Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wino czerwone. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wino czerwone. Pokaż wszystkie posty

Niecałe 25 kilometrów na południowy-wschód od Budapesztu znajdują się pierwsze winnice położone w regionie winiarskim Kunság (Kumania). Jeg...

Kunság - największy, aczkolwiek niedoceniany region winiarski Węgier

Niecałe 25 kilometrów na południowy-wschód od Budapesztu znajdują się pierwsze winnice położone w regionie winiarskim Kunság (Kumania). Jego nazwa pochodzi od plemienia Kumanów, którzy przybyli na te ziemie w XIII wieku na zaproszenie króla Béli IV. Jest to największy, ale zarazem najmniej odkryty i doceniany region winiarski Węgier. Powierzchnia nasadzeń wynosi 27 903 hektarów, co stanowi 1/4 całości upraw winnej latorośli w kraju Madziarów. Rozpościera się on na równinie między Dunajem a Cisą, głównie na podłożu piaszczystym i lessowym. Winorośl uprawia się tu co najmniej od dziesięciu stuleci, o czym świadczy chociażby list założycielski opactwa w Hronským Beňadiku (1075 r.), które otrzymało od króla Gézy I. kilka tutejszych winnic. Uprawa nie wykraczała jednak poza kilka tutejszych wzgórz, gdyż ówcześnie nie postrzegano tych obszarów jako dobrych dla winorośli. Dopiero w XIX wieku nastąpiły masowe nasadzenia, przede wszystkim lokalnych szczepów (Kövidinka, Arany Sárfehér, Ezerjó, Kadarka), pierwotnie po to, by związać tutejsze piaszczyste gleby i powstrzymać piaskowe burze. Winorośl w tym obszarze jako jedyna na Węgrzech przetrwała plagę filoksery bez większych strat, gdyż owad nie był w stanie zadomowić się na krzewach rosnących na piaszczystej glebie. Od tej pory tutejsze wina rozprzestrzeniły się po całym kraju, ze względu na wielkość produkcji i cenę głównym rynkiem zbytu stały się karczmy. Tak pisze o nich Béla Hamvas:

Podkreślam, oczywiście, że o winach pijanych w karczmach czy gospodach nie wyrażam się lekceważąco. Wprost przeciwnie, uważam karczmę za jedną z ważniejszych instytucji naszej cywilizacji, znacznie ważniejszą, niż na przykład parlament. W jednym miejscu człowieka ranią, w drugim leczą. (tłum. Tadeusz Olszański).

 

Mapa regionu winiarskiego (źródło: FÖMI VINGIS, www.fomi.hu)
W dzisiejszych czasach zła sława tutejszego wina bierze się z tego, że przez dziesięciolecia, a zwłaszcza za poprzedniego ustroju było to miejsce, gdzie powstawało tanie, kiepskiej jakości wino przeznaczone do masowej konsumpcji i na eksport do bratnich krajów socjalistycznych. Nie liczono się ani z jakością, ani z odpowiednią selekcją szczepów. Wycięto prawie całe uprawy Kadarki, znacznie ograniczono obszar Kövidinki i Arany Sárfehér sprowadzając je do roli taniego, lekkiego, ale i niepijalnego trunku, który trafiał do karczm i barów całego kraju. Lata 90-te oznaczały jednocześnie zmianę profilu upraw. Wraz z upadkiem systemu zniknęły dawne rynki zbytu, a produkcję trzeba było przystosować do wymogów gospodarki kapitalistycznej i wolnego rynku. Sporą część winorośli wykarczowano, przestawiono się na produkcję win wysokiej jakości, przeprowadzono selekcję klonów, sprowadzono inwestorów, dzięki czemu dziś sytuacja tutejszych winnic wygląda zdecydowanie lepiej aniżeli ćwierć wieku temu. Oczywiście dalej produkuje się tu również tanie wino na rynek lokalny, ale nie jest to już główny profil produkcji. Tutejsze wina coraz częściej zdobywają uznanie nie tylko na rynku krajowym, jak również za granicą, a miejscowi winiarze honorowani są nagrodami za swoją działalność. Z regionu wywodzi się dwóch winiarzy roku - w 2007 roku wyróżniony został János Frittmann, a w 2013 roku Éva Gálné Dignisz.

 

Rząd piwniczek w Monor (fot. własna)

W Kunság dominuje uprawa białych szczepów winogron. Stanowią one 80% nasadzeń. Typowymi uprawianymi tu szczepami są: białe (za wyjątkiem hybryd, które zajmują aż 47% powierzchni) - Cserszegi Fűszeres, Arány Sárfehér, Kövidinka, Riesling, Chasselas, Ezerjó, czerwone - Kékfrankos, Zweigelt, Cabernet Sauvignon, Cabernet Franc, Kadarka, Kékoportó. Zazwyczaj tutejsze wina są lekkie, owocowe, zdecydowana większość produkcji dojrzewa w stalowych tankach. Beczki używa się w przypadku niektórych win czerwonych i poważnych, ciężkich win białych, ale to zaledwie odsetek produkcji. Nowością są tutaj słodkie białe wina z późnych zbiorów oraz wino lodowe. Jeśli chodzi o przedział cenowy, to 95% tutejszych win mieści się w przedziale do trzech dych, przy czym bez większego problemu można dostać przyzwoite, świeże, lekkie wino w cenie do 10 złotych za butelkę. Jeżeli chodzi o producentów, to oprócz wymienionych wcześniej przedstawicieli Gál Szőlőbirtok és Pincészet oraz Frittmann Testvérek Pincészete warto wspomnieć również o Birkás Pincészet, Szigetvin, Font Pincészet, Lantos Borászat, Gedeon Birtok, Sümegi és Fiai, Koch Pincészet. To najwięksi producenci, których wina można dostać również w supermarketach i dyskontach rozsianych na terenie całego kraju. Na szczęście obraz masowej produkcji zostaje wypierany również dzięki działalności małych producentów, którzy oprócz produkcji win stawiają także na turystykę. Tutaj ciekawymi przypadkami są miejscowości Monor oraz Solt, słynne ze swoich rzędów piwniczek winiarskich, wokół których wyznaczono ścieżki tematyczne, a także organizuje się tam cykliczne imprezy winiarskie.

 

Uprawia się tu głównie białe winogrona, ale znajdziemy też czerwone. (fot. własna)

Warto zawitać do tutejszych winnic, by przekonać się, że Kumania ma do zaoferowania więcej, niż tylko wino na każdy dzień (to jest hasło reklamowe regionu). Znajdują się tu również liczne źródła termalne (Kiskunmajsa, Kiskunhalas), Park Narodowy Małej Kumanii, gdzie możemy zapoznać się z tutejszą fauną i florą, piękne zabytki (starówka Kecskemét, Ráckeve) i wiele innych ciekawych miejsc. A to wszystko zaczyna się zaraz za granicami Budapesztu. Ja powoli odkrywam ten region - odkryjcie go i wy!

Źródła: 
Hamvas Béla, Filozofia Wina, Studio Emka, Warszawa 2001, str. 58
www. kunsagiborvidek.hu
http://www.fomi.hu/portal/index.php/projektjeink/vingis/vingis-oem-ofj-terkepek
https://hu.wikipedia.org/wiki/Kuns%C3%A1gi_borvid%C3%A9k

Nastała jesień. Dni stają się coraz krótsze, temperatura spada, a słońce z rzadka wychodzi poza chmury, które stosunkowo często raczą nas d...

Chateau Mukhrani Saperavi 2013 - Gruzin bez wyrazu

Nastała jesień. Dni stają się coraz krótsze, temperatura spada, a słońce z rzadka wychodzi poza chmury, które stosunkowo często raczą nas deszczem. W tym okresie wzmaga też ochota na bardziej treściwe wina czerwone, od których odwykliśmy podczas letnich upałów. Dlatego też postanowiłem sięgnąć po czerwone wino, które dostałem od mojego dobrego znajomego (dzięki Waldek!), by nieco ożywić ten nieco smętny, jesienny nastrój. Degustowane wino - Chateau Mukhrani Saperavi 2013 pochodzi od średniej wielkości (100 ha) producenta działającego w północnej części Kartli. Chateau Mukhrani jest stosunkowo nową inwestycją, założoną w 2002 roku, ale opierającą producję na głównie na endemicznych gruzińskich szczepach, takich jak Saperavi, Shavkapito, Tavkveri, Mtsvane i Rkatsiteli. 

 

Bez wyrazu... (fot. własna)
 
Chateau Mukhrani Saperavi 2013 to wino o ciemnorubionowej barwie, w nosie wyczuwalne są owoce wiśni, morwy, oraz delikatne nuty czerwonego jabłka. W ustach dość pikantne, mocno owocowe (wiśnia, jabłko), choć ta owocowość jest dość płaska. Brakuje nieco świeżej kwasowości, wino wydaje się nieco stłamszone. Być może to wina rocznika, a być może użytej beczki. Dalej mamy nieco nut skórzanych, gładkie jak stół taniny. Alkohol nieco wystaje, mimo, że nie ma go nadzwyczaj dużo (13,5%). Wino wydaje się niezbyt dobrze zintegrowane i przez to nie sprawia dobrego wrażenia. Sprawdziłem je następnego dnia i niestety nie poprawiło się. W sumie nie jest złe, ale oczekiwałem ciekawszych wrażeń. Ocena: **.

Jeśli można powiedzieć o jakiś czerwonym szczepie, że jest autentycznie węgierski, jest nim zdecydowanie Kadarka. Szczep, którego pochodzie...

Była sobie Kadarka...

Jeśli można powiedzieć o jakiś czerwonym szczepie, że jest autentycznie węgierski, jest nim zdecydowanie Kadarka. Szczep, którego pochodzienie nie jest do końca jasne - wg najnowszych badań wywodzi się z Azji Mniejszej - prawdopodobnie przywędrował na terytorium Węgier wraz z Serbami, którzy przybyli tu chroniąc się przed turecką niewolą pod koniec średniowiecza. Wiadomo, że już w XVIII wieku uprawiano go na większą skalę, choć prawdziwą sławę i popularność zyskał w następnym stuleciu, kiedy wg. niektórych źródeł zajmował 75% całkowitej powierzchni nasadzeń winorośli. Tryumfalną ścieżkę Kadarki zatrzymało pojawienie się filoksery (od 1875 r.) oraz Traktat w Trianon (1920), przez co Węgry straciły sporą część regionów winiarskich, głównie z Wojwodiny i Transylwanii. Jednak ostatecznym ciosem dla tego szczepu była komuna. Wg danych statystycznych w 1955 roku uprawiano ją na 55249 ha, co stanowiło ponad 1/4 wszystkich węgierskich nasadzeń, to w 1970 roku powierzchnia ta spadła do 28000 ha, a po 2000 roku poniżej (zaledwie) 1000 ha. Obecnie zajmuje nieco ponad 600 ha.

 

Kadarka gotowa do zbiorów (fot. ze strony agroline.hu)

Dlaczego jednak tak drastycznie spadła powierzchnia nasadzeń? Odpowiedź może dać charakter Kadarki. Szczep ten wymaga sporego nasłonecznienia i dojrzewa stosunkowo późno, jest też dość wrażliwy na mączniaka oraz szarą pleśń. Często trzeba go zbierać, zanim całkiem dojrzeje, co przekłada się na jakość i charakter wina. Wymaga więcej prac, aniżeli inne ciemne winogrona, takie jak np Kékfrankos. W ostatnich latach można zauważyć zwiększone zainteresowanie tym szczepem - powstają organizacje zajmujące się jego promocją (Kadarka Kör), jest też przedmiotem różnorakich badań naukowych i selekcji klonów dających nadzieję na lepsze plony w przyszłości. Sprzymierzeńcem Kadarki jest też pogoda - ocieplenie klimatu daje szanse na to, że winogrona te będą w pełni dojrzewać również w regionach winiarskich, gdzie do tej pory się ich nie uprawiało.


Słodka kadarka z Miniș (fot. własna)

Słynnymi regionami uprawy Kadarki są Szekszárd, Kunság oraz leżący poza obecnymi granicami Węgier Arad, choć uprawia się go na mniejszą skalę w wielu innych miejscach. Poza Węgrami uprawia się go głównie w Bułgarii, gdzie jest znany jako Gamza. Tam uprawia się go na kilkunastokrotnie większej powierzchni niż w Kotlinie Pannońskiej. Ważną cechą Kadarki jest to, że posiada cienką skórkę, która w wyjątkowo sprzyjających okolicznościach klimatycznych poddana działaniu grzyba Botrytis Cinerea pozwala na zwiększenie koncentracji cukru w gronach późną jesienią, dzięki czemu można tworzyć z nich wina metodą tokajską, jak robi to Géza Balla w Miniș (region winiarski Arad). Nie jest on jednak ich wynalazcą, a dumnym kontynuatorem dwusetletniej tradycji, zapoczątkowanej w 1744 roku przez grafa Antala Grassalkovicsa. Kadarka jest również ważnym składnikiem Szekszárdi Bikavér, przy czym jej minimalna, aczkolwiek obowiązkowa ilość w tymże kupażu wynosi 5%. 

 

A to już Kadarka z Kunság (fot. własna)

Mnie trafiła się Kadarka z Soltvadkert w regionie winiarskim Kunság. Staroć, bo rocznik 2011, producent Lantos Borház, niezbyt znany szerokim masom, a działający na niecałych 20 ha. Degustowane wino miało jasnoczerwoną barwę, w nosie nuty wiśni, świeżo mielonej kawy, czekolady. W ustach sporo owocu - malina, czereśnia, wyraźna, żwawa kwasowość, dalej pojawiły się złożone nuty suszonych owoców, lekka pikantność, nuty czerwonej papryki. Wino dość lekkie, ale niesamowicie złożone, które pokazało fantastyczny potencjał tego szczepu, oraz jego środkowoeuropejski charakter. Niestety nie można go już dostać - a i ten egzemplarz został wyciągnięty z jakieś zakurzonej szafki. Ocena: ****. 



Przy tworzeniu artykułu korzystałem z poniższych źródeł:
http://www.boraszportal.hu/hirszuret/valtozott-a-szekszardi-bikaver-hivatalos-receptje-6657
http://www.pincefalvak.hu/tema/233-kadarka
http://kadarkaszalon.hu/index.php?view=article&catid=35:cikk&id=52:cikk1&format=pdf&option=com_content&Itemid=64

W zeszłym tygodniu wziąłem udział w degustacji organizowanej przez organizację Az ihatóbb Magyaroszágért. Była to kameralna impreza w wąsk...

Stróbl Borház - Neszmély (póki co..) z potencjałem

W zeszłym tygodniu wziąłem udział w degustacji organizowanej przez organizację Az ihatóbb Magyaroszágért. Była to kameralna impreza w wąskim gronie znajomych, gdzie próbowaliśmy win od mało znanej winnicy z miejscowości Baj, położonej w okręgu winiarskim Neszmély. Właścicielem jest Ferenc Stróbl, który już w wieku emerytalnym postanowił zamienić swoje hobby w źródło zarobkowania. Sama winnica zajmuje niewielką przestrzeń na stanowisku Nagysikárhegy, obsadzoną wyłącznie Merlotem. Skupują również białe grona od lokalnych winiarzy, a czerwone sprowadzają z Szekszárdu. Do degustacji przesłali 6 win, a jak one wypadły? Opis poniżej:

 

Wzbudził nadzieję... (fot. własna)
 
Stróbl Olaszrizling 2015 - mamy tu bladożółtą barwę, w nosie nuty trawy, zielonych owoców, cytrusów oraz zielonego jabłka. W ustach świeże, z całkiem przyjemną kwasowością, którą umiejętnie równoważy cukier resztkowy. Trochę cytrusów, trochę nut zielonych owoców, choć brakuje tu szlachetności. Ogólnie całkiem przyjemne wino do codziennej degustacji. Ocena: **/***. Kolejne wino, Stróbl Sauvignon Blanc 2015 musieliśmy wyrzucić ze względu na uszkodzoną nakrętkę. Oceny tego co znalazło się w butelcę się nie podejmuję.

 

Dalej było niestety gorzej... (fot. własna)
 
Trzecie wino to Stróbl Dunantúli Kadarka 2015, kuriozum, gdyż jest to białe wino z czerwonych gron sprowadzonych z Szekszárd. Posiada jasnozłotą barwę, w nosie wyczuwalne nuty siarkowe, limetki oraz innych cytrusów. W ustach da się wyczuć, że jest wyraźnie utlenione, co próbowano zakryć siarką i sporym cukrem. Jest też trochę kwasu oraz nut cytrusowych, ale to za mało, by kogokolwiek do czegokolwiek przekonać. Ocena: */**. Następnie nadeszła pora na róż, czyli Stróbl Merlot Rosé 2015. Owo wino ma jasnoróżową barwę, w nosie nuty maliny, delikatna słodycz i kremowość. W ustach wciąż malina, trochę cukru i kwasu, aczkolwiek nie jest to wino, po które wróciłbym do sklepu. Za mało struktury, niezbyt odświeżające, choć na pewno lepsze od poprzednika. Ocena: **.

 

Róż też nie zachwycił (fot. własna)
 
Następnie mieliśmy skosztować Stróbl Merlot 2014, ale... znowu mieliśmy do czynienia z wądą nakrętki... Chyba trzeba zmienić dostawcę. Ostatnie w kolejce był Stróbl Cabernet Sauvignon 2012, o purpurowej barwie, zaś w nosie dominujących nutach wiśni, z delikatnym akcentem truskawki i porzeczki. W ustach wciąż sporo wiśni, buraki, porzeczka. To taki trochę nieokrzesany dzikus ze sporą kwasowością, potężnymi taninami, jeszcze nie do końca ułożony. Jest w porządku, ale chyba na nikim nie zrobił wielkiego wrażenia. Ocena: **. Na dokładkę spróbowaliśmy również Tornai Nagy-Somlói Tramini 2013. Jest to wino zupełnie inne od poprzedników. Jasnozłocista barwa, w nosie nuty liczy, olejku różanego, ananasa oraz owoców tropikalnych. W ustach burza owoców egzotycznych, liczi, ananas, mango, delikatna minerlaność oraz niewielka, choć całkiem przyjemna kwasowość. Mamy też trochę nut pikantnych. Przyjemne. Ocena: **/***.


Miła odmiana (fot. własna)
 
Owa degustacja pokazała, że w Stróbl Borház mają jeszcze nad czym pracować. Wybrali dość chłodny klimat dla win czerwonych, zwłaszcza Merlota, znacznie większy potencjał widzę w ich winach białych. Co do błędów technicznych - każdemu się zdarzają, zwłaszcza na początku drogi, więc mam nadzieję, że kolejne roczniki win z Stróbl Borház przyniosą jeszcze lepsze rezultaty. Degustowałem na zaproszenie Az ihatóbb Magyarországért w VinoPiano Wine Bar.

W czwartkowy wieczór wybrałem się do Süti Bisztró, gdzie odbyła się degustacja win bułgarskich prowadzona przez importera Rossena Tkatchenk...

Mavrudy, Melniki i Dimiaty - Bułgarskie wina na węgierskich stołach

W czwartkowy wieczór wybrałem się do Süti Bisztró, gdzie odbyła się degustacja win bułgarskich prowadzona przez importera Rossena Tkatchenko, który promuje wina ze swego kraju na Węgrzech. W kieliszkach zagościło osiem win z czterech winnic: Zagreus Winery, Boshkilov Winery, Terra Tangra oraz Katarzyna Winery. Owych trunków nie spotkamy na codzień w supermarketach, trzeba się udać po nie do sklepów specjalistycznych. Część z nich jest też dostępna w Polsce.

 

W oczekiwaniu na degustację (fot. własna)
Degustację zaczęliśmy od winiarni Zagreus Winery z okolic Płowdiw, gospodarującej na 120 ha. Uprawia się tu zarówno białe, jak i czerwone szczepy. Wino, które pojawiło się w naszych kieliszkach to Mavrud-Dimiat 2015, kupaż win z owych szczepów i zarazem ciekawostka, gdyż jest to białe wino z czerwonych (Mavrud) gron. Bladozłota barwa, w nosie nieco nut kwiatowych, ziołowych, delikatna pikantność. W ustach średniozbudowane, sporo pikantości, nuty zielonych owoców. Nieco wystaje alkohol. Ocena: **. Następne podane wino to Terra Tangra Sauvignon Blanc/Sémillon 2014. Pochodzi ono z Wzgórz Sakar położonych blisko granicy z Turcją. Posiada ono jasnozieloną barwę, w nosie wyczuwalne nuty zielonej papryki, trawy, agrestu. W ustach nuty trawy, cytrusów, zielonej papryki. Średnio zbudowane, o dość wyraźnej kwasowości i lekkiej goryczce na finiszu. Całkiem przyjemne. Ocena: ***. 

 

A  to co miało nas czekać... (fot. własna)
 
Trzecim winem wróciliśmy do winnicy Zagreus i do szczepu Mavrud, tym razem w różowym wydaniu. Zagreus Mavrud Rose 2015 to wino o malinowej barwie, w nosie również wyczuwalne nuty tegoż owocu, trochę truskawek oraz lekka pikantność. W ustach trochę owocu, wino jest krągłe, mamy niewielką słodycz i równie niewielką kwasowość. Na finiszu pojawia się czerwona porzeczka. Zdecydowanie za mało struktury. Ocena: **. Następnie nadchodzi pora na swojsko brzmiącą nazwę Katarzyna Estate z Mezzek (właścicielami jest polska rodzina Trylińskich) i jej Les Cailloux 2014. Jest to kupaż Viogniera i Chardonnay o jasnozłotej barwie, w nosie wyczuwalne są aromaty polnych kwiatów, prażonych migdałów, wanilii, ziół włoskich oraz mokrej skały. W ustach nuty owoców cytrusowych, trawy, brzoskwinii, dalej prażone migdały i delikatna goryczka. Wino jest średniozbudowane, trochę wystaje alkohol, ale zdecydowanie sprawia lepsze wrażenie od poprzedników. Ocena: ***.

 

Ten róż nie zachwycił (fot. własna)
Następnie nadeszła pora na Boshkilov Melnik-55 Rose 2015, powstały ze szczepu Melnik 55. Jest to trunek o ciemnoróżowej barwie, bogatym w nuty owocowe nosie (malina, wiśnia), oraz całkiem przyjemnych, hedonistycznych ustach: sporo tu owocu, wiśni, maliny, przyjemna kwasowość, sporo ciała. Na finiszu pikantne. Całkiem przyjemne różowe wino. Ocena: ***/****. Po nim podano Zagreus Syrah Rose 2013. Winem tym wkroczyliśmy w kategorię czerwonych win. Posiada ono purpurową barwę, w nosie nuty zwierzęce, skóra, owoce leśne, nieco dymu. W ustach również wyraźnie wyczuwalna skóra, owoce leśne, delikatne, niezbyt nachalne taniny. Typowa dla Syrahów solidna pikantość, na finiszu wyczuwalne nuty czerwonego jabłka. Jest ok, ale to nie moja bajka. Ocena: ***.


Tu zaś jest już o wiele lepiej... (fot. własna)
Ostatnie dwa wina pochodziły z winiarni Boshkilov i pwostały z tego samego szczepu, w tym samym roczniku. Co je różniło? Filtracja... Pierwszym z nich jest Boshkilov Melnik-55 2014, który posiada purpurową barwę, w nosie wyczuwalne nuty wiśni, owoców leśnych, suszonej śliwki oraz delikatne nuty skórzane. W ustach delikatna słodycz z ektraktu, wino jest złożone, poważne, ma sporo owocu. Sprawia autentyczną przyjemność. Dla mnie najlepsze wino panelu. Ocena: ***/****. Boshkilov Melnik-55 Unfiltered 2014, choć z tego samego szczepu, sporo różni się od swojego poprzednika. Ma znacznie ciemniejszy kolor, w nosie również sporo owocu, wiśni, ale też nuty pikantne. W ustach potężne, nieułożone jeszcze taniny, spora kwasowość, owocowość schodzi tu niejako na drugi plan. To wino potrzebuje sporo czasu, by dojść do pełni formy. Ocena: ***.

 

Rossen zachwala wina... (fot. własna)
Cieszę się, że mogłem wziąć udział w panelu, gdyż miałem możliwość poznać wina z kraju, który nie znajduje się na liście moich priorytetów winarskich. Co do poziomu, to nie jestem nim za bardzo zachwycony, zdecydowana większość win miała zbyt wystający, agresywny alkohol, który utrudniał percepcję tych trunków. Jeden czy dwa wyjątki to za mało, by wina te trafiły na listy koneserów, ja sobie odpuściłem zakupy, gdyż ceny moim zdaniem są zdecydowanie zbyt wysokie w stosunku do jakości (ok. 41,50 do 55,50 PLN za butelkę). Próbowaliśmy także oliwy z oliwek, która pozostawiła po sobie znacznie lepsze wrażenie. Degustowałem na koszt własny.

Błąkając się przed odlotem po Okęciu nie sposób było nie wstąpić do jednego z tamtejszych sklepów bezcłowych. A cóż mogło przykuć moją uwag...

Francji ciąg dalszy - Légende Baron Rotschild Rouge Bordeaux 2012

Błąkając się przed odlotem po Okęciu nie sposób było nie wstąpić do jednego z tamtejszych sklepów bezcłowych. A cóż mogło przykuć moją uwagę, jeśli nie wino? Zwłaszcza po tym, jak z ciekawością degustowałem francuskie wina z oferty Lidla, stwierdziłem, że chciałbym zabrać ze sobą trunek z Bordeaux. Mój wybór padł na Légende Baron Rotschild Rouge Bordeaux 2012, jedną z etykiet słynnej wytwórni Château Lafite Rothschild. Jest to kupaż Cabernet Sauvignon i Merlot (w tym roczniku 50%-50%) i dojrzewa przez 9 miesięcy, z czego 40% w dębowych beczkach.

 

Dobre, ale z pewnością nie legendarne... (fot. własna)
 
Wino ma piękną, purpurową barwę. W nosie sporo owocu, jeżyny, dżem wiśniowy, ale i nieco wanili. W ustach na pierwszy plan wysuwają się nuty waniliowe, po nich następuje przyjemna słodycz z ekstraktu, nuty wiśni, aczkolwiek mamy tu też nieco surowe taniny. Wino potrzebuje trochę czasu by się otworzyć. Dalej mamy nieco nut skórzanych, korzennych. Średni finisz z lekkimi nutami czerwonego jabłka. Eleganckie, przyjemne wino, choć w tej cenie (40 PLN za 0,375l) bym go więcej nie kupił. Ocena: ***.

Lidl nie mógł się lepiej wstrzelić ze swoją francuską ofertą. Trwają przecież Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej, rozgrywane na 10 francuski...

Szlakiem francuskich winnic - Nowa Francja w Lidlu

Lidl nie mógł się lepiej wstrzelić ze swoją francuską ofertą. Trwają przecież Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej, rozgrywane na 10 francuskich arenach, więc być może statystyczny Polak do obejrzenia meczu sięgnie i po francuskie wino. Nie przekona ona większości, która sięgnie pewnie po piwo, lecz jakaś nadzieja jest, że Muscadety czy Chablis pojawią się na polskich stołach w trakcie kibicowania reprezentacji. W ofercie pojawiło się 32 wina, w związku ze zbliżającym się latem (co chyba nie dla wszystkich sieci jest takie oczywiste...) mamy zdecydowaną przewagę win białych. I dobrze, bo przeciętny Polak pewnie coś tam słyszał, a może nawet wypił jakiegoś bordosa, ale to przecież nie na nich kończy się winiarska Francja. Oczywiście wina z Bordeaux są (i to w pokaźnej liczbie), lecz nie stanowią one trzonu tej oferty. Ja chciałbym wyróżnić 5 win, które najbardziej mi się spodobały podczas prezentacji.

 

Delikatne, aczkolwiek przyjemne (fot. Lidl)
 
Pierwszym z nich jest  Nicolas Carlin Pouilly-Fumé Les Pierres Blanches 2015. Mamy tu bladożółtą barwę, w nosie lekka mineralność, nuty cytrusowe, kremowe. W ustach lekka, aczkolwiek przyjemna kwasowość, wyraźne nuty cytrusowe, w sumie jest to harmonijne, przyjemne wino. Ocena: ***/****. Cena: 39,99 PLN. 

 

Jeśli czyściec ma tak wyglądać, to ja jestem za (fot. Lidl)
 
Kolejnym białym winem, które chętnie mogę polecić było Sas Sieur D'Arques Limoux "La Puragoire" 2013. Posiada jasnozłotą barwę, w nosie jakby mokra skała, wyraźna mineralność, cytrusy, ale też nieco dębu. W ustach wyraźna kwasowość, wanilia, mineralność, nieco nut kawowych. Mnie ten styl bardzo się podoba. Ocena: ***/****. Cena: 29,99 PLN.

 

Przyjemne, choć trochę za drogie (fot. Lidl)
 
Ostatnim z białych win, które zwróciło moją uwagę było Domaine de Oliveira Lecestre Chablis 2014. Bladożółte, w nosie wyczuwalna mineralność, cytrusy, sól morska. W ustach lekkie, acz z wyraźną, rześką kwasowością, delikatnymi nutami cytrusowymi oraz lekką goryczką. Przyjemne, choć być może nieco za drogie. Ocena: ***. Cena 44,99 PLN.

 

Dobre Bordeaux w przystępnej cenie (fot. Lidl)
 
Z win różowych (całe 2 sztuki) nie było niczego ciekawego, więc przechodzę do win czerwonych. Pierwszym wyróżnionym jest Château Gemeillan 2010. Posiada ono piękną, purpurową barwę. W nosie nieco nut skórzanych, dojrzałej wiśni, pieprzu. W ustach sporo garbnika, ale również dość przyjemny owoc, dżem wiśniowy, nuty korzenne, pieprz. Całościowo - bardzo udane wino. Ocena: ***/****. Cena: 37,99 PLN.

 

Piękne, choć jeszcze nieco za młode wino (fot. Lidl)
 
Na deser zostało najdroższe wino całej oferty czyli Château Fombrauge Saint-Émilion Grand Cru Classé 2013. Posiada purpurową barwę, w nosie solidne nuty owoców leśnych, czekolady, tytoniu. W ustach dużo owocu, wiśnia, czereśnia, ale nieułożone jeszcze taniny, lekka surowość. Potrzebuje czasu, za kilka lat pokaże pełnię swoich możliwości. Ocena: ****. Cena: 99,99 PLN. Nie wiem, czy dałbym stówkę, ale mimo wszystko jest to najlepsze wino degutacji. Moim zdaniem nie jest to jakaś wyjątkowa oferta, choć wydaje mi się, że sporo osób znajdzie w niej coś dla siebie. Ja ponownie odkryłem Francję, z czego bardzo się cieszę. Degustowałem na III Zlocie Winicjatywy. Wina zostały udostepnione do degustacji przez Lidla.

Wczoraj wieczorem wybrałem się na małą degustację, która miała miejsce we wspomnianym już kiedyś sklepie o swojskiej nazwie a másik bolt (...

Kameralna degustacja mniej znanych win węgierskich w sklepie A másik bolt.

Wczoraj wieczorem wybrałem się na małą degustację, która miała miejsce we wspomnianym już kiedyś sklepie o swojskiej nazwie a másik bolt (inny sklep). Było to prawdziwie kameralne wydarzenie, które prowadził winarz Zsolt Ipacs. Zamysłem właściciela sklepu jest, by odbywało się regularnie i było przystępne cenowo, koszt każdej degustacji wynosi 2000 HUF (28 PLN), z czego połowę z tej sumy można wydać na dowolny produkt. Tym razem nie było żadnego motywu przewodniego - do degustacji podano dziewięć win, z czego jedno było próbą beczkową, tak złą, że szkoda nawet o niej wspominać. Pozostałych osiem poddaliśmy wnikliwej ocenie, ponieważ część nie była elementem asortymentu i m.in. od naszej opinii zależało, czy pojawią się one na półkach.

 

Degustację prowadził ten o to miły pan (fot. własna)
Pierwszym z testowanych win było Mari Bora Sauvignon Blanc 2015 od Fabro Pince z regionu winiarskiego Tolna. Można powiedzieć, że jest to arcytypowy przykład win z tego szczepu - bladozielona barwa, w nosie wyczuwalna trawa, ananas, cytrusy, ale i klasyczne kocie siki, w ustach łagodna, lekka kwasowość, agrest, ananas, nuty pieprzne oraz cytrusy. Lekkie, przyjemne, w sam raz na lato. Ocena: ***. Kolejnym i zarazem ostatnim białym winem było Cserszegi Fűszeres 2015 od Megyeri-Hanti Pince z Monor w regionie winiarskim Kunság. Ma ono bladożółtą barwę, w nosie wyczujemy nuty kwiatowe, brzoskwinię, nieco nut pikantnych. W ustach na pierwszy plan wysuwa się przyjemna kwasowość, potem pojawiają się cytrusy, mango. Bardzo lekkie, owocowe. Finisz z lekką goryczką. W sam raz na lato: ***/****.

 

Dopiero co wyszły z lodówki... (fot. własna)

Następnie nadeszła kolej na róże. Przyznam szczerze - tutaj bardzo się rozczarowałem. Zaczęliśmy od Rosé 2015 od Fabro Pince, które charakteryzuje się bladoróżową barwą, w nosie zaś wyczuwalne są porzeczki,grapefruit, nieco nut pikantnych. W ustach łagodna goryczka, dalej nuty porzeczek, ładnie podkreślona kwasowość oraz grapefruit na finiszu. Wszystkiego jest tutaj za mało, by było to wino, po które warto sięgnąć. Przeciętne. Ocena: **. Następne w kolejności Petrányi Rosé 2015 od producenta o tej samej nazwie, działającego w Csopak na północnym brzegu Balatonu, to największa porażka tej degustacji. O ile do malinowej barwy nie można się przyczepić, to w nosie pojawiają się dziwne nuty wędzonki, stajni, suszonych śliwek, w ustach zaś jest jeszcze gorzej. Wszystko to potwornie zieje niezbyt zresztą wysokim alkoholem. Ocena: *. Nie sięgajcie, nawet jeśli dają za darmo! Ostatnim w kolejce różem było Csetvej Rosé 2015 od Megyeri-Hanti Pince. Ma ono malinową barwę, która znajduje swoje odbicie także w nosie, gdzie oprócz niej pojawia się jeszcze porzeczka. W ustach wyraźnie owocowe, mamy tu porzeczki, maliny, krągłe, dość ekstraktywne, wyczuwalny jest także dwutlenek węgla, który dodaje mu jeszcze świeżości. Na finiszu nieco nut czerwonego jabłka. Ocena: ***. Na piknik w sam raz.

 

Pijcie Zweigelty, bo dobre są! (fot, własna)

Na sam koniec nadeszła pora na wina czerwone, którymi były trzy różne wariacje na temat Zweigelta. Pierwszym był Bükki Zweigelt 2013 z winnicy Sándor Zsolt Pincészete z regionu winiarskiego Gór Bukowych. Posiada ono rubinową barwę, w nosie wyczuwalne wiśniowe, czereśnie, nuty dymne oraz drzewne. W ustach przyjemnie owocowe - pod postacią wiśni i czereśni, łagodnie zaznaczona kwasowość, dobra struktura. Wyczuwalny jest tu także wpływ beczki - wanilia, ale nie na tyle, by zrobiło krzywde temu winu. Bardzo pijalne. Ocena: ****.  Następnie nadeszła pora na Kristinus Zweigelt 2013 z regionu winiarskiego Balatonboglár. Posiada ono ciemnoczerwoną barwę, w nosie wyczuwalna beczkowa wiśnia, wanilia, dżem śliwkowy. W ustach dżem z wiśni, gęste, ekstraktywne, ale niestety zabiła je węgierska choroba, czyli przesadne użycie beczki. Potężne taniny, dużo wanilii, dużo nut dymnych. Ocena: **/***. Męczące, choć wiem, że są ludzie, którzy lubią ten styl... Ostatnim winem panelu był Soproni Zweigelt od Tibora Molnára. Bardzo mała produkcja, zaledwie 1400 butelek. Wino to charakteryzuje się rubinową barwą, w nosie wyczuwalne wiśnie, czereśnie, owoce leśne oraz wanilia. W ustach lekkie, owocowe, bardzo łagodna kwasowość, miękkie taniny, bardzo delikatne nuty waniliowe. Eleganckie, przyjemne wino, bezapelacyjny zwyciężca tej degusacji. Ocena: ****. Tak dobre, że nie mogłem się powstrzymać i kupiłem butelkę dla siebie. Z pewnością wezmę udział w kolejnym takim wydarzeniu, bo pojawiają się tu wina, których nie zobaczymy na skepowych półkach - a ja lubię niespodzianki. Degustowałem na koszt własny.

To była już kolejna z degustacji, na które czeka się miesiącami. Somló - zaklęta góra, wygasły wulkan, który pobudza wyobraźnie, miejsce, w...

Somló a Gellértben - degustacja win z Somló w budapeszteńskim Hotelu Gellért

To była już kolejna z degustacji, na które czeka się miesiącami. Somló - zaklęta góra, wygasły wulkan, który pobudza wyobraźnie, miejsce, w którym powstają piękne - i jedyne w swoim rodzaju wina. Trudno ją do czegokolwiek porównać - a jeśli już, to w skali Węgier najbliższymi - i jedynymi krewnymi dla Somló są Tokaj i Badacsony. Wszystkie trzy jako wytwór działalności wulkanicznej, jednakże jest zasadnicza różnica, która je dzieli. W Somló nie ma wody. Nie ma ani życiodajnego Bodrogu, który wielce przyczynia się do powstania aszú, nie ma też Balatonu, który mocno wpływa na lokalny mikroklimat Badacsony. Jest tylko góra. Ale jaka!

 

Wujaszek Béla na fasadzie Hotelu (fot. własna)

Punktualnie o godzinie 13 pojawiłem się w budynku Danubius Hotel Gellért, gdzie w jednej z sal czekały stoiska z wystawcami. Prawdę powiedziawszy, spodziewałem się więcej z nich - część nie dojechała, a część dotarła nieco później. Generalnie rzecz biorąc wszyscy się zmieścili, choć czasem pojawiały się kolejki przy stoiskach. Cieszy duży udział małych producentów, których w innym przypadku ciężko byłoby spotkać - większość winnic zajmuje powierzchnię mniejszą, niż 2 ha, i to właśnie od nich pochodzą najciekawsze wina. Pewnym smutnym faktem był brak zaproszenia dla Stefana Spiegelberga - spowodowany brakiem współpracy pomiędzy nim, a organizującym imprezę sklepem Somlói Borok Boltja.

 

Wielkich tłumów nie zaobserwowano (fot, własna)

W przeciągu 7 godzin trwania imprezy udało mi się zdegustować ponad 70 win, w zdecydowanej większości białych, choć pojawiły się 2 czerwone (oba ze szczepu Syrah). Dominował Furmint, Olaszrizling, okręt flagowy Somló, czyli Juhfark, oraz Hárslevelű. Ja zaś dziś przedstawię 5 trunków, które najbardziej mi zapadły w pamięć. Każde z nich na swój sposób inne, każde wyjątkowe. Pierwszym z nich jest Juhfark 2013 z Szalai Pince. Jest to niewielka, bo zaledwie dwuhektarowa winnica, ich wina charakteryzują się niesamowitym stosunkiem jakości do ceny! Co zaś dotyczy się tego Juhfarka, to jest on dla mnie esencją Somló. Barwa jasnozłota, w nosie wyczuwalne nuty maślane, oleiste, nieco cytrusów w tle, w ustach bardzo wyczuwalna mineralność, potężna (ponad 9 g/l!) kwasowość, świetna struktura, wanilia, w tle nuty cytrusów. Spędziło rok w beczce. Świetne. Ocena: ****.

 

Juhfark, czyli gwiazda wieczoru (fot. własna)

Kolejnym wybranym przeze mnie winem jest Olaszrizling 2015 z Tóth Pince. Tutaj mamy do czynienia z naprawdę mikroskopijną produkcją, bo cała powierzchnia winnicy to zaledwie 0,6 ha, na których jest posadzone około 4000 krzewów. Co zaś tyczy się tego wina - jest to jeszcze zaledwie próbka z beczki, wino to zostanie zabutelkowane za około tydzień. Wyróżnia się bladożółtą barwą, w nosie wyczuwalne nuty kwiatowe, banana, cyttusów. W ustach lekkie, łagodne, jednocześnie świeże. Nuty banana ponownie wysuwają się na pierwszy plan, w tle nieco nut miodowych. Przekonujące. Ocena: ****.

 

Bazalt. Bez niego nie byłoby tej imprezy (fot. własna) 

Trzecim winem, które zdecydowanie przekonało mnie do siebie było Csakzsak 2016 od Nagybajusú Jász Laci Pinceje. Jest równie wyjątkowe, co jego twórca, długowąsy László Jász. Jest tu bowiem mowa o winie pomarańczowym - które spędziło 60 dni fermentując "na skórkach". Stąd też pomarańczowo-miedziana barwa, w nosie wyczuwalne nuty gruszki, pigwy, ale też cytrusy. W ustach wyjątkowo ekstraktywne, o łagodnej, acz wyczuwalnej kwasowości, przyjemnych nutach gruszki oraz suszonych owoców. Długi, przyjemny finisz. Jest to kupaż oparty na Olaszrizlingu i Szürkebarátcie z niewielką domieszką innych szczepów. Do kontemplacji. Ocena: ****.

 

Piękne wina, jeszcze spod ręki wujaszka Béli (fot. własna)

Następnym, przedostatnim już winem, które chciałbym polecić jest Furmint 2007 od Fekete Pince. Do niedawna zawiadywał nią wujaszek Béla, czyli Béla Fekete, który od ponad trzydziestu lat jest pionierem zmian, modernizacji i dążenia do doskonałości na górze Somló. Był on równocześnie gościem honorowym całej imprezy. Jego wino posiada głęboką, złotą barwę, w nosie wyczuwalny jest botrytis, nuty kremowe, miód oraz mango. W ustach burza owoców, mango, ananas, pigwa, potężna kwasowość, w tle nuty wanilii, suszonych owoców. Bardzo wyraźnie podkreślona mineralność. Piękne wino, które pomimo swego wieku wciąż sprawia pijącym wiele radości. Ocena: ****.

 

Bazalt pod każdą postacią. Nawet w formie krzyżówki (fot. własna)

Piątym i ostatnim winem, które chcę polecić  to Bazalt Chill Olaszrizling 2015 z St. Margit Pincészet. Jest to kolejne wino pomarańczowe, lecz tym razem spędziło 3 miesiące "na skórkach". Za jego powstaniem stał, a jakżeby inaczej - długowąsy László Jász. Piękna, pomarańczowo-miedziana barwa, w nosie złożone - cytrusy, pigwa, a także nuty maślane. W ustach bardzo ekstraktywne, pojawia się łagodna, wynikająca z dużej zawartości polifenoli goryczka, pigwa, nieco nut suszonych owoców oraz cytrusy. To wszystko podkreślone przyjemną, acz nienachalną kwasowością. Hedonizm. Ocena: ****.

 

Do zobaczenia za rok! (fot. własna)
 
Ta degustacja pokazała, że Somló to ziemia wspaniałych możliwości. Powstają tu wina w różnorodnych stylach, od lekkich, bo potężne, ekstraktywne trunki, które będą pięknie dojrzewać przez następne lata. Spytałem jednego z winiarzy, czy nie chciałby powiększyć swojej winnicy, na co ten mi odparł - Koszt jednego hektara w tej okolicy to 20 milionów forintów (ok. 275 tys. PLN). Oznacza to, że ta inwestycja praktycznie nie zwróciłaby się za mojego życia - a innych, gorszych gruntów nie chcę kupować... - W ten sposób można zrozumieć, dlaczego Somló zostanie raczej ziemią mikroproducentów - ale to chyba dobrze, bo nie straci swojego charakteru, którego oprócz wyjątkowej ziemi nadają mu tamtejsi ludzie. I to jest największy, wciąż nie odkryty skarb tej góry.


Pojawiając się na jednej, czy to drugiej imprezie winiarskiej, ma się wrażenie, że spotyka się te same twarze. Światek winiarski w Polsce n...

Heimann Birtokbor 2013 - Spotkania, których jakby nie było...

Pojawiając się na jednej, czy to drugiej imprezie winiarskiej, ma się wrażenie, że spotyka się te same twarze. Światek winiarski w Polsce nie należy do największych, podobnie sytuacja przedstawia się tu, na Węgrzech. Często mam wrażenie, że poza winiarzami, handlarzami, dziennikarzami i blogerami nie pojawia się nikt inny. I tak, widując na kilku imprezach tę samą twarz, siwego, dość krępego i korpulętnego pana z dokładnie przystrzyżoną brodą, zastanawiałem się kim on jest. Oczywiście mam w sobie na tyle kultury, by nie uderzać do człowieka, którego kompletnie nie znam. Tak więc pozostawałem w błogiej nieświadomości, kim jest ów pan - może to winiarz, a może jakiś handlarz? Oczy otworzyła mi dzisiejsza butelka wina, a raczej przygotowanie do tego tekstu - okazało się, że jest to Zoltán Heimann, zarządzający szekszárdską winnicą Heimann Családi Birtok. Skoro właściciela już (co prawda nieświadomie!) poznałem, to warto powiedzieć coś o jego winnicy, która zajmuje 23 hektary na zachód od centrum Szekszárdu. Rodzina zajmuje się winiarstwem od 1758 roku, uprawiają przede wszystkim czerwoną winorośl, choć posiadają także nasadzenia Viogniera. Większość spośród ich win dojrzewa w dużych, dębowych beczkach. Mogą pochwalić się wieloma wyróżnieniami zdobytymi w międzynarodowych konkursach. Z pochodzenia są Szwabami, jak większość winiarzy działających na południu Węgier.

 

Widoki niczego sobie (fot. ze strony producenta)

Heimann Birtokbor 2013, to jak sama nazwa wskazuje (birtok) wino posiadłości. Jest to wybór najlepszych owoców, z najlepszych siedlisk. W jego skład wchodzi Cabernet Franc (moim zdaniem flagowy szczep Szekszárdu), Merlot, Kékfrankos, Syrah. Każdy z nich daje coś od siebie, co sprawia, że wino to jest całkiem przyjemnym towarzyszem mojego wieczoru. Posiada ono ciemnorubinową barwę, z purpurowymi refleksami. W nosie mocno wyczuwalne owoce leśne, przyprawy, czerwona potrzeczka, ale także nuty dymne, nieco skóry, w tle pojawia się także lekka kwiatowość. W ustach dominują aromaty wiśni oraz owoców leśnych, podkreślone solidną, aczkolwiek przyjemną kwasowością. Średnia budowa, niezbyt nachalne taniny, mocno wyczuwalna beczka. Znajdziemy tu także nuty tytoniu, pestki wiśniowej a także nieco wanilii. Długi, przyjemny finisz z nutą wiśni i czerwonego jabłka. Alkohol w ilości 14% stanowi kręgosłup tego wina, nie wybija się na pierwszy plan, w żaden sposób nie przeszkadza w delektowaniu się nim. Moim zdaniem, jest to całkiem przyjemny trunek, choć może gdyby tej beczki było mniej, sprawiłby jeszcze lepsze wrażenie. Cena: 3650 HUF (49,50 PLN). Jak na węgierskie wino to nie tak mało, choć jest warte swej ceny. Ocena: ***/****. Z jakimś mięsiwem sprawdziłoby się doskonale. Ja piję samo, ale też daje radę. Polecam! Więcej informacji nt. powyższego oraz innych win rodziny Heimann tu.

 

Szekszárd poleca się również polskim winofanom! (fot. ze strony producenta)

Ostatnie upały nie ułatwiały degustacji win, ani tym bardziej pisania o nich. Wraz z lekkim ochłodzeniem ruszyłem w miasto i odkryłem nowy ...

Lato w pełni - Koch Villányi VA Cabernet Sauvignon, Kékfrankos 2014

Ostatnie upały nie ułatwiały degustacji win, ani tym bardziej pisania o nich. Wraz z lekkim ochłodzeniem ruszyłem w miasto i odkryłem nowy sklep, który wypełniają głównie produkty z małych, lokalnych winiarni. Nazwa tego miejsca brzmi a másik bolt, czyli inny (tj. następny, kolejny) sklep, a można w nim kupić również wszelkiego rodzaju zdrową żywność, począwszy od ziemniaków kończąc na różnego rodzaju lokalnych serach. Trafiłem tam przypadkiem, bo w niedziele sieciówki są zamknięte, a akurat ten mały sklep pozwolił mi zaopatrzyć się w imbir. Kilka dni później pojawiłem się w nim ponownie, by zakupić wina - jedno z Apuli, a drugie węgierskie, z nad Balatonu. Na ich degustacje jeszcze przyjdzie czas.

Nowe odkrycie (fot. strona facebook sklepu a másik bolt)

Dziś zaś znowu miałem ochotę na róż. Kupiłem więc Koch Villányi VA Cabernet Sauvignon, Kékfrankos 2014. Wino o jasnoróżowej barwie, z widocznymi bąbelkami, w nosie wyczujemy aromaty owoców cytrusowych i przypraw. Usta również mocno cytrusowe, solidna mineralność, łagodna kwasowość zbalansowana minimalnym cukrem resztkowym, niewielka ilość dwutlenku węgla, która dodaje świeżości, i krótki, owocowy finisz. Ogólnie wino całkiem pozytywne, w swej kategorii cenowej to dobry wybór, szczególnie przy tej pogodzie. Cena: 999 HUF (13 PLN), ocena: ***. Dodatkowym bajerem jest pojawiający się termometr, jeśli temperatura wina spadnie poniżej 12 stopni.

Termometr widoczny, a więc wino schłodzone (fot. własna)

Ostatnimi czasy często przychodzi mi pić wina z południa Węgier, bądź z Villány, bądź z Szekszárdu. Jedną ciekawą cechą tych win jest to,...

Krótka historia winiarstwa w Szekszárd - Eszterbauer Káferka Rozé Cuvée 2014.

Ostatnimi czasy często przychodzi mi pić wina z południa Węgier, bądź z Villány, bądź z Szekszárdu. Jedną ciekawą cechą tych win jest to, że większość producentów ma niemieckobrzmiące nazwiska. Przypadek? A może najazd Niemców i wykupienie czego się da? Nie do końca. Historia o tyle ciekawa, że warta opowiedzenia.
Winiarstwo na południu Węgier było praktycznie obecne od czasów Cesarstwa Rzymskiego. Idealne warunki klimatu i łagodne zbocza. Przez długi okres czasu uprawiano tu praktycznie wyłącznie białe szczepy wina. Sytuacja się zmieniła w XVI wieku, kiedy wraz z najazdem Turków te tereny całkowicie się wyludniły. Spośród narodów uciekających przed muzułmańską nawałą na północ byli prawosławni Serbowie, którzy przynieśli ze sobą nowe szczepy winorośli (m.in. kadarkę). Dopiero w XVIII wieku, wraz z odebraniem ziem Osmanom, pojawili się nowi osadnicy. W większości byli Niemcy, gdyż już wtedy wsie niemieckie pękały z przeludnienia, a cesarzowa Maria Teresa chętniej widziała swoich ziomków na niepewnym jeszcze pograniczu (nie mówiąc już o tym, że Węgrów było zbyt mało, by mogli zasiedlić te ziemie). Żywioł niemiecki na tych terytoriach jest żywy aż do dzisiaj, w niektórych gminach stanowi on znaczący odsetek ludności. Oczywiście mówimy to o zmadziaryzowanych Niemcach, których nazwiska, tradycyjne domostwa oraz, choć co raz rzadziej - język wskazuje na to, że ich przodkowie przybyli tu z kraju nad Renem.
Więcej takich róży (fot. eszterbauer-bor.hu)
Tyle odnośnie historii, chciałbym wrócić do wina, które miałem przyjemność wczoraj skosztować. Jest to Eszterbauer Káferka Rozé Cuvée z zeszłorocznych zbiorów. Nazwa Káferka odnosi się do narzędzia, z którego korzystali w przeszłości miejscowi winogrodnicy, a które oznacza narzędzie do transportu zebranych gron, a była nim przepołowiona beczka. Samo wino jest jasnoróżowe, zauwyżymy w nim niewielkie bąbelki, świadczące o obecności dwutlenku węgla. W nosie wyczujemy aromaty kwiatowe, owoce cytrusowe i porzeczki. Usta: przyjemna kwasowość, cytrusy, bardzo lekkie, w tle maliny, porzeczki. Wino idealne na upały, dwutlenek węgla zwiększa jeszcze wrażenie świeżości. Składa się z Blaufränkisch, Merlot i Pinot Noir, alkohol: 12%. Cena: 999 HUF (13 PLN). Ocena: ****. Warto. Zwłaszcza kiedy zrobi się naprawdę ciepło.

Obsługiwane przez usługę Blogger.