Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mátra. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mátra. Pokaż wszystkie posty

Wczorajszym późnym wieczorem odwiedziłem Zamek Vajdahunyad w Lasku Miejskim w Budapeszcie, gdzie rokrocznie odbywają się dwa znaczące wydar...

Młodsza siostra Furminta. 3 Noc Hárslevelű na Zamku Vajdahunyad

Wczorajszym późnym wieczorem odwiedziłem Zamek Vajdahunyad w Lasku Miejskim w Budapeszcie, gdzie rokrocznie odbywają się dwa znaczące wydarzenia w kalendarzach wielbicieli wina. Jednym z nich jest główna degustacja lutowego Furmint Február, a drugim pozostająca w jego cieniu Noc Hárslevelű (Hárslevelű Éjszakája). Nie ma co się oszukiwać - choć jest do drugi z głównych tokajskich szczepów, raczej nigdy nie dorówna sławie swojemu większemu bratu. Nie ma za sobą takiego marketingu, a moim skromnym zdaniem także  mniejszy potencjał, przynajmniej jeśli chodzi o walory smakowe. Samo wydarzenie jest jednak dowodem na to, że ktoś próbuje pomóc mu wyjść z cienia Furminta.

 

Wyjątkowa sceneria... (fot. własna)

Po przybyciu na miejsce skierowałem swoje kroki ku stoisku z książkami, gdzie znalazłem Tokaj Wine Guide 2016 oraz Tokaj - People and Wineyards. Obydwie zakupiłem i miałem okazję zamienić parę słów z autorem - Dánielem Kézdym, który jest również pomysłodawcą wczorajszego wydarzenia i chodzącą skarbnicą wiedzy o Tokaju. Tak naprawdę to z tej imprezy zapamiętam bardziej spotkania z ludźmi, wymianę poglądów i doświadczeń, aniżeli same wina, spośród których mało było takich, które zupełnie zapadłyby mi w pamięć. Ku mojemu zaskoczeniu pojawiło się kilka win z wyraźnymi wadami, które nigdy nie powinny stanąć na stołach producentów. Zaskoczenia? Inspirujący okazał się Géza Lenkey, który przywiózł dwa dojrzałe już roczniki (2005 i 2009), Dubicz Borászat z półwytrawnym Hárslevelű 2008 z późnych zbiorów oraz Kerekes Szőlőbirtok és Pince z niesamowicie aromatycznym, egzotycznym Hárslevelű 2015 (próba beczkowa). Poniżej pewnego poziomu nie zeszły Kikelet Pince, Gróf Degenfeld czy też Zsirai Pincészet. Miło wspominam również wina z Pinceköz, Pajzos-Megyer, Gizella Pince.

 

Wyjątkowi winiarze (fot. własna)

Jednak najlepszym, najbardziej dojrzałym i dopieszczonym winem, którego skosztowałem na tej degustacji było Balassa Betsek Andezit Hárslevelű 2013 Magnum. Po prostu poezja winiarstwa. Złota barwa, w nosie lekkie nuty cytrusowe, rumianek, nuty kwiatowe. W ustach solidna, wyraźna kwasowość, potężna mineralność - człowiek ma wrażenie, jakby lizał tą mokrą skałę z Betsek. Dalej brzoskwinie, miód, kwiaty. Złożone, gęste, wielkie. Ocena: ****/*****. Kiedy chciałem wrócić po kolejną porcję już go nie było... Drugim winem, które chciałbym wyróżnić było Lónyai Hárslevelű 2015 od Stéphanie Berecz. To zaledwie próba beczkowa, ale już pokazuje potencjał, na jakie stać wina ze stanowiska Lónyai. Bladozielone, w nosie wyraźne nuty kwiatowe, brzoskwinie, nieco muszkatowości. W ustach bardzo wyraźna, świeża kwasowość, mineralność, mango. To wszystko podkreślone niewielkim cukrem resztkowym. Finisz z zielonym jabłkiem. Ocena: ****. Ostatnim, którego wino tak bardzo zapadło mi w pamięć było Lenkey Hárslevelű 2005 o bursztynowej barwie, w nosie wyczuwalnych suszonych owocach, wanilii, śliwce. W ustach niesamowicie żywa, świeża kwasowość, susz owocowy, nieco nut dymnych oraz miodowych. Gęste, krągłe, godne podziwu. Ocena: ****. 

 

I nade wszystko - wyjątkowe wina! (fot. własna)

Cieszę się, że pomimo długiego wahania przybyłem na tą imprezę. Skosztowałem wspaniałych win, poznałem wyjątkowych ludzi oraz zebrałem sporo materiału do nauki. Węgierskie wina mają tyle różnych, ciekawych obliczy, że nie warto rezygnować z najmniejszej nawet możliwości, by z nimi obcować. Degustowałem i przyjemnie spędziłem ten wieczór na koszt własny.


Zöldveltelini, czy też Grüner Veltliner, to szczep, który na Węgrzech często się pojawia, choć do tej pory wina z niego powstałe mnie nie z...

Zöldveltelini ze stoków Mátry

Zöldveltelini, czy też Grüner Veltliner, to szczep, który na Węgrzech często się pojawia, choć do tej pory wina z niego powstałe mnie nie zachwycały. Brakowało mi w nich nerwu, tej pikantości, która się pojawia w austriackich winach, zwłaszcza tych, produkowanych w Wachau. Dlatego też przez pewien czas nie sięgałem po nie. Ostatnio jednak, kupując bilet na degustację w sieci Borháló, zdecydowałem także spróbować jednego z win, które spotkałem na ich półkach - i w ten sposób sięgnąłem po Szőke Mátrai Zöldveltelini 2014. Jest to produkt 35 ha winnicy położonej na południowych zboczach najwyższego pasma górskiego Węgier, w obrębie wsi Gyöngyöstarján. Uprawia się tu głównie białe szczepy, choć występują także czerwone. Jest to rodzinne przedsiębiorstwo, w którego pracach biorą udział już trzy pokolenia, począwszy od założyciela Mátyása Szőke.

 

Dobrze było znów zapoznać się z tym szczepem... (fot. ze strony producenta)

Tenże Zöldveltelini jest zdecydowanie jednym z lepszych tego typu win, jakie piłem na Węgrzech. Charakteryzuje się jasnozieloną barwą, w nosie wyczuwalne są nuty pieprzu, przypraw, trawy, ale także w tle wyczułem także ananas. W ustach również pojawia się charakterystyczna dla tego szczepu pikantość, jest też bardzo przyjemna, łagodna kwasowość, aromaty cytusów, trawy. Lekkie, przyjemne, w sam raz na lato. Co prawda daleko mu jeszcze do poziomu ekspresji, którą spotyka się w austriackich trunkach, lecz jest to naprawdę dobre wino. Cena: 1700 HUF (23 PLN). Ocena: ***.

Ostatnie upały nie ułatwiały degustacji win, ani tym bardziej pisania o nich. Wraz z lekkim ochłodzeniem ruszyłem w miasto i odkryłem nowy ...

Lato w pełni - Koch Villányi VA Cabernet Sauvignon, Kékfrankos 2014

Ostatnie upały nie ułatwiały degustacji win, ani tym bardziej pisania o nich. Wraz z lekkim ochłodzeniem ruszyłem w miasto i odkryłem nowy sklep, który wypełniają głównie produkty z małych, lokalnych winiarni. Nazwa tego miejsca brzmi a másik bolt, czyli inny (tj. następny, kolejny) sklep, a można w nim kupić również wszelkiego rodzaju zdrową żywność, począwszy od ziemniaków kończąc na różnego rodzaju lokalnych serach. Trafiłem tam przypadkiem, bo w niedziele sieciówki są zamknięte, a akurat ten mały sklep pozwolił mi zaopatrzyć się w imbir. Kilka dni później pojawiłem się w nim ponownie, by zakupić wina - jedno z Apuli, a drugie węgierskie, z nad Balatonu. Na ich degustacje jeszcze przyjdzie czas.

Nowe odkrycie (fot. strona facebook sklepu a másik bolt)

Dziś zaś znowu miałem ochotę na róż. Kupiłem więc Koch Villányi VA Cabernet Sauvignon, Kékfrankos 2014. Wino o jasnoróżowej barwie, z widocznymi bąbelkami, w nosie wyczujemy aromaty owoców cytrusowych i przypraw. Usta również mocno cytrusowe, solidna mineralność, łagodna kwasowość zbalansowana minimalnym cukrem resztkowym, niewielka ilość dwutlenku węgla, która dodaje świeżości, i krótki, owocowy finisz. Ogólnie wino całkiem pozytywne, w swej kategorii cenowej to dobry wybór, szczególnie przy tej pogodzie. Cena: 999 HUF (13 PLN), ocena: ***. Dodatkowym bajerem jest pojawiający się termometr, jeśli temperatura wina spadnie poniżej 12 stopni.

Termometr widoczny, a więc wino schłodzone (fot. własna)
Obsługiwane przez usługę Blogger.