Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blog o winie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blog o winie. Pokaż wszystkie posty

W wielu regionach winiarskich tradycją jest robienie przeglądu nowego rocznika. Takie wydarzenia często organizowane są na miejscu, w wytwo...

Tokaj 2015 Évjárat Körkép - Degustacja win tokajskich z nowego rocznika

W wielu regionach winiarskich tradycją jest robienie przeglądu nowego rocznika. Takie wydarzenia często organizowane są na miejscu, w wytwornej restauracji lub stylowym hotelu, ale organizują je również dystrybutorzy owych trunków. Taki sam koncept przyświecał firmie Bortársaság, która jako jedna z największych sieci sklepów winiarskich na Węgrzech - a na pewno współpracująca z największymi nazwiskami - postanowiła zaprosić owych producentów na prezentację nowego rocznika. Owe wydarzenie podzielono na dwie części - mnie udało się dotrzeć na pierwszą z nich i z niej chcę zdać sprawozdanie na łamach tego bloga o winie.
 

Powitalna przemowa (fot. własna)
Rocznik 2015 uchodzi w Tokaju za bardzo dobry, przynajmniej jeśli chodzi o wina wytrawne. W przypadku win słodkich nie słychać już tak jednorodnej zgodności, gdyż jesienią spadło sporo deszczu, przez co niektórzy winiarze w ogóle nie podjęli się produkcji aszú. Przybyli na imprezę winiarze (István Balassa, László Szilágyi, Sándor Zsurki, Ádám Molnár, István Szepsy, Péter Csorba, Dávid Rémusz, Samuel Tinon) niestrudzenie opowiadali o tajnikach powstawania win, w międzyczasie dając je do skosztowania przybyłym gościom.
 

Trio z Gizella Pince (fot. własna)
Spośród kilkunastu degustowanych trunków wyróżniłbym kilka, na które warto zwrócić uwagę. Bardzo spodobały mi się wina Istvána Balassy - Thurzó Furmint i Betsek Hárslevelű Kvarc. Pierwsze z nich oparte jest na potężnej mineralności, równocześnie delikatnie zaznacza się w nim nuta owoców egzotycznych. To wszystko przy sporej kwasowości i delikatnym cukrze resztkowym sprawia olbrzymią przyjemność. Ocena: ****. Drugie wino to również niesamowita koncentracja, sporo mineralności, ostra jak brzytwa, cytrusowa kwasowość, nuty polnych kwiatów. Wino wybite, niemalże doskonałe - ocena: ****/*****.
 

Szczęście również chodzi parami... (fot. własna)
Betsek ma w sobie niesamowity potencjał - pokazało to inne wino z tego siedliska - Szepsy Furmint Betsek 2015. Stary mistrz dalej tworzy niesamowite dzieła - tu mamy do czynienia z niesamowicie ekstraktywnym, złożonym winem, w którym - oprócz niesamowitej mineralności - wyczuwalne są nuty brzoskwinii, moreli oraz ułożona, przyjemna kwasowość. Nieco słabsze od poprzedników, ale i tak warte, by po nie sięgnąć - ocena: ****. Bardzo pozytywne wrażenie na mnie zrobił także Barát Hárslevelű 2015 od Gizella Pince. Wyczuwalna jest w nim wyraźna nuta suszonych owoców, cynamon, dobra, rześka kwasowość oraz żywa mineralność. Ocena: ***/****.
 

Wielki mistrz w akcji (fot. własna)
Oprócz win wytrawnych pojawiły się także wina z późnych zbiorów. Tu mam swoich trzech faworytów, choć oczywiście inni winiarze również pokazali piękne trunki. Najlepszym winem wieczoru było zdecydowanie Villő Aszú 2013 od Istvána Balassy. Jest to aszú kompletne, wręcz doskonałe - sporo tu świeżego, rozkosznego owocu brzoskwinii oraz moreli, oleista struktura, potężna słodycz i równoważąca ją spora kwasowość. Dalej pojawiają się nuty kandyzowanych owoców, pigwy i miodu. Niesamowicie długi, jedwabisty finisz. Majestatyczne. Ocena: *****.

 

István Balassa zdradza tajniki produkcji swoich win (fot. własna)
Wyróżnień nie mogło zabraknąć także dla Szepsy Aszú 2008. Jak zwykle mamy tu wino o potężnej koncentracji, obłędnej słodyczy i solidnej strukturze. Sporo owocu - kandyzowanych brzoskwinii, pigwy, miód oraz delikatne nuty - sprawiają, że wino to jest archetypem tokajskiej elegancji. Ocena: ****/*****. Warto również wspomnieć o Samuelu Tinonie i jego wytrawnym Szamorodni 2007. Jest to trudne wino - wyraźna oksydacja spowodowała, że mamy tu sporo nut orzechów, migdałów, są też suszone owoce, miód. Zdecydowanie do kontemplacji. Ocena: ****.

 

Wino wieczoru. A być może nawet roku (fot. własna)
Tokaj Évjárat Körkép to chyba jedyna tego typu impreza, na której mamy możliwość zapoznania się z nowym rocznikiem win od liczących się tokajskich producentów - a szkoda, gdyż prosi się, by tego typu degustacji było więcej, aby nie tylko wąski krąg klientów Bortársaság miał możliwość zapoznania się winami, które będziemy pili przez cały przyszły rok. Ale jest to jaskółka zmian, która pokazuje, że Tokaj jest wielki - nie tylko jeśli chodzi o wina słodkie, ale także poprzez spożywane na codzień wina wytrawne. Degustowałem na koszt własny w sklepie Bortársaság przy Kossuth tér w Budapeszcie.

Po całodniowym szaleństwie związanym z degustacją Juhfarków w winnicy Tornai zdecydowaliśmy, że niedzielę spędzimy na spokojnym kosztowaniu...

Szomlońskich wędrówek ciąg dalszy - Laci Jász i jego szalone pomysły

Po całodniowym szaleństwie związanym z degustacją Juhfarków w winnicy Tornai zdecydowaliśmy, że niedzielę spędzimy na spokojnym kosztowaniu trunków długowłąsego Laciego Jásza (A nagybajuszú Jász Laci Pincéje). Kim on jest? Pewnie nikt z Was o nim nie słyszał - a żałujcie - jest to człowiek, który zakochał się w Somló i tworzy tam wina, które potrafią zamknąć usta nawet największym niedowiarkom. Dlaczego? Po pierwsze, duża część z nich, jak na Somló, jest nadzwyczaj elegancka i pijalna. A reszta... Dość ekstremalna, ale o tym będzie nieco później. Jeśli jeszcze tego nie wiecie, okręg winiarski Somló składa się z trzech wzgórz - głównego Somló, położonego od niego na zachód Ság-hegy, oraz Kis-Somlyó, które leży na południowy-zachód od centrum regionu. Są to wygasłe wulkany, które powstały w ostatnich kilkunastu milionach lat, jako efekt aktywności sejsmicznej w Kotlinie Pannońskiej. Najbardziej znane wina pochodzą z Somló, lecz - co pokazała degustacja - również góra Ság posiada wspaniałe terroir.
 

Piękną ścieżką do góry... (fot. własna)

 Laci gospodaruje na stanowiskach położonych na Somló oraz Ság-hegy. Posiada ok 1,5 ha własnych nasadzeń i dzierżawi kolejne 1,5. Prowadzi dwa projekty: pierwszym z nich jest St. Margit Pincészet, gdzie tworzy tradycyjne wina szomlońskie z tutejszych szczepów (Juhfark, Olaszrizling, Furmint, Hárslevelű), oraz A nagy bajúszu Laci Pincéje to jego autorski projekt, pod który podciąga wszystkie wina, które nie pasują do przepisów apelacji (wina pomarańczowe, czerwone). Wina z winnicy St. Margit są eleganckie, stylowe, wręcz idealnie dopracowane. Nie ma w nich wybujałego alkoholu, tak często spotykanego w winach z Somló. Spośród dwóch Juhfarków z linii Bazalt 2015 (Somló, Ság-hegy,) zdecydowanie wyróżnia się ten drugi, który posiada jasnozieloną barwę, w nosie mineralny, słodny, w ustach mamy potężną kwasowość, zielone jabłko, oraz delikatny cukier resztkowy (8 g/l). To wszystko zamknięte w butelce wraz z wyraźną mineralnością daje mieszankę wybuchową. Ocena: ****.

 

Nazwa sama mówi za siebie... (fot. własna)

 St. Margit Bazalt Light 2015, czyli drugi Juhfark, jest zdecydowanie mniej ekstraktywny, choć tu również mamy wyczuwalną mineralność. Usta skręcają w kierunku nut ziołowych, agrestu, mamy też odrobinę cytrysów. Jest też trochę goryczki. Ocena: ***. Laci podał nam jeszcze jednego Juhfarka, a mianowicie St. Margit Mosoly 2015. Jest to wino musujące (sic!), co samo w sobie stanowi kuriozum, charakteryzuje się sporą owocowścią, zwłaszcza jeśli chodzi o ten szczep. Mamy tu nuty gruszki, pigwy oraz zielonego jabłka. Ciekawe. Ocena: ***/****. St. Margit Bazalt Hárslevelű 2015 to wyjątkowo lekkie wino, zwłaszcza jak na warunki szomlońskie. Bladozielone, delikatnie mineralne, z nutami kwiatów polnych i zioła, sprawdzi się zwłaszcza u tych, którzy nie lubią typowych win z Somló. Mnie jednak nie zachwyciło, brakuje mu trochę ekstraktu. St. Margit Olaszrizling 2015 jest jego zupełnym przeciwieństwem - tu mamy i wyraźną mineralność i sporą ekstraktywność. Jest też rześka kwasowość, która w połączeniu z nutami zielonych jabłek, lekkiego suszu owocowego, goryczki daje świetny rezultat. Zdecydowanie warte sięgnięcia. Ocena: ***/****.

 

Nieziemskie widoki... (fot. własna)

 Po tym nadeszła pora na prawdziwe szaleństwo, bo na stół wkroczyły wina sygnowane nazwą A nagy bajúszu Laci Pincéje. Zaczęliśmy od lekkiego Salto Mortale 2015, które wprowadziło nas w świat win pomarańczowych. Jest to Grüner Veltliner o złotej barwie. Dlaczego tylko złotej, skoro mówimy o winach pomarańczowych? Określenie, które się za tym kryje to technologia produkcji - wytłoczone skórki, kiście i pestki muszą zostać poddane działaniu oksydacji i dopiero po tym dodane do wina - dzięki temu zyskują niesamowity aromat, smak i wyjątkową barwę. Tu w nosie mamy nuty pigwy i słonej mineralności, w ustach wrażenie się powtarza, dochodzi do tego sporo ekstraktu, delikatne taniny i elegancka harmonia. Ocena: ***/****.

 

Nasz wspaniały gospodarz (fot. własna)

 Csak Zs. A. K. 2015- posiada zarówno wymyślną nazwę (to Tylko Zs. A. K. - skróty pierwszych liter użytych środków ochrony roślin, czyli zsurló - skrzypu, alga - algi, kén - siarka), jak i ciekawy smak. Jest to kupaż rosnących razem Olaszrizlinga, Pinot Gris oraz kilku innych, nieokreślonych winogron. Posiada pomarańczową barwę, w nosie wyczuwalne są nuty gruszki, pigwy, wędzonki, i czerwonego jabłka. W ustach na pierwszy plan wysuwają się nuty dymu wędzarniczego, dalej mamy jabłka, gruszki, sporą mineralność. Dużo tu ekstraktu, kwasowość trzymana jest w ryzach, całość sprawia ciekawe, aczkolwiek lekko perwersyjne wrażenie. Mnie bardzo to wino się podoba, jednak wiem, że są, którzy na pierwszy łyk wykrzywią twarz i pójdą w siną dal. Ocena: ****.

 

Blogerska brać nie próżnowała (fot. własna)
 
Piliście kiedyś czerwone wino pomarańczowe? A czy w ogóle coś takiego jest? Owszem - choć prawdopodobnie nie odróżnicie go od innych win czerwonych - bo różnica w smaku, a tym bardziej w barwie jest minimalna. Takim przykładem wina jest Naracsbor Cabernet Sauvignon-Syrah 2015. Ta sama technologia co w przypadku win białych, a efekt - również zadziwiający. Fantastyczne, bardzo owocowe wino o ciemnopurpurowej barwie, w nosie wyczuwalnych nutach wiśni, czerwonego jabłka, w ustach sporo tanin, dużo owocu, potężna struktura, jedwabiście gładkie ciało. To wszystko oparte o naturalną wyrazistą kwasowość daje wino wręcz epickie. Jedno z najlepszych win czerwonych, jakie piłem na Węgrzech. Ocena: ****/*****. Petarda.

 

Do zobaczenia następnym razem... (fot. własna)

Jeśli myślicie, że to koniec szaleństwa, to jesteście w błędzie. Laci przyniósł Perverzitás 2013, czyli kupaż z tego samego siedliska, co Csak Zs. A. K. To już wiele bardziej oldskulowe wino, o złotej barwie, w nosie wyczuwalnych nutach petrolu, dymu, ale też słonej mineralności. W ustach wyraźna, ostra kwasowość, nuty zielonego jabłka, petrol i mineralność. Długie, intrygujące wino. Dla mnie dość kontrowersyjne, wydaje się starsze, aniżeli faktycznie jest, ale pewnie znajdzie swoich amatorów. Czy mogło być coś bardziej szalonego? Tak - wino, które nigdy nie trafiło i nie trafi do sprzedaży, czyli Furmint 2011. Laci popełnił tu wszystkie możliwe błędy - z wina o wielkim ekstrakcie, fantastycznych parametrach zrobił oksydowanego potworka. I to co ciekawe, zrobił to z pełną świadomością. Jednak wyszło z tego coś ciekawego, wino, które ma sporo owocu, dużą kwasowość i solidną strukturę. Da się? Da się.
 

A to zabrałem ze sobą... (fot. własna)
 
Mieliśmy spędzić z Lacim półtora, góra dwie godziny. Jednak kosztowaliśmy jego win i dyskutowaliśmy przez prawie cztery. Poruszonych zostało wiele tematów, zarówno jeśli chodzi o praktyczne aspekty winiarstwa, jak i nastawienie samego Laciego do tego, co robi. Oprócz win, gospodarz ugościł nas przepysznym śniadaniem, gdyż nie pomyśleliśmy za wczasu, żeby zrobić porządne zaopatrzenie. Szynki, węgierskie kiełbasy, ale także wędzony łosoś doskonale komponowały się z podawanymi trunkami. Wyruszyliśmy w dalszą drogę z pełnymi żołądkami i przekonaniem, że odkryliśmy miejsce, które pełne jest niespodzianek i wspaniałych win. Degustowałem z Andrzejem Staniszewskim (blog Trzy Kolory Wina) oraz Piotrem Wdowiakiem (Z winem do kina) na zaproszenie László Jásza.


Dziś nie do końca będzie o winie - choć może inaczej - nie będzie szczegółowych opisów win, bo nie na tym chciałem się skupić. W sobotni wi...

Somló Éjszakai Pincetúra - Nocna wyprawa na górę Somló.

Dziś nie do końca będzie o winie - choć może inaczej - nie będzie szczegółowych opisów win, bo nie na tym chciałem się skupić. W sobotni wieczór po raz kolejny zorganizowano Somló Éjszakai Pincetúra, wydarzenie, które ma na celu zaprezentowanie jak największej liczby producentów w tym niewielkim regionie winiarskim. My również zdecydowaliśmy się przybyć na ową mityczną górę, zwłaszcza, że państwowa kolej oferowała zniżki na podróż. Dodatkową motywacją było oczywiście zobaczenie tego miejsca na własne oczy, nie tylko przez pryzmat powstałych tam win.

 

Charakterystyczna sylwetka (fot. własna)
Przyjechaliśmy dość późno, dlatego też dysponowaliśmy niewielką ilością czasu - udało nam się odwiedzić zaledwie siedem z ponad czterdziestu winnic. Nie skupiłem się zbytnio na notowaniu - większość z win próbowałem kilka miesięcy wcześniej na imprezie w Hotelu Gellért, raczej chodziło o poznanie miejsca i ludzi, którzy tu tworzą. Zaczęliśmy od Szalai Pince, ich Juhfark 2013 wyjątkowo przypadł mi do gustu, ostatnie kilkaset sztuk czeka na nabywców w piwniczce. Podano też młody Irsai Olivér 2015 oraz Juhfark 2015, jak też słodkiego Furminta z późnych zbiorów. Przyzwoite wina, czekam na chwilę, kiedy pojawią się w butelkach. 

 

Widok na górę z winnicy Szalai (fot. własna)
Ruszyliśmy w stronę Kolonics Pince i Fekete Pince, po drodze zachaczając o Clements Pincészet. W obu winnicach spróbowałem po jednym winie - Juhfarku, obydwa przyzwoite, po czym ruszyliśmy dalej. Dotarłem do Somlói Apatsági Pince - gdzie rozmawiałem i kosztowałem wina przygotowane przez Zoltána Balogha. Winnica ta jest jedną z moich ulubionych - i z pewnością tam wrócę, chociaż raczej nie w trakcie tak wielkiej imprezy. Największe wrażenie zrobił Juhfark 2013 - chciałbym mieć to wino, ale niestety nie ma go już w sprzedaży...

 

Zoltán opowiada o swoich winach (fot. własna)
Kolejną odwiedzoną winnicą była Spiegelberg Borpince. I tutaj sporo się działo, oprócz dużej liczby odwiedzających, cały czas grała muzyka i degustowaliśmy wina Stephena. Oczywiście nie mogło zabraknąć dyskusji na tematy okołopiłkarskie, gdyż kilka godzin wcześniej Wegry zremisowały z Islandią. I tutaj kosztowaliśmy Juhfarka, który również tutaj pokazuje swoje piękne oblicze. Później poszliśmy do winnicy "długowąsego Władka" (Nagybajuszú Laci Pinceje), gdzie kosztowaliśmy mocno niestandardowe pomarańczowe wina. Mam nadzieję, że będzie dane mi skosztować więcej jego win, bo z pewnością są one równie intrygujące.

 

A muzyka ciągle gra (mat. własny)

Na sam koniec, w połowie nocy zeszliśmy do Somlói Apátsági Pince, gdzie spotkałem się z Piotrem Wdowiakiem z bloga Z winem do kina, gdzie długo dyskutowaliśmy o winach Zoltána i oprócz kosztowania całej oferty, dostaliśmy do skosztowania coś wyjątkowego - wino z jednego krzewu, który liczy sobie kilkaset lat i nie wiadomo, co to za szczep. Powoli zaczęło robić się widno, zbliżała się też godzina odjazdu naszego pociągu, dlatego też ze smutkiem musieliśmy opuścić Somló, choć wiem, że wkrótce tu wrócimy. A z całej imprezy zapamiętam niesamowitą gościnność, pracowitych winiarzy, i wielu zapaleńców, którzy powodują, że o tutejszych trunkach będzie jeszcze głośno.

W Polsce jestem od czasu do czasu. Raczej rzadziej niż częściej, przez co czasami mam wrażenia, że to co robię na tym blogu trafia w otchła...

III Zlot Blogosfery Winiarskiej - Pierwsze wrażenia

W Polsce jestem od czasu do czasu. Raczej rzadziej niż częściej, przez co czasami mam wrażenia, że to co robię na tym blogu trafia w otchłań anonimowości (poza pewnymi wyjątkami), dlatego kilka miesięcy temu, kiedy pojawiła się pierwsza informacja, postanowiłem wybrać się na III Zlot Blogosfery Winiarskiej organizowany przez Winicjatywę. Logistycznie okazało się to dość niełatwym zadaniem, lecz mam satysfakcję, że byłem jedynym blogerem, który przybył na to spotkanie zza granicy.

 

Dyskusja panelowa (fot. własna)
Impreza miała miejsce w wytwornych wnętrzach Hotelu Mamaison La Regina w Warszawie. Program był dość napięty i w ostateczności skończyło się na paru mniejszych poślizgach, które mimo wszystko nie miały wpływu odbiór całości. Zaczęliśmy od autoprezentacji i krótkiej prezentacji Wojtka Bońkowskiego o cyferkach. Mój blog pojawił się w pierwszej dziesiątce najczęściej publikujących, co pozytywnie mnie zaskoczyło. W innych statystykach również progres, lecz oczywiście daleko mi jeszcze do czołówki - to jednak są lata ciężkiej pracy. Prezentacja o blogach kulinarnych nie przykuła mojej uwagi, bo choć lubię jeść i gotować - raczej nie szukam przepisów na blogach... Po niej nadeszła pora na jedną z najciekawszych części imprezy - dyskusję panelową nt "Po co nam blogi o winie"? W czasie dyskusji padały ciężkie argumenty, a nawet i gorzkie słowa, zwłaszcza ze strony importerów, lecz uważam ją za bardzo pouczającą. Sporo oberwało się blogerom za to, że nie są wystarczająco social, że ciężko z nimi współpracować... Ja zaś wyniosłem z niej wiele ciekawych uwag, które przełożą się z pewnością na funkcjonowanie tego bloga - zarówno pod względem treści, jak i formy. Mocno dała mi do myślenia uwaga o tym, że nie można być anonimowym - zwłaszcza, jesli chce się rozwijać w tej branży, a nawet na tym zarabiać.

 

Michał Jancik prezentuje nową ofertę Lidla (fot. własna)
Po dyskusji nadszedł czas na obiad, kuluarowe rozmowy i małą sesję zdjęciową. Po przerwie na stolikach pojawiły się kieliszki - znak, że czekała nas degustacja w ciemno. Dla mnie większość z tych win to była zagadka, gdyż poza węgierskimi winami nie pijam zbyt wielu rzeczy - ale obiecuję się poprawić. W większości trafiłem z krajem, nieco gorzej wypadłem ze szczepem i regionem winiarskim, a najgorzej chyba właśnie z ceną. Wszyskie wina okazały się trunkami francuskimi, które pochodzą z najnowszej kolekcji Lidla. Degustację w ciemno wygrał Maciek Gontarz z Viniculture, serdecznie gratulacje z tej strony barykady! Kolejnym punktem programu była prezentacja nowej francuskiej oferty Lidla, w której - w związku z porą roku - mają wina białe, choć znajdziemy też ciekawe wina czerwone w przystępnych cenach.

 

Coś pięknego się nam tu chłodzi... (fot. własna)
Kolejnym punktem były degustacje komentowane - Barolo, Tokaj oraz wina hiszpańskie. Niestety nie zdążyłem się zapisać na Barolo (nie ja jeden...), więc zdecydowałem sie na Tokaj, o czym będzie mowa w innym poście. Dlaczego Tokaj, kiedy praktycznie cały czas piszę o winach węgierskich? Otóż dlatego, że nie jest to moja skala finansowa i rzadko kiedy mogę pozwolić sobie na coś takiego - zwłaszcza wtedy, kiedy pisanie o winie jest dla mnie tylko hobby, dodajmy do tego dość drogim hobby. Dzień zwieńczyliśmy wieczorkiem zapoznawczym, podczas którego zaprezentowałem dwa przywiezione wina - Bock'n Roll 2013 z lotniska okazał się być średnio udany, natomiast Szalai Pince Juhfark 2013 pokazał się z całkiem dobrej strony, zwłaszcza, że mówimy o winie, które w detalu kosztuje około 25 złotych. Podczas wieczorku spijaliśmy pozostałości po degustacjach, także miałem możliwość spróbować Barolo z 1964 roku, które odjęło mi głos. Rozmawialiśmy i degustowaliśmy do późnych godzin nocnych, aż żal było wracać do hotelu. Z mojej strony chciałbym podziękować organizatorom - Winicjatywie i Lidlowi za świetnie przygotowaną imprezę, a każdemu uczestnikowi za obecność i ciekawe dyskusje na tematy winne i nie-winne. Do zobaczenia za rok!

 

A na koniec - ekipa w komplecie (fot. Olaf Kuziemka - powinowaci.pl)

Korzystając z uroków dobrej pogody i przyjazdu starego serbskiego znajomego postanowiłem wybrać się do miejsca, które już kilka miesięcy te...

Palack - ciekawe miejsce na winnej mapie Budapesztu

Korzystając z uroków dobrej pogody i przyjazdu starego serbskiego znajomego postanowiłem wybrać się do miejsca, które już kilka miesięcy temu pobudziło moją winiarską wyobraźnię - baru Palack (węg. butelka). Jest to ciekawy lokal, znajdujący się na Placu Św. Gellérta, niemalże na samym nadbrzeżu Dunaju, u stóp góry, której patronem jest również owy święty. Miejsce wręcz idealne, zwłacza od wiosny do jesieni, kiedy otwarty jest ogórek przed lokalem, ale zimą również warte odwiedzenia.

 
Trochę artyzmu nie zaszkodzi (fot. Strahinja Simić)

Mimo, że miejsce jest lokalem wyższej klasy, to odwiedza je sporo młodych ludzi, spragnionych jego atmosfery i świetnych win. Potencjalny klient ma 2 możliwości - skosztować wino na miejscu, lub kupić butelkę na wynos, co jest też dobrą opcją, gdyż wiele z dostępnych tu win pochodzi od małych producentów, których próźno szukać na półkach marketów.

 Ach, gdyby moja lodówka tak wyglądała (fot. własna)

Karta win jest doprawdy imponująca, ponad 100 rodzajów win, z których większość jest dostępna na kieliszki, po 1,5 decylitra. Ceny umiarkowane - od 550 do 2000 HUF za kieliszek (7,5 - 27 PLN). Z uwagi na to, że za dwa miesiące jadę do Japonii i nie mogę za bardzo szaleć, postanowiłem skosztować tych raczej tańszych rodzajów. Na pierwszy rzut poszedł Portugieser od Csillagvölgy z Villány, najtańsze wino z listy, przyjemne, lekkie wino o aromacie owoców leśnych. Następnie skosztowałem Lelkibéke Kékfrankos od producenta Csutorás - tu znalazłem ciut więcej koncentracji, dalej nuty owoców leśnych i lekką, acz nienachalną beczkę - to wszystko za 750 HUF (10 PLN). Na koniec, na przekór regułom skosztowałem białego słodkiego wina Huncut Fürtök z malutkiej butikowej wytwórni Fanni Kertje z Tarcal w Tokaju. I muszę powiedzieć wow. Takiego muszkata w swej najbardziej aromatycznej, owocowej odsłonie jeszcze nie próbowałem. Kwiaty bzu, mango, cytrusy - znajdziecie tu wszystko. A jak idziecie na randkę z nieskalaną jeszcze winem dziewczyną, to zaserwujcie jej to - sukces gwarantowany. Kieliszek kosztuje 800 HUF (11 PLN), butelka na wynos 2150 HUF (29,5), a ja nie mogłem się jej oprzeć. Do Palack z pewnością zawitam jeszcze nie jeden raz, bo jest to miejsce warte rozważenia i całkiem przyzwoite cenowo, w dodatku leży w pięknym miejscu, polecam!
Obsługiwane przez usługę Blogger.