Wczoraj wieczorem wybrałem się na małą degustację, która miała miejsce we wspomnianym już kiedyś sklepie o swojskiej nazwie a másik bolt (...

Wczoraj wieczorem wybrałem się na małą degustację, która miała miejsce we wspomnianym już kiedyś sklepie o swojskiej nazwie a másik bolt (inny sklep). Było to prawdziwie kameralne wydarzenie, które prowadził winarz Zsolt Ipacs. Zamysłem właściciela sklepu jest, by odbywało się regularnie i było przystępne cenowo, koszt każdej degustacji wynosi 2000 HUF (28 PLN), z czego połowę z tej sumy można wydać na dowolny produkt. Tym razem nie było żadnego motywu przewodniego - do degustacji podano dziewięć win, z czego jedno było próbą beczkową, tak złą, że szkoda nawet o niej wspominać. Pozostałych osiem poddaliśmy wnikliwej ocenie, ponieważ część nie była elementem asortymentu i m.in. od naszej opinii zależało, czy pojawią się one na półkach.

 

Degustację prowadził ten o to miły pan (fot. własna)
Pierwszym z testowanych win było Mari Bora Sauvignon Blanc 2015 od Fabro Pince z regionu winiarskiego Tolna. Można powiedzieć, że jest to arcytypowy przykład win z tego szczepu - bladozielona barwa, w nosie wyczuwalna trawa, ananas, cytrusy, ale i klasyczne kocie siki, w ustach łagodna, lekka kwasowość, agrest, ananas, nuty pieprzne oraz cytrusy. Lekkie, przyjemne, w sam raz na lato. Ocena: ***. Kolejnym i zarazem ostatnim białym winem było Cserszegi Fűszeres 2015 od Megyeri-Hanti Pince z Monor w regionie winiarskim Kunság. Ma ono bladożółtą barwę, w nosie wyczujemy nuty kwiatowe, brzoskwinię, nieco nut pikantnych. W ustach na pierwszy plan wysuwa się przyjemna kwasowość, potem pojawiają się cytrusy, mango. Bardzo lekkie, owocowe. Finisz z lekką goryczką. W sam raz na lato: ***/****.

 

Dopiero co wyszły z lodówki... (fot. własna)

Następnie nadeszła kolej na róże. Przyznam szczerze - tutaj bardzo się rozczarowałem. Zaczęliśmy od Rosé 2015 od Fabro Pince, które charakteryzuje się bladoróżową barwą, w nosie zaś wyczuwalne są porzeczki,grapefruit, nieco nut pikantnych. W ustach łagodna goryczka, dalej nuty porzeczek, ładnie podkreślona kwasowość oraz grapefruit na finiszu. Wszystkiego jest tutaj za mało, by było to wino, po które warto sięgnąć. Przeciętne. Ocena: **. Następne w kolejności Petrányi Rosé 2015 od producenta o tej samej nazwie, działającego w Csopak na północnym brzegu Balatonu, to największa porażka tej degustacji. O ile do malinowej barwy nie można się przyczepić, to w nosie pojawiają się dziwne nuty wędzonki, stajni, suszonych śliwek, w ustach zaś jest jeszcze gorzej. Wszystko to potwornie zieje niezbyt zresztą wysokim alkoholem. Ocena: *. Nie sięgajcie, nawet jeśli dają za darmo! Ostatnim w kolejce różem było Csetvej Rosé 2015 od Megyeri-Hanti Pince. Ma ono malinową barwę, która znajduje swoje odbicie także w nosie, gdzie oprócz niej pojawia się jeszcze porzeczka. W ustach wyraźnie owocowe, mamy tu porzeczki, maliny, krągłe, dość ekstraktywne, wyczuwalny jest także dwutlenek węgla, który dodaje mu jeszcze świeżości. Na finiszu nieco nut czerwonego jabłka. Ocena: ***. Na piknik w sam raz.

 

Pijcie Zweigelty, bo dobre są! (fot, własna)

Na sam koniec nadeszła pora na wina czerwone, którymi były trzy różne wariacje na temat Zweigelta. Pierwszym był Bükki Zweigelt 2013 z winnicy Sándor Zsolt Pincészete z regionu winiarskiego Gór Bukowych. Posiada ono rubinową barwę, w nosie wyczuwalne wiśniowe, czereśnie, nuty dymne oraz drzewne. W ustach przyjemnie owocowe - pod postacią wiśni i czereśni, łagodnie zaznaczona kwasowość, dobra struktura. Wyczuwalny jest tu także wpływ beczki - wanilia, ale nie na tyle, by zrobiło krzywde temu winu. Bardzo pijalne. Ocena: ****.  Następnie nadeszła pora na Kristinus Zweigelt 2013 z regionu winiarskiego Balatonboglár. Posiada ono ciemnoczerwoną barwę, w nosie wyczuwalna beczkowa wiśnia, wanilia, dżem śliwkowy. W ustach dżem z wiśni, gęste, ekstraktywne, ale niestety zabiła je węgierska choroba, czyli przesadne użycie beczki. Potężne taniny, dużo wanilii, dużo nut dymnych. Ocena: **/***. Męczące, choć wiem, że są ludzie, którzy lubią ten styl... Ostatnim winem panelu był Soproni Zweigelt od Tibora Molnára. Bardzo mała produkcja, zaledwie 1400 butelek. Wino to charakteryzuje się rubinową barwą, w nosie wyczuwalne wiśnie, czereśnie, owoce leśne oraz wanilia. W ustach lekkie, owocowe, bardzo łagodna kwasowość, miękkie taniny, bardzo delikatne nuty waniliowe. Eleganckie, przyjemne wino, bezapelacyjny zwyciężca tej degusacji. Ocena: ****. Tak dobre, że nie mogłem się powstrzymać i kupiłem butelkę dla siebie. Z pewnością wezmę udział w kolejnym takim wydarzeniu, bo pojawiają się tu wina, których nie zobaczymy na skepowych półkach - a ja lubię niespodzianki. Degustowałem na koszt własny.

Czasem długo noszę się z otwarciem wina. Z nieznanych powodów czekam na odpowiedni moment, choć ten zdaje się nigdy nie przychodzić. Czas m...

Czasem długo noszę się z otwarciem wina. Z nieznanych powodów czekam na odpowiedni moment, choć ten zdaje się nigdy nie przychodzić. Czas mija, wino sobie leży w zakątku mojej spiżarni, a ja w międzyczasie kupuję i otwieram inne. Dziś jednak miałem ochotę na coś białego, wytrawnego. Otworzyłem drzwi spiżarni... i nic. Parę win słodkich, kilka czerwonych, ale białych, wytrawnych - jak na lekarstwo. Skoro więc nie ma się tego co się lubi... to się wybiera półśrodki. Takie jak na przykład wino półwytrawne. W związku z tym sięgnąłem po wcześniejszy zakup - czyli półwytrawnego furminta z Obzidián Bormanufaktúra.

 

Arcydzieło. I co z tego, że półwytrawne? (fot. własna)
 
Zakupione w zeszłym roku na festiwalu wino wciąż sprawia wielką przyjemność. Posiada jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalne są aromaty miodu, kwiatów, brzoskwinii oraz mango ale też lekka pikantość. W ustach króluje delikatna słodycz, która łagodzi solidną kwasowość. Dobrze widoczne są nuty mineralne, cytrusy, zielone jabłko. Średnia budowa, czysta forma, bardzo eleganckie wino. Finisz z nutą zielonego jabłka. Bardzo, ale to bardzo polecam. Ocena: ****. Cena: 3000 HUF (42 PLN).

Rzadko kiedy tacy winiarze pojawiają się w Budapeszcie. Ich win nie znajdziemy na sklepowych półkach, a jeśli chcemy ich skosztować, to alb...

Rzadko kiedy tacy winiarze pojawiają się w Budapeszcie. Ich win nie znajdziemy na sklepowych półkach, a jeśli chcemy ich skosztować, to albo musimy wybrać się do najlepszych restauracji w mieście, albo też trzeba się wybrać na górę, gdzie powstają. Charakteryzuje je jedna rzecz - nie są tanie. Mało kto sięgnie po butelkę za ponad 70 zł w kraju, gdzie przywoite wino od dobrego producenta kosztuje w granicach 20-40 złotych. A wczorajsza degustacja to była prawdziwa okazja - możliwość spróbowania 8 win w cenie niecałych 50 złotych (3500 HUF). Podczas degustacji Stephan opowiadał jak z kierowcy testowego zostać winiarzem i w jaki sposób trafił na Somló oraz odpowiadał na pytania zgromadzonych. W międzyczasie degustowaliśmy owoce rąk jego pracy, podane w trochę chaotycznym porządku (nawet zapowiadana lista win się zmieniła bo akurat Stephan zapakował coś innego...). Zaczęliśmy od Juhfarka 2013. Z początku daje się poznać jako niepozorne wino o jasnozłotej barwie i bardzo delikatnym nosie, w którym wyczujemy nieco nut kremowych, cytrusy, miód, suszone owoce a nawet wanilię. W ustach bardzo przyjemna, wyraźna kwasowość, nuty cytrusowe, jednocześnie jest to bardzo krągłe, lekkie. Zauważalna jest tu mineralność Somló, w tle delikatna goryczka, nieco suszonych owoców, w finiszu wyczuwalne nuty zielonego jabłka. Dla mnie: ****. Dobry początek.

 

Stephan opowiada o swoich winach (fot. własna)

Drugim podanym winem było Hárslevelű 2013. Mamy tu jasnozłotą barwę, w nosie wyraźne nuty suszonych owoców, wyczuwalną pikantność i typowe dla szczepu aromaty kwiatowe. W ustach jest natomiast zielone, wyraźnie kwasowe, na pierwszy plan wysuwają się nuty trawiaste, cytrusowe. Dalej pojawia się delikatna goryczka i nieco nut jabłkowych. Bardziej płaskie i mniej emocjonujące od poprzednika, choć wciąż to eleganckie wino. Ocena: ***. Kolejnym trunkiem, który zagościł w naszych kieliszkach było Chardonnay 2013. Jasnozłota barwa, w nosie nuty kremowe, cytrusowe, owoce egzontyczne. W ustach przyjemna kwasowość, wyczuwalna mineralność, świeżość. Zielone, pikantne. Na lato w sam raz. Ocena: ***/****. Do połowy degustacji dobrnęliśmy wraz z Nászéjszakák Bora 2013. Jest to kupaż Juhfarka, Olaszrizlinga i Furminta o jasnozłotej barwie, w nosie złożone, mamy tu zarówno nuty cytrusowe, jak i kremowe, dymne, suszone owoce i brzoskwinię. W ustach burza owoców, aromaty kwiatowe, trawy, miód, suszone owoce i cytrusy. Ekstraktywne, wyraźnie wyczuwalna goryczka, na finiszu wyraźnie wyczuwalne nuty migdałów. Świetne wino. Ocena: ****. Następnie płynnie przeszliśmy do Nászéjszakák Bora 2011. Wino to ma bladozłotą barwę, w nosie wyczuwalne aromaty zielonego jabłka oraz nuty kwiatowe, miodowe, suszonych owoców, moreli. W ustach wyczuwalna lekka kwasowość, nuty owocowe - zielonego jabłka, pigwy, gruszki. Mamy też niewielką słodycz oraz lekką goryczkę i nuty migdałów. Jedynie o cień gorsze od swojego poprzednika. Ocena: ****. Kolejne podane wino, to Juhfark 2011. Pamiętając pierwsze wino oczekiwałem czegoś ciekawego... i się nie zawiodłem. Wino to posiada jasnozłotą barwę, w nosie pojawiają się nuty mineralne, kremowe, nieco cytrusów oraz nuty zielonych owoców. W ustach wyraźna kwasowość którą balansuje delikatna słodycz, oleistość, jest to krągłe, ekstraktywne wino oraz delikatne cytrusy. Na finiszu migdały. Eleganckie, złożone wino. Zdecydowanie najlepsze wino degustacji. Ocena: ****/*****.

 

Sprawca całego zamieszania na pierwszym planie (fot. własna)

 Na sam koniec otrzymaliśmy do degustacji dwa Olaszrizlingi. Rocznik 2013 posiada bladozieloną barwę, w nosie wyczuwalne są typowe dla tego szczepu nuty cytrysowe, trawy oraz pikantne. W ustach pojawia się słodycz (i to nie tylko ta z ekstraktu, a cukier resztkowy - mamy tu bowiem wino półwytrawne), delikatną kwasowość, nieco nut zielonych, cytrusy, agrest, dalej natomiast pojawiają się nuty gruszki, jabłka i pigwy oraz miód, które sprawiają, że wino to jest bardzo, ale to bardzo pijalne. Moim zdaniem do Juhfarka mu trochę brakuje, ale i tak jest to świetny wybór. Ocena: ****. Rocznik 2009, posiadający jasnozłotą barwę zaskoczył nas nieco nieprzyjemnymi nutami pleśni, warzywnymi, także jakby nieco zjełczałego masła, dopiero za nimi wyhaczyłem nieco nut cytrusowych. Pytanie na ile była to kwestia butelki? Trudno powiedzieć. W ustach poprawne, wyczuwalna delikatna słodycz, cytrusów, trawy, w tle lekka goryczka a na finiszu zielone jabłko. Gdyby nie ten nieprzyjemny nos, to byłoby to wino podobnego poziomu, co jego poprzednik. Ocena: ***. Sam nie mogłem się nie skusić i zakupiłem Juhfarka 2011. Ze Stephanem zaś zamieniłem parę słów i choć muszę przyznać - nie jest to łatwa do scharakteryzowania i zaszeregowania figura, to wina tworzy wspaniałe, a i humor ma nieprzeciętny. Być może kiedyś trafi się importer, który będzie chciał sprowadzić te wina, nawet pomimo ich wysokiej ceny. Degustowałem w sklepie Borháló Liget na koszt własny.


Za oknami kwitną kwiaty, słońce pokazuje się znacznie częściej, niż jeszcze choćby miesiąc temu, słupki temperatury wskazują grubo ponad 20...

Za oknami kwitną kwiaty, słońce pokazuje się znacznie częściej, niż jeszcze choćby miesiąc temu, słupki temperatury wskazują grubo ponad 20 stopni - to czas by wyciągnąć z lodówki nasze ulubione butelki z różowym winem. Przeglądając magazyn VinCE znalazłem w nim rankich tychże, i sięgnąłem po najwyżej ocenione i akurat dostępne na półce wino. Było nim Nyakas Rosé 2015. Wielu wyczekiwało na ten rocznik z utęsknieniem, czas pokaże, na ile ich nadzieje znajdą odbicie w rzeczywistości.

 

Więcej, ja chcę więcej! (fot. ze strony producenta)

Nyakas Rosé 2015 to jakościowe wino z okręgu winiarskiego Etyek-Buda. W skład tego kupażu wchodzi Kékfrankos, Kadarka, Pinot Noir oraz Merlot. Posiada ono malinową barwę, w nosie wyczuwalne są poziomki, truskawki, maliny oraz czereśnie, gdzieś na końcu pojawia się delikatna pikantość. To wszystko znajduje także odzwierciedlenie w ustach, gdzie mamy potężną bombę owocową, przy zachowanej świeżości. Nuty poziomek, malin są wszędzię, podbite piękną kwasowością, w tle nuty grapefruita i delikatna goryczka. Bardzo świeże, bardzo przyjemne. Brać paletami i otwierać na majówkach (tylko tak, żeby policja się nie przyczepiła...). Cena: 1449 HUF (21 PLN). Ocena: ****.


Czasami trzeba podejmować szybkie decyzje. Nie zawsze wychodzi nam to na dobre, ale tym razem się udało. Od kilku dni szykowałem się na deg...

Czasami trzeba podejmować szybkie decyzje. Nie zawsze wychodzi nam to na dobre, ale tym razem się udało. Od kilku dni szykowałem się na degustację, która miała odbyć się w małym sklepiku w pobliżu mojego miejsca zamieszkania. Jednak brak informacji skłonił mnie do tego, by napisać do właścicieli na Facebooku, po czym otrzymałem wiadomość, że została ona przeniesiona na przyszły tydzień. Trzeba było w takim razie zorganizować zatępczy program - więc spojrzałem na stronę sieci Borháló - gdzie reklamowano degustację win z winnicy Csendes Dűlő z Badacsonyőrs - w firmowym sklepie w mojej dzielnicy. Przypadek? Nie wiem, ale musiałem tam się wybrać. Degustację prowadziła Julia Dóra Mészáros, która wkrótce przejmie rolę głównego winiarza (bo na razie się jeszcze uczy). Degustowaliśmy 7 win: 2 Olaszrizlingi, 2 Hárslevelű oraz 3 Kéknyelű.
 

Piękne wina z Cichego Pola (fot. własna)
 
Degustację zaczęliśmy od Olaszrizlinga 2014. Wszystkie wina powstałe w 2014 roku dojrzewały pół roku w beczce. Jest to nowy rozdział w historii winnicy, wszystkie wcześniejsze roczniki dojrzewały w tankach ze stali nierdzewnej. Ten Olaszrizling charakteryzuje się jasną, bladozieloną barwą, w nosię wyczuwalne są nuty trawy, przypraw, cytrusów. W ustach lekkie, wyraźna kwasowość, wyczuwalne aromaty cytrusów, zielonych owoców. Pojawia się także wyraźna goryczka oraz nuty zielonego jabłka. Całkiem przyjemne. Ocena: ***/****. Olaszrizling 2013 pokazuje inne oblicze od poprzednika. O ile barwa jest podobna, to w nosie oprócz nut zielonych, trawiastych, typowych dla tego szczepu pojawiają się nuty oksydacyjne, dymne, kremowe. W ustach więcej ciała, mniej kwasu, bardziej ekstraktywne, wyczuwalna mineralność, cytrusy. Bardziej złożone, choć brakuje mu lekkości. Ocena: ***.

 

Przepyszne przękąski (fot. własna)
 
Następnie nadeszła pora na Hárslevelű. Wino z rocznika 2014 posiada bladozieloną barwę z żółtymi refleksami, w nosie wyraźnie wyczuwalne nuty kwiatowe, cytrusy, nuty miodowe. W ustach jabłko, nuty miodowe, łagodna kwasowość, przyjemne choć bez rewelacji. Trochę zbyt płaskie.Ocena: ***. Rocznik 2013 charakteryzuje się jasnozieloną barwą, w nosie pojawiają się nuty kwiatowe, przyprawy, kremowe, nieco nut dymnych. W ustach zielone, łagodna kwasowość, wyraźnie wyczuwalna mineralność oraz lekka goryczka. W tle nieco aromatów miodowych oraz brzoskwinii. Trochę zbyt płaskie: ***.

 

Julia opowiada z pasją o winach (fot. własna)
 
Na sam koniec nadeszła pora na Kéknyelű. To bardzo ciekawy szczep, wymagający dużej uwagi, w okolicach Balatonu był obecny przez stulecia. Dawniej powstawało z niego wino dla zamożnych, za czasów realnego socjalizmu niemalże wyginęło (pozostało ok. 4 ha), od niedawna obserwuje się jego ponowny rozkwit. Rocznik 2014 posiada jasnozłotą barwę, w nosie kwiatowe wyczuwalne nuty owoców egzotycznych, banan, cytrusy. W ustach na pierwszy plan wysuwa się potężna kwasowość, zielone owoce, agrest, mineralność, lekkie, zarazem ma pazura. Piękne. Ocena: ****.  Kéknyelű 2013 ma jasnozieloną barwę, w nosie wyczuwalne nuty kwiatowe, cytrusowe, agrest oraz migdały. W ustach złożone, o bardzo łagodnej kwasowości, pojawiają się nuty agrestu, cytrusów, migdałów, dobrze wyczuwalna mineralność oraz solidna goryczka. Bardziej skoncentrowane od swojego poprzednika, acz brak mu jego lekkości. Ocena: ****. Kéknyelű 2012 charakteryzuje się jasnozłotą barwą, w nosie nuty agrestu, trawy, kremowe, wyczuwalne także nuty owoców egzotycznych. W ustach zielone jabłko, agrest, cytrusy, lekkie, przyjemne, solidna kwasowość, choć brak mu głębi tak widocznej w poprzedzających go trunkach. Ocena: ***/****.

 

Pełne półki czekają na kupujących (fot. własna)
 
Bardzo ciekawym było wysłuchać słów Julii, która z niesamowitą pasją opowiadała o swoich (choć jeszcze nie do końca) winach. Ich malutka winnica wciąż się rozwija, póki co gospodarują na 3 ha, docelowo planują powiększyć je do 4 ha. Oprócz tego powstanie też budynek gospodarczy oraz pomieszczenia dla gości. Warto śledzić rozwój tej winnicy, być może ich wina wkrótce trafią na polskie półki. Degustacja miała miejsce w Borháló Ferencváros, kosztowała 2000 HUF. Degustowałem na koszt własny.



Wtorek wieczór, przed nami jeszcze 3 ciężkie dni pracy... Pewnie jakoś doczłapiemy do końca tygodnia, choć nie obejdzie się bez mniejszych ...

Wtorek wieczór, przed nami jeszcze 3 ciężkie dni pracy... Pewnie jakoś doczłapiemy do końca tygodnia, choć nie obejdzie się bez mniejszych i większych przeszkód... Dlatego czasem warto sięgnąć po butelkę wina i zapomnieć na chwilę o problemach codzienności. Zwłaszcza, jeśli się pije wino ze stanowiska o nazwie Stanowisko Szubienicy (Akasztófa-dűlő). 
Na wino to natafiłem podczas zakupów w Lidlu. Podchodziłem do tego zakupu parę razy, zawszę odkładając je z powrotem na półkę. Aż w końcu zdecydowałem i schowałem je do koszyka. Nie miało jakiejś zawrotnej ceny, no ale białe, w dodatku słodkie wino z okręgu winiarskiego Villány? Z jednej strony mógł być kompletny niewypał, a z drugiej - coś na prawdę ciekawego.

 

W winnicy (fot. ze strony producenta)

Co do producenta, to strona podana na etykiecie to jakiś bubel - zamiast pakietów weselnych powinni zająć się porządnym promowaniem wina. Swoimi sposobami dotarłem natomiast do właściwej strony - gdzie zaczerpnąłem trochę informacji o winnicy. Zajmuje ona powierzchnię 5 ha rozsianą na 3 stanowiskach - Kopácsi Hát w lokalnym sanktuarium maryjnym w Máriagyűd i Akasztófa-dűlő oraz Városi Hegy w Siklós. Ich wina powstają z następujących szczepów: Olaszrizling, Riesling, Királyleányka, Hárslevelű, Portugieser, Kékfrankos, Kadarka, Cabernet Franc, Cabernet Sauvignon. Kontrolują wielkość zbiorów, dążąc w ten sposób do uzyskania wyższej jakości surowca. A jakie jest degustowane wino?

 

Przyjemność w każdej kropli (fot. własna)
Brunyai Pince Siklósi Olaszrizling 2013 to słodkie, biale wino z późnych zbiorów. Charakteryzuje je głęboka, złota barwa, w nosie wyczuwalne są aromaty miodu, brzoskwini, rodzynek, cytrusów oraz lekka pikantność. W ustach jest oleiste, krągłe, choć nie przesadne. Solidną słodycz równoważy równie solidna kwasowość. W tle mamy kawalkadę owoców: brzoskwini, mango, cytrusów, rodzynek. Wyraźne są również nuty miodowe. Mocno zaznaczony jest również alkohol - to wino ma aż 14% i nie jednego potrafi z pewnością doprowadzić do dobrego humoru. Średni finisz z nutami suszonych owoców. Ogólnie - polecam zarówno do ciast, jak i pite samo. Ocena: ***/****. Cena: 1299 HUF (18 PLN). Za tę cenę świetny strzał. Tylko ta szubienica....

Przyszedł czas, aby przedstawić też innych producentów z Somló - w największym stopniu na to zasługują. Tym razem będzie mowa o naprawdę mi...

Przyszedł czas, aby przedstawić też innych producentów z Somló - w największym stopniu na to zasługują. Tym razem będzie mowa o naprawdę mikroskopijnej produkcji - Barnabás Tóth gospodaruje na zaledwie 0,6 ha działce na południowym stoczu góry Somló, w stanowisku Aranyhegy Dűlő. Rocznie powstaje zaledwie około 2500 butelek, w dwóch wariantach jednoszczepowych - Furminta i Hárslevelű. Winnica powstała w 2000 roku, jednak pierwsze kilka lat wypuszczano wina wraz z innymi lokalnymi winiarzami jak Károly Kolonics, Stefan Spiegelberg oraz József Laposa. Od 2013 roku zapadła decyzja o samodzielnej produkcji i od tej pory wina powstają pod obecną nazwą Barnabás Pince. W tym samym roku Hárslevelű 2011 dostało się do pierwszej 100 najlepszych win rankingu gazety Népszabadság, zajmując zaszczytne 5 miejsce w kategorii białych win wytrawnych.

 

Takie skarby tylko na górze Somló (fot. własna)

Do degustacji podano dwa wina: Nagy-Somlói Hárslevelű 2013 oraz Furmint 2013. Pierwsze z nich, czyli Hárslevelű 2013 posiada jasnozłotą barwę. W nosie wyczuwalne są suszone owoce, kwiaty, miód, w ustach mamy solidnie zaznaczoną kwasowość, w tle pojawiają się nuty cytrusów, brzoskwinii oraz suszonych owoców oraz wanilii. Bardzo ekstraktywne, ma charakter. Długi finisz z nutą suszonej śliwki. Ocena: ***/****. Furmint 2013 to wino nieco inne - tu również mamy jasnozłotą barwę, w nosie także suszone owoce, nuty dymne, pikantne. W ustach znacznie bardziej wyczuwalna mineralność, większa kwasowość, w tle suszone owoce, figa, pigwa, pojawia się także wanilia, jest też trochę nut zielonych, pikantnych. Bardziej poważne od swojego poprzednika - na mnie wywarło ciut lepsze wrażenie. Ocena: ***/****. Obydwa wina spędziły 15 miesięcy w beczkach dębowych. Proszę, wyrwijcie się czasem poza Budapeszt, Eger czy Tokaj - Somló czeka na Was z niesamowitymi skarbami...

 

Jedna z najlepszych parceli na górze (fot. z facebooka winnicy)

To była już kolejna z degustacji, na które czeka się miesiącami. Somló - zaklęta góra, wygasły wulkan, który pobudza wyobraźnie, miejsce, w...

To była już kolejna z degustacji, na które czeka się miesiącami. Somló - zaklęta góra, wygasły wulkan, który pobudza wyobraźnie, miejsce, w którym powstają piękne - i jedyne w swoim rodzaju wina. Trudno ją do czegokolwiek porównać - a jeśli już, to w skali Węgier najbliższymi - i jedynymi krewnymi dla Somló są Tokaj i Badacsony. Wszystkie trzy jako wytwór działalności wulkanicznej, jednakże jest zasadnicza różnica, która je dzieli. W Somló nie ma wody. Nie ma ani życiodajnego Bodrogu, który wielce przyczynia się do powstania aszú, nie ma też Balatonu, który mocno wpływa na lokalny mikroklimat Badacsony. Jest tylko góra. Ale jaka!

 

Wujaszek Béla na fasadzie Hotelu (fot. własna)

Punktualnie o godzinie 13 pojawiłem się w budynku Danubius Hotel Gellért, gdzie w jednej z sal czekały stoiska z wystawcami. Prawdę powiedziawszy, spodziewałem się więcej z nich - część nie dojechała, a część dotarła nieco później. Generalnie rzecz biorąc wszyscy się zmieścili, choć czasem pojawiały się kolejki przy stoiskach. Cieszy duży udział małych producentów, których w innym przypadku ciężko byłoby spotkać - większość winnic zajmuje powierzchnię mniejszą, niż 2 ha, i to właśnie od nich pochodzą najciekawsze wina. Pewnym smutnym faktem był brak zaproszenia dla Stefana Spiegelberga - spowodowany brakiem współpracy pomiędzy nim, a organizującym imprezę sklepem Somlói Borok Boltja.

 

Wielkich tłumów nie zaobserwowano (fot, własna)

W przeciągu 7 godzin trwania imprezy udało mi się zdegustować ponad 70 win, w zdecydowanej większości białych, choć pojawiły się 2 czerwone (oba ze szczepu Syrah). Dominował Furmint, Olaszrizling, okręt flagowy Somló, czyli Juhfark, oraz Hárslevelű. Ja zaś dziś przedstawię 5 trunków, które najbardziej mi zapadły w pamięć. Każde z nich na swój sposób inne, każde wyjątkowe. Pierwszym z nich jest Juhfark 2013 z Szalai Pince. Jest to niewielka, bo zaledwie dwuhektarowa winnica, ich wina charakteryzują się niesamowitym stosunkiem jakości do ceny! Co zaś dotyczy się tego Juhfarka, to jest on dla mnie esencją Somló. Barwa jasnozłota, w nosie wyczuwalne nuty maślane, oleiste, nieco cytrusów w tle, w ustach bardzo wyczuwalna mineralność, potężna (ponad 9 g/l!) kwasowość, świetna struktura, wanilia, w tle nuty cytrusów. Spędziło rok w beczce. Świetne. Ocena: ****.

 

Juhfark, czyli gwiazda wieczoru (fot. własna)

Kolejnym wybranym przeze mnie winem jest Olaszrizling 2015 z Tóth Pince. Tutaj mamy do czynienia z naprawdę mikroskopijną produkcją, bo cała powierzchnia winnicy to zaledwie 0,6 ha, na których jest posadzone około 4000 krzewów. Co zaś tyczy się tego wina - jest to jeszcze zaledwie próbka z beczki, wino to zostanie zabutelkowane za około tydzień. Wyróżnia się bladożółtą barwą, w nosie wyczuwalne nuty kwiatowe, banana, cyttusów. W ustach lekkie, łagodne, jednocześnie świeże. Nuty banana ponownie wysuwają się na pierwszy plan, w tle nieco nut miodowych. Przekonujące. Ocena: ****.

 

Bazalt. Bez niego nie byłoby tej imprezy (fot. własna) 

Trzecim winem, które zdecydowanie przekonało mnie do siebie było Csakzsak 2016 od Nagybajusú Jász Laci Pinceje. Jest równie wyjątkowe, co jego twórca, długowąsy László Jász. Jest tu bowiem mowa o winie pomarańczowym - które spędziło 60 dni fermentując "na skórkach". Stąd też pomarańczowo-miedziana barwa, w nosie wyczuwalne nuty gruszki, pigwy, ale też cytrusy. W ustach wyjątkowo ekstraktywne, o łagodnej, acz wyczuwalnej kwasowości, przyjemnych nutach gruszki oraz suszonych owoców. Długi, przyjemny finisz. Jest to kupaż oparty na Olaszrizlingu i Szürkebarátcie z niewielką domieszką innych szczepów. Do kontemplacji. Ocena: ****.

 

Piękne wina, jeszcze spod ręki wujaszka Béli (fot. własna)

Następnym, przedostatnim już winem, które chciałbym polecić jest Furmint 2007 od Fekete Pince. Do niedawna zawiadywał nią wujaszek Béla, czyli Béla Fekete, który od ponad trzydziestu lat jest pionierem zmian, modernizacji i dążenia do doskonałości na górze Somló. Był on równocześnie gościem honorowym całej imprezy. Jego wino posiada głęboką, złotą barwę, w nosie wyczuwalny jest botrytis, nuty kremowe, miód oraz mango. W ustach burza owoców, mango, ananas, pigwa, potężna kwasowość, w tle nuty wanilii, suszonych owoców. Bardzo wyraźnie podkreślona mineralność. Piękne wino, które pomimo swego wieku wciąż sprawia pijącym wiele radości. Ocena: ****.

 

Bazalt pod każdą postacią. Nawet w formie krzyżówki (fot. własna)

Piątym i ostatnim winem, które chcę polecić  to Bazalt Chill Olaszrizling 2015 z St. Margit Pincészet. Jest to kolejne wino pomarańczowe, lecz tym razem spędziło 3 miesiące "na skórkach". Za jego powstaniem stał, a jakżeby inaczej - długowąsy László Jász. Piękna, pomarańczowo-miedziana barwa, w nosie złożone - cytrusy, pigwa, a także nuty maślane. W ustach bardzo ekstraktywne, pojawia się łagodna, wynikająca z dużej zawartości polifenoli goryczka, pigwa, nieco nut suszonych owoców oraz cytrusy. To wszystko podkreślone przyjemną, acz nienachalną kwasowością. Hedonizm. Ocena: ****.

 

Do zobaczenia za rok! (fot. własna)
 
Ta degustacja pokazała, że Somló to ziemia wspaniałych możliwości. Powstają tu wina w różnorodnych stylach, od lekkich, bo potężne, ekstraktywne trunki, które będą pięknie dojrzewać przez następne lata. Spytałem jednego z winiarzy, czy nie chciałby powiększyć swojej winnicy, na co ten mi odparł - Koszt jednego hektara w tej okolicy to 20 milionów forintów (ok. 275 tys. PLN). Oznacza to, że ta inwestycja praktycznie nie zwróciłaby się za mojego życia - a innych, gorszych gruntów nie chcę kupować... - W ten sposób można zrozumieć, dlaczego Somló zostanie raczej ziemią mikroproducentów - ale to chyba dobrze, bo nie straci swojego charakteru, którego oprócz wyjątkowej ziemi nadają mu tamtejsi ludzie. I to jest największy, wciąż nie odkryty skarb tej góry.


Kiedyś, parę lat temu, gdzieś na początku tego bloga wyruszyłem w podróż do słonecznej Chorwacji, gdzie zakupiłem wino o ciekawej nazwie pr...

Kiedyś, parę lat temu, gdzieś na początku tego bloga wyruszyłem w podróż do słonecznej Chorwacji, gdzie zakupiłem wino o ciekawej nazwie prošek. Choć wymowa wydaje się podobna, nie ma ono nic wspólnego z ani naszym proszkiem (do prania... he he), ani też z prosecco, którego producenci co chwila oburzają się na myśl o chorwackiej nazwie... Prošek jest i istnieje od kilkuset lat, więc nawet Unia Europejska ze swoimi czasem niezbyt mądrymi pomysłami nie da mu rady. Jest to słodkie, białe wino, tworzone metodą passito - suszone na słomianych matach, i częstokroć długo dojrzewające w beczkach. Ich barwa przechodzi od jasnozłotej po ciemnobrązową. Powstaje w całej Dalmacji, charakteryzuje się również dużą zawartością alkoholu.
 
 Zapowiadało się ciekawie... (fot. ze strony producenta)

Plančić Prošek 2010 to wino z wyspy Hvar. Powstaje z autochtonicznych dla tej wyspy szczepów Bogdanuša oraz Parč. Dojrzewało w dębowych beczkach co najmniej 36 miesięcy. Charakteryzuje się ciemnobrązową barwą, w nosie wyraźne nuty orzecha, migdałów oraz rodzynek. W ustach również bardzo wyraźne nuty orzechowe, pomimo wysokiej ilości alkoholu (15,8%) oraz sporego cukru resztkowego (123 g/l) to wino wydaje się względnie lekkie. Nie jest to spowodowane kwasowoscią, gdyż jest ona śladowa i prawie niewyczuwalna, lecz raczej ekstraktywnością, strukturą wina. W tle pojawiają się nuty figi, suszonych owoców, nieco miodu. Oksydacja jest tu wyraźna na każdym kroku - nie każdemu może to się podobać, ale cóż - taki jest styl tego wina. Dość długi finisz, w którym wyróżniają się nuty suszonej śliwki. Ocena: **/***. Cena: 120 HRK (67,50 PLN), butelka półlitrowa. Jest to specyficzne wino, nie każdemu może się podobać taki mocno utleniony trunek, ja sam przyznaję, że jednak wolałbym wydać te same pieniądze na aszú. W Dalmacji zaś lepiej kosztować win wytrawnych - zarówno czerwonych, jak i białych. Więcej informacji na temat tego i innych win produkowanych przez rodzinę Plančić znajdziecie tu.





Pojawiając się na jednej, czy to drugiej imprezie winiarskiej, ma się wrażenie, że spotyka się te same twarze. Światek winiarski w Polsce n...

Pojawiając się na jednej, czy to drugiej imprezie winiarskiej, ma się wrażenie, że spotyka się te same twarze. Światek winiarski w Polsce nie należy do największych, podobnie sytuacja przedstawia się tu, na Węgrzech. Często mam wrażenie, że poza winiarzami, handlarzami, dziennikarzami i blogerami nie pojawia się nikt inny. I tak, widując na kilku imprezach tę samą twarz, siwego, dość krępego i korpulętnego pana z dokładnie przystrzyżoną brodą, zastanawiałem się kim on jest. Oczywiście mam w sobie na tyle kultury, by nie uderzać do człowieka, którego kompletnie nie znam. Tak więc pozostawałem w błogiej nieświadomości, kim jest ów pan - może to winiarz, a może jakiś handlarz? Oczy otworzyła mi dzisiejsza butelka wina, a raczej przygotowanie do tego tekstu - okazało się, że jest to Zoltán Heimann, zarządzający szekszárdską winnicą Heimann Családi Birtok. Skoro właściciela już (co prawda nieświadomie!) poznałem, to warto powiedzieć coś o jego winnicy, która zajmuje 23 hektary na zachód od centrum Szekszárdu. Rodzina zajmuje się winiarstwem od 1758 roku, uprawiają przede wszystkim czerwoną winorośl, choć posiadają także nasadzenia Viogniera. Większość spośród ich win dojrzewa w dużych, dębowych beczkach. Mogą pochwalić się wieloma wyróżnieniami zdobytymi w międzynarodowych konkursach. Z pochodzenia są Szwabami, jak większość winiarzy działających na południu Węgier.

 

Widoki niczego sobie (fot. ze strony producenta)

Heimann Birtokbor 2013, to jak sama nazwa wskazuje (birtok) wino posiadłości. Jest to wybór najlepszych owoców, z najlepszych siedlisk. W jego skład wchodzi Cabernet Franc (moim zdaniem flagowy szczep Szekszárdu), Merlot, Kékfrankos, Syrah. Każdy z nich daje coś od siebie, co sprawia, że wino to jest całkiem przyjemnym towarzyszem mojego wieczoru. Posiada ono ciemnorubinową barwę, z purpurowymi refleksami. W nosie mocno wyczuwalne owoce leśne, przyprawy, czerwona potrzeczka, ale także nuty dymne, nieco skóry, w tle pojawia się także lekka kwiatowość. W ustach dominują aromaty wiśni oraz owoców leśnych, podkreślone solidną, aczkolwiek przyjemną kwasowością. Średnia budowa, niezbyt nachalne taniny, mocno wyczuwalna beczka. Znajdziemy tu także nuty tytoniu, pestki wiśniowej a także nieco wanilii. Długi, przyjemny finisz z nutą wiśni i czerwonego jabłka. Alkohol w ilości 14% stanowi kręgosłup tego wina, nie wybija się na pierwszy plan, w żaden sposób nie przeszkadza w delektowaniu się nim. Moim zdaniem, jest to całkiem przyjemny trunek, choć może gdyby tej beczki było mniej, sprawiłby jeszcze lepsze wrażenie. Cena: 3650 HUF (49,50 PLN). Jak na węgierskie wino to nie tak mało, choć jest warte swej ceny. Ocena: ***/****. Z jakimś mięsiwem sprawdziłoby się doskonale. Ja piję samo, ale też daje radę. Polecam! Więcej informacji nt. powyższego oraz innych win rodziny Heimann tu.

 

Szekszárd poleca się również polskim winofanom! (fot. ze strony producenta)
Obsługiwane przez usługę Blogger.