałbym m.in. pojawić się na festiwalu Bor, Mámor, Bénye... Będą również prasówki z węgierskich gazet winiarskich oraz recenzje nowych książek.

Postaram się być także bardziej aktywny na facebooku, gdzie już teraz możecie znaleźć odnośniki do poszczególnych postów, ale także informacje o krótkich, jednorazowych promocjach, które niespecjalnie nadają się na posta w blogu. Zmian będzie dużo, będę z czasem o nich informował. Chciałbym również nawiązać lepszy kontakt z innymi blogerami, a także z tutejszymi winiarzami - być może któremuś pomogę znaleźć dystrybutora w Polsce? Z czystą przyjemnością pomogę również dystrybutorom - dzięki temu, że porozumiewam się w języku węgierskim, być może pomogę otworzyć jakieś ciężko zatrzaśnięte wrota? Chciałbym sobie tego życzyć.
Dziękuję Wam wszystkim, Drodzy Czytelnicy, i proszę o dalsze śledzenie bloga, który prowadzę przede wszystkim dla Was. Na sam koniec, życzę każdemu winomanowi wspaniałego, bogatego w dobre wina Roku 2016!!!
Obsługiwane przez usługę Blogger.